Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tiki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2015

Międzystróżowa miłość. Olaboga, co ja pocznę!

Się narobiło!
Tu Hedar. Hedar pisze. Znaczy ja.

Ja piszę i od razu chciałem zaznaczyć, że nie wiem, jak mi pójdzie. Pójdzie jak pójdzie, trudno. Bardzo chętnie miałbym obok narzekającą Bulbę, ale Bulby... Oj tam, nie umiem tak budować napięcia jak ta ona, ja prosty pies jestem!

Ogłaszam - BULBA WYMASZEROWAŁA DO DOMU!

Bardzo proszę, dowód mam:


Ten pan łaciato-kraciasty to jej ukochany pańcio. A obok, po lewej, taka ciemna plama obok drzewa to jest właśnie Bulbka.

Jak to było? A bardzo proszę, opowiem. 
Bulba stróżem była. Najlepszym z najlepszych. Wiecie, jak się taki człek jeden z drugim czuł nieswojo, kiedy stawiał stopę na kuchennej podłodze i słyszał warkolenie?? Nie widać, a słychać! No i w każdym razie była stróżem. Ja już nie mogłem słuchać tych planów obchodów, a że pójdzie teraz w lewo, a potem w prawo, a jutro odwrotnie, żeby zmylić, a na kuchnię to zajrzy przez okno od strony małego wybiegu... Dzień w dzień... Więc ona opowiadała, a ja udawałem, że słucham. Znaczy słuchałem, ale mi się samo czasem oko przymykało... 

(Bulba by na pewno mnie teraz chciała trącić nibynogą, że mam do sedna zmierzać...)

Czworonożna Bulba stróżowała w dzień, od 8 do 20, a od 20 do 8, czyli w nocy, stróżował dwunożny. Stróży jest kilku, ale tylko dla jednego Bulba czesała wieczorem bródkę i włosy na klacie... Oj co to się działo przy posiłkach i między obchodami! Opowiastki, wymiana doświadczeń i obowiązkowa wspólna kolacja. Zresztą wspólna, nie wspólna, Bulba i tak by się wprosiła... Po prostu wskakiwała na ławę (im brzuchol bliżej siemi był, tym rozbieg był dłuższy. Jeszcze trochę a już od podwórka by musiała się rozbiegać...) i wlepiała te wielkie oooczyyy w talerz.

Pewnego dnia stróż powiedział, że ten mały, sierściasty kartofelek z nibynogami wypełnił jego serce tak bardzo, że on do domu sam nie wraca i koniec! Bulba jak to usłyszała, to jak zwykle powiedziała, że skądś wiatr zawiał, bo jej się oczy spociły, ale raz chociaż mogła się przyznać, że się poryczała ze szczęścia! A co tam! Ja też!!

Klajd poszedł prawie tydzień temu, dwa dni temu Bulba... To ja może...

Ale się rozmarzał jak jakaś psiobaba nie będę! Bulba mi na odchodne zapowiedziała, że jak posta nie będzie, to już ona znajdzie sposób, żebym skutki odczuł...Zastanówmy się w takim razie, kto by do gangu biurowego się nadawał!

Jako pierwszą na liście miałbym... Sonię! Ile można siedzieć na wiacie? Ona już siedzi 10 lat, nie raz o niej pisała Bulba, a przed nią Majka. Już któregoś z kolei kolegę ma. Czas, żeby w końcu któryś ją pożegnał (ale z radością, że idzie na lepsze!), a nie ciągle ona...


Taka misiasta jest! Fajna psiolaska! Czarna, jak ja, niemała (chociaż wiadomo, że ja większy), to by nie tylko na mnie narzekali, że leżę na środku i niby przeszkadzam. (Przeszkadzam, też coś... mówią, że nie dają rady przechodzić, ale chyba nie dają rady przechodzić OBOJĘTNIE, wiadomo, że jestem ZACHWYCAJĄCY!).

Z Helcią byłoby wesoło!


Już sam wygląd sprawia, że mi ogon merda! Ja też mam jedno ucho bardziej leniwe! I za patykami byśmy sobie poganiali... Znaczy ona by ganiała (bo lubi), a ja bym dopingował paszczą.

Tiki zastąpiłaby Klajda! Znaczy nikt Klajda tak do końca nie zastąpi, ale poziom przyklejania się do ludzi podobny mają.


Ktoś, kto miał kiedyś Tiki, podobno miał rękę ciężką i ona często upadała na psa... ale w schronisku się ta psiolaska błyskawicznie przekonała, że u nas ręce tylko lekko opadają, żeby potem przejechać od głowy do ogona, a to nieprzyjemne nie jest na pewno!

Oooo, Sara by nam zdecydowanie podniosła wskaźnik piękności biura!


Jest taka... I misiasta, i skarpetki ma białe w maziaje, i żabot, i okołonosie, ta sierść, ten ogon... Schroniskuje już od sześciu lat, z krótką przygodą w "nowym domu", gdzie miała tylko ładnie wyglądać między pustakami, które miały być jej budą. Żadnego spaceru, nawet po ogrodzie nie miała... Sara nie chce tylko ładnie wyglądać, ona jeszcze niejeden kilometr może przejść! Chociaż dla mnie to ona by tylko wyglądać mogła... Najlepiej gdzieś na posłanku obok... a i na moim mógłbym się posunąć przecież...

Jest jeszcze taka niedawno przyjęta bida - Neska. Krótkołapa, a od głowy do ogona jest serdlem, Opis jakby znajomy... Ale poza tym zupełnie inna!


Ona tę łapę co widać, tę w kropki, ma taką jakąś niebardzo prostą. Neska tak ją stawia, jakby ciągle chciała się rozpychać w tłumie. Widziałem za to jak do ludzi ją ciągnie! Łapa czy krzywa, czy nie, to wcale nie przeszkadza, żeby się wdrapywać do głaskania. No i ta łapa... Mi się prawy nadgarstek wygina, jej lewy łokieć... A ciężko jest znaleźć kompana do narzekania, że tu boli, że chyba padać będzie, bo coś kręci w łapsku. Oooo moglibyśmy wymienić doświadczenia, może ją kręci na słońce?? Bo mnie akurat na deszcz...

Same psiolaski przedstawiłem, to prawda, ale ja psiofacet jestem, toż przecież psiofacetów nie będę zapraszać! Zobaczymy za kilka dni, już są debaty, a dopiero będzie się działo... JA też będę w komisji, wiadomo! Jedna z główniejszych spraw, to żeby się pies (albo psiolaska... psiolaska!) chciał ze mną dogadać. No i ja z nim (z nią! koniecznie!). No i musi ludzi lubić, obowiązkowo! Fajnie też by było, gdyby miała zgrabniejsze paluchy, bo mi się ciężko pisze, zwłaszcza, że nie miał mi kto patyków w łapy wsadzić... Musiałem przemykać obok stróża do kuchni i prosić Tysiaka, a powrót to dopiero był ciężki...

W każdym razie - zobaczymy, jak to będzie, na razie samemu może i spokojniej, ale smutniej.

A teraz spać się położyć muszę, bo rano wstać trzeba wcześnie. Można się spytać - po co ma Hedarzysko stare zrywać się skoro świt! A ja Wam napiszę, jaką zabawę mam co rano!

Rano do biura zaczynają się schodzić pracownicy. Ja wtedy każdemu mówię, że nie byłem jeszcze na spacerze. A powiedzieć potrafię głośno! Oni potem patrzą spode łba jeden na drugiego, bo przecież to pierwsza rzecz, którą się robi, jak się przychodzi do biura - wypuszcza się MNIE na spacer. I każdy to robi sumiennie, bo inaczej wiedzą, że potrafię udowodnić, że coś jednak z pęcherza mogę wycisnąć, nawet, kiedy niby jest pusty. Mimo tego wypuszczenia kilka razy z samego rana, za każdym razem, jak ktoś wchodzi, to ja znów marudzę, że nie byłem... I oni potem do południa ciągle się siebie pytają, czy ja byłem, czy nie, a przy zabawniejszym dniu nawet da się wyczuć, że sami sobie przestają wierzyć.., HA! Taką mamy zabawę co rano! Zwłaszcza jedna taka pani (moja ulubiona!) nabiera się ZA KAŻDYM RAZEM (jak psiolaski kocham!) i zabiera mnie (oraz resztę biurowej ferajny, która się teraz rozjechała po domach...) na kolejny spacer. HA! I ona to akurat naprawdę patrzy na wszystkich bardzo karcąco, i zawsze mówi, że na pewno nie byłem nigdzie. Kocha mnie, to pewnie...

Ech, pójdę szczeknąć stróżowi DobrejNocy...


(Tak, to ja, zostawiam to zdjęcie, żeby nie było Wam smutno, że już nie ma nic więcej do przeczytania... wiem przecież, że rozstać się ze mną ciężko...)

Hedzisław.

niedziela, 12 października 2014

Jednak nie taki człowiek straszny!

"Dzień Dobry, możemy zabrać jakieś psy na spacer?", "Pewnie, zaraz zapniemy Szorstka i Tiki!".

"Kto to idzie tutaj? Kto to idzie i merda ogonkiem, a kiedyś chciał mi pożreć aparat? Wiruś? Niemożliwe!"

"Ojej, a co to tak radośnie maszeruje? Wygląda jak Blejk...", "Ależ to jest Blejk, fajny teraz, prawda?"

Czasami zwierzaki, które do nas trafiają, od samego wejścia są radosne, dają radę, jeszcze nie wiedzą, gdzie są i po co, ale nie załamują się. Czasami jednak czworonogi mają kiepskie wspomnienia, albo ktoś je skrzywdził, albo jeszcze niedawno miały właściciela i nie rozumieją, dlaczego nagle teraz nie mają, bo był przecież najważniejszy na świecie i jedyny! Czasami niektóre psy nie miały okazji w ogóle poznać człowieka...

Tiki to suczka, która myślała, że to normalne, że właściciel czasami się tak zdenerwuje (chociaż nie wiadomo na co, bo przecież grzeczny pies był...), że musi na małym czworonogu złość wyładować...


 Pierwsze spotkanie w schroniskowym kojcu z człowiekiem było dla niej baaardzooo stresujące. Nie wiedziała, czego chce ta dwunożna panienka z czymś wielkim i czarnym zawieszonym na szyi, w dodatku w ręku trzymała jakiś dziwnie szeroki sznurek z metalowymi trzymadełkami na końcach... Kucnęła potem, coś powiedziała, wyciągnęła rękę i pogłaskała z boku. Wcale nie bolało! Tiki więc powolutku, powoluśku się przysunęła, została podrapana po grzbiecie... OOOoooo jaaakie to było przyjeeemneee! Już były tańce na tylnych łapach, stepowanie, uśmiech na pysku, cuudoownee! Jednak jeden nagły ruch i już Tiki była na drugim końcu kojca. Potem wszystko zaczynało się od nowa. Zdjęcia udało się zrobić i wydawało się, że jest już wszystko w porządku, ale nie minęło pół godziny, jak przyszła do Tiki druga osoba, z takim czarnym, małym urządzeniem do sprawdzania tych fasolek, co wszczepiają zwierzakom i potem wiadomo, czyje są. To się suczce nie podobało, bo z jakiej racji mają jej jeździć po karku jakimiś zimnymi plastikami!? Dali jej spokój, jak zagroziła, że jeszcze raz ktoś ją dotknie tym ustrojstwem, to zeżre to w całości i jeszcze się obliże na koniec! Wątpię, że zrozumieli dosłownie, ale chyba przekaz był dostatecznie jasny...

Zaa tooo teeeraaazz.... Wystarczy podejść do kojca Tiki, trochę ją chociaż przez kraty podrapać, a ona HYC! przednie łapy kładzie wysooko, jak najwyżej sięgnie, na siatce i klatę przysuwa do drapanka! Bezwstydna jedna! Przy tym tak się uśmiecha i tak jęzor wystawia, że doprawdy, nie przystoi tak suczce... Nawet jej chciałam uwagę zwrócić, ale Szorstek, jej kolega z kojca mnie powstrzymał, powiedział, że ona mu czasami takie historie z byłego domu opowiada, że strach... Niech korzysta teraz z tego drapanka, jak chce...

Najczęściej jest tak, że pies po prostu nie ma pojęcia, co się od niego chce, nie wie, gdzie jest i co tutaj robi, i co ma robić, i jak się zachować. Na wszelki wypadek będzie udawał groźnego!

Wiruś taki właśnie był!

Taaaki byyył odwaaażny, taaki grooźny! Do czasu zapięcia na smycz... Jak wyszedł z kojca, wyszedł na spacer, to już zupełnie inny pies! Uśmiechnie się, ogonkiem merdnie, zupełnie normalnie, po psiejsku! Teraz dumnie wychodzi na spacery, cały w skowronkach, pupą kręci na prawo i lewo, a jak jeszcze spotka kogoś znajomego! Pełnia szczęścia! Oj witałby Wiruś swojego człowieka, za każdym razem, kiedy ten by wracał do domu po pracy, pięknie by witał...

Blejk był za to psem, który chyba nigdy nie miał okazji poznać człowieka bliżej... Mieszkał z koleżanką Fobką pod drzewami, w jakiejś bocznej uliczce w pobliskim mieście. W ciepłe dni może i było ciepło na ściółce, nisko były gałęzie, przytulnie. Obok stały miski, magicznie się jakoś same napełniały wodą i karmą. Zbliżała się jednak zima i nie można było pozwolić, żeby psy do ziemi przymarzły! Nie jest łatwo złapać psa, który nie zna ludzi. Dwa razy trudniej złapać dwa takie dzikusy! Gdyby jednak się to nie udało, nie pisałabym o Blejku, prawda?


Takie miał wieelkie oczy, kiedy u nas zamieszkał... Z budy nie wychodził, tylko głowę wystawiał. Obszczekiwał, jak coś się działo, pewnie! Ale jak tylko widział, że dwunożny się zbliża, to zaraz do budy gnał, mało łap nie gubiąc po drodze!

Po kilku miesiącach ciężkiej pracy wolontariuszy, dzięki ich ogromnej cierpliwości, teraz Blejk wygląda tak:


Pierwszy do spaceru, do drapanka po grzbiecie, do wymiziania, do podreptania noga w nogę, łapa w łapę z człowiekiem! Dwunożny najlepszym kumplem Blejka, a co! Teraz ma psiak zadanie - pokazać Fobce, że nie ma co się tak zamykać i obrażać na ludzi... Fobka nie jest taka odważna, ale nie ma reguły, że na takiego psa potrzeba trzy miesiące oswajania, dwa kilogramy wytrwałości i osiem litrów cierpliwości. Przepisu nie ma, trzeba po prostu robić swoje i czekać...

Uczą się czworonogi u nas, że nie każdy człowiek to jakiś potwór, że nie każde wyciągnięcie ręki musi oznaczać, że będzie bolało, że nic złego ich tutaj nie spotka. Wręcz przeciwnie - spacerki, mizianka, drapanka, zabawy, ciepłe budy i pełne miski. I stawanie na głowie (chociaż zwierzaki tego nie widzą), żeby wszystkie znalazły jak najlepsze domy i przede wszystkim przecudownych opiekunów...