Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murzyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Murzyn. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 sierpnia 2016

Marzenia są po to, żeby się spełniały, prawda...?

Prawda. Marzenia właśnie po to są! I dzisiaj o takich będzie... I o takich, które muszą takimi być.

...po prostu MUSZĄ...

Buszek do schroniska przyjechał, jak już wszystkie liście z drzew spadły. Na początku jakoś się trzymał!

...ale potem tak posmutniał...


Coraz samotniej, coraz smutniej... Mimo spacerów, mimo głasków, wolontariusze zauważali, że na przechadzkach to pewnie, że łapkami przebierał, ale poza nimi to żal było patrzeć... Buszek marzył o kimś, kto go zabierze tam, gdzie jest spokojniej... I to nie na taki krótki spacer, ale żeby już nie trzeba było wracać...

Aż pewnego dnia... do schroniska przyszła pewna dwunożna. Powiedziała, że niedawno pożegnała takiego długiego, krótkołapego psiaczka i chciałaby dać dom innemu zwierzakowi. Młodego to nieeee, bo przecież mają większe szanse. Takiego starszego, co nikt się za nim nie ogląda, chętnie przygarnie! 

Kogo wybrała?? Buszka!! Czy mógł trafić na fajniejszy dom...? 

Buszek teraz jest Toffikiem....


Jeździ nad jeziorko...


Dosłownie jeździ!!


Buszkowo-Toffikowa pańcia napisała też nam kilka słów:

Dzień dobry, przesyłam kilka zdjęć Buszka. Buszek aktualnie nazywa się Toffik. Jest bardzo grzeczny, szybko zaaklimatyzował się w nowym domu. Na początku miałam mały problem z lękiem separacyjnym ale małymi krokami udało się go przezwyciężyć. Toffik najchętniej cały dzień siedziałby na dworze, pewnie kiedyś pilnował podwórka. Nie pogardzi jednak ciepłym łóżkiem i miękką kołderką do której przyzwyczaił się już pierwszego dnia. Toffik nie przepada za jeziorami ani "większą woda" z trudem można go namówić żeby zamoczył łapki, kąpiele w wannie znosi jednak dzielnie i cierpliwie. Do ludzi jest przyjazny, ma jednak problem z zaakceptowaniem mniejszych psów, które znajdą się w zasięgu jego wzroku.

Jak to jest spełniać czyjeś marzenia...?



 Pamiętacie post o psie, który zawsze marzył o piłeczce...? Kto nie czytał, TUTAJ jest post.

Przeczytane?? Już??? Bo skoro było niedawno, to nie chcę się powtarzać, a to ważne dla przypomnienia.

Dla porządku wstawię samo zdjęcie:


A teraz historia... Przechadzam się między biurem a kuchnią dni temu kilka... I wchodzi trzech... troje dwunożnych. I powiadają, że chcieliby adoptować psa i podoba im się teen albo teeeen... I nie wiedzą, którego wybrać...

Ciężka sprawa, bo jeden ma nieugeru...niegeneru...n i e u r e g u l o w a n ą   sytuację prawną, a drugi przeskakuje dwumetrowe płoty, chociaż sięga do kolana!

I ta dwunożna stwierdziła, że to kiepsko, bo jak weźmie psa, to nie po to, żeby potem oddawać, jak ktoś zarządzi, a po drugie ma domek z ogródkiem i wiadomo, że pies będzie sobie hasał!

Bo ona by chciała takiego piesia na kolanka, na kanapę, co to będzie z nią w ogródku siedział i do lasu na spacery chodził, któremu ona da najszczęśliwsze lata i którego będzie kochać na zabój! Miała teraz psa od szczeniaka, ale odszedł... a nie chce kolejnego od szczeniaka brać, bo przecież to potem kilkanaście lat przed nim, a ona się młodsza nie robi, to chce takiego starszego!

Nasz Kiero posłuchał... w głowę się podrapał... Po piesek malutki ma być i taki idealny... I mówi do tej dwunożnej: Pani pójdzie ze mną!

I zaprowadził przez korytarz do kuchni, z kuchni do szatni, gdzie drzemał Murzyn.... Dwunożna jak nie krzyknie! Że idealny! Że już go kocha! Że go chce i ten ma być! Że cudowny i ona z nim wychodzi!!

Poszli jeszcze na krótką przechadzkę, tak na wszelki wypadek.... A kiedy wrócili do biura, to usłyszeliśmy tylko: BIERZEMY!!!

Nikt się nie kłócił! Wywiad wypełniony, umowa podpisana, papierki do puszki wrzucone.... Nasi uprzedzili, że psiaka trzeba będzie może uczyć czystości... "Ależ to żaden problem! Przecież to normalne! Szczeniaka się uczy, to i tego się nauczy!"... Nasi też powiedzieli nieśmiało, że Murzyn kocha piłeczki... "Dostanie! Dostanie niejedną!".... A co z wakacjami? "Jak to co?! No przecież z nami! Psa nie zostawię!"...

Ech... tak mi się słuchało miło i też się rozmarzyłem na chwilkę... Wróćmy jednak do historii!

Wszystko wypełnione i podpisane, można wychodzić! ...ale co będzie ze smyczą? Nasi mogą pożyczyć i potem najwyżej ktoś odwiezie może...? Dwunożna jednak stwierdziła, że to tylko problem i inaczej to załatwią... Po czym zawołała MURZYYNEEEK, IDZIEEMYY! Znalazła psa, porwała na ręce, wycałowała kudłaty łepek... I Murzyn majtając girkami w górze został poniesiony do samochodu i odjechał żyć lepszym życiem...

Z zardzewiałego garnka...


...na kanapę... Będę czekał na wieści! Jak tylko przyjdą, to zaraz pokażę!

I tyle, jeśli chodzi o spełnione marzenia...

...a jeśli chodzi o te, które MUSZĄ się spełnić...?

O Merry pewnie było kiedyś już coś...


Tutaj może wyglądać na jakiegoś labieradora! Tymczasem Merry bliżej do jamnika... Taka jest nieduża. I schodząca z drogi, kulturalna, nieznacząca terenu, taka psiolaska z niej wytworna.

Od wczoraj mieszka w biurze. Jak Murzynek wyfrunął, to ona przyfrunęła. Nasi mieli powody, żeby ją do nas dołączyć...Wszystko przez to, co powiedziała Tabletkowa... A powiedziała tak... "Zakładamy zbiórkę na eNTeeS, Merry ma przerzuty"....

Tylko nie myślcie, jak ja, że Merry się skakać zachciało! Tak pomyślałem i się ucieszyłem, że taka radosna, a to nie o to chodziło, wiecie...?

Merry miała jakiś czas temu guziki na podwoziu. Wycięli! Tylko potem coś ich tknęło i zrobili dodatkowe badanie jakieś. Obejrzeli psiolaskę od środka bardziej... I wyszło, że te guziki to nie tylko na podwoziu...... Merry jest chora... Jak Hepi, jak Larsi....... I nasi nie wiedzą, ile jeszcze... no ile jeszcze będzie dreptać po świecie... Psioweci też nie wiedzą...

I to jest to marzenie, które MUSI się spełnić. Merry MUSI znaleźć dom... Na ile? Nie wiemy. Na kilka miesięcy? Lat? Tygodni...? Nikt tego nie wie... Dlatego tak ważne jest, żeby zdążyć... Żeby nie powiedzieć potem, że za późno...

Wcale a wcale po niej nie widać, że coś jej dolega. Na spacerki chodzi...


...ciałka ma sporo tu i ówdzie, grzeczna jest, nie konfliktuje się wcale z nikim... Do mich nam nie zagląda, a kiedy my jej zaglądamy, to się nie denerwuje wcale! Złoto, nie psiolaska! Jeszcze się nie zadomowiła w biurze, jeszcze nie wie, co gdzie jest, ale nauczy się....

...niech znajdzie Merry dom... Taki na zawsze... w którym poczuje się spokojnie i bezpiecznie... w który się wtopi i w którym stanie się dla kogoś całym światem...


...zdążysz ją adoptować...?

---------

Takie mi długie wyszło... ale my, schroniskowce, o marzeniach możemy długo rozprawiać...

środa, 3 sierpnia 2016

...ojej... ZAWSZE o takiej marzyłem....

W pewnej miejscowości... na pewnej ulicy... mieszkał pewien dwunożny. Jakiś czas temu przygarnął psa. Czy też pies sam się przygarnął... Nie wiem. Najważniejsze, że kiedy na miejsce zajechał jeden z naszych, to dwunożny był gdzieś...lecz nie wiadomo, gdzie, a psiak czekał przy tym...


Takie okrągłe, ciemne, to był kiedyś garnek. Może nawet był szary! Potem raz deszcz popadał, drugi raz... pięćsetny... i zaczął się robić taki rudawy. Potem to już całkiem na wylot się dziury porobiły, a pies, który tam się chował, musiał wchodzić bardzo ostrożnie, żeby się całość nie zawaliła. Kawałkiem włosa by dotknął i wszystko by się sypło! 

Na około - jak widać. Trochę śmieci, jakaś micha z breją w środku... Nasi się dowiedzieli, że pies bez opieki tak siedzi i że tak być nie może! No to pojechali, psa pod pachę wzięli (taki knypiasty jest) i powieźli do nas. Potem się dowiedzieli, że właściciel to już nie może się zwierzem zajmować... Zachorował, czy coś... W każdym razie do schroniska przyjechał on...


Murzyn ma na imię. Po bokach głowy ma takie skórzane płatki, widzicie? Jakby ktoś mu coś na głowie położył. To jego uszy...


Zupełnie dziwnie wyglądał. Cały kudłaty, ale uszy jak dwa trójkątne kawałki skóry... Właściwie to tym były... Nasi mówili, że to wina grzybów, że niby grzyby mu się tam zagnieździły. Nasi są dziwni, przecież ja tam żadnych kapeluszy na nóżkach nie widzę! Się sami chyba najedli tych... no... hacylunogennych.... pfff.... grzyby na uszach... A mi kaktus na głowie rośnie......

Murzyn jednak chory był i ukryć się tego nie dało. Psioweci zaraz się wzięli za leczenie! Na spacerki sobie chodził, jedzonko pałaszował z apetytem, a najbardziej spodobało mu się spanie na miękkim kocyku...

Kiedy Hepi poszła do domu, za nią Aro, a potem Larsi... no wiecie...... odleciała... to w biurze zostałem sam z Aresem. Naszym się pusto zrobiło i postanowili dokompletować nam psiumpli. Najpierw przyszedł Wiliam, ale zaraz właściwie do domu wyfrunął, a potem wybór padł właśnie na Murzyna! Uszy mu się zasierściły i do nas zawitał już całkiem puchaty:


Wszedł Murzyn po schodkach.... Rozejrzał się w prawo, w lewo, do góry... na okno spojrzał, drzwi policzył, smyczki ocenił, czy aby długie wiszą, powiedział grzecznie DZIEŃ DOB.......... i nie dokończył.... Zobaczył ją. Zobaczył ją w całej okrągłości, zieloności, ukochaności i wymarzoności...


PIŁKA! Piłeczka, piłunia, piłuniunia... Zdążył tylko cicho powiedzieć "...ojej... zawsze o takiej marzyłem... czasami próbowałem pobiec za ziemniakiem, ale on się tak nie turlał.... kapsle były za metalowe, nakrętki za małe, butelki się gniotły, a puszki były za głośne... zawsze marzyłem o piłce...."....


Murzyn przepadł! Uwielbia ją i ma w nosie Aresa, który krzyczy na niego, ilekroć ten ją tylko tknie. Ares się nią nie bawi, więc nie wiem, o co mu chodzi. Murzyn się nie przejmuje!

Na wszelki wypadek nie spuszcza piłeczki z oka, kiedy ta się przeturla to tu....


...to tam...


... a potem podsuwa ją każdemu, kto chce i nie chce, kto siedzi, stoi, jest na chwilę, czy na dłużej...


Merdoli przy tym ogonem zamaszyście, a ogon ma niezły całkiem! 

Nie myślcie sobie, że on taki jest, że jak sięgniecie po piłkę, to on zabierze. Wcale nie! Się można zdziwić! Patrzcie, jak się umie chłopak bawić:


Ktoś zauważył, że też występuję w filmie??? Tylko ja się nie pcham na ekran! Ja specjalnie tyłem stałem, żeby nikt nie powiedział, że mam jakieś przyparcie na szkło czy coś! Właśnie, że nie mam, przypadkiem się przeszedłem! Nie wiedziałem, że kręcą... właśnie...

Może ktoś pomyśli, że "eeee, tyle ręką machać...". Wcale nie! Otóż spieszę donieść, że Murzyn nie potrzebuje rzucania przez pół dnia na dalekie dystanse! Kulanie też jest możliwe, o:


Ha! Raz do jednej osoby, raz do drugiej, żeby rozłożyć odpowiednio rozrywkę. Prawda, że niesamowite, jak na psa, którego domem był zardzewiały garnek, i który zamiast uszu miał dwa chropowate kawałki skóry?

Jak mu się ciutkę znudzi piłeczka, to się wtedy zaczyna kleić. Albo jak ktoś go zacznie drapać po plecach. Oooooo toooo luuubiiiii..... Tylne łapki mu zaczynają stepować, zadek się buja, błogość w oczach... Potem się odwraca i przykleja głowę do dwunożnego... Byle głaskali... I na kolana da się wziąć, i na ręce, byle przy kimś, byle nie sam. Już się sam nasiedział. 

Murzyn ogólnie jest bezproblemowy! Wszyscy są dla niego w porzo, czy mają dwie nogi, czy cztery, czy duzi są, czy mali, cały świat jest piękny, kiedy nie mieszka się w garnku! Ostatnio też kąpany był, suszony, czesany, wszystko mu się podobało! 

Jedno mu się nie podoba. Jak dostanie coś do jedzenia i ktoś mu zagląda i za blisko jest. Ojeny, no mam to samo, więc chłopaka rozumiem. Niby z jednej strony wiadomo, że nikt takiego omumlanego nam nie zabierze. Zaćlamkane, zaślinione, to niby bezpieczne... Właśnie niby... Na wszelki wypadek pilnujemy. I on, i ja. Ale to chyba przy tej ilości zalet nie jest aż tak istotne...

Mały psiak, który całe życie marzył o turlającej się, okrągłej piłeczce, bardziej skrycie marzy też o takiej rodzinie, która przygarnie i jego, i piłeczkę... Która czasami mu ją turlnie, kulnie, rzuci niedaleko... a w przerwach pozwoli przyklejać się do siebie kudłatym łebkiem i uszkami, na których jeszcze są ślady po dawnym życiu...