Oczami Bezdomnego Psa

środa, 16 marca 2016

Nie oceniaj psa po... imieniu

Taka zabawna sytuacja się zdarzyła ostatnio, że aż napiszę i przy okazji o innych. Znaczy mi się to nie przytrafiło, ale jeden z naszych wolontariuszy ostatnio w biurze opowiadał i merdaliśmy ogonami ze śmiechu!

Zacznę od tego, że imię wymyślić czasem jest łatwo, ale najcześciej jednak jest to trudne... W miesiącu przyjeżdża do schroniska ze sześćdziesiąt psów i może kotów tyle nie, ale też sporo. Wymyślić dla każdego oryginalne imię, jeszcze żeby nie powtarzało się zarówno między psami jak i sierściuchami i między sobą też nie... I żeby nie było takiego samego też wcześniej, bo potem bywa, że ciężko zgadnąć, o którym zwierzu mowa... To naprawdę niełatwe! Czytałem na fejsie, czasem dwunożni tam piszą, że głupie imię ma ten czy tamten... Zapraszamy! Niech siędą w kąciku i niech nadają imiona a my będziemy tylko mówić "BYŁO" albo "eeee, BRZYDKIE". Czasami naprawdę głowy parują...

Ja, Dżokej, mam takie imię, bo byłem znaleziony blisko stadniny koni. Ładne mam imię, czemu nie. Poza tym mam sylwetkę konia... z kłapciatymi uszami może, bez grzywy i długich włosów na ogonie, ale poza tym gracja prawdziwie kopytna!

Cóż to była za historia, która podsunęła pomysł na wpis?

Pewnego dnia pewien wolontariusz stanął przed tablicą i myślał, którego tu zwierzaka wyprowadzić. Na tablicy są imiona i daty ostatnich spacerów z podziałem na wiaty, żeby każdy wiedział, gdzie mniej więcej szukać psa i którego brać. Wiadomo, że pierszeństwo mają te, które były najdawniej.

Wolontariusz wypatrzył, że dawno nie był Szeryf. Imię takie... Przed wyruszeniem na wiaty poszukał więc linki długiej, co by Szeryf porządnie się wybiegał, bo wiadomo, że im pies większy, tym mniej kroków robi, więc czasem większy dystans przejść musi, a na lince to wygodniej. Poszedł dwunożny na wiaty. Przeszedł się raz. Potem drugi raz... Nie ma żadnego Szeryfa! Znaczy nic, co by przypominało Szeryfa... Zaczął więc dwunożny uważnie czytać kartki na kojcach. W końcu jest!! Napisane, że Szeryf, no to pokaż się...  Wolontariusz rosły jest. Wysoki znaczy. Tak wysoki, że ledwo dojrzał to czarne, co tam do połowy łydki mu sięgało... O, bardzo proszę, oto Szeryf:


To czarne, na czym się opiera, to nogi innego wolontariusze. Widzicie więc, że łapeczki to ma chude, ciałko też niezbyt rozrosłe na boki. Czemu Szeryf? Pojęcia nie mam! Może przez te wystające dolne ząbki tak groźniej wyglądał? Groźny jednak nie jest, całkiem pocieszy z niego zwierz. Na kolana się zmieści, a jak kto nie wierzy, to się wepcha i udowodni, że jednak. Na spacerach grzeczny, głaskać się lubi, za smaczkami przepada... Same zalety! Już dłuższy czas w schronisku mieszka, przybył po ostatnich wakacjach. Coś go właściciel znaleźć nie może...

Mam też przykład odwrotny. Nie wiem, czy ktoś się naciął, ale mógłby. Wystarczy przeczytać na tablicy, że na spacer czeka Felek. Feluś. Felunio. Bierze się szeleczki, szuka się małego Felka, a tu czeka...


Felinio! Feluch! Felcisko! Przyznać mu trzeba, urodę ma jak mało kto... Białe plamy na rudej sierści, postawa dumnie wyprostowana, bujna kita na końcu pleców... ale te oczy, to już jakby mu dwa kawałki nieba wsadzili w oczodoły! Psiolaski wzdychają za nim... Aż dziwne, że kolejki się pod jego kojcem nie ustawiają! Większość życia spędził w kojcu przy domu swojego właściciela, ale właściciel odszedł tam, skąd się nie wraca... więc Felek przyjechał do nas. Nie sam, bo z przyjaciółką, do której jest bardzo przywiązany. Cóż, idealny wspólny dom byłby, ale sami wiecie... Na koniec ostatnie zdjęcie, do podziwiania, a co! Może więcej osób odwiedzi dzięki temu?


O Zoni następnym razem napiszę, bo dzisiaj to nie temat dla niej. Teraz będzie o Ciapku. Ktoś może pomyśleć, że Ciapek w ciapki jest. HA! Nic bardziej mylnego! Może Ciapek był ciapowaty, dlatego takie imię dostał... Mowa o nim:


Tak wyglądał, jak do nas przyjechał. Żal patrzeć, prawda? Już chyba nawet niedawno o nim było, jak była ta afera z wywózką do innego schroniska... Na szczęście się okazało, że Ciapek i cała reszta zostają! Ciapek walczy z chorobą skóry, a jeszcze wycięcie guza jest przed nim. Od tego pierwszego zdjęcia minęło trochę. I właściwie to jak go widziałem jakiś czas temu, to jeszcze tak wyglądał... Niedawno nasza fotopsiografka porobiła kilka nowych zdjęć i aż paszczę rozdziawiłem! Myślałem, że to jakiś nowy pies, ale ona się tylko na mnie spojrzała i powiedziała, żebym się tak nie dziwił, bo to Ciapek! O, patrzcie, nie do poznania:


Prawda, że wypiękniał?? Teraz ma o wiele większe szanse, chociaż ze względu na zdrowie i tak nie ma chętnych... A może ze względu na coś innego? Nie mam pojęcia! Ciapek jest bardzo fajny, a jak zamieszka w normalnym domu, to dopiero prędko dojdzie do siebie i wypięknieje!

Wszystkim, którzy mają za zadanie wymyślać kilkadziesiąt różnych imion w miesiącu życzę, aby zawsze mieli jakąś podpowiedź oryginalną, co pomoże w wymyśleniu. Na przykład sunia znaleziona na Modrzejewskiej dostała na imię Helcia (ponoć się to jakoś wiąże...), Lotnik był znaleziony na Lotniczej, Paryż był znaleziony na Francuskiej (chociaż co ma wspólnego Paryż z Francją... Kiedyś pies tam znaleziony dostał na imię Francuz, to akurat rozumiem).

Tak naprawdę jednak nie patrzcie na te imiona i zaglądajcie zwierzakom w serca. Poza tym - kiedyś ktoś ładnie napisał - odpowiem na każde imię... tylko zawołaj...

1 komentarz:

  1. Nie osądzaj psa po imieniu! Nie osądzaj psa po wyglądzie!
    Moja znajoma miała kiedyś psa Grafisia. Grafiś, Grafunio Grafcio. Każdy z opowiadań o nim wnioskował że Grafiś jest raczej gabarytów piórkowych. Nic bardziej mylnego! Ten oto psiaczeg ważył swoje 70 kg i przypominała raczej Pana Graffa, niż malutkiego Grafutka :)

    OdpowiedzUsuń