Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2016

Piękny haski! Chcę! ...albo nie...

Nie wiem, skąd to się bierze, ale jak internet zobaczy haszczaka szukającego domu, to jest szał. Trochę jak ze szczeniakami, ale jednak inaczej, bo wszyscy chcą go adoptować tylko internetowo. Znaczy nie, że wirtualnie, ale tak, że każdy pisze, że taki ładny i bierze, a potem nic z tego, bo to jednak haszczak i potrzebuje ruchu dużo i wogóle...

Tak ostatnio zauważyłem, jak pojawił się u nas Hasik.


Oczywiście został "wrzucony na fejsa" i nasi mówili, że miał bardzo dużo "lajków". Nie wiem, czy to zjeść się da i czy chrupiące, bo jak pytałem, to Hasik udał, że nie wie, o co chodzi...

W każdym razie ruszyło dwunożnych! Opowiadała też jedna z naszych, taka kropkolubna, że jak ona znalazła takiego szarego z niebieskimi oczami, to nawet jak znalazł się właściciel, ludzie dalej posyłali zdjęcie w świat w ilości hurtowej! Akurat ta nasza ma jeszcze jednego psa do adopcji i jakoś Didi nikt tak nie udostępnia masowo, a psiolaska piękna podobno...

Wracając do tematu - Hasik wywołał całą falę ochów i achów pod jego adresem, i dobrze. U nas jednak jest taka zasada, że każdy zwierz gdzieś znaleziony czeka dwa tygodnie na właściciela i dopiero potem może wędrować do nowego domu. Hasik więc czeka niecierpliwie na swojego człowieka... Zadbany jest i całkiem pocieszny, na pewno ten jego dwunożny gdzieś jest...

Ci wszyscy, którym się tak spodobał mam inne propozycje jeszcze. Może nie całkiem takie typowe haskie, ale domieszkę mają haskowatą na pewno. Wystarczy w oczy spojrzeć i na spacer zabrać.

Na przykład Karma.


Niby owczarek, a jednak niby haski, ale jednak owczarek... W niebieskim oku ma haszczaka i w duszy jej też wędrówki grają. Ktoś ją kiedyś bardzo skrzywdził... Nie chce teraz mówić, chociaż na wspomnienie samo smutnieje. Nie warto do tego wracać, bo i po co? U nas, kiedy już przekonała się do ludzi, stała się rewelacyjną kumpelką! Zwłaszcza dla tych, których dobrze zna. Naszego behapsiorystę to kocha nad życie! Nie dość, że bardzo ładna, to jeszcze inteligentna i pozytywnie szalona! Aż żal, żeby kolejny rok mieszkała u nas...

Inna haskowa to Azera.


Wielu naszych nie może zrozumieć, że ona jeszcze u nas mieszka. Pewnie, że trzymają kciuki za wszystkie, ale w Azerze niejeden wolontariusz już się zakochał, zaraz kolejna wiosna minie iiii co?? Azera ma doczekać kolejnej? Nie może tak być przecież! Ona jest tak pocieszna, tak zaraża dobrą energią, że po prostu MUSI znaleźć wkrótce dom, bo inaczej zjem własne posłanie! Ta jedno-błękitno-oka psiolaska mieszkała kiedyś w komórce bez dostępu do światła. Mało kto już o tym pamięta, ona sama to mam nadzieję, że już zupełnie nie. Teraz może codziennie oglądać niebo, codziennie ma kontakt z ludźmi i ona to po prostu kocha. Kiedyś bez możliwości przebiegnięcia dwóch kroków, teraz gdyby mogła, szalałaby codziennie po kilka godzin! Potrzebuje bardzo kogoś, z kim będzie mogła dżogingować codziennie, biegać po lasach, łąkach czy nawet po mieście! Każdy teren jest dobry, byle droga uciekała spod łap!

No i nie można wspomnieć o najpiękniejszym chyba kawalerze u nas! O Felku było niedawno, więc przypomnę tylko jego zdjęcie:


Więcej o nim można przeczytać TUTAJ. Felek zasługuje na super dom, razem z Zonią, z którą do nas przyjechał.

Aż się zdziwiłem, bo myślałem, że będę pisać i pisać, i pisać przez kolejne dwa dni jeszcze, a tu koniec! Bywało przecież, że mieszkało u nas kilka sztuk, i to takich prawdziwych prawie, nie że tylko oko niebieskie i łapy same biegają, ale były takie szare i wilkowate...

Przecież wiem, że na świecie jest dużo tych, co biegać lubią. Weźcie sobie kompana do biegania, bo oni tutaj usychają z braku swojego człowieka i codziennych długich biegów! Wolontariusze się starają bardzo i wybiegują, kiedy mogą, ale wiadomo, że taki spacer raz w tygodniu to nie to samo co codzienne biegi...

Uwaga, hasło reklamowe!

Biegaczu drogi,
bierz haszczaka i w nogi!

Dziękuję za uwagę
Dżokej.

środa, 16 marca 2016

Nie oceniaj psa po... imieniu

Taka zabawna sytuacja się zdarzyła ostatnio, że aż napiszę i przy okazji o innych. Znaczy mi się to nie przytrafiło, ale jeden z naszych wolontariuszy ostatnio w biurze opowiadał i merdaliśmy ogonami ze śmiechu!

Zacznę od tego, że imię wymyślić czasem jest łatwo, ale najcześciej jednak jest to trudne... W miesiącu przyjeżdża do schroniska ze sześćdziesiąt psów i może kotów tyle nie, ale też sporo. Wymyślić dla każdego oryginalne imię, jeszcze żeby nie powtarzało się zarówno między psami jak i sierściuchami i między sobą też nie... I żeby nie było takiego samego też wcześniej, bo potem bywa, że ciężko zgadnąć, o którym zwierzu mowa... To naprawdę niełatwe! Czytałem na fejsie, czasem dwunożni tam piszą, że głupie imię ma ten czy tamten... Zapraszamy! Niech siędą w kąciku i niech nadają imiona a my będziemy tylko mówić "BYŁO" albo "eeee, BRZYDKIE". Czasami naprawdę głowy parują...

Ja, Dżokej, mam takie imię, bo byłem znaleziony blisko stadniny koni. Ładne mam imię, czemu nie. Poza tym mam sylwetkę konia... z kłapciatymi uszami może, bez grzywy i długich włosów na ogonie, ale poza tym gracja prawdziwie kopytna!

Cóż to była za historia, która podsunęła pomysł na wpis?

Pewnego dnia pewien wolontariusz stanął przed tablicą i myślał, którego tu zwierzaka wyprowadzić. Na tablicy są imiona i daty ostatnich spacerów z podziałem na wiaty, żeby każdy wiedział, gdzie mniej więcej szukać psa i którego brać. Wiadomo, że pierszeństwo mają te, które były najdawniej.

Wolontariusz wypatrzył, że dawno nie był Szeryf. Imię takie... Przed wyruszeniem na wiaty poszukał więc linki długiej, co by Szeryf porządnie się wybiegał, bo wiadomo, że im pies większy, tym mniej kroków robi, więc czasem większy dystans przejść musi, a na lince to wygodniej. Poszedł dwunożny na wiaty. Przeszedł się raz. Potem drugi raz... Nie ma żadnego Szeryfa! Znaczy nic, co by przypominało Szeryfa... Zaczął więc dwunożny uważnie czytać kartki na kojcach. W końcu jest!! Napisane, że Szeryf, no to pokaż się...  Wolontariusz rosły jest. Wysoki znaczy. Tak wysoki, że ledwo dojrzał to czarne, co tam do połowy łydki mu sięgało... O, bardzo proszę, oto Szeryf:


To czarne, na czym się opiera, to nogi innego wolontariusze. Widzicie więc, że łapeczki to ma chude, ciałko też niezbyt rozrosłe na boki. Czemu Szeryf? Pojęcia nie mam! Może przez te wystające dolne ząbki tak groźniej wyglądał? Groźny jednak nie jest, całkiem pocieszy z niego zwierz. Na kolana się zmieści, a jak kto nie wierzy, to się wepcha i udowodni, że jednak. Na spacerach grzeczny, głaskać się lubi, za smaczkami przepada... Same zalety! Już dłuższy czas w schronisku mieszka, przybył po ostatnich wakacjach. Coś go właściciel znaleźć nie może...

Mam też przykład odwrotny. Nie wiem, czy ktoś się naciął, ale mógłby. Wystarczy przeczytać na tablicy, że na spacer czeka Felek. Feluś. Felunio. Bierze się szeleczki, szuka się małego Felka, a tu czeka...


Felinio! Feluch! Felcisko! Przyznać mu trzeba, urodę ma jak mało kto... Białe plamy na rudej sierści, postawa dumnie wyprostowana, bujna kita na końcu pleców... ale te oczy, to już jakby mu dwa kawałki nieba wsadzili w oczodoły! Psiolaski wzdychają za nim... Aż dziwne, że kolejki się pod jego kojcem nie ustawiają! Większość życia spędził w kojcu przy domu swojego właściciela, ale właściciel odszedł tam, skąd się nie wraca... więc Felek przyjechał do nas. Nie sam, bo z przyjaciółką, do której jest bardzo przywiązany. Cóż, idealny wspólny dom byłby, ale sami wiecie... Na koniec ostatnie zdjęcie, do podziwiania, a co! Może więcej osób odwiedzi dzięki temu?


O Zoni następnym razem napiszę, bo dzisiaj to nie temat dla niej. Teraz będzie o Ciapku. Ktoś może pomyśleć, że Ciapek w ciapki jest. HA! Nic bardziej mylnego! Może Ciapek był ciapowaty, dlatego takie imię dostał... Mowa o nim:


Tak wyglądał, jak do nas przyjechał. Żal patrzeć, prawda? Już chyba nawet niedawno o nim było, jak była ta afera z wywózką do innego schroniska... Na szczęście się okazało, że Ciapek i cała reszta zostają! Ciapek walczy z chorobą skóry, a jeszcze wycięcie guza jest przed nim. Od tego pierwszego zdjęcia minęło trochę. I właściwie to jak go widziałem jakiś czas temu, to jeszcze tak wyglądał... Niedawno nasza fotopsiografka porobiła kilka nowych zdjęć i aż paszczę rozdziawiłem! Myślałem, że to jakiś nowy pies, ale ona się tylko na mnie spojrzała i powiedziała, żebym się tak nie dziwił, bo to Ciapek! O, patrzcie, nie do poznania:


Prawda, że wypiękniał?? Teraz ma o wiele większe szanse, chociaż ze względu na zdrowie i tak nie ma chętnych... A może ze względu na coś innego? Nie mam pojęcia! Ciapek jest bardzo fajny, a jak zamieszka w normalnym domu, to dopiero prędko dojdzie do siebie i wypięknieje!

Wszystkim, którzy mają za zadanie wymyślać kilkadziesiąt różnych imion w miesiącu życzę, aby zawsze mieli jakąś podpowiedź oryginalną, co pomoże w wymyśleniu. Na przykład sunia znaleziona na Modrzejewskiej dostała na imię Helcia (ponoć się to jakoś wiąże...), Lotnik był znaleziony na Lotniczej, Paryż był znaleziony na Francuskiej (chociaż co ma wspólnego Paryż z Francją... Kiedyś pies tam znaleziony dostał na imię Francuz, to akurat rozumiem).

Tak naprawdę jednak nie patrzcie na te imiona i zaglądajcie zwierzakom w serca. Poza tym - kiedyś ktoś ładnie napisał - odpowiem na każde imię... tylko zawołaj...