Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dibo. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2015

Wynaleźli lekarstwo na raka...?

Wiele razy już moi poprzednicy pisali o tym, że coś nam się nie mieści w głowie. Nie raz i nie dwa pisali, że jakby tak zebrać wszystkie schroniskowe głowy, to też by się nie zmieściło. Dzisiaj znów będę musiał to napisać.

Zdarza się, że chorujemy. Chorują nam uszy (jak mi...), chorują stawy (jak między innymi Łatkowi), chorują oczy (jak Dżokejowi), można wymieniać i wymieniać! Zdarza się też, że psioweci wykrywają takiego zwierza, co chodzi do tyłu i żyje w jeziorach. Do tej pory jest dla mnie zagadką, jak takie coś może się pojawić w ciele zwierzaka, ale ja uczony nie jestem, jak psioweci mówią, że raki żyją w czworonogach, to żyją... Niestety często się okazuje, że przeżywa potem tylko ten rak...

Wyobraźcie sobie, że dwunożni też chorują! Tak, tak! Też mogą mieć chore uszy, stawy, oczy i maaasę innych rzeczy, właściwie prawie wszystkie choroby się mogą zdarzyć niezależnie od ilości posiadanych nóg. Taaak, niestety w dwunożnych też może wyrosnąć ten jeziorzasty chodzący do tyłu zwierz w skorupce...

Taki skorupiasty zabiera siły. W zamian daje baaardzo dużo niedobrych rzeczy. I bywa, że wcale choroba wynieść się nie chce, a wręcz przeciwnie! Rośnie, zabiera radość, daje ból i niemoc.

Tak właśnie było z pewną dwunożną... Starsza pani, sama mieszka. Znaczy mieszkała, bo od pewnego czasu niestety przyplątał się do niej chodzący do tyłu zwierz. Choróbsko znaczy. Siły zabierał, radość... Rodzinę jednak ta dwunożna ma! Rodzina odwiedza, smuci się, że dwunożna coraz słabsza, smutniejsza... Podumali, podumali i wymyślili!

I nie wiemy właściwie do dziś, jak im do głowy przyszło takie lekarstwo. Naprawdę wierzyli, że może pomóc? Że swoją radością zarazi i zaczaruje chorobę i ta ucieknie? Że jak dwunożna będzie musiała się zająć prezentem, to zapomni o swoim nieszczęściu?? Nie wiemy my, zwierzaki, nie wiedzą nasi, a przecież oni mądrzejsi są... ale tak czy siak nie wiedzą...

Patrzcie, tak wygląda lekarstwo na raka:


Białe to wiadomo - sterylne. Ma w sobie tyle uroku, że na pewno zwalczy podłość choroby...

A tak na serio... Do tej chorej dwunożnej przychodzi osoba, która jej pomaga. Dowiedziała się ona o całej sprawie, wzięła Młodego pod pachę i przyniosła do nas. Szczenior bardzo szybko znalazł rodzinę, która będzie miała czas, siły i chęci stworzyć mu dom! Oby ten rak się sam wyniósł... Życzę z całego, psiego serca!

...a my nadal będziemy się zastanawiać nad całą sytuacją, chociaż może jednak nie warto...

Wyobraźmy sobie jednak, jak byłoby pięknie! A bo to u nas nie ma poważnie chorych zwierzów? Na przykład Dibo. Tak wyglądał w dzień przyjęcia do schroniska:


Taki trochę dizonaur, nie? Czy dironazł... Nie, na pewno dizonaur. Kości przy oczach takie wystające, każdą kosteczkę na słupie kręgowym też można policzyć i każde żeberko... Dibo się sam do takiego stanu nie doprowadził...

W miasteczku położonym kawałek od naszego mieszkał sobie ktoś, kto kiedyś stwierdził, że chce mieć psa. Amstaffa najlepiej, bo groźnie wygląda i takie jest szpanowe! Czy od początku mieszkał przy budzie? Nie mamy pojęcia zielonego. Dwunożni nie zapytają, a ze mną Dibo gadać nie chce. Zresztą co by to dało, skoro moje uszy... ach, szkoda pisać!

Niezależnie od wszystkiego, psa dopadło takie nieszczęście, że przyplątała się do niego ataksja. Psiowetem nie jestem, nie wiem, skąd się to bierze, ale wiem, że to powoduje chodzenie jakby się wypiło zdecydowanie za dużo i niekoniecznie czystej wody... I Dibo tak chodzi. Do przodu, do przooduuu by chciał, łapki nawet prawie przed siebie ciągną, ale jakoś ciałko całe leeci na lewo, na prawo i znów na lewo... Wygląda to może śmiesznie, ale kiedy przed oczami ma się tylko trzęsący się obraz to już przestaje być zabawnie... 

Wracając do kiedysiejszego mieszkania Dibo - była nim buda, jak wspomniałem. I między Dibo i budą był łańcuch. Nieleczona i niećwiczona ataksja prowadzi do tego, że mięśnie zanikają, a jak mięśnie zanikają, to potem nie ma się sił chodzić... Potem nie można nawet wstać... Gdyby mógł normalnie chodzić na spacery, to i z mięśniami byłoby lepiej, ale jak ćwiczyć, kiedy łańcuch ma 2 metry?! Odpowiedzialny właściciel, kiedy widzi, że ze zwierzem dzieje się coś nietypowego, to zabiera do zwierzoweta. Dibo nie trafił na takiego właściciela... Mieszkał jednak w takim miejscu, że był widziany z ulicy, a tam pewnego dnia przechodziła pewna pani... Zobaczyła ona wychudzonego psa, który może i wstaje do miski, leeedwo, ale zaraz przed nią przewraca się i pyskiem ląduje na ziemi... Zaraz do naszych zadzwoniła i nasi od razu pojechali!

Tak Dibo trafił do nas... Schronisko dla niego o niebo lepsze! Tutaj ma spacery codziennie (bez spacerów znów mięśnie by się kurczyły...), ma stałą opiekę psiowetów, ludzi ogląda częściej na pewno! ...i tu go kochają...

Szczęśliwy jest?

Mamy nadzieję!

Tak czy siak nasi szukają mu domu. Stworzyli wydarzenie na "fejsie"... hmmm... może i ja bloga powinienem umieścić tam...? Ponoć zwiększa się czytacielność!... iii na tym wydarzeniu nasi umieszczają zdjęcia i przypominają, i tam jest już pełno ludzi! ...ale nikt Dibo nie chce... Ech, ze zdrowymi jest czasami problem, a co dopiero z takim ataksjowiczem.

Patrzcie, jak wygląda teraz!


Się zaokrąglił tu i ówdzie, i nikt mu tego nie wypomina! Wręcz się cieszą! ...a mnie to tylko poklepują po boczkach i kręcą głowami... dziwni ci dwunożni!

Właściwie to szkoda, że biały, niebieskooki Młody nie ma właściwości leczniczych. Chooociaż nie przestrasza raka, może ataksja by się wystraszyła i poszła od Dibo w siną dal? Nie dowiemy się, Młody już mieszka w nowym domu! Żeby tak o Dibo kiedyś móc powiedzieć, to byłoby superaśnie!

Dużo dzisiaj napisałem. Niby mało historyjek, bo jedynie dwie, ale jak dużo znaczków wystukałem! Staram się jak mogę! Napisałem to też ku przestrodze i może dam do myślenia... Chociaż ci, co powinni czytać takie historyjki niestety na pewno ich nie czytają, a powinni. Myślę jednak, że nawet, jeśli przeczytają, to i tak nie do końca zrozumieją...

...może by się dało odpowiedzialność w tabletkach uzupełniać...?



środa, 10 czerwca 2015

O ważności jednego telefonu. Dibo.

Czasami strach pomyśleć, co byłoby, gdyby akurat ta jedna konkretna osoba nie przechodziła obok tego konkretnego płotu w tym konkretnym mieście. I co by było, gdyby ta osoba pomyślała: zadzwonię może jutro, może pojutrze, a może zadzwoni ktoś inny?

...nie byłoby o kim pisać...

Ta osoba jednak zadzwoniła. "Przy budzie leży wychudzony pies. Bardzo wychudzony. Buda dziurawa, łańcuch, a ten pies tylko leży! Rzuciłam mu jedzenie, wstał do miski, ale potknął się o własne łapy, przewrócił... Nie miał siły dojść do miski, nie miał siły jeść...".

Jeszcze tego samego dnia nasi pojechali!

Buda? Faktycznie, trochę desek brakowało... W budzie prawie same dechy, słomy zostało tylko po bokach... Miska jakaś była, ale ciężko było określić, co w środku...


No i otoczenie wokół psiego mieszkanka też takie troszkę... zabałaganione...


W tym wszystkim faktycznie pies ledwo stojący na nogach. Od razu pojechał do schroniska i dopiero u nas miał robione zdjęcia...


Takie miał łopatki wystające i grzbiecik jak u dizona... dinozaura...


Kości wystające, sierść na ogonie wytarta, ale uszy mu obcięli, żeby modnie było, psia kostka!

Dibo został wysłany od razu na badania. Po pierwszym spojrzeniu i pomacaniu przez psioweta wyszło, że psiak ma zaniki mięśni. Później wyszło, że ma coś takiego, co się nazywa magicznie ATAKSJA. 

Brzmi jak zaklęcie i też wygląda, jakby ktoś Dibo zaczarował. Przez tą ataksję, psisko nie może chodzić całkiem równo do przodu, jak po sznurku, jak to mówią dwunożni. Chodzi jak po sznurku, ale poplątanym. O tak:



Jest jednak tak SZCZĘŚLIWY przez to, że między ludźmi jest, że nic więcej nie jest dla niego ważne... Dla niego to jak niebo a ziemia! Chociaż do schroniska trafił... Ale zamienić łańcuch, budę i zupełny brak sił, na kojec z widokiem na las, na codzienne spacery, na odwiedziny dwunożnych, na masę głasków i pytania, jak się dziś czuje... Bezcenne...

To, że Dibo ma ataksję, to akurat nie jest wina właściciela poprzedniego. I tak by się do psa ta dziwna choroba przyplątała. Ale można to leczyć... co ja plotę! TRZEBA! Trzeba leczyć, trzeba psa ćwiczyć! To właśnie ten łańcuch i brak ruchu, i brak weterynarza sprawił, że Dibo nie miał siły ustać przy własnej misce i przeżuć to, co miał tam nasypane!

Jak bardzo można się cieszyć z trawy...?


Jak bardzo można się cieszyć z wolności...?


...jak dobrze może być blisko człowieka...?


A ile radości może dać jedna, mała piłeczka ohohoho:

 
Jak wiele to znaczy dla psa, który umierał przy budzie, zapomniany przez osobę, która być może kiedyś, kiedy był sprawny, była jego przyjacielem...? O ile była kiedykolwiek...

Dibo ćwiczy u nas dużo. Chodzi z wolontariuszami na spacery, a najbardziej chyba chodzi wokół niego nasza fotografka. Ona czuje mięte do tych amstaffowatych! Psisko dostaje też takie specjalne różne rzeczy od naszej Tabletkowej, żeby rosły mu mięśnie i Dibo nabiera masy!

Ataksji nie pozbędzie się nigdy, ale można z nią żyć. I gdyby to był jedyny problem, to byłoby jeszcze nie tak strasznie... Ale dokładniejsze badania jeszcze odkryły jedną rzecz...

...Dibo ma guza na śledzionie i w jego stanie operacja jest niemożliwa... Czy będzie można wyciąć to niepotrzebne coś, jeśli psu się polepszy? Nie wiadomo...

Dibo bardzo chce żyć. Bardzo chce żyć wśród ludzi. Chce leżeć w trawie, chce się tulić, chce czuć się potrzebny, chce się bawić! Zasługuje na to, żeby mieć wreszcie normalne życie! Dibo to całkiem normalny pies, tylko łapki nie noszą go tak, jak każdego innego, normalnego, zdrowego psa...


HA! Tylko kółeczek bocznych mu czasami brak!

Dibo ma w schronisku o wiele lepszy dom, niż miał. Ma wokół siebie wielu dwunożnych, z których każdy jest o niebo lepszy niż cała grupa takich ludzi jak jego poprzedni właściciel. Marzy nam się jednak dla niego taki prawdziwy, cudowny, spokojny dom, z prawdziwym, cudownym, opiekuńczym właścicielem, który zobaczy w nim wspaniałego psa, przyjaciela, z którym będzie chodził na spacery, będzie się bawił...

Uda się...? Musi...

A co do tego telefonu, tego od tej konkretnej osoby, która była w tym konkretnym miejscu, w odpowiednim czasie... Pamiętajcie - czasami jeśli nie Wy, to nikt... A jutro może być za późno...