Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sabcia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rób co chcesz, ale ja tu zostaję, gdzie mokro i chłodno!

Nie wiem, jak to możliwe, ale zdaje się, że ktoś się oparł o pokrętło z temperaturą... To, co ostatnio się dzieje to jest jakieś nieporozumienie! Łapki się przyklejają do chodnika, oddychać nie ma czym, powietrze jest tak gęste, że pewnie by mnie utrzymało nad ziemią, jakbym wszystkie kończyny oderwał! Nasi pomagają, jak mogą, polewają kojce wodą, biegają z konewkami, żeby miski napełniać, a Wolontariusze ufundowali nawet basen! Wszystko dla czterołapów... Teraz starają się skombinować skądś wiatraki, ale nigdzie w sklepach już nie ma, więc jakby ktoś z Was, Drodzy Czytaciele miał jakiś działający wiatrak do pożyczenia chociaż... To BAAAARDZO prosimy...

Próbujemy sobie jakoś radzić, część psów nawet zaoferowała się wachlować uszami, Dżekuś już zaczął ćwiczyć, o:


...ale jednak nie jest to wyatrczające, może dlatego, że Dżekuś ma za małe uszka...

Trzeba jednak docenić starania i podkreślić, że ten pełen empatii psiak jest do adopcji! Malutki, pocieszny, na kolana się zmieści, chociaż się na nie nie pcha, wystarczy mu umiarkowana ilość głasków, byle potem pojechać do domu, a nie wrócić do kojca....

Chwaaała też Matce Naturze za to, że wykombinowała obok schroniska strumyk! To najczęściej odwiedzane miejsce podczas spacerów. Szkoda, że jest na ostatniej prostej, a nie gdzieś w środku, ale dobre i to! Masa zwierzów się moczy tam od poduszek po grzbiet i czasami ani myślą stamtąd wychodzić!

Zastrajkowała w strumieniu na przykład Pyra. Pyra jest pięęęęęęknąąą owczarką (WZDECH....)...

 
Niczego jej nie brakuje! Prócz domu i pewności siebie... Od jakiegoś czasu się błąkała po odległym mieście, aż się ktoś zlitował i zadzwonił gdzie trzeba, żeby jednak ją wyłapać. Gorąc taki, spać nie ma gdzie, z wodą czasem krucho... Przyjechała więc psiolaska do nas i dostała imię Pyra. Nieśmiałe z niej dziewczę, ale dzielnie z tym walczy z pomocą Wolontariuszy. Na spacery wychodzi, a to już jest dużo!

Chodzi też nad strumyk, gdzie pokazuje wyraźnie, gdzie ma dwunożnego i jak bardzo ani myśli iść dalej...


Na pewno z dnia na dzień będzie z nią coraz lepiej, na pewno zacznie się przekonywać, że nikt jej nie chce tutaj skrzywdzić i zacznie merdać ogonem. Przecież od tego są ogony! Wiadomo, że najlepiej by było, jakby ktoś zechciał ją adoptować i przychodził do niej często, i powoli przecierał szlak do jej serca, żeby w końcu zaufała i pokochała...


Nie tylko w strumyku można łapki moczyć! Patrzcie na Sabcię!


Micha też dobra, a jaka uniwersalna! Można się napić, można się schłodzić, ful-wypas! Co do Sabci... Szczęścia ona nie ma. Raz adoptowana była, ale pierwszego dnia wydostała się przez ogrodzenie i poooszłaaa w dal siną. Znalazła się szybko, ale pańcia stwierdziła, że tak niewdzięcznego psa to ona nie chce! No wiecie... pfff.... Nie można było zadaszyć kojca, nie można było z Sabcią spędzać więcej czasu. BO NIE. Sabcia wróciła... A to taaakaa pięęękna psiolaska...


Ten włos, ach! Mięciuchny taki musi być... I sama Sabcia jest super! Przyjazna i chodzi na marsze, więc zachować się umie i wstydu by nie było na dzielni z taką. Tylko trzeba jej dać szansę i najwidoczniej zapewnić jakieś zajęcia, bo mimo kilku lat na karku, ma sporo energii, a przecież dwunożni to lubią podobno. Poleca się Sabcia, z nią nie można się nudzić!

Iiii czytaaaajcieee - HIT! Pisałem o basenie? Pisałem na górze gdzieś. To teraz pokazuję, UUUWAAAGAAAA, UUWAAAGAAA, patrzajcie!


I co?? PSIEKSTRA!!! I to wszystko dzięki wolontariuszom, którzy zbierali monetki to takiej specjalnej puszki w biurze! CZADERSKIE i tylko psiejskie! Nie żadne baseniki dla dzieci, nie żadne plastikowe piaskownice, ale najprawdziwszy basen PSI!!! Testowała jako pierwsza Karma. Nie próbuje nawet ukryć zachwytu! Teraz psiska mają raj na wybiegu - tylko palemek brakuje.

Z tego miejsca chciałem PSIODZIĘKOWAĆ PSIEBARDZO WOLONTARIUSZOM!!!! Jesteście najwspanialszymi Wolontariuszami, jacy chodzą po ziemi! Bez Was nie udałoby się tyle psów wyprowadzić na... psiekstra psy (nie wspominając o spacerach!), bez Was kotom byłoby nudno, bez Was nie byłoby tego wszystkiego dobrego, co jest!

Dziękujemy wszystkim, którzy pozwalają przetrwać nam te upały!


I na koniec jeszcze bardzo ważne apele na gorące dni:


Taaak, nam, zwierzakom też chce się pić. Biegamy, truchtamy, niektórzy latają i skaczą, od tego chce się pić, a w takie upały, to zwłaszcza! I tak jak dwunożni szukają cienia, ochłody i woodyy, tak zwierza szukają tego samego, a jak macie czterołapa na smyczy, to sam wody nie znajdzie... Także pamiętajcie o mniejszych kumplachi zabierajcie ze sobą wodę dla zwierza na dłuższe spacery! I zastanówcie się, że w taki upał warto na taki spacer długi iść... Potem się ledwo wraca...  Warto też wystawić miseczkę z wodą dla sierściuchów czy lataczy, znaczy ptaków!

I drugi apel, skopiowany ze strony Psich Sucharków:

Tak, my - psy, chłodzimy się przez paszczę. Nie przez łapy, tylko właśnie paszczowo. Musimy ziajać, czasem się nam język wydłuuuużaaa dziwacznie, czasem może to głośno robimy, ale to jedyna nasza taka "klimatyzacja". Jak się nam zamknie pysk kagańcem tak, że nie możemy swobodnie wywalić jęzora na wierzch, to możemy paść nawet... a tego byśmy nie chcieli...

Podsumowując - musisz zakładać kaganiec psu? Upewnij się, że jest luźny na tyle, żeby psisko mogło otworzyć swobodnie paszczę do wentylacji!

Dziękuję!

środa, 11 marca 2015

O właścicielach, którzy tak lekko mówią "już go nie chcę, niech wraca do was"...

Wciąż jeszcze są ludzie, dla których własny podpis nic nie znaczy. No tak! Bo przecież podpisują się pod umową adopcyjną, a potem się okazuje, że to było dla nich ot takie nabazgrolenie... Chyba nie zdają sobie sprawy z tego, ile dla zwierzaka znaczy wymaszerowanie z zimnego kojca do domu. Ile znaczy dla niego to, że ktoś go zechciał, że nie jest taki nijaki, że jednak się wyróżnia, że jednak ktoś go jest gotów pokochać i on wreszcie też pokocha tych jedynych na świecie ludzi!

Kiedy futrzak wraca znów za bramę schroniska, znów do tego samego kojca, mając w pamięci ciepły dom, posłanie, spacer i powrót... Jego serce rozpada się na miliard kawałków i każdy, kto koło niego przechodzi, jest tak samo popękany w środku...

Wiem, o czym piszę. Ostatnio było kilka takich pięknych rozstań i koszmarnych powrotów. Już ja bym zatopiła zęby w tych właścicielach! A sięgnę paszczą wysoko!

Sabcia przeżyła taki powrót. To było nawet szybkie...


Nieduża suczka, niemała, taka akurat. Jej poprzedni właściciel zmarł, dlatego psina do nas trafiła... Pocieszna, miła, przyjazna, ludzi lubi, czego chcieć więcej?? Na smyczy może nie chodziła idealnie, ale jak nikt jej wcześniej nie uczył, to skąd miała wiedzieć? Szybko to nadrabiała, u nas przecież spacer to stały element schroniskowego życia!

Sabcia została adoptowana, miała mieszkać przy domu, w kojcu, ale jednak "u siebie", to najważniejsze... Nasi trąbią przy podpisywaniu umowy, że psiak się musi przyzwyczaić, że na początku może nie być łatwo... cóż... i tutaj się okazało, że Sabcia ma zapędy kocie - przełazi przez płot kojca. Nie ma na to rady? Oczywiście, że jest! Można dach w kojcu zamontować, to i od słońca ochroni, od deszczu, a może być nawet z siatki, byle, żeby pies nie przełaził.

Tylko, że to trzeba chcieć... A nowa-sabciowa pani nie chciała... Ona psa oddaje i koniec. Bo przełazi przez płot, bo pani nie będzie z tym nic robić, bo nie. No przecież miał być pies niepotrafiący chodzic po siatce! A trafił się jednak zbyt zwinny!

Sabcia wróciła... Czeka dalej...


Bidek też niedawno miał taką przykrą przygodę... Labrador w kolorze biszkopta, ostatnio ich u nas sporo. Ośmioletni, zaniedbany się kręcił po mieście. 


To taki pies, o którym mówią, że jest "dobry". Poczciwy, kochany, grzeczny. Takiego wyjątkowo szkoda, kiedy siedzi za kratami. 

Zgłosili się państwo, którzy zechcieli go adoptować. Wspaniale! Mieli powiedziane, że to nie jest już młody pies, że problemy zdrowotne mogą się pojawić, wiadomo, nikt młodszy się nie robi! Tak czy siak się zdecydowali, Bidek wyjechał...

Później telefon... "Bo weterynarz powiedział, że on już nie jest młody, że zdrowie może szwankować, a poza tym jak wchodził po schodach do mieszkania, to zaczęły mu się łapy trząść!"... 

"Bo przecież jakby adoptować dziecko i ono okazałoby się chore, niepełnosprawie, to co, też człowiek jest na nie skazany??"...

"Bo my chcieliśmy tylko tego psa na próbę, ale że nie dajecie na próbę, to stwierdziliśmy, że a-co-tam, i tak weźmiemy, a potem najwyżej oddamy, to oddajemy!"...

...jak to usłyszeliśmy wszyscy, to tylko nam szczęki opadły do samej podłogi...

Bidek wrócił, czeka dalej...


Jeszcze jedną mam historię. Dotyczy Hupcia, też labradora, też biszkoptowego, ale jego przygoda była zupełnie inna! Chociaż skończyła się tak samo...



Pewnego dnia do schroniska przyszła para. Hupcio im się spodobał, zabrali na spacer, wszystko super! No to psiekstra, bo przecież ten psiur siedział już trochę w schronisku, a labradory wychodzą dość szybko... Ten jednak miał energii za pięciu i się chyba ludzie obawiali. Para jednak zdecydowała, że właśnie tego chcą i z nim wyjeżdżają.

Jeśli myślicie, że jednak im rozniósł dom albo uciekał, to jesteście w błędzie. Hupcio po adopcji, w domu, stał się leniwym kanapowcem! Na dworze owszem, szalał, ale w domu zachować się umiał. 

Co się więc takiego stało? Trochę to pogmatwane, ale się jakoś postaram po kolei... Para się rozstała. Smutna rzecz... Wcześniej mieszkali oboje u niej, więc on się musiał wyprowadzić. Sam nie miał warunków na psa, więc Hupcio miał zostać u niej, problem jednak był taki, że jej właściwie na psie nie zależało... Tak to jakoś rozwiązali, że umowa została przepisana na niego, psiak miał póki co mieszkać u niej, ale on miał przychodzić i go wyprowadzać. Po jakimś czasie jednak on zrozumiał, że pies w tym domu wcale tak dobrze nie ma... Nie był bity, nic takiego! Jedzenie miał, posłanie miał. Tylko co to za życie, kiedy wyraźnie było czuć, że on tam jest może wśród ludzi, ale zupełnie sam...

Nie było innego rozwiązania... Hupcio wrócił i czeka...


Tak to się czasami dzieje... Dla człowieka to takie proste - nie sprawdziła się - oddaję. Nie jest taki młody, chociaż o tym wiedzieliśmy, ale co tam - oddamy. Chłopak, o którym pisałam w hubciowej historii nie był zły. Chciał się zajmować psem, nie jego wina, że tam, gdzie pies mieszkał, nie chciano go pokochać...

Tylko psiaki nie pojmują, dlaczego pięknie rozpoczęta przygoda miała tak smutny koniec... Ich serca rozpadają się na miliard kawałków... Pracownicy i wolontariusze stają na głowie, żeby je posklejać na nowo, żeby szybko wymiotły z siebie wspomnienia o tamtych ludziach. To dwunożni nie byli ich warci, nie odwrotnie. To ludzie nie zasługiwali na tych czworonożnych przyjaciół...

Jeszcze się odnajdą ci najwspanialsi dwunożni z naszymi zwierzakami... Jeszcze zapomną o tym wszystkim...

Już niedługo... Na pewno...