Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imbir. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 marca 2014

DRAKI RÓŻNE I NIE TYLKO

Bezogoniasty był niestary, niebrzydki i jakiś taki nieszczególny. Wszedł spokojnie na teren schroniska, prowadząc ze sobą psa na smyczy. Takiego zwyczajnego. Po podwórzu kręciło się trochę naszych bezogoniastych. Ktoś sprzątał, ktoś nosił karmę, ktoś szedł po coś do wiat. Jedna wolontariuszka akurat wyszła z biura, a ten nowoprzybyły podszedł do niej i grzecznie poprosił, żeby przez chwilę potrzymała smycz, bo on zapomniał saszetki w aucie. Wolontariuszka była doświadczona, pies nie wyglądał zresztą groźnie, więc wzięła podawaną smycz i zajęła się psiakiem. Bezogoniasty uśmiechnął się miło, głową kiwnął w podzięce i spokojnie poszedł do samochodu…
No właśnie! Do samochodu… Kiedy wolontariuszka po kilkudziesięciu sekundach zerknęła w jego kierunku, był już za bramą i zdrowym kłusem pędził w kierunku osiedla. Skręcił za rogiem i tyle go widziano!
Wolontariuszce szczęka opadła. Psom, które to wszystko widziały – też!
A pogoń za bezczelnym bezogoniastym nie dała rezultatu. Miał zbyt dużą przewagę.
I w ten sposób przybył nam w schronisku nowy kolega, Luis.
     
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2941-luis


Kiedy tylko Tyson opowiedział mi o nim, zaraz pognałam zobaczyć psa. A pod jego kojcem siedział akurat Imbir. Gdy na niego zerknęłam, zapomniałam o tym nowym. Imbirek wyglądał hm… okazale. To znaczy jego paszcza tak wyglądała – śliczny kawał opuchlizny.
- Zęby cię bolą? – spytałam współczująco.
- Hedar mnie boli – warknął . – Ja go jeszcze dopadnę…
Od słowa do słowa… Było tak.
Przyjechała do schroniska Mantra, owczarkowata, duża, w sobie masna… No i w kwiecie wieku. Szwendała się po niedalekim mieście i tam ją nasi złowili.
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2912-mantra
                       
Bezogoniasty, gdy ją przywiózł, wszedł z nią na chwilę do biura, a tam był Imbir i Hedar.
           

http://schronisko.avx.pl/akcja-sms/item/497-hedar

Oba staruszki prędzej ją poczuły niż zobaczyły i natychmiast krew w nich zawrzała: - Suczkaaaa!!... Tak to już jest, niby stary, niby schorowany, łazi jak średnio aktywny żółw, ale jak sukę poczuje… Oba dziadki zerwały się na równe nogi, blask o ślepiach, wark w paszczach, ogony jak maszty… Oba są już w takim wieku i w takim stanie zdrowia, że bezogoniaści bali się ich kastrować…
Nasi zorientowali się natychmiast, o co chodzi i szybko wyprowadzili Mantrę na wiaty. Staruszków udało się zatrzymać, choć gotowe były wyważać drzwi.
Ale każdy pies musi się załatwić, więc po jakimś czasie Imbir i Hedar poszli na podwórze. I natychmiast śladem-węchem, śladem-węchem podyrdały za suczką. Znalazły bez trudu. I zaczęły wyśpiewywać serenady, prężyć się i w ogóle pokazywać, co to nie oni. Bezogoniaści z niejakim trudem odciągnęli ich od kojca i zatargali do biura.
Bieda w tym, że do biura ciągle przychodzą jacyś interesanci. A zalotnicy Mantry cały czas warowali przy drzwiach i czekali na okazję. Musiała się trafić i trafiła się.
Co oni tej Mantrze naszczekali! Co jej naobiecywali! A ona siedziała na budzie, zerkała na nich kątem ślepia i lekceważyła w sposób zdecydowany. W końcu oni, widząc, że szczęście jest raczej nieosiągalne, urządzili sobie zapasy. Przewaga wzrostu była po stronie Hedara, ale Imbir był bardziej ruchliwy. Stawy strzykały, ścięgna skrzypiały, płucka nie wyrabiały z sapaniem… Bardziej przypadkiem niż celowo Hedar walnął Imbira pyskiem w samą paszczę! Trochę i zębem zahaczył…
Nasi nadbiegli, rozdzielili psy i znów zaciągnęli je do biura. I zamknęli w pomieszczeniu, w którym sami odpoczywają, gdy mają przerwę w pracy. Staruszki resztę dnia spędzili pod kluczem, a gdy wychodzili, to na smyczach.
Imbirowi nic się nie stało, tylko, jak szczekałam, pyszczek spuchł mu trochę, trzeba było dezynfekować, no i miał kłopoty z żarciem.
Na drugi dzień znalazł się właściciel Mantry i zabrał ją do domu.
A Imbir z Hedarem boczą się na siebie. Kiedy mijają się w przejściach, to błyska i słychać ponure grzmoty…

To teraz znowu ja, Tyson. Tylko krótka informacja: jednego i tego samego dnia poszły do domów:
Grozik…
           
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2858-grozik

Dacza…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2876-dacza
           
Czarka…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2871-czarka
           
Lotnik…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2942-lotnik
           
Druha…
           
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2869-druha

Delfina…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2860-delfina
           
I Jolka!
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2921-jolka
           

A w dodatku w domach tymczasowych wylądowały szczeniaki:
Rupek…
           
http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2947-rupek

I Pupek!
          
http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2946-pupek


Prawie rekord! Ale pamiętam, że ze dwa miesiące temu jednego dnia nowe domy znalazło jedenaście zwierzaków.
O takich sprawach to się dopiero fajnie szczeka!



niedziela, 29 grudnia 2013

ADOPCJE, MIŁOŚCI…



Aha, pewnie któryś bezogoniasty przechodził właśnie obok kojca, w którym siedzi Agri, bo wrzask na całe schronisko!... Taki zły wrzask… Bo Agri to pies łańcuchowy, który prawdopodobnie zerwał się z łańcucha i zwiał. Długo się swobodą nie nacieszył, bo nasi złapali go niedaleko schroniska. Teraz siedzi i ma za złe. I pewnie ma swoje powody. Za bezogoniastymi nie przepada, stąd te wrzaski, gdy któregoś widzi. A że jest silny i dość duży, w kwiecie wieku, to wrażenie robi… No cóż, w końcu się wyciszy. Ale na razie…
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2767-agri
                       
            No nie, myśli zebrać nie można przy tym wyciu i szczekaniu… Skoczę do lasu. Popatrzę, jak się sprawuje Henna na spacerze, a Tyson niech opowiada dalej…

            Poleciała… A ty się, psie, męcz i opowiadaj! Ale o Hennie, to akurat mogę, bo to amstafka, jak ja. I w schronisku jest chyba tylko jedno zwierzę fajniejsze od niej… No dobra, wystarczy. Jeszcze ktoś sobie pomyśli, że się przechwalam.
            No to było tak. Henna, duża i silna dwulatka, trafiła do nas jakieś pół roku temu. Ktoś ją przywiązał do drzewa przy drodze, niedaleko miasta. Była w dobrej kondycji, zadbana – domowa bez dwóch zdań. Wykonywała polecenia, bezogoniastych lubiła. Jakoś się do schroniska przyzwyczaiła. A ja pomagałem, jak mogłem.
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2366-henna
                       
            I niedawno zaczęli ją odwiedzać tacy dojrzali bezogoniaści. Wyglądali i pachnieli całkiem nieźle. Mieli jeszcze syna, na moje oko dwunastoletniego. Też w porządku. Upatrzyli sobie Hennę i powoli się do siebie przyzwyczajali: spacery, czesania, wiecie, takie tam… I któregoś dnia zabrali ją do domu, na próbę. A tam czekała na suczkę jeszcze jedna bezogoniasta, najmłodsza, córeczka…
            Z tej próby Henna wróciła całkiem nie w sosie. Nawet zbytnio szczekać nie chciała o tym, co się stało. A stało się to, że wszystko zapowiadało się dobrze. Nowe miejsce jej się spodobało, ta mała też – ze wzajemnością. Pełna harmonia. Do momentu, w którym starsi bezogoniaści dali córeczce coś w jednej miseczce, a Hennie coś innego w drugiej. I doszło do różnicy zdań, która miseczka jest czyja…
            Gryzienia żadnego nie było, ale warczenie i pokazywanie kłów – owszem. I płaczu trochę chyba też… I strachu w ogóle… Wiecie, w nowym miejscu, w nowych okolicznościach, suczka trochę się pogubiła. Za wiele tego nowego było na jeden raz…
            No i Henna wróciła do schroniska.
            Ale ci bezogoniaści nie zamierzają rezygnować. Dalej ją odwiedzają, spacerują, a po świętach mają spotkać się z naszym zaprzyjaźnionym treserem i rozpocząć z nim pracę. I oni nie tracą nadziei, i Henna. I ja…

            Przychodzą tu ostatnio jeszcze inni fajni bezogoniaści. Na przykład taka jedna para młodych. Ona gada tak, że ją tu wszyscy dobrze rozumiemy, ale on jakoś inaczej. Bo jest tym no, jak mu tam… nooo… Aha – Anglikiem. I zabierają na spacery różne psiaki, głównie te starsze. Jak rozmawiają z naszymi bezogoniastymi, to niczego nie obiecują, ale jak wejdą między kojce i mówią ze sobą, to można zrozumieć – psy nie głupie, uszy mają i swój rozum też – że chcieliby adoptować kogoś z naszych… Tylko się boją, bo to duży kłopot. Żeby wywieźć psa z naszego kraju do innego, zwłaszcza do tej Anglii, to kupy badań trzeba, papierów, paszportów, zezwoleń, wrr…
            No, ale może coś… Zobaczymy po świętach…

            A trochę wcześniej był u nas starszy bezogoniasty z takiego kraju, co się nazywa Austria. Przyszedł, bo dawno temu, ładnych kilka lat minęło, adoptował z naszego schroniska psiaka. Coś pamiętam jak przez mgłę, ale imienia tego zwierzaka sobie teraz nie przypomnę… No i ten starszy bezogoniasty opowiadał, że żyją sobie tam gdzieś daleko, że im dobrze, że pies ma się doskonale, chociaż już starusieńki jest… A ten bezogoniasty, jak znowu przyjechał do naszego kraju, to przyszedł o nim opowiedzieć. I podziękować jeszcze raz. I zostawił nam w darze trochę tego, co nie śmierdzi. (Wpierw, mówił, chciał coś kupić, ale nie wiedział, co się nam tutaj najbardziej przyda, więc zdecydował się dać te papierki. Nie za dużo, nie za mało – w sam raz!) Dobrą godzinę opowiadał, a potem się pożegnał i poszedł. Obiecał, że przyśle fotki…

            Potem… Aha, nasza bezogoniasta woła Imbira i Hedara. Odpaliło staruszkom, zakochali się. Jest tak, że starych psów się nie kastruje, bo to może im zaszkodzić: wiek nie ten, zdrowie nie to na takie zabiegi… A właśnie do schroniska trafiły nowe suczki. Za krótko są, żeby im zrobić sterylizację. No i dostały cieczki, a kundle stare – małpiego rozumu. I gdy tylko mogą, wyskakują z biura, gdzie mieszkają i lecą do tych nowych. I siedzą pod kojcami, i robią maślane oczy, i prężą się i czasem szczeknie który… Zimno? A co tam!... Pada? Nie szkodzi, my młodzi! Taaa… Hedar wariuje na punkcie Błogiej, a Imbir – widząc Witkę.
            Proszę bardzo – oto Hedar absztyfikant:     
                       
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgA-t1tFk6pUh_FJFXeh76RdicAdYsFhxpNZsALNoINKgFh2UaaWbFPNJy13u_8mxd6Sm9jsW20qlpGXlBL9ya4zzc0w0Ku5CCpA_W-xI9K9lYjLqis3c0dMVvCdkz8qtiXiinqw4kWwJD2/w140-h93-p/lord+7810.jpg


            A to jego wybranka Błoga:
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/1521-boga
                       
            Tu natomiast zakochany Imbir –
                      
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2653-imbir


            A poniżej obiekt weschnień Imbira – Witka.
                       
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2740-witka


            Niezłe pary, co?
            Suczki jakoś niekoniecznie podzielają zapędy staruszków. No więc obaj po pewnym czasie tracą nieco wigoru. A gdy jeszcze nasi bezogoniaści ich zawołają do michy, dyrdają, gdzie dają. Cóż, w pewnym wieku racja brzucha jest silniejsza niż racja ducha!...
            Potem nażarte stare samce leżą między biurkami i powarkują do siebie: „Ech, panie, za naszych czasów…” Albo: „Jak dziś pamiętam – za śmietnikiem spotkałem…”. Albo…
            I tak dalej…

niedziela, 1 grudnia 2013

IMBIR DO HERBATY



- Tyson, co sądzisz o Imbirze?
- Wariat!
- Czemu?!
- Mały, słaby, bo ledwo co z choroby wylazł, siwy na pysku, bo już stary, dziesięć lat na karku, a zachowuje się, jak szczeniak, co życia nie zna…
- To znaczy?
- Zwiał!
- Kiedy?!
- Parę godzin temu!
- Jakim cudem?
- Jeden bezogoniasty, gość, wychodził ze schroniska i zostawił otwartą furtkę. A Imbir akurat wyskoczył z biura na siku. Zobaczył, że otwarte i w długą!... Jak się nasi zorientowali, że prysnął, latali, szukali po okolicy, ale nie znaleźli. Musiał nieźle wyrwać!
- Ale czemu? Przecież źle mu tu nie było!
- No właśnie. Dlatego mówię – wariat! Jak go przywieźli z tego przytuliska, w którym siedział, to ledwo łapami powłóczył. Tu go wyleczyli, wzięli do biura, na luksusy, żarcie dostawał tu takie, jakiego chyba nigdy w życiu nie próbował, pieścili się z nim, cackali, bo stary, bo chory… A ten skorzystał z pierwszej okazji i bryknął! Teraz, jak zima za pasem! Stary, głupi kundel!
                       
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2653-imbir

- Co mu strzeliło do łba?
- No właśnie!... Zresztą… Majka, patrz! I Hedar wyszedł z biura! Z nim pogadaj, on z Imbirem mieszkał, zna go lepiej. Może coś będzie wiedział…
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/497-hedar
                       
- Hedar! Chodź no tutaj!...
- To ty chodź! Nie widzisz, co robię?... Uuuu…
Podfrunęłam. Za blisko.
- Fuuu!... Nie mogłeś odejść gdzieś dalej na bok?...
- Coś ty się taka delikatna zrobiła, Majka? Brzydko jej pachnie!... Prawda, wy tam, za Mostem, nie tego… Właściwie czego chcesz?
- Czemu Imbir zwiał?
- Uuu… No, już…
- Jak skończyłeś, to zagrzeb!
- Dobra, dobra!... Zwiał, bo chciał. Bo miał dość siedzenia w jednym miejscu. Całe życie był wolnym psem. A tu przytulisko, potem schronisko… Niby mógł tu wszędzie łazić, ale zawsze to nie to samo, co ganianie po polach lasach…
- Ale tu był bezpieczny, najedzony, bezogoniaści lubili go.
- On ich też lubił. Po swojemu. Wiesz, to taki dumny psiak. Stary i dumny. Nigdy, na przykład, nie napraszał się o dodatkowe żarcie. Ja to się nie krępuję, jak jest okazja. A on – nie. Dostawał swoją michę i o więcej nie żebrał.
- Na dystans się trzymał?
- Właśnie… Chociaż nie całkiem… Pieszczoty lubił. Bezogoniaści siedzą, śniadanie jedzą, herbatę popijają, to mogą sobie od razu i Imbira do niej dodać. Zaraz się pojawiał, ocierał o nogi i nadstawiał grzbiet… Głaszczcie!... Czuł, że wtedy może, że nie przeszkadza w pracy… I o spacery się jakoś szczególnie nie napraszał… Wezmą, to dobrze. Nie wezmą, też dobrze… Zajmował się sobą… Zawsze spokojny, opanowany… Raz chyba tylko się wściekł i użarł takiego małego Pimpka, co też miał zamieszkać w biurze…
- Słyszałam coś o tym…
- No właśnie. Potem głupio mu było. Pewnie by się z tym Pimpkiem pogodził, ale jedna nasza bezogoniasta wzięła go na tymczas.
- Taaa… Ciekawe, jak mu będzie na tej wolności…
- Nijak. Zaraz wróci!
- Co?
- Niedawno był telefon, że jakiś mały psiak włóczy się po jednej z podmiejskich dzielnic. Daleko, na drugim końcu miasta. Ale z opisu psa wynika, że to właśnie Imbir!
- To czemu wcześniej nie powiedziałeś?
- A pytałaś?... O, wraca samochód! Chyba go wiozą!
Auto zatrzymało się przed bramą, kierowca wyskoczył, otworzył wrota, wjechał, zamknął bramę na powrót i podprowadził samochód pod biuro. Tam już czekała jedna nasza bezogoniasta. Wyciągnęli Imbira i postawili na trawniku. Zaczęło się umoralnianie.
Hedar poczłapał do nich a ja, pomalutku, za nim.
Bezogoniasta skończyła wykład i odeszła. Hedar ciekawie obwąchiwał Imbira, a ten łaskawie pozwalał na to. Zerknął na mnie tymi swoimi zielonymi ślepiami.
- Czemu zwiałeś? – zapytałam.
Podniósł nos i poniuchał wokoło.
- Przewietrzyć się. Na chwilę.
- Na chwilę! Akurat!
- Pewnie, że na chwilę. Gdybym chciał zwiać na stałe, to myślisz, że dałbym się złapać?
- Czemu zwiałeś, Imbir?
Podniósł łeb i zawył.
Prawie zaraz wyszła z biura bezogoniasta, wzięła go na ręce i zaniosła do budynku. Nie bronił się, chociaż nie była to ta bezogoniasta ani ten budynek.