Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fretki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fretki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

O przedziwnych zwierzakach... Freciakach!

Dzisiaj będzie jak najbardziej czworonożnie, futrzaście i ogoniaście. A jednak inaczej! Ostatnio nas odwiedzają, więc muszę coś o nich też skrobnąć.

- Eeeee, Sooońka, przyznaj się, że masz nadzieję, że cię pochwali ta nasza Tabletkowa i w zachwycie przypadkiem zostawi gdzieś tę swoją tacę z góra mięcha, co tam potem wkłada te wszystkie obrzydliwości do leczenia!

- Właśnie, że nie! Wcale nie! Piszę o wszystkim, to chciałabym też o tych śmiesznych, długaśnych, ciekawskich (jak ja!) zwierzakach.

Tak się składa, że ta nasza Tabletkowa jest też "nasza" dla długaśnych, ciekawskich, co to wszędzie wlezą i zwą się FRETKI. I tak sobie nasi wykombinowali, że warto pokazać te zwierzaki, nie możemy się przecież tak ograniczać do psów i kotów... Nie trzeba było fretkolubom powtarzać dwa razy, bo wiadomo, że jak się (i fretki) pokażą, to może zwiększy się ciekawość i świadomość, i może większe szanse na adopcje będą!

Pewnego dnia postawili więc fretkoluby swoje stanowisko. Ciepło było, więc stanęła wielka klatka, a przed nią stolik i krzesełko. Przy tym wszystkim czuwali dwunożni, żeby udzielać wszelkich informacji, a towarzyszyła im... taaak! Fretka!


Całkiem oswojony to był zwierz, więc jak ktoś chciał, to zdjęcia mógł sobie porobić, a fretka była szczęśliwa, kiedy mogła zwiedzić kolejny zakamarek.

Taki zwierz by bardzo pasował do naszego biura! Trochę by pobuszowała ze mną i powsadzała łeb w różne miejsca... Może by nawet była moim agentem do spraw "co nowego chowają w szafie", bo mi nie dają nawet nosa tam włożyć... a freciak wąski, gibki i zwinny... A po akcjach by spaaałaaa z Hedaaareeem w najlepsze! 


Bo te zwierzaki takie własnie są. Pierwsze do zabawy, nie kryją wcale, że ciekawi je wszystko, a najbardziej to, co schowane, a między tymi szaleństwami - albo śpią, albo drzemią, albo śpią, albo... jedzą, bo przecież co to za przyjemność z życia, jak się smaczka nie dostanie!

Tylko teraz mit obalę. Jeśli ktoś myśli, że freciak to taki zwierz, co to w klatce większość czasu spędzi, jedzonko się sypnie, wrzuci kawałek kocyka i niech sobie żyje wypuszczana od święta - BŁĄD!  To zwierzątko bardzo towarzyskie, chętne do zabaw nie tylko ze sobą i potrzebujące ruchu, bo zwyczajnie to lubi (kiedy nie śpi...). 

O, tutaj akurat nie spał jeden fret i zwiedzał biuro. Jemu to pozwalają z łapami na biurko... pfff...


Dla kogo jest taka freta? Dla kogoś, kto nie może mieć psa, bo jak ktoś może, to... Noo dooobra... nasza pani Tabletkowa ma i psy, i fretki (bo wcale nie jedną!). Ale faktycznie, jak ktoś nie może mieć psa, bo na przykład czasami go wiele godzin dziennie w domu nie ma, nie ma czasu na spacery kilka razy dziennie, a z różnych powodów nie chce albo nie może mieć sierściucha - to taka freta akurat! 

Zabawowe to i zabawne, pocieszne i jak się z człowiekiem zżyje i pozna, to i chętnie przyjdzie się pomiziać, podrapać i... niespodzianka - pospać. Fakt, że klatki potrzebuje sporej, ale są tacy, co po prostu żyją z freciakiem w domu, normalnie, jak z psem czy kotem, tylko trzeba uważać, jak się okno otwiera, bo fretki latać nie umieją, ale nie każda o tym wie... 

Napisałam, że freciaki lubią zabawę, ale należy też pamiętać, że nie zawsze to, co dwunożnym wydaje się zupełnie niezabawne, dla fretki wręcz przeciwnie... Trzeba po prostu nauczyć się wybaczać i rozumieć, że to jest fretka, a one PO PROSTU takie są.

Na spacer przy ładnej pogodzie też można się wybrać! Tak, tak! To nie jest tak, że "aaa ja to nie muszę spacerować ze zwierzakiem, bo mam fretkę". Właśnie, że trzeba! Każdemu ruch jest potrzebny, fretce też. Poza tym dla takiego zwierzaka, co ryjek by wszędzie wpychało, takie wyprawy w trawy są ekstra super! Tylko najpierw zaszczepić koniecznie, żeby nie załapała jakiegoś pasażera na gapę, bo potem niewesoło może być.

Jeszcze informacyjnie napiszę, że jakby ktoś chciał takiego zwierzaka śmiesznego, chciał się czegoś dowiedzieć, wypytać, to niech wejdzie na "fejsa" TUTAJ albo na stronę TUTAJ. Pamiętajcie, żeby nie kupować freciaków w sklepach! Najlepiej adoptować albo dowiedzieć się od Fretkolubów skąd przygarnąć długogrzbieciaka. A jak ktoś to czyta dzisiaj, w niedzielę, 12 kwietnia, to niech przydrepta do schroniska. Dzisiaj u nas freciaki znów chętnie do miziania i sporo informacji można uzyskać!

(Kiedy się nasza Tabletkowa dowiedziała, że zamierzam napisać o fretach, to mi powiedziała, że mam koniecznie wspomnieć, że w okolicy jest parka fretek do adopcji! Obiecała za to dodatkową mięsną kostkę bez tabletkowego wkładu, więc powtórzę - jest do adopcji parka fretek! Bynajmniej nie do rozmnażania, ale w parze raźniej!)



Drogie Fretkoluby! Jeśli napisałam coś nie tak, albo chcecie się podzielić spostre... sprze... s p o s t r z e ż e n i a m i,  to oczywiście bardzo zapraszam! W końcu pies nie musi być psialfą i psiomegą w tym temacie... Ale starałam się! Smaczek się należy!

-------

Na koniec jeszcze chciałam coś pokazać. Wielokrotnie pisała Bulba albo ja, że Hedar to jest taki schroniskowy próg zwalniający. Bardzo proszę, właśnie taki widok większość osób wchodzących do biura zastaje:


Czasami Hedar leży troszkę bliżej, więc jak ktoś otwiera drzwi, to właściwie prawie się o Hedara przewraca... 

Żeby uściślić - na tym zdjęciu jest półtora progu zwalniającego. Jestem jeszcze JA. Obok mnie co prawda można przejść bez problemu (ach, ta moja smukłość!), ale obowiązkowo trzeba mnie pogłaskać! 

Się należy mi, a co!

niedziela, 5 stycznia 2014

ODWIEDZAM

Mały, czarny z podpalanym brzuszkiem… Wilczur, szczeniak… Sunia malutka, kundelek, brązowa… Husky, taki zwyczajny, ale stary… Kotka perska, dopiero co dostałam…
I inne takie opisy!
Telefony się urywają: Czy nie trafił do państwa, do schroniska… i tu opis. Kocio-psi bunt milusińskich? W pewnym sensie. Sylwestrowe race w górę bzzzzyk – a pies w długą myk! Bezogoniaści się bawili hucznie, a spanikowane zwierzaki wiały od huku, gdzie mogły! Ze skutkiem, sądząc po telefonach. I już tak parę dni trwa poszukiwanie uciekinierów. Część się pewnie znajdzie, ale czy wszystkie?
            … A tak go kocham, a on… Było pilnować! Czasem miłość nie wystarczy, trzeba trochę wyobraźni i przezorności.
            Przejęłam się i zaczęłam sama ganiać po mieście i szukać takich zabłąkanych uciekinierów. Ale, co tu dużo szczekać – jak mawiają bezogoniaści: bliższa ciału koszula. Postanowiłam więc wpierw sprawdzić, czy u znajomych psów wszystko w porządku. No i polatałam po mieszkaniach naszych bezogoniastych.
Najpierw wpadłam do jednej takiej, co ma w domu cały schroniskowy zwierzyniec. Ostatnio zabrała na tymczas kotkę, maleńką jeszcze, dwumiesięczną. Znalazła ją niedawno dobra dusza na ulicy. Ledwo żywą, wyglądającą jak po ciężkim wypadku, bo nie wstawała. No to ją do schroniska, a stamtąd na badania.  I okazało się, że wypadku nie było, za to mała ma niedorozwój móżdżku. To się nazywa hipoplazja, czy jakoś tak. I w efekcie ma trudności z poruszaniem się. Co stanie, to bęc!...
W schronisku dostała na imię Lulu. I siedziała w klateczce, bo inne koty na sali zadeptałyby ją.
           
http://schronisko.avx.pl/kocita/item/2764-lulu


I ta nasza bezogoniasta ją zabrała. Mała szybko przywiązała się do nowych bezogoniastych i praktycznie nie odchodzi od nich na krok. Zasypia z nimi i budzi ich. Potem podnosi wrzask: głodna jestem. No to żre. Po godzinie znów wrzask: od dwóch dni nie jadłam, dawajcie!... I tak da capo! W przerwach między żarciami pcha się na ręce i daje koncert mruczenia… A co z chodzeniem? Ano właśnie. Ma teraz dużą przestrzeń, czuje się w niej bezpieczna, więc zaczyna łazić. Zatacza się przy tym, jak bezogoniasty, co się napił tego, od czego dostaje się krowich oczu – ale łazi. I co najważniejsze – do kuwety trafia bezbłędnie. Będzie z niej jeszcze kot!
A przy tym dogaduje się z psami (bo są w domu) i fretkami, których jest więcej. Bo u tej bezogoniastej mieszkają fretki, jedna taka nawet ze schroniska wzięta. I z nią Lulu bawi się, jak potrafi, nawet śpią razem, gdy już mają dość przewracania się na podłodze. Wygląda to tak:
           


W ogóle to przez jakiś czas mieszkała też z nimi kuna domowa.
         


Także była w schronisku, potem w lecznicy, a wreszcie wylądowała u tej bezogoniastej. Ale wiecie, jak kuna zaczyna kunić, to tylko kuna wie, co w efekcie wykuni. No i dobrze, że szybko poszła do innych bezogoniastych, którzy są bardzo kunolubni.
Ostatnio trafił do tego domu schroniskowy staruszek – Czaruś. Pisałam już o nim parę razy. Było pewne, że kundelek nie znajdzie sobie nowego domu, bo i stary, i brzydki, i ostatnio agresor mu się włączył. Cóż, przypadłość wieku. No więc ta bezogoniasta wzięła i jego.
http://schronisko.avx.pl/akcja-sms/item/2229-czaru
           
Jak się przekonałam, sylwester temu zwierzyńcowi nie zaszkodził. Siedzą w domu i dobrze się mają.
No to poleciałam dalej, odwiedzić labradora Bono. On mieszka z takim bezogoniastym, który rządzi stowarzyszeniem naszych bezogoniastych. Ma cztery lata, jest czarny i w ogóle labradorowaty.
Często odwiedza schronisko i kumpluje się z naszymi psami. Jak jeszcze żył Husein, to z nim się trzymał, a teraz najbardziej lubi sobie poszczekać z Sierrą. Łażą razem na spacery.
Jak to labrador – kocha wodę. Od szczeniaka lubi w niej siedzieć i najchętniej zamieszkałby z rybami. Ale że mieszka w bloku, to tylko czyha na okazję, żeby pobrodzić i ponurkować. A wtedy najczęściej wygląda tak:
          


A jak wody w pobliżu nie ma, to przynajmniej gania z psami z osiedla – ma tam też paru kumpli. Natomiast gdy wraca ze spaceru – to żre. Że dotąd nie wygląda jak beczka, to tylko dlatego, że sporo ma tego biegania.
Jak z tego wynika, to bardzo towarzyski i otwarty pies. Co jakiś czas przybywa mu współlokator – jakiś schroniskowy psiak wzięty na tymczas. Już ze trzy takie były. Szybko się do nich przyzwyczajał i nawet we własnym legowisku pozwalał spać, o:
           


A jak odchodziły, to miał pretensje i prosił o więcej. Zwykle nie musiał długo prosić.
Później odwiedziłam jeszcze Albinosa, Syriusza, Szinę i Jazgota, ale o nich napiszę następnym razem, bo za bardzo się rozszczekałam w tym poście, a właściwie jeszcze nic nie napisałam o schronisku. Zresztą, zgoniłam się. Niech dalej Tyson popracuje, proszę bardzo, amstafie!

Kundlisko, suczysko, duszysko! Miejsca mi na dwie linijki zostawiła i mądra! A tu byłoby pisania a pisania. To ja też napiszę więcej następnym razem, a teraz tylko króciutko.
Zwiał Lecik. Wolontariuszki wyprowadzały psy na spacer, a on skorzystał, że był kiepsko wpięty w smycz i że brama była akurat otwarta - i chodu!
           
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2520-lecik


Niby mały, ale terierowaty, więc gonić potrafi. Wpierw między drzewa, potem na ulicę. Jęzor wywalił i pędzi! Nasi za nim, też wywalili, ale dogoń tu takiego… Dali spokój. Wracają do schroniska. Wtedy Lecik stanął i za nimi. Głupi nie jest, od niedawna w schronisku, ale już wie, że tu bezpiecznie, micha pełna, wyczeszą, pogłaszczą, pospacerować dadzą, no to co on się będzie włóczył po ulicach… Co innego pouciekać trochę, a co innego uciec na dobre!
Koniec!

            Aha, jeszcze nie koniec, jeszcze jedno. Rzućcie okiem na naszego facebooka. Tam jest apel do dobrych bezogoniastych. Pomóżcie staremu, wykończonemu kundlowi, który ma niewładne tylne łapy. Na razie, jeszcze parę dni, będzie przebywał w lecznicy, ale od wtorku, a więc za dwa dni, trafi do nas. A schronisko to nie miejsce dla niego. Jemu potrzeba domu i troskliwej opieki. Może znajdzie się pośród was litościwa dusza, co?
            O, teraz dopiero koniec.