Oczami Bezdomnego Psa

niedziela, 29 grudnia 2013

ADOPCJE, MIŁOŚCI…



Aha, pewnie któryś bezogoniasty przechodził właśnie obok kojca, w którym siedzi Agri, bo wrzask na całe schronisko!... Taki zły wrzask… Bo Agri to pies łańcuchowy, który prawdopodobnie zerwał się z łańcucha i zwiał. Długo się swobodą nie nacieszył, bo nasi złapali go niedaleko schroniska. Teraz siedzi i ma za złe. I pewnie ma swoje powody. Za bezogoniastymi nie przepada, stąd te wrzaski, gdy któregoś widzi. A że jest silny i dość duży, w kwiecie wieku, to wrażenie robi… No cóż, w końcu się wyciszy. Ale na razie…
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2767-agri
                       
            No nie, myśli zebrać nie można przy tym wyciu i szczekaniu… Skoczę do lasu. Popatrzę, jak się sprawuje Henna na spacerze, a Tyson niech opowiada dalej…

            Poleciała… A ty się, psie, męcz i opowiadaj! Ale o Hennie, to akurat mogę, bo to amstafka, jak ja. I w schronisku jest chyba tylko jedno zwierzę fajniejsze od niej… No dobra, wystarczy. Jeszcze ktoś sobie pomyśli, że się przechwalam.
            No to było tak. Henna, duża i silna dwulatka, trafiła do nas jakieś pół roku temu. Ktoś ją przywiązał do drzewa przy drodze, niedaleko miasta. Była w dobrej kondycji, zadbana – domowa bez dwóch zdań. Wykonywała polecenia, bezogoniastych lubiła. Jakoś się do schroniska przyzwyczaiła. A ja pomagałem, jak mogłem.
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2366-henna
                       
            I niedawno zaczęli ją odwiedzać tacy dojrzali bezogoniaści. Wyglądali i pachnieli całkiem nieźle. Mieli jeszcze syna, na moje oko dwunastoletniego. Też w porządku. Upatrzyli sobie Hennę i powoli się do siebie przyzwyczajali: spacery, czesania, wiecie, takie tam… I któregoś dnia zabrali ją do domu, na próbę. A tam czekała na suczkę jeszcze jedna bezogoniasta, najmłodsza, córeczka…
            Z tej próby Henna wróciła całkiem nie w sosie. Nawet zbytnio szczekać nie chciała o tym, co się stało. A stało się to, że wszystko zapowiadało się dobrze. Nowe miejsce jej się spodobało, ta mała też – ze wzajemnością. Pełna harmonia. Do momentu, w którym starsi bezogoniaści dali córeczce coś w jednej miseczce, a Hennie coś innego w drugiej. I doszło do różnicy zdań, która miseczka jest czyja…
            Gryzienia żadnego nie było, ale warczenie i pokazywanie kłów – owszem. I płaczu trochę chyba też… I strachu w ogóle… Wiecie, w nowym miejscu, w nowych okolicznościach, suczka trochę się pogubiła. Za wiele tego nowego było na jeden raz…
            No i Henna wróciła do schroniska.
            Ale ci bezogoniaści nie zamierzają rezygnować. Dalej ją odwiedzają, spacerują, a po świętach mają spotkać się z naszym zaprzyjaźnionym treserem i rozpocząć z nim pracę. I oni nie tracą nadziei, i Henna. I ja…

            Przychodzą tu ostatnio jeszcze inni fajni bezogoniaści. Na przykład taka jedna para młodych. Ona gada tak, że ją tu wszyscy dobrze rozumiemy, ale on jakoś inaczej. Bo jest tym no, jak mu tam… nooo… Aha – Anglikiem. I zabierają na spacery różne psiaki, głównie te starsze. Jak rozmawiają z naszymi bezogoniastymi, to niczego nie obiecują, ale jak wejdą między kojce i mówią ze sobą, to można zrozumieć – psy nie głupie, uszy mają i swój rozum też – że chcieliby adoptować kogoś z naszych… Tylko się boją, bo to duży kłopot. Żeby wywieźć psa z naszego kraju do innego, zwłaszcza do tej Anglii, to kupy badań trzeba, papierów, paszportów, zezwoleń, wrr…
            No, ale może coś… Zobaczymy po świętach…

            A trochę wcześniej był u nas starszy bezogoniasty z takiego kraju, co się nazywa Austria. Przyszedł, bo dawno temu, ładnych kilka lat minęło, adoptował z naszego schroniska psiaka. Coś pamiętam jak przez mgłę, ale imienia tego zwierzaka sobie teraz nie przypomnę… No i ten starszy bezogoniasty opowiadał, że żyją sobie tam gdzieś daleko, że im dobrze, że pies ma się doskonale, chociaż już starusieńki jest… A ten bezogoniasty, jak znowu przyjechał do naszego kraju, to przyszedł o nim opowiedzieć. I podziękować jeszcze raz. I zostawił nam w darze trochę tego, co nie śmierdzi. (Wpierw, mówił, chciał coś kupić, ale nie wiedział, co się nam tutaj najbardziej przyda, więc zdecydował się dać te papierki. Nie za dużo, nie za mało – w sam raz!) Dobrą godzinę opowiadał, a potem się pożegnał i poszedł. Obiecał, że przyśle fotki…

            Potem… Aha, nasza bezogoniasta woła Imbira i Hedara. Odpaliło staruszkom, zakochali się. Jest tak, że starych psów się nie kastruje, bo to może im zaszkodzić: wiek nie ten, zdrowie nie to na takie zabiegi… A właśnie do schroniska trafiły nowe suczki. Za krótko są, żeby im zrobić sterylizację. No i dostały cieczki, a kundle stare – małpiego rozumu. I gdy tylko mogą, wyskakują z biura, gdzie mieszkają i lecą do tych nowych. I siedzą pod kojcami, i robią maślane oczy, i prężą się i czasem szczeknie który… Zimno? A co tam!... Pada? Nie szkodzi, my młodzi! Taaa… Hedar wariuje na punkcie Błogiej, a Imbir – widząc Witkę.
            Proszę bardzo – oto Hedar absztyfikant:     
                       
https://lh4.googleusercontent.com/-Du2N-rbTgDc/Uf5x13PuK2I/AAAAAAAARsc/rBUxzkMLEMM/w140-h93-p/lord%2B7810.jpg


            A to jego wybranka Błoga:
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/1521-boga
                       
            Tu natomiast zakochany Imbir –
                      
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2653-imbir


            A poniżej obiekt weschnień Imbira – Witka.
                       
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2740-witka


            Niezłe pary, co?
            Suczki jakoś niekoniecznie podzielają zapędy staruszków. No więc obaj po pewnym czasie tracą nieco wigoru. A gdy jeszcze nasi bezogoniaści ich zawołają do michy, dyrdają, gdzie dają. Cóż, w pewnym wieku racja brzucha jest silniejsza niż racja ducha!...
            Potem nażarte stare samce leżą między biurkami i powarkują do siebie: „Ech, panie, za naszych czasów…” Albo: „Jak dziś pamiętam – za śmietnikiem spotkałem…”. Albo…
            I tak dalej…

środa, 25 grudnia 2013

DZISIAJ



            No to doczekaliśmy Świąt. To, co prawda, święta bezogoniastych, ale i zwierzakom jakoś milej. Z przyczyn, że tak szczeknę, behawioralno-żołądkowych. (Ma się to wykształcenie lingwistyczne, nie?). Ale na razie siedzę za naszym bezogoniastym i czytam mu przez ramię kartki i maile, jakie przesłali do schroniska dawni jego lokatorzy i ich opiekunowie.

”Witajcie!
Razem z Ernestem serdecznie dziękujemy i nawzajem życzymy dużo szczęścia zwierzakom w Nowym Roku, żeby wszystkie znalazły domki. Wam, Państwo, zdrowych, wesołych, szczęśliwych, rodzinnych Świąt oraz pomyślności w Nowym Roku.
Mimo choroby, jesteśmy z Ernestem razem. Nadal nie mogę stawać na chorą nogę, połamane kolano, ale radzimy sobie, choć początkowo było ciężko. Jeździmy na spacerki takim wózeczkiem-chodzikiem, nawet dość daleko. Ernest nauczył się, kochany piesek, że z panią na wózeczku są ograniczenia, nie ciągnie, w przejściu w drzwiach grzecznie czeka. Niby to dla mnie dodatkowy uciążliwy obowiązek, ale nie całkiem. Bez Ernesta wychodziłabym rzadko, pewnie tylko na zakupy, a tak mam obowiązek. W efekcie Ernest stał się moim najlepszym rehabilitantem. Na kontroli się dziwią, jaką mam kondycję. Nawet w wichurę daliśmy radę, tyle, że nie pchaliśmy się daleko, tylko objechaliśmy kilka razy okoliczny parking. Ernest to stary cwaniak, zrozumiał, że trzeba wszystko zrobić jak należy, bo pogoda nie taka. Uśmiecha się często, czyli nie jest mu źle. Dzięki niemu nie czuję się samotna i mam o kogo dbać. Zrobił się z nas lokalny koloryt, pani na wózeczku z sympatycznym pieskiem, jeżdżą sobie po okolicy.
Jest szansa że od stycznia zacznę pomału chodzić. Ze trzy miesiące i zaczną się normalne spacery. Radzimy sobie, pomagała nam córka, teraz już nie musi, a Ernest jest zadbany, wyczesany i zadowolony.
Serdecznie pozdrawiamy.”
           
http://schronisko.avx.pl/wiesci-z-nowych-domow/984-ernest



A z tym Ernestem to było tak. Łaził po ulicach na peryferiach miasta i stamtąd go nasi przywieźli. No i siedział, starszawy już, z domowymi przyzwyczajeniami. Gdy któryś wolontariusz wprowadził go raz do domku wolontariuszy, Ernest od razu wskoczył na krzesło, umościł sobie miejsce i leżał. Ale gdy tylko zerknął na bezogoniastego, zaraz zeskoczył i siadł obok. Nigdy nie pchał się do miski na wariata, jak to robią inne psy – czekał spokojnie, aż mu nałożą i dopiero wtedy jadł. No i do oporu wstrzymywał się z robieniem w kojcu. Był nauczony, że takie rzeczy robi się na dworze…
W ogóle ułożony pies. I jakaś pańcia czy pańcio zafundowali mu schronisko…
Nie znosił go dobrze. Nerwicował się coraz bardziej. Na szczęście znalazła się wreszcie poważna dojrzała bezogoniasta, która go adoptowała. I ślicznie im si e żyło, Az ona w końcu miała wypadek, trafiła do szpitala, a on – do znajomych. Ale od pewnego czasu są znowu razem, jak czytaliście. I ślicznie!

Kolejne życzenia były od Sagi. Nie mogłam jej sobie przypomnieć, więc pogoniłam do Tysona – może on ją lepiej pamięta. Ale gdy tylko wyfrunęłam z biura, zastopowało mnie. Bo zobaczyłam, że nasza główna bezogoniasta chodzi po schronisku i wręcza zwierzakom świąteczne prezenty. Jakiś czas temu mali bezogoniaści ze szkoły w Zawadzie przynieśli do schroniska paczuszki świąteczne dla naszych lokatorów. A w nich, gryzaki różne, denta sticsy, puszeczki, ciasteczka, lizaczki… Same smakołyki. No a dyrektor tej szkoły przygotował największą pakę!
           


Do tego doszły jeszcze prezenciki od innych mieszkańców miasta i od naszych bezogoniastych. No i naskładała się tego cała fura. I teraz psy i sierściuchy dostawały te paczki i obżerały się. No to pognałam, gdzie dają. I aż mnie skręciło, bo przypomniałam sobie wtedy, że przecież ani nie pogryzę, ani nie poliżę… Bycie duchem ma jednak swoje złe strony, ech…
Powlokłam się do Tysona z nadzieją, że on swojej paczuszki jeszcze nie dostał, albo że już zdążył ją pożreć. Bo chyba bym nie wytrzymała. Już z daleka zobaczyłam, że siedzi z rozanielonym pyskiem i się oblizuje. Chwalić Doga, odetchnęłam.
Ale Tyson też nie bardzo pamiętał Sagę. Tyle, że była miła, nie za duża, młoda i bardzo spanikowana, gdy przywieziono ją spod niedalekiego miasta. I że stosunkowo niedawno znalazła sobie własnych bezogoniastych. Hau, to pewnie dlatego życzenia od niej były takie krótkie – jeszcze nie zdążyła narozrabiać i nie było o czym pisać! Bo te życzenia były takie, po prostu:

„Zdrowych, pogodnych, pełnych radości Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku 2014  - życzą: SAGA-KAJA oraz Wioleta i Alfred”
http://schronisko.avx.pl/wiesci-z-nowych-domow/1230-saga-vel-kaja


            (Znaczy, że ona teraz ma nie tylko nowy dom, ale i nowe imię – Kaja)

            Wróciłam do biura akurat wtedy, gdy bezogoniasty czytał życzenia od Pagaja. O tym psiurze już opowiadałam, nawet niedawno, więc teraz krótko tylko przypomnę. To nie za duży kundelek, ma około siedmiu lat i jest ślepy od urodzenia. Posiedział w schronisku, został adoptowany, a potem jego nowy państwo porzucili go. I znów był w schronisku, ale niedługo. Poszedł do kolejnej adopcji. Tym razem na stałe!
            I razem ze swą nową bezogoniastą napisał tak:

Tradycyjnie, jak co roku,
Sypią się życzenia wokół,
Większość życzy świąt obfitych
I prezentów znakomitych.
A ja życzę, moi mili,
Byście święta te spędzili
Tak, jak każdy sobie marzy.
Może cicho bez hałasu,
Idąc na spacer do lasu,
Może w gronie swoich bliskich,
Jedząc karpia z jednej miski,
Może gdzieś tam w ciepłym kraju
Czując się jak Adam w raju,
Może lepiąc gdzieś bałwana,
Jeśli śniegiem ziemia zasypana.

życzy Pagajek ze swoją Panią
http://schronisko.avx.pl/wiesci-z-nowych-domow/1233-pagaj

           
Innych życzeń nie czytałam. Za wiele na moje stare ślepia. Znajdzie się jeszcze czas, to poczytam. Na razie pogonię na podwórze. Przyszła nowa grupka wolontariuszy i przyprowadzili swoje rodziny. Będą wyprowadzać zwierzaki na świąteczny spacer. Połażę, posłucham, popatrzę…

niedziela, 22 grudnia 2013

SZCZENIAKOWO


            Ze zwyczajnej ciekawości chciałam zerknąć do bagażnika samochodu, żeby zobaczyć, co przywieźli, ale szybko musiałam się wycofać, bo bezogoniaści kręcili się jak wściekli i rozładowywali. I co chwilę któryś na mnie właził. Niby na ducha nadepnąć nie można, ale to naprawdę nic przyjemnego, jak przednia albo tylna łapa bezogoniastego przeze mnie przenika. Zaraz mam dreszcze…
Tyle zobaczyłam, że to karma.
Postałam więc sobie chwilę z boczku i posłuchałam, co gadają. Okazało się, że przyjechali przedstawiciele takiej witryny internetowej Tablica pl. I przywieźli nam dary: karmę, kilkaset kilogramów. A przedtem na tej Tablicy nasi bezogoniaści bezpłatnie ogłosili kilkanaście schroniskowych psów szczególnej troski. I prosili o adopcję. I odezwało się parę osób z kraju, i nasi teraz z nimi rozmawiają. Ślicznie! I jeszcze ta karma. I my się wcale nie pchaliśmy na tę Tablicę. To oni sami nas znaleźli i zaproponowali pomoc. I akcja się udała. Dzięki!
          

Inne akcje też były, ale o nich niech opowie Tyson. A ja wejdę sobie do magazynu i spokojnie przeliczę tę karmę…

No to opowiem o akcji jednej platformy internetowej. Oni z kolei nie bardzo chcieli, żeby ich nazwę wymieniać. Skromni tacy! No to nie wymienię. Nasi skontaktowali się z nimi, gdy szukali sponsorów, którzy dadzą to, co nie śmierdzi, na nasz schroniskowy kalendarz. I ci z tej platformy się zgodzili. I między innymi dzięki nim nasz kalendarz na 2014 rok wygląda tak:
http://schronisko.avx.pl/aktualnosci/1211-kalendarz-schroniska-na-rok-2014
           
Zakupili również leki dla naszych chorutkich. Nie byle jakie. I w dodatku drogie! Te leki zaraz się rozeszły po naszym szpitaliku, na różne półki trafiły, nawet fotki nie zdążyliśmy zrobić. Ale sfotografowaliśmy coś takiego.
      

To ponoć ważne, przynajmniej tak mówią nasi bezogoniaści i bardzo dbają o te świstki! Aha, i jeszcze specjalistyczną karmę przywieźli! Dziękowałem im z innymi psami tak, że jeszcze teraz gardło mnie boli!

            Nudno byłoby, gdyby pisać o samych akcjach. Zostawię coś na potem. Zresztą, o tych rzeczach Majka szczeka o wiele ciekawiej ode mnie. A ja oznajmię jeszcze, że została wreszcie wyremontowana ostatnia wiata w schronisku! I już nie ma starych, zardzewiałych siatek, o które psy całymi latami nosy i jęzory sobie kaleczyły! Uff! Tak wygląda:





            A tak w ogóle, jak się teraz zajdzie do schroniska, to strasznie piszczy! Wiecie, zaczął się ten okres, kiedy suczki się mnożą. I te bezdomne, i te domowe. Te bezdomne chowają swoje małe po różnych kątach i niełatwo je znaleźć. A te domowe nie bardzo mają gdzie potomstwo ukryć, więc bezogoniaści zabierają maluchy i – gdzie popadnie. Czasem zresztą łącznie z psią mamusią.
            Ot, że dwa tygodnie temu pan stróż robił któryś tam nocny obchód i przy bramie znalazł świąteczny prezent w postaci Ulany przywiązanej do furtki i jej małych: Waseli, Kany i Saszy. Te z kolei leżały w kartoniku.
                      
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2731-ulana

http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2734-wasela

http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2732-kana

http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2733-sacha

            Teraz cała rodzinka siedzi u nas i czeka na nowych miłych, dobrych, uczynnych, kochających, odpowiedzialnych… A tym szacownym obywatelom, którzy zostawili swoje psiaki pod schroniskiem, składamy serdeczne wesołych świąt!

            A nieco wcześniej, ciemną nocą, na obejście w podmiejskiej dzielnicy wkradł się ktoś z pakunkiem. Pakunek zostawił i noga! Rano właściciele posesji znaleźli kartonik, a w nim, a jakże, trzy maluchy, kundelki miesięczne. Abota, Katrin i Bacha.
                      
http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2713-abot

http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2712-bach

http://schronisko.avx.pl/za-tczowym-mostem/item/2711-katrin

            I powiększył nam się stan szczeniakarni.

            Z niedalekiej wsi przyjechała Tosia, kundelka może dwumiesięczna. Porzucona i podrzucona, oczywiście!
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2745-tosia
                       

A Dawę wraz z Badią i Rabiną znaleziono w lesie niedaleko schroniska. Bały się maluchy okropnie, więc nie rozlazły się i siedziały razem. Całe szczęście! Teraz dalej siedzą razem. I może szczęście ich nie opuści.
                       
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2686-badia

http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2688-dawa

http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2687-rabina



            Chyba nie wymieniłem nawet połowy szczeniaków, którym bezogoniaści zafundowali bezdomność tylko w ciągu ostatniego miesiąca i które trafiły do schroniska. Bo są jeszcze… Aha, wraca Majka!...

            Skończyłam liczyć. Tej karmy od Tablicy pl. Jest osiemset kilo.


środa, 18 grudnia 2013

DZIŚ BĘDZIEMY PSIOCZYĆ! (Na dwu- i czworonogów!)


         Wolno psu zza Mostu mieć zły humor i psioczyć? Wolno! Zwłaszcza, jak jest starą suką! Tyson się przyłącza, ale z innych powodów: bo ostatnio za mało ma spacerów, bo coraz częściej pada, bo buda ma tylko jedno wejście, zamiast trzech, o! Tyle powodów wystarczy aż za! No to psioczymy.

Interwencja. Wieś tuż za miastem, a może raczej już podmiejska dzielnica. Dom-bliźniak. Po jednej stronie kojec z siatki rozmiarów dwa na dwa metry. W środku buda. Licha, nieocieplona, bez śladu słomy w środku… Na budzie piesek. Taka pchełka. Jak dobrze skoczy z budy, to łbem wyrżnie w siatkę. Jakiś garnek w środku, ale nie wiadomo, co w nim, bo z daleka nie widać, a wejść na podwórze nie można – zamknięte. Ale widać, że z kojca nie ma wyjścia. No, chyba, że psina wychodzi otworem, którym podają mu ten garnek… Jeśli wychodzi… A jeśli biega, to dokoła. Widać nawet, bo już niezły rowek wydeptał zwierzak dokoła budy.
Ale teraz siedzi na dachu swojego domku i czeka na bezogoniastych. Pewnie są jeszcze w pracy… Może, gdy wrócą,  podejdą się przywitać…
A po drugiej stronie domu kolejna buda. Tym razem bez kojca. Ta też lata świetności ma dawno za sobą. Taka budowla z gatunku przewiewnych. Oczywiście, wyściółki w środku ani śladu. Miski też. Za to jest łańcuch. A na nim pies. Spory, włochaty… Jak ma ochotę się poruszać, to proszę bardzo: cztery kroki w lewo, cztery w prawo, tyleż do przodu… No, może jeszcze wejść do budy. Jeśli przeciśnie się przez otwór wejściowy…
Lokatorów tej części bliźniaka też nie ma.
No, ale na dom popatrzeć można. Odpicowany, aż miło, obejścia też zadbane: trawniczki, rabatki, krzewy ozdobne, metalowy płot niczego sobie. Żadna wiejska biedota…
No to dlaczego warunki, w jakich żyją psy, są rodem z zabitej dechami dziury, z gospodarstwa, gdzie rządzi chłop równie zaniedbany jak jego chałupa i obejście?
Bezogoniaści to dziwne stwory… Mawiają: mój dom świadczy o mnie. A naszej strony wygląda to inaczej. Mój pies świadczy o mnie! A niekiedy świadczy tak, że szkoda szczekać!... Słoma z hunterów wyłazi!...

Parę miesięcy temu trafił do schroniska Grafit, młode, potężne psisko, sznaucer olbrzymi. Przyjechał brudny, skołtuniony i rozlazły jakiś taki… Zaraz wsadzono go do wody, ostrzyżono z grubsza – zaczął bardziej przypominać psa. Okazał się wesołym, kontaktowym zwierzakiem, grzecznym i serdecznym…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2198-grafit
                       
Odwiedzali nas już wówczas pewni starsi bezogoniaści wolontariusze. Lubili duże psy, więc szczególnie takimi się zajmowali i wyprowadzali na spacery. Grafit spodobał się im ogromnie, więc go wzięli do domu. Na razie na tymczas. Odkarmili, wypieścili, wygłaskali, wyczesali, a w efekcie – pies nie do poznania. Otóż to! Pokazał rogi! Ta miła bezkonfliktowa i przymilna psinka zaczęła ich ustawiać: kły, warczenie, szarpanie, nieposłuszeństwo… Poszli z nim do znajomego tresera, to i za niego próbował się wziąć. Nie jest najlepiej…
Owszem, kocha swoich bezogoniastych. Może aż za bardzo – nikomu nie pozwala się do nich zbliżyć. Broni! I przed obcymi, i przed swoimi. Bezogoniaści boją się zaprosić kogokolwiek do domu, bo zaraz rzuca się bronić… Jak kto się pojawi, psa trzeba zamykać w innym pomieszczeniu. Ale jak tu swobodnie rozmawiać, gdy za drzwiami czai się bestia drapiąca w drzwi i warcząca: niech no ja tylko wyjdę!... Gościom prędzej czy później słowa zamierały na ustach i wizyta się kończyła…
Na spacerach czasem nie wiadomo, kto kogo prowadzi. Przechodniów na wszelki wypadek trzeba omijać szerokim łukiem…
Bezogoniaści próbują psa socjalizować. Zapisali się do grupy terapeutycznej, w której spotykają się tacy, którzy mają ze swoimi psami podobne kłopoty. Jak na razie niewiele to daje…
Tymczasem na święta ma do nich przyjechać córka – rzadki gość, dla Grafita więc – ktoś zupełnie obcy. Żeby mogła potem cała wrócić do siebie, pies będzie musiał spędzić święta w psim hoteliku… Na wszelki wypadek…
Jak przemówić takiemu psu do rozumu?

Poza tym trzymamy kciuki za Batona!
           
http://schronisko.avx.pl/akcja-sms/item/1391-baton


I cieszymy się, że dzięki dwóm wolontariuszkom (jedna go promowała, druga – adoptowała) biedaczek Pagaj już nie jest biedaczek, ale panisko z własnym domem!
         
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/1362-pagaj


(To taka wieść z ostatniej chwili – jak chcecie wiedzieć więcej, to zerknijcie do komentarzy pod poprzednim postem.)

No tak… Mieliśmy psioczyć, a na koniec i tak pyski się śmieją.

niedziela, 15 grudnia 2013

BEZ HUMORU…


 
Siadł nam jakoś humor… Zaczął się w najlepsze najgorszy okres dla bezdomnych psów. I dla niektórych bezogoniastych. No więc nie ma się z czego cieszyć.
Nasi przyjęli niedawno do schroniska psiaka, który dostał na imię Hacziko. Policja go przywiozła z podmiejskich działek. Siedział tam i pilnował swojego bezogoniastego, który próbował tam przenocować i zamarzł… Bezdomny… Pies nie chciał od niego odejść. Trochę się z nim naszarpali.
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2724-hacziko-kajtek
           
I teraz Hacziko siedzi w kojcu ponury jak noc… Tęskni za swoim bezogoniastym. Tak zwyczajnie, po psiemu…
Aha, odezwała się rodzina zmarłego. Okazało się, że psiak ma właściwie na imię Kajtek. Tak zwyczajnie, po psiemu…

I jeszcze jeden bezogoniasty zmarł na działkach. I jeszcze jeden pies go pilnował. I on jest u nas. Przywieziono go z odległego miasta… Na razie nie znamy jego imienia, bo dopiero co przyjechał…

No to jak tu mieć humor?...

Była z nami Sonia, owczarek kaukaski, ale nie całkiem… Posiedziała w schronisku prawie rok. Duża, silna suczka. Nasi odebrali ją właścicielowi, który psy powinien oglądać tylko na obrazku. Zaniedbywał ją okropnie, a wiadomo, jak się kaukaza nie dopilnuje, to może się on stać agresywnym, groźnym psem… Z Sonią, na szczęście, tak nie było. Wyrosła na zrównoważoną, spokojną suczkę, bardzo przyjazną dla zwierząt i bezogoniastych.
         
http://schronisko.avx.pl/za-tczowym-mostem/item/1736-sonia-ii


Należała do tych nielicznych mieszkańców schroniska, które przed wyjściem na spacer nie szaleją w kojcu. Owszem, cieszyła się bardzo, że zaraz będzie mogła porządnie rozprostować, kości, wybiegać się, wyszaleć. Ale spokojnie czekała, aż bezogoniaści założą jej obróżkę i smycz… Wszyscy czekaliśmy, aż w końcu znajdzie się ktoś, kto ją adoptuje. Nie pożałowałby…
No i niedawno, w nocy, dostała skrętu żołądka. Paskudna sprawa. Jeśli psu natychmiast nie udzieli się pomocy, to zwierzę ma niewielkie szanse… No a tu środek nocy, do rana, do powrotu bezogoniastych do schroniska daleko… Za daleko. Gdy zjawili się wreszcie i zobaczyli, co się dzieje, zaraz pognali z Sonią do zjaw. Za późno…
Paskudna śmierć. Jest parę powodów, które powodują, że zwłaszcza duże, dojrzałe psy dostają skrętu żołądka. Ale tak do końca nie wiadomo, co jest właściwą przyczyną tego paskudztwa. Szczęście w nieszczęściu, że przydarza się nieczęsto. Tu, w schronisku, w ciągu ostatnich kilku lat, był to drugi taki przypadek…
I tak przybyła Majce, za Mostem, nowa koleżanka. A nam tu i smutno, i tęskno…

Na koniec, żeby choć trochę przyjemniej było, krótka historia Violi, albo Violki, jak ją pieszczotliwie bezogoniaści nazywali. Fajna suczka, taka czteroletnia, owczarkowata. Może trochę kłótliwa, każdemu psu odszczeknie nie zawsze uprzejmie, ale poza tym miła i wesoła.
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/66-viola
           
Siedziała w schronisku dwa lata i w międzyczasie zachorowała. Rak na listwie mlecznej. Nasi w porę to dostrzegli i Viola poszła na operację. Wróciła, wszystko się zagoiło i było parę miesięcy spokoju… Potem raczyło się odnowiło. I znów Viola poszła pod nóż…
Nie doszła jeszcze do siebie, gdy zadzwonił telefon. Jacyś bezogoniaści znaleźli jej fotkę na stronie schroniska i wydało im się, że to może być ich zwierzak, który zginął dawno temu – w czasie spaceru zerwał się ze smyczy i tyle go było widać… Pytali, czy mogą przyjechać. Pewnie, że mogą!
Zjawili się jeszcze tego samego dnia i rozpoznali Violę, a ona ich. Szał radości, chociaż jej bezogoniasty, gdy dowiedział się, przez co przeszła Viola, rozpłakał się jak dziecko.
Oczywiście zabrali Violkę do domu. Z tego, co wiemy, pielęgnują ją troskliwie.

środa, 11 grudnia 2013

BEZBARWNE…(?)



Są w schronisku takie psy, które niczym się nie wyróżniają prócz tego – że są. Po prostu. Tkwią i giną w całej tej masie zwierząt. Mają swój numer, swoje imię… Swoją budę w kojcu, miski, czasem jakąś zabawkę… I nadzieję, że może i je, takie bezbarwne, ktoś zauważy i da szansę, by we własnym domu pokazały, jakie naprawdę są.
Udało się to Rajowi. To taki roczny owczarek. Przyszedł do schroniska i dość szybko został adoptowany na wieś. Nawet nie zdążyłam się czegokolwiek o nim dowiedzieć, chociaż widziałam go parę razy. Siedział, patrzył, machał ogonem, ale jakoś tak… bez przekonania. Nie zwróciłam uwagi. A gdy dowiedziałam się, że poszedł, to nie mogłam skojarzyć, o jakiego psa chodzi… Niech to kleszcze, nawet fotki jego nie mogłam znaleźć!…
No, ale jemu się udało. A inne…

Na przykład taki Arni. Już chyba nikt nie pamięta, w jaki sposób znalazł się w schronisku. Nawet on sam sobie tego nie przypomina. Wszystko, co kojarzy z przeszłości, wiąże się ze schroniskiem. Bo siedzi tutaj już ponad sześć lat.  A miał może dwa, kiedy tu przybył.
http://schronisko.avx.pl/akcja-sms/item/97-arni
                       
No i siedzi. Nie jest najpiękniejszy i zdaje sobie z tego sprawę. Nie próbuje też przypodobać się odwiedzającym. Ot, jest sobie… Cieszy się, oczywiście, gdy ktoś do niego przemówi, a jeszcze bardziej, gdy któryś z naszych bezogoniastych, albo jakiś wolontariusz weźmie go na spacer. Idzie wtedy spokojnie, rozgląda się jakby z roztargnieniem i wraca do kojca bez protestów…
Nasi wciągnęli go na listę SMS-ów, ale jak na razie w niczym to nie pomogło. A czy pomoże? Kto zgadnie…

Albo Dina, pieszczotliwie przez bezogoniastych zwana Dinką. Niby ładna, miła, spokojna, przyjazna dla ludzi i zwierzaków (a nie zawsze tak było, bo dostała w życiu w kość i trwało sporo, nim znów się przekonała do świata).
http://schronisko.avx.pl/akcja-sms/item/186-dina
                       
No właśnie, swoich się już nie lęka, ale wobec obcych dalej zachowuje dystans, a to nie pomaga w znalezieniu własnego bezogoniastego… A czeka na niego już prawie pięć lat. I pewnie jeszcze poczeka, bo widząc, że idzie ktoś nieznajomy, zaraz chowa się do budy i wystawia tylko kawałek pyska z jednym okiem…
I ona jest SMS-em. I też nie na wiele to się zdaje.
W swoim własnym domu na pewno by się rozwinęła, bo wesoła, ruchliwa, kiedy sobie swobodnie gania po wybiegu, z innymi zwierzakami nie zadziera, chociaż w kaszę sobie dmuchać nie pozwoli. No i pieszczoch z niej ogromny. Miałby w niej jakiś bezogoniasty przyjaciela na całe życie, gdyby zatrzymał się dłużej, popatrzył, poczekał, aż Dina oswoi się z jego widokiem i wyjdzie z budy. Ale nie. Zerkają tylko i przechodzą dalej…

Lub, szczeknijmy, Sawa. Coś zupełnie innego niż Dina. Bo kontaktowa, bezogoniastych nie unika, przymila się do nich, ogonem merda… Ale nie wpada w oczy… Cóż, wiele psów się przymila i merda. Ona jest jednym z wielu. Jednym z wielu bez szczęścia.
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/1808-sawa
                       
Do schroniska przyjechała może rok temu z wielką raną na szyi. Co jej się stało, nie wiadomo, bo i ona sama na ten temat milczy jak zaklęta. Woli chyba nie pamiętać. Uwielbia łażenie. Bezogoniasty, smycz i ona, czyli standardowy komplet pod nazwą „Obieżyświat”. O czymś takim marzy. I nic… Może dlatego, że jest sporą suczką i mimo uśmiechniętej paszczy dość groźnie wygląda? Nie wiadomo. Nasi celowo zwracają na nią uwagę odwiedzających ale bezskutecznie. Spojrzą, głowami pokiwają, mrukną: „No, fajna jesteś… Ale poszukajmy czegoś innego!”
I co ma robić taki pies, żeby zwrócono na niego uwagę? Wyszczekiwać hymn amerykański?...

I jeszcze Rodos. Młody, półtoraroczny, wzięty z ulicy. W schronisku od niedawna. Jak spojrzeć na niego – niczego mu nie brakuje. Prawie owczarek. Wesoły, inteligentny, chętny do zabawy… Głos daje, aż miło. Czasem, gdy idzie na smyczy, pociągnie, bo energia go rozpiera. Ale wystarczy zwrócić mu uwagę i uspokaja się natychmiast. Bezproblemowy pies…
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/1375-rodos
                       
Otóż to – pies jak pies… Okazuje się, że to nie zawsze wystarcza…


niedziela, 8 grudnia 2013

PO REMONCIE



Zawsze, gdy przylecę do schroniska i przywitam się ze zwierzakami, to się zaczynam rozglądać za bezogoniastymi. Nie za tymi naszymi, bo oni są tu zawsze, ale za nowymi, bo różni ciekawi tu bywają. A szczególnie interesują mnie godzinkowcy, bo oni pracują na rzecz schroniska. Pisałam już o nich parę razy – to tacy bezogoniaści, którzy narozrabiali. Takich rozrabiających zwykle zamyka się w schroniskach dla bezogoniastych, ale niektórych nie. Oni za karę muszą pracować na rzecz… Jeden dostaje pięćdziesiąt, inny sto, a jeszcze inny i więcej godzin do przepracowania. Niektórzy przychodzą odpracowywać te godziny do nas.
No to nasi wymyślili, ze ci godzinkowcy wyremontują nam kawałek schroniska, bo część z nich ma całkiem ciekawe zawody.
Hahahau! Godzinkowy zaczynali robotę, a później tajemniczo znikali. Rozbabrali podłogę w nowej wiatce – i zniknęli. Inni rozbabrali łazienki bezogoniastych – i przepadli. Jeszcze inni zaczęli przygotowywać elewacje biurowca, skuli kawałek tynku – i wszechświat ich pochłonął… A miesiące lecą!
Zobaczyli nasi, że inaczej trzeba. Bez wydania tego, co nie śmierdzi – nie da się. No więc porozmawiali z innymi bezogoniastymi, już nie-godzinkowcami – i robota dopiero ruszyła.
Na początek poszła kuchnia, w której przygotowywane jest jedzenie dla nas. Ta kuchnia nie widziała remontu od czasu, kiedy ją zbudowano, a więc od prehistorii. Ściany szare i trochę dziurawe, fragment pokryty potłuczonymi kafelkami, podłoga betonowa…  No i po remoncie efekt jest! 


Dziś wygląda tak:

Wyposażenie oczywiście trzeba zmienić, bo te obecne stoły i szafy to pamiętają jeszcze naszych psich prapraprapraszczurów. Ale najważniejsze już jest zrobione.

Potem inna ekipa bezogoniastych zabrała się za nową wiatkę i wykończyła roboty zaczęte przez godzinkowców. No i też co należy zostało wykonane. Teraz będą tutaj siedzieć te najstarsze i najmłodsze psy, zwłaszcza zimą, bo cała wiatka jest ogrzewana. 
         


Warunki, jak widać, będą mieć całkiem, całkiem…

Bezogoniastym też się coś należy. Biura, co prawda, nie da się powiększyć i dalej będą się cisnąć, za to pomieszczenia będą wyglądały tak:
          



Gorzej poszło z łazienkami. Wykonawcy gładzili ściany i gładzili, dopieszczali, pucowali, kafelki kładli z namaszczeniem, ceremonialnie, niespiesznie i nierówno… Hedar wszedł tam na chwilę, popatrzył, ogonem po tych kafelkach przejechał, zaraz go podkulił i wyszedł zniesmaczony. I zaczął narzekać, że gdyby tym ogonem przejechał mocniej, to by go sobie pokaleczył. No cóż, w sumie jednak to łazienka dla bezogoniastych, nie dla psów. A bezogoniaści, jak wiadomo, ogonami po kafelkach nie szorują.
Tylko że potem przyszła taka bezogoniasta, która się nazywa inspektor nadzoru czy jakoś tak i zaczęła bezogoniastym wytykał błędy: że to, że tamto, że krzywo… Wtedy jeden wykonawca się zdenerwował i powiedział, że w umowie nie napisano, że ma być prosto! To nawet Imbira wyprowadziło z równowagi, podszedł z tyłu do tego wykonawcy i podniósł zadnią łapę… Ale jedna z naszych bezogoniastych go odgoniła…

No ale teraz łazienki będą wyglądać tak:

           

I z korytarza zniknęła wystawka dawnych schroniskowych lokatorów. Bo i korytarz odnowiony. I wystawka też będzie, ale nowa i później… I bardziej, jak to się szczeka, estetyczna. Czy jakoś tak…
           



Wreszcie elewacja. Wiecie, jak cię widzą, tak cię piszą. Dotąd budynek z zewnątrz wyglądał nędznie. Co tu dużo szczekać – rudera. No więc wzięto się za odnawianie. I teraz możecie sobie porównać:
          




A jeszcze na dniach ma się zacząć remont ostatniej wiaty – stara siatka zostanie zastąpiona elementami z prętów – tak jak to już jest w innych wiatach…
I przyszedł wykonawca, który będzie w naszym szpitaliku kładł podłogę antybakteryjną…

Czy ja napisałam w tytule, że jest po remoncie?...