Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pech. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2013

PECHOWY SZCZĘŚCIARZ, SZCZĘŚLIWY PECHOWIEC

Przyjechał do nas wielki i czarny, owczarkowaty mieszaniec i wszystkie psy patrzyły nań z respektem. Ale zaraz się zorientowały, ze jest wycofany, zamknięty w sobie, nieufny i wystraszony – cofał się przed bezogoniastymi, chował do budy. Musiał sporo przeżyć. Miał wtedy ze sześć lat, teraz jest dwa lata starszy…
Przywieźli go nasi z podmiejskiego osiedla i może to było jego szczęście, że trafił do schroniska, gdzie się nim zaopiekowano. Ale długo trwało, zanim się do bezogoniastych schroniskowych przekonał.
Dostał na imię Hedar.
         


A gdy nasi rozpoczęli akcję SMS-ów, zaraz trafił na listę psów szczególnie potrzebujących. Czas szedł, a on nie znajdował sobie domu. Fakt, wzorem urody nie jest, można się go przestraszyć, krzepę też ma, więc do każdego domu się nie nadaje. Ale z drugiej strony niewielu zaryzykowałoby wejście na podwórze, którego on by pilnował.
Aż tu pewnego dnia pojawił się w schronisku młody bezogoniasty i oznajmił, że chce adoptować Hedara. Że w jego domu zawsze były psy, że on sam uczył się w technikum weterynaryjnym. I los starych, niechcianych zwierząt bardzo go rusza… Miły był, sympatyczny, głos miał taki łapiący za serce, że zaraz się spodobał niektórym naszym bezogoniastym. A i mówił z pełnym przekonaniem. No i – co tu dużo szczekać – miał gadane!
Miał też siniaka pod okiem, ale co to komu właściwie przeszkadza? Zdarza się. Może trenował fikołki i sam się kopnął w oczodół? Albo stawał w obronie maltretowanego zwierzaka, chomika dajmy na to – i go pobili? Albo… Dużo może być takich albo…
No i Hedar poszedł do nowego domu. Bezogoniasty mieszkał w nim jako lokator, z jedną bezogoniastą. Na piętrze sobie mieszkali. W bloku. Pełnia szczęścia.
A po dwóch tygodniach Hedar trafił do lecznicy. Przywiózł go jego bezogoniasty. Co się stało? Pies wyszedł na balkon, coś go chyba zainteresowało na dole, przecisnął się przez pręty balkonowej balustrady i wypadł! Ot, pech…
Nie połamał się. Na szczęście. Ale długo leżał, nie podnosił się, sikać nie mógł… A myśmy tu zachodzili w głowę, jak taki duży pies przecisnął się przez te pręty… Nie mogliśmy z nim pogadać, bo był w klinice. A pewnie by wyjaśnił…
Wreszcie wydobrzał i właściciel odebrał go z rąk zjaw. I przeprowadził się, żeby psa nie narażać więcej na niebezpieczeństwo. Do innego domu, z podwórzem, też w mieście. Znowu minęło trochę czasu i schronisko otrzymało wiadomość, że jakiś pies od trzech dni włóczy się po ulicach. Nasi pojechali i przywieźli Hedara. Zaraz skontaktowali się z jego bezogoniastym. I okazało się, że Hedar łaził sobie po podwórzu, a niektórzy z lokatorów nie zamykali furtki. No to on korzystał i wychodził. Zwłaszcza, że niedaleko był warzywniak, którego właścicielka podrzucała mu, szczęściarzowi, różne smakołyki.  No to on żarł, połaził i wracał na swoje podwórko. Oczywiście, jeśli furtka była otwarta. I podczas takiej eskapady nasi go zwinęli. Pech.
No i teraz Hedar siedzi w schroniskowym biurze i czeka, aż jego bezogoniasty przeprowadzi się kolejny raz. W takie miejsce, z którego Hedar nie wypadnie, ani nie wymknie się na dokarmianie. A jak już ten bezogoniasty się przeprowadzi, to będzie najpierw wizyta przedadopcyjna naszych, a potem on do niego wróci…
Bezogoniaści mówią: do trzech razy sztuka. A my się zastanawiamy, czy za trzecim razem Hedar będzie miał szczęście, czy pecha. Jak duże szczęście, albo jak dużego pecha…

A teraz będzie o Cudnej. Żyła sobie na wsi z matką suczką. Ta matka swobodnie biegała sobie po drogach bezdrożach i brała latorośl ze sobą. Ale mała trochę za bardzo była swobodna. Co auto jechało, to chciała mu zaglądać między koła… Rowerom zresztą też… No i trafiła do schroniska. Na szczęście chyba, bo z jej szczeniakowymi skłonnościami niedługo by pożyła na wolności.
A od nas, już z imieniem, które naprawdę pasuje (sami się przekonajcie!) poszła na dom tymczasowy.
           


Tylko że w tym domu żyje już inny, starszy pies. I współżycie z młodziutką sunią nie bardzo mu odpowiada. I problem. Bo choć mała jest grzeczna – dla bezogoniastych – i nawet zbytnio nie rozrabia, to psa drażni. W sumie ani jedno, ani drugie nie jest szczęśliwe.
No więc potrzebny jest stały dom dla tej małej. Najlepiej taki, w którym byłaby jedynym psem. Będzie z niej pociecha, bo to inteligentna smarkata. No i urodziwa, więc czego chcieć więcej.
A w ogóle to więcej możecie się o niej dowiedzieć na stronie schroniska. Tam jest opisana, tak dokładnie, jak rzadko który pies. Bo to naprawdę nie byle jaka suczka! I zasługuje na jeszcze więcej szczęścia!