Oczami Bezdomnego Psa

środa, 3 sierpnia 2016

...ojej... ZAWSZE o takiej marzyłem....

W pewnej miejscowości... na pewnej ulicy... mieszkał pewien dwunożny. Jakiś czas temu przygarnął psa. Czy też pies sam się przygarnął... Nie wiem. Najważniejsze, że kiedy na miejsce zajechał jeden z naszych, to dwunożny był gdzieś...lecz nie wiadomo, gdzie, a psiak czekał przy tym...


Takie okrągłe, ciemne, to był kiedyś garnek. Może nawet był szary! Potem raz deszcz popadał, drugi raz... pięćsetny... i zaczął się robić taki rudawy. Potem to już całkiem na wylot się dziury porobiły, a pies, który tam się chował, musiał wchodzić bardzo ostrożnie, żeby się całość nie zawaliła. Kawałkiem włosa by dotknął i wszystko by się sypło! 

Na około - jak widać. Trochę śmieci, jakaś micha z breją w środku... Nasi się dowiedzieli, że pies bez opieki tak siedzi i że tak być nie może! No to pojechali, psa pod pachę wzięli (taki knypiasty jest) i powieźli do nas. Potem się dowiedzieli, że właściciel to już nie może się zwierzem zajmować... Zachorował, czy coś... W każdym razie do schroniska przyjechał on...


Murzyn ma na imię. Po bokach głowy ma takie skórzane płatki, widzicie? Jakby ktoś mu coś na głowie położył. To jego uszy...


Zupełnie dziwnie wyglądał. Cały kudłaty, ale uszy jak dwa trójkątne kawałki skóry... Właściwie to tym były... Nasi mówili, że to wina grzybów, że niby grzyby mu się tam zagnieździły. Nasi są dziwni, przecież ja tam żadnych kapeluszy na nóżkach nie widzę! Się sami chyba najedli tych... no... hacylunogennych.... pfff.... grzyby na uszach... A mi kaktus na głowie rośnie......

Murzyn jednak chory był i ukryć się tego nie dało. Psioweci zaraz się wzięli za leczenie! Na spacerki sobie chodził, jedzonko pałaszował z apetytem, a najbardziej spodobało mu się spanie na miękkim kocyku...

Kiedy Hepi poszła do domu, za nią Aro, a potem Larsi... no wiecie...... odleciała... to w biurze zostałem sam z Aresem. Naszym się pusto zrobiło i postanowili dokompletować nam psiumpli. Najpierw przyszedł Wiliam, ale zaraz właściwie do domu wyfrunął, a potem wybór padł właśnie na Murzyna! Uszy mu się zasierściły i do nas zawitał już całkiem puchaty:


Wszedł Murzyn po schodkach.... Rozejrzał się w prawo, w lewo, do góry... na okno spojrzał, drzwi policzył, smyczki ocenił, czy aby długie wiszą, powiedział grzecznie DZIEŃ DOB.......... i nie dokończył.... Zobaczył ją. Zobaczył ją w całej okrągłości, zieloności, ukochaności i wymarzoności...


PIŁKA! Piłeczka, piłunia, piłuniunia... Zdążył tylko cicho powiedzieć "...ojej... zawsze o takiej marzyłem... czasami próbowałem pobiec za ziemniakiem, ale on się tak nie turlał.... kapsle były za metalowe, nakrętki za małe, butelki się gniotły, a puszki były za głośne... zawsze marzyłem o piłce...."....


Murzyn przepadł! Uwielbia ją i ma w nosie Aresa, który krzyczy na niego, ilekroć ten ją tylko tknie. Ares się nią nie bawi, więc nie wiem, o co mu chodzi. Murzyn się nie przejmuje!

Na wszelki wypadek nie spuszcza piłeczki z oka, kiedy ta się przeturla to tu....


...to tam...


... a potem podsuwa ją każdemu, kto chce i nie chce, kto siedzi, stoi, jest na chwilę, czy na dłużej...


Merdoli przy tym ogonem zamaszyście, a ogon ma niezły całkiem! 

Nie myślcie sobie, że on taki jest, że jak sięgniecie po piłkę, to on zabierze. Wcale nie! Się można zdziwić! Patrzcie, jak się umie chłopak bawić:


Ktoś zauważył, że też występuję w filmie??? Tylko ja się nie pcham na ekran! Ja specjalnie tyłem stałem, żeby nikt nie powiedział, że mam jakieś przyparcie na szkło czy coś! Właśnie, że nie mam, przypadkiem się przeszedłem! Nie wiedziałem, że kręcą... właśnie...

Może ktoś pomyśli, że "eeee, tyle ręką machać...". Wcale nie! Otóż spieszę donieść, że Murzyn nie potrzebuje rzucania przez pół dnia na dalekie dystanse! Kulanie też jest możliwe, o:


Ha! Raz do jednej osoby, raz do drugiej, żeby rozłożyć odpowiednio rozrywkę. Prawda, że niesamowite, jak na psa, którego domem był zardzewiały garnek, i który zamiast uszu miał dwa chropowate kawałki skóry?

Jak mu się ciutkę znudzi piłeczka, to się wtedy zaczyna kleić. Albo jak ktoś go zacznie drapać po plecach. Oooooo toooo luuubiiiii..... Tylne łapki mu zaczynają stepować, zadek się buja, błogość w oczach... Potem się odwraca i przykleja głowę do dwunożnego... Byle głaskali... I na kolana da się wziąć, i na ręce, byle przy kimś, byle nie sam. Już się sam nasiedział. 

Murzyn ogólnie jest bezproblemowy! Wszyscy są dla niego w porzo, czy mają dwie nogi, czy cztery, czy duzi są, czy mali, cały świat jest piękny, kiedy nie mieszka się w garnku! Ostatnio też kąpany był, suszony, czesany, wszystko mu się podobało! 

Jedno mu się nie podoba. Jak dostanie coś do jedzenia i ktoś mu zagląda i za blisko jest. Ojeny, no mam to samo, więc chłopaka rozumiem. Niby z jednej strony wiadomo, że nikt takiego omumlanego nam nie zabierze. Zaćlamkane, zaślinione, to niby bezpieczne... Właśnie niby... Na wszelki wypadek pilnujemy. I on, i ja. Ale to chyba przy tej ilości zalet nie jest aż tak istotne...

Mały psiak, który całe życie marzył o turlającej się, okrągłej piłeczce, bardziej skrycie marzy też o takiej rodzinie, która przygarnie i jego, i piłeczkę... Która czasami mu ją turlnie, kulnie, rzuci niedaleko... a w przerwach pozwoli przyklejać się do siebie kudłatym łebkiem i uszkami, na których jeszcze są ślady po dawnym życiu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz