Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zośka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zośka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 marca 2016

A uszy rosną, rosną, rooosnąąą...

Taki dzień jest dzisiaj, że uszy wyrastają niektórym naszym kolegom i koleżankom. Podobno wszystko się zaczęło już w zeszłym roku, ale mnie wtedy jeszcze nie było, to nie widziałam! Tymczasem już o północy zauważyłam, że Aro zaczął się zmieniać..... I patrzcie tylko...


Przecież myślałam, że padnę! Dżokej powiedział, że to tak co roku jest, że te uszy wyrastają. Trwa to przez cały dzień, a potem znów wyrastają te zwykłe.

Jaki Belmuś był zdziwiony! Poszłam do niego z lusterkiem i aż głowę przekrzywiał!


Belmuś jest w sile wieku. Nasi ocenili, że lat ma 6, a to znaczy, że w połowie życia nawet może nie jest! Energii ma sporo i wszystko go interesuje, ale nic dziwnego, bo większość czasu spędza jednak w schroniskowym kojcu... Wychodzi na spacery z wolontariuszami, kiedy tylko może, jak każdy, ale dla takiego psa to za mało. Idealnie by było, gdyby chociaż raz dziennie miał taki porządny spacer z zabawami i nauką (bo Belmuś jest owczarkowaty, więc na pewno inteligencja w nim drzemie niemała!). Potrzebuje dobrego kumpla, który mu pokaże cały świat!

Niezłe uszy wyrosły też Zośce, ale jej to akurat nie pierwszy raz, to się nie dziwiła.


Zośka jest w wieku Belmusia i jest idealna pod każdym względem! Uwielbia dwunożnych, każdy może ją miziać, głaskać, drapać, po plecach, za uszami, po brzuchu, wszystko jedno, byle był kontakt... Zośka bez ludzi gaśnie. Jakiś czas temu o mały włos nie zgasła na dobre... Żołądek jej się skręcił. To było straszne i właściwie cud, że udało się ją uratować! Jak żołądek zrobi w brzuchu pętelkę, to potem jest bardzo mało czasu, żeby się dostać do psioweta, który jako jedyny może pomóc. To nie są żarty! Nasi w porę zauważyli, że z Zosią dzieje się coś nie tak. Brzuch się zrobił jak balon, w oczach przerażenie... Powieźli, ile było sił w kółkach i zaraz psioweci zaczęli działać. Zośka musi teraz uważać na szaleństwa, po obiedzie musi mieć odpoczynek na trawienie, dopiero potem może na spacery wychodzić. Ponoć jak się raz skręci, to potem się może powtórzyć... Ale nie musi! Wystarczy przestrzegać kilku nietrudnych zasad! Przyjaźń Zośki wynagrodzi wszelkie niedogodności!

I wiecie co? Na kociarnię polazłam iii tam też porosły! Amarena ma różowe:


Amarenka jest domową kotką, która znalazła się jakoś na zewnątrz i nie umiała znaleźć drogi do domu... Albo nikt jej nie chciał wpuścić... W każdym razie kociolaska z niej całkiem przyjazna, uwielbia ludzi i wszelkie ciepełko. Mogłaby mieszkać w takim domu, co sierściuch może z niego wychodzić na przechadzki, ale najważniejsze, żeby zawsze mogła się dostać do środka! ...czyli nie tak, jak teraz było...

Łapcia ma za to uszy niebieskie:


Łapcia trafiła do nas po wypadku. Chyba, bo gadać nie chciała ze mną, tylko się patrzyła wielkimi, żółtymi ślipiami. Ja tam wiem, że łapę miała złamaną i tego się nie wyprze! No i siedzi u nas teraz i zdrowieje. Znaczy łapę zrasta. Z dwunożnymi też mało gada, ale przyjazna jest, tylko musi się przekonać. Będzie z niej fajna sierściucha, tylko lepiej dla niej, żeby zrobiła się bardziej przymilasta, bo z takim leżąco-milczącym podejściem to nie przekona do siebie dwunożnych...

Na koniec Jarek. Bo jemu to uszy wyrooosłyyyy, że nie wiem, czy na pewno mu się zmienią z powrotem na jego własne...


Jarek szedł wiele dni. Od domu do domu. Wszędzie go przepędzali, bo zwierz niemały, kudłaty taki, czarny w dodatku prawie cały, to prawie na pewno jest zły! W końcu jak przyszedł pod kolejne drzwi to już bez sił całkiem uwalił się na wycieraczce i ruszyć się nie miał zamiaru. Stwierdził, że jak go będą chcieli wyrzucić, to razem z wycieraczką! Ci dwunożni na szczęście pomyśleli, że nie psa wina, że się błąka i zadzwonili po naszych. Nasi zgarnęli owczara i tak się u nas znalazł. Trzeba przyznać, że do piękności mu trochę brakuje... Skóra potrzebuje jakichś mazideł i szamponów, a niedługo Jarek będzie musiał podjechać do psiowetów na badania, bo z jego układem wydalniczym też coś nie halo... Nie jest za to ani trochę wredny! Lubi dwunożnych, bo dwunożni to głaski, a kto by głasków nie lubił?? No właśnie!

Czy one dzisiaj uszate, czy nie, na dom czekają codziennie tak samo. Czy uszy czarne, czy różowe, czy kłapciate, czy sterczące, tak samo nasłuchują, czy przez furtkę schroniska wszedł właśnie ich przyszły opiekun... 

Wesołych Świąt! Pamiętajcie, że kiedy czujecie się zbyt pełni - my, czworonogi, pomożemy Wam się trochę rozruszać! ...tylko godzinowo jest trochę inaczej niż zwykle, bo zapraszamy tylko do tej godziny, co duża wskazówka jest na 12, a mała na 3... 

Do zobaczyska!
Larsi.


niedziela, 28 grudnia 2014

Pełny po świętach? Na spacery zapraszamy!

Oj, nasi, kiedy przychodzili do pracy, to tacy jacyś powooolniii, ciągle tylko "o matko, nie mogę się ruszać", "jeeeżu, objadłam się wczoraj strasznie...". Ponoć tak jest jakoś w święta... Tylko nie rozumiem, po co tyle było trzeć, ucierać, kroić, gotować, piec, smażyć, skoro potem narzekają, że za dużo! A można by było część z tego przynieść i się podzielić??

- Właśnie! Ja też nie rozumiem! Ja też CHĘTNIE bym pomógł i wcale bym nie narzekał!

...z Hedziem zupełnie nie rozumiemy!

No dobrze, nie będziemy już tacy, nie będziemy nic wypominać, krzywo się patrzeć, będziemy udawać, że wcale nie czujemy od Was tych pyszniastych rzeczy...

W każdym razie, tak naprawdę chodzi mi o to, że jak już się tak najedliście i czasami zamiast chodzenia - kulacie się tylko, dokulajcie się do schroniska, weźcie jakiegoś psiaka na spacer i na pewno zrobi się Wam lżej!

Przedstawię kilka propozycji, ale to tylko wierzchołek psiej góry chętnej na spacery...

Ługi. Baaaardzo fajny, przystojny, grzeczny, psi ideał, można powiedzieć!


Wielkości średniej, ciemny, łapy jasne, trochę mu pysk posiwiał, ale ostatecznie taki mógł być od małego! Ługi przecież stary nie jest. Ludzi kocha bardzo, nad życie! Na spacerach chodzi grzecznie, czasami potrafi niby przypadkiem stanąć na stopie człowiekowi i jak gdyby nigdy nic, gapiąc się w dal... daje DELIKATNIE do zrozumienia, że nadszedł czas na głaski. Ługi był adoptowany już, ale trafił do jakieś takiej.... dziwnej rodziny... szybko się pańcia przestała nim interesować, pańcio trochę bardziej kochał pieseczka, ale jakoś tak... po krótkim czasie Ługi wprowadził się znów do schroniskowego kojca. Szkoda, bo to naprawdę pies-rewelacja!

Idźmy dalej - mogę jeszcze zaproponować Grika i Zośkę - razem mieszkają i też należą do psów idealnych. Grzeczne, grzeczniuśkie na spacerach. Tutaj jest Grik:


A tutaj Zośka:


Wolontariusze mówią, że czasami zapominają, że mają je na końcach smyczy, takie superaśne są! Podobnej wielkości, Grik czarny, z pięknym, białym krawatem, brązowymi policzkami i brwiami, przystojniak, bez dwóch zdań! Zośka taka niby typowo owczarkowata, ale jak się ją pozna, to wierzcie - drugiej takiej nie ma. Po prostu trzeba przyjść we dwójkę i zabrać te osiem łap na długi spacer!

Napisałam o psach, które właściwie na spacerze same się prowadzą, ale mam też mały apel... Właściwie apel jest ogromny, psy są małe, ale z problemem... Dla nich to jest problem poważny, ale dzięki Wam udało by im się rozplątać ten supełek w ich głowach.

Otóż - w geriatryku mieszka Rasia, Trusia i Gierek. Takie trio. Gierek, to taki bezproblemowy, złoty chłopak! Nawet w wyglądzie częściowo pozłacany:


Jest wesoły ogromniaście, chociaż sam jest malutki. Znaleziony w lesie, właściciel albo nie wie, gdzie szukać, albo jakoś nie chce wiedzieć... Czeka u nas Gierek na nowego człowieka, nowy dom. Z tym psiakiem problemów nie ma, jest zawsze zwarty i gotowy na spacer! Merdoli ogonem na lewo i prawo, to przysiada, to wstaje, ach, już, w tej chwili może biec do lasu!

Problem jest za to z Rasią:


I Trusią:


O Trusi już pisałam w temacie kropek. Pisałam wtedy, że na spacery biega szybko i głośno (bo i tupie, i się drze!), ale ze szpitalika wreszcie się psina wyprowadziła do kojca. To taki kojec, że nie śpią psy w budzie, ale mają wejście do ciepłego pomieszczenia. Tylko w szpitaliku musiała zwolnić miejsce dla innych psów, już się wyleczyła z choroby skóry.

Trusia trafiła w nowe miejsce, widzi masę różnych, innych ludzi iii zrobił się mały problem ze spacerami... Trusię i Rasię trzeba błagać żeby dały się zapiąć na smycze, a potem trzeba zaklinać, żeby wogóle zechciały wyjść za bramę... Nie są ani trochę agresywne, wystarczy kucnąć, i już Trusia przybiega i się chowa pod nogami, można miziać i głaskać. Rasia mniej podbiega, ale też nie w głowie jej jakieś odgryzanie się.

Teraz potrzebny jest ktoś cierpliwy, kto przyprowadzi jeszcze kogoś cierpliwego i będzie przekonywał Trusię i Rasię, że spacery są super i bać się świata nie ma co! To czasami długo trwa, ale da się, wiemy, że się da. Tylko nie da się tego zrobić szybko. Nie można zmusić psa, żeby chciał. Musi chcieć sam, ale czasami trzeba go zachęcić do tego chcenia i uważać, żeby znów się nie zraził z jakiegoś powodu...

A jak już tak będziecie spacerować... To wiecie, że przechadzka może skończyć się w Waszym domu, prawda...? Tylko nie zapomnijcie wpaść przed tym na chwilę do biura, żeby umowę podpisać!