Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balon. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2016

Stare otypy!






...jak to tylko Ares usłyszał (po raz drugi...), to poleciał po poduchę, naciąąągnął na Larsi i sam położył się obok, żeby zrobiło się nie tylko cieplej na wierzchu, ale też w środku...


Wierzcie lub nie, ale z tą poduchą to tak było! Bo starszy pies też się przywiązuje! I też może się zakochać i może kochać... I może się tak zmienić, jak Ares, i może się tylu rzeczy uczyć, jak Ares...

Dwunożni lubią jakoś myśleć o starych otypach, a wtedy...

- Dżokej, co ty pleciesz?? Jakie stare otypy, na litości Doską!

- Pfff, taka uczona, a nie wie. Stare otypy to takie coś, co wielu dwunożnych myśli na jakiś temat, a to właśnie, że nieprawda jest potem. Tak jak to, że czarny kot przynosi pecha, czarny pies lubi udziabać, dorosłe sierściuchy się nie bawią, a pies, co żył długo na łańcuchu nie umie żyć w domu. Nie wspomnę o tym, co o dwunożnych niektórych inni myślą, co potem też nieprawdziwe!

- Dżokej... S T E R E O T Y P Y!!! To się nazywa stereotypy!

- No przecież piszę!

I potem mówią, że taki czarny pies to agresor na pewno... Powiedzcie to Raven!


...która jest dobra, łagodna, grzeczna, cudowna! Tylko nieśmiała też, a nieśmiałość sprawia, że prawie nikt jej nie widzi... A wystarczy ją wziąć na spacer, wystarczy pozwolić jej się oswoić, nie zwracać na początku uwagi, jak podchodzi z tyłu i niucha, czy człowiek dobry jest... Ona wyczuje, że dobry.

Albo mówią, że kot, co to już ma lat kilka, nie bawi się, tylko zwija się w kłębek i śpi. Bzdura! Mieszkał u nas jakiś czas Pechu. Kocur miał w sobie to COŚ, bo masę dwunożnych lasek do niego wzdychało... W końcu też wzdechła jedna taka, co go do domu postanowiła zabrać.


Przysłała potem wieści, że kot jest rozbrykany, zwłaszcza wieczorami, i że muszą się przed nim chować wszystkie sznurkowe myszki! I wogóle wszystkie drobne przedmioty muszą się chować przed skarpetkowymi łapkami... I Pechu już nie ma pecha, więc nie jest Pechem, ale Tymim!

Mówią też, że jak pies na łańcuchu mieszka, długo, albo co gorsza - bardzo długo, to się już nie przyzwyczai do życia innego niż podwórkowe. Taaak? To mam kolejną opowiastkę. O Balonie pisała Sonia TUTAJ. Tam też macie stare zdjęcia... Psiur ten był takim typowym, wioskowym, krótkołańcuchowym szczekaczem. Został odebrany, pomieszkał trochę w schronisku, potem wyzdrowiał iiiii został adoptowany. Zamieszkał bynajmniej nie w budzie, nie na łańcuchu, ale w mieszkaniu na piętrze. I co?


Wtopił się. W swoich ludzi się wtopił. Na spacerach gania jak szczeniak, w domu mości się na miękkim, własnym posłaniu. Wpadł w rytm, doskonale wie, kiedy posiłki, doskonale wie, kiedy spacer i którymi ścieżkami. Wie, gdzie zawozi go samochód, ogonem obija siedzenia, kiedy jeździdło zatrzymuje się przed znajomą bramą na wsi - tu będzie ganiał z czteronożnymi kolegami! 

Nie będę kłamać, że nic mu nie zostało z tego życia łańcuchowego. Zostało! Umiejętność niezaplątywania się między drzewami, lampami, krzaczorami - sam widzi, że coś tu nie halo jest i maszeruje tą samą drogą z powrotem! Nie ma szans też, żeby się potknął o smycz. Balon nawet nie przerywa niuchania, tylko podnosi odpowiednią łapę do góry i uwalnia sznurek!

Co jeszcze? To:


 Nawyk zwijania się w precelek do spania... Z góry, jak się patrzy, to jest prawie idealne kółko! Widzicie kunsztownie pozawijane łapiszony?? Widzicie tam pod szyją tylną STOPĘ?? W domu ciepło, ale lata marznięcia zrobiły swoje i bez zwinięcia się w precelka spania nie ma!

...ale czy to są wady, żeby zaraz mówić, że pies łańcuchowy w domu mieszkać nie może...?

Wiecie, że nie tylko zwierzaki muszą ze starymi otypami...eee... ze stereotypami się zmagać? Nie tylko czterołapy muszą udowadniać, że właśnie, że nie jest tak, jak wszyscy myślą! Dwunożni też... I daleko szukać nie musiałem...

Pewnego dnia do biura weszła jedna dwunożna laska. Laska, że hej! Szczeny nam poopadały... Znaczy mi i Bidziowi... Bo to za jego czasów było... Mnie zobaczyła, podeszła, ręce wyciągnęła... Zdziwiłem się, bo na końcach palców, na tych, no... pazurach, miała takie kolorowiaste coś, świecące... Nie znam się, facet jestem, ale przyznać muszę, że ktoś się musiał namęczyć... W każdym razie głaskać mnie ta dwunożna zaczęła! I to przyjemne było bardzo... I mówiła do mnie i uśmiechała się... Potem poszła. Ale za kilka dni przyszła znów! Porozmawiała trochę i pobiegła. Nawet wyjrzałem i się okazało, że to wolontariuszka nasza! Pobiegła psy wyprowadzać! ...tylko niektórzy dwunożni się za nią oglądali. Nie nasi dwunożni, ale odwiedzający... Bo taka dwunożna laska, i do kojców wchodzi, i nie boi się, jak pies z brudnymi łapami skoczy, i że jak to kolorowe na palcach się złamie, to nie szkodzi, zrobi się nowe! Jakby to nie wystarczało, to jeszcze zaczęła walczyć o dobro zwierzaków! Jeździ w różne miejsca i przekonuje właścicieli, że albo oni zaczną psa traktować jak trzeba, albo inaczej będziemy rozmawiać!

I ta nasza sama przyznaje, że jak powie, że pomaga, że wolontariuje, że walczy w imieniu czterołapów, to nie wszyscy biorą to na poważne... Ci wątpiący nie czują tego, co my. Bo zwierzak kolorów mało rozpoznaje.. I nie obchodzi nas, jakie kto ma barwy na pazurach, albo jak ktoś jest ubrany, czy ma na sobie obcisłą kieckę czy spodnie od piżamy... Skaczemy i brudzimy tak samo hyhyhyhy! My czujemy dobro i ciepło... A ta nasza, jak wszyscy nasi, ma też ogromniaste serce... I niech to widzą ci, którzy się tak oglądają i myślą "co ona tutaj robi i ciekawe jak szybko ucieknie, kiedy pies skoczy z brudnymi łapami!"... Wiemy, że nie ucieknie...

Nie myślcie tak, jak wszyscy... Otwórzcie głowy i serca, sami się przekonujcie, jak jest. Czarny kot nie przynosi pecha, młody nie musi ciągle broić, a stary ciągle spać... Czarny pies może być łagodny jak biały baranek, młody może być oporny na wiedzę, a starszy może łapać komendy zanim zdążysz powiedzieć "siad"... Dwunożni są warci tyle, ile jest w nich miłości do innych i ile pomocy niosą...

środa, 20 maja 2015

O Baloniku uwolnionym ze zbyt krótkiego sznurka...

W pewnej wiosce, tuż za rzeką i za laskiem, niedaleko
żył Balonik, mały piesek, był kochany, jak wieść niesie...
tylko później coś się stało, gdzieś tę miłość coś wywiało
psiaczek na dwór poszedł mieszkać, już go nikt w mieszkaniu nie chciał...

Może było tak, a może nigdy nie poznał życia w środku domu. Nasi nie wiedzą, bo rozmówić się było czasami ciężko...

Od czego się zaczęło? Od zgłoszenia, jak to najczęściej. Chociaż naszym już w nawyk weszło, że jak gdzieś jeżdżą, to im tylko głowa na boki chodzi i oczy wypatrują czworonogów! A jak wyłapią, to zaraz patrzą, czy łańcuch jest, a jak jest, to czy długi, a jak długi, to czy buda dobra, a jak buda, to czy miska jest, a jak miska, to czy pełna, a jak pełna... no... właśnie...

Ktoś zadzwonił: kilka psów na posesji, łańcuchy krótkie i chyba nie są najzdrowsze te czworonogi...

Nasi pojechali. Faktycznie! Z dwoma psami źle nie było, ale jeden... Mały, na króciutkim sznurku do lichej budy przypięty... Chudziutki, z sierści zostało niewiele... Jedno miał pokaźnych rozmiarów... Znaczy dwa... Ekhem, takie, co tylko psy mają między tylnymi łapami... Psiak miał pięknie imię Balon. No naszym głupio było się spytać, czy może dostał je jakiś czas temu od tych dwóch tam pod ogonem... czy może od początku tak na czworonoga wołali.




Zaleceń do poprawy trochę było! Przede wszystkim - zabrać psa do weterynarza. Potem od razu wydłużyć łańcuchy! Trudno, psy mogą żyć na łańcuchach/sznurkach/linkach, ale ma być długi jak ze trzy razy ja! Conajmniej! Balonik żył na krótkim łańcuchu, bo właściciele stwierdzili, że nie jest duży, to po co mu więcej? No tak, bo mały piesek robi małe dwa kroki w lewo i małe dwa kroki w prawo... Na spacery chodził? Nie chodził, bo opiekunka spacerów nie lubi, to przecież dla psa nie będzie wyjątków robić!

Po kilku dniach nasi pojechali znów. Buda poprawiona! Nawet dywanik przypięty, żeby nie wiało do środka! Łańcuch dłuższy! O Święta Suczko! Czasami dwunożni naprawdę potrafią, czasami po prostu nie wpadną na to, że można, że trzeba inaczej...

Co z weterynarzem? Był! A co powiedział? Yyyy... jak nasi chcą koniecznie, to niech zadzwonią sami, bo pańciostwo nieciekawe było. A co z leczeniem? ...no przecież mówią, że można zadzwonić i się dowiedzieć! Co z jedzeniem, dlaczego Balonik taki niepełny i żeberka wystają? Przecież karmią! A że pies zębów nie ma, a w misce same suszki... Ech...



No i co z tego, że warunki już były znośne, skoro psiak by tam żył może i wygodnie, ale za to na głodniaka i drapiąc się okrutnie całymi dniami... Nie wiadomo też, co z tymi kulkami podogonnymi jego było... Decyzja zapadła - odbieramy! Właściciele od razu podpisali zrzeczenie! Pytali nawet, czy mogą psiaka odwiedzić! Taaak, jakby wyzdrowiał to może jeszcze byliby chętni odebrać? Ooo niedoczekanie! Nie ma odwiedzania, bo psiak jeszcze tęsknić będzie bardziej albo co...

Nastawienie Balonika do naszych nie było za wesołe. Ujadał, ile sił w płuckach! Wiecie, jak najłatwiej zaczarować było tego czworonoga? Jak już się wydawało, że odebranie psa nie będzie łatwe... w ruch poszła wątróbka. I z "ooo ja cię zaraz POŻRĘ, tylko mi tu podejdź jedna z drugim hałhałhałhałhał wrrr wrrr!" zmieniło się z "ooo wątróbeczka... miękkie to... koooocham cię, dwunożny mój ulubiony... daj jeszcze...". Wątróbka nie raniła dziąseł, nie bolało w paszczy, można było pałaszować!

Zapakowanie Balona do transporterka już nie było takie trudne. Pierwsze miejsce, jakie odwiedził, był weterynarz.


Kaganiec był założony na wszelki wypadek. Różnie bywa, w końcu psa nasi znali od kilku godzin raptem... Balonik jednak okazał się wzorowym pacjentem! Dał sobie obejrzeć wszystko, co niezbędne, nawet zaczął cieniutkim, łysawym ogonkiem merdać, łysawy łepek podkładał do głaskania...

Co z tęsknotą za właścicielami...? Nasi mieli wrażenie, że Balonik odżył... Odetchnął... Nagle się nim zajmują, nagle pochodzić może, kości rozprostować stare, ktoś do niego mówi łagodnie, ktoś głaszcze bez obrzydzenia, ktoś dotyka... taaakie przyjeeemneee....! Jeszcze wykąpali, skóra taka świeższa, mniej swędząca, błooogooo, cieeepłooo...



Po wizycie u psioweta, psiak trafił do nas. Dostał miejscówkę w osobnym pomieszczeniu, bo na jego skórze jest tyle pasażerów na gapę, że jakby się to rozniosło, to by pół schroniska kąpali przez tydzień a drugie pół przez kolejny i tak na okrętkę... Aż mnie wszystko swędzi... Nie wiem, czy już tam dokładnie zbadali, co siedzi na balonikowej skórze, ale tak czy siak każda z możliwości oznacza częste kąpiele i izolację. Jak wyzdrowieje, psiak się będzie mógł przeprowadzić między inne czworonogi, będzie mu weselej!

Balonik czeka na nowy dom... Psiak nieduży jest, ale też niemłody... Wiek już dwucyfrowy mu się zrobił. Nie oznacza to, że nie zasługuje na własnego człowieka, wręcz przeciwnie! Tylko oczy większości ludzi jakoś nie zauważają takich... Trzymam jednak kciuki... Mocno...



Jeszcze mu się poszczęści, jeszcze ktoś rozweseli swój świat czarnym, podpalanym Balonikiem, jeszcze Balonik wypełni swoje serce tymi jedynymi na świecie, tylko JEGO ludźmi...

...mocno trzymam kciuki...
...mocno trzymaj ze mną...