Tak się narobiło w listopadzie, że mieliśmy kilka pożegnań... Zwykle są rozłożone w czasie, ale w listopadzie się wszystko uwzięło...
Odszedł Płotek...
Jego stan był już tak poważny, już tak go wszystko bolało, że chyba kazdego bolało, kto się na niego tylko spojrzał... Nie widzieliście nigdy tak smutnych, tak przerażająco smutnych oczu... Nasi wezwali psioweta, wiedzieli, że tak będzie lepiej... Już nigdy mu nie dokuczy żadna kosteczka i żadne płucko...
Odszedł Cakar...
U niego też nie było coraz lepiej. Tak się coś u niego w środku uwzięło, że co jakiś czas zawieszało Cakarka. Co to było? Nie wiem, nasi się dowiadywali, ale chyba nikt nie powiedział, że to na sto procent to i koniec. Aż w końcu tak się zwiesił, że szybko nasi pojechali do psiowetów... ale już wiadomo było, że jest kiepsko bardzo... Miał całkiem fajnie, mieszkał sobie w kuchni, biegał po placu, kiedy chciał, wciąż pachniało mu gotowanym kurczaczkiem, pewnie nie raz coś przypadkiem spadało z blatu...
Odszedł Zyro...
Nigdy o nim nikt nic nie napisał, tak jakoś wyszło... Byłoby co! Na przykład, że jest niełatwy, bo ma swój świat i swoje zdanie, i lubi się kłócić, że jego na wierzchu. Co jeszcze? Że niestety też choroby się go trzymają i nasi się starają, jak mogą, żeby go leczyć, chociaż czasami muszą mieć refleks, żeby Zyro nie udziabał... Niespecjalnie na pewno! Tylko tak jakoś samo by wyszło. Takie rzeczy można by napisać, ale już nie napiszemy... Znów choroba zwyciężyła... Jaki ten Zyro by nie był - nasi i tak by dbali, żeby miał dobrze i żeby był jak najzdrowszy, i tak czy siak smutno im było bardzo, kiedy przyszedł czas pożegnania... Tak jednak znów było lepiej...
Co potęguje przykrość w takich chwilach? To, że nie doczekały się czterołapy domu... że mimo wypełnienia psich serc pracownikami i wolontariuszami - nie było w nich tego jedynego człowieka czy tej rodziny, której częścią by były. To, że mimo posiadania posłanka, kocyka, miseczki, pomieszczenia, to jednak nie jest tak naprawdę ICH miejsce, miseczka jest przechodnia, kocyk też, a pokój dzisiaj jest ich, a jutro może go dostać inny zwierz, a oni sami też się przeprowadzą...
Dlatego, kiedy nasi się dowiadują o takich wieściach, o których za chwilę - smucą się, pewnie! Łza też poleci na samo wspomnienie, ale jednak na końcu jest westchnienie ulgi - bo udało się zmienić ostatnie wspomnienia.
Rita została adoptowana chyyybaaa po 9 latach mieszkania w schronisku! Bulba pisała o tym TUTAJ. Kto nie czytał wtedy, albo nie pamięta - może się zapoznać albo przypomnieć. Warto.
Dostawaliśmy bardzo dobre wieści od ritowego stada, że jest super, że Rita na spacerach jest szczeniakiem, a w domu taką poważną wciąż psiolaską, ale jest naprawdę dobrze! ...aż kilka tygodni temu nasi dostali malia... emalia.. ee.. maila. Że jest źle. Bardzo źle. Rita nie słyszy, w głowie jej się zagnieździł znów ten przebrzydły ze szczypcami... I jest przesmutno... Bo Rita miała być jeszcze długo... a za chwilę nie będzie jej wcale... Krótki czas potem napisali, że to była najgorsza, najboleśniejsza, najtrudniejsza decyzja w ich życiu... Ale nie mogli podjąć innej, jeśli nie chcieli, żeby Rita cierpiała... Przysłali nam jeszcze tylko zdjęcie ze wspólnych wakacji ostatnich...
...czy można mieć piękniejsze wspomnienia...?
Gosika miała pecha. Ogromniastego. Raz, że trafiła do rodziny, która potem ją zgubiła. Może i Gosika się sama zgubiła, ale jakoś mnie to śmierdzi, więc uważam, że ją zgubiono. Trafiła do schroniska z ogromniastym guzem pod spodem i z pazurami w kółka wyrośniętymi. Już sam ten guz nie zrobił się w trzy dni, więc jej "opiekunowie" musieli go widzieć! Ale udawali, że nie. Potem miała u nas kilka operacji i.... ale co ja tam będę po Tysiaku powtarzał, sami przeczytajcie - TUTAJ. Najpierw o Tytusie jest, a potem o Gosice.
Gosika wiele razy miała kryzys. Wiele razy już widziała Majkę czuwającą za oknem, jednak doskonale wiedziała, że to jeszcze nie czas, że jeszcze nie opowiedziała wszystkiego, nie podziękowała należycie... Wiecznie z uśmiechem na pysku, a uśmiechała się pięknie! Miała do kogo... Najwspanialsze stado, niemałe! I czworo- i dwunożni, była jego baaardzo ważną częścią... Była wypełniona miłością do granic i sama oblewała nią swoich współstadnych. Jeszcze zdążyli zrobić sobie sesję, taką prawdziwą sesję rodzinną, taką fiufiufiu...
...czy można czuć się bardziej kochaną...? I najbardziej tęskni ten czterołap, którego ona odganiała niby... On teraz nie je, wypatruje, na spacerach biega za jasnymi psami, w domu czeka przy drzwiach... Dwunożny sobie wytłumaczy, a jak wytłumaczyć psu, że już nigdy żadna Gosika nawet jednej łapy nie postawi na progu mieszkania...?
Sierra była schroniskową wizytówką. Machała do każdego, kogo lubiła, a lubiła zdecydowaną większość dwunożnych! Przy pierwszym spotkaniu mogła zdrowo obszczekać, ale przy kolejnym widać było już z daleka, jak macha łapą, mruży oko... Cwana była, wiedziała, że trudno jej odmówić spaceru!
...była ulubienicą wielu, bo i nie lubić się jej nie dało... Też kilka lat czekała na dom, aż w końcu się udało! Zyskała rodzinę i czworonożnego kumpla, było tak dobrze! ...znów nasi dostali wieści - w psiolasce coś wyrosło niedobrego, zaraz operacja, trzymajcie kciuki! Nasi trzymali dobrze i psioweci byli wprawni - zabieg się udał na tyle, na ile mógł, bo niestety nie wszystko można było wyciąć...
...i kilka dni temu znów wieści - z Sierrą jest źle. Nie je, wątrobianka nie domaga zupełnie, operacja niemożliwa... I znów dylemat, znów najtrudniejsza decyzja, ale na pierwszym miejscu była Sierra. Miała wokół siebie swoich ludzi, pojechał też specjalnie do niej ktoś, dla kogo była najważniejszym psem schroniskowym, i w kogo ona się wtulała zawsze najmocniej, kiedy przychodził do jej kojca... Miała przy sobie wszystkich, którzy kochali ją i których kochała ona...
...czy można być bardziej pewnym, że jest się najważniejszym na świecie...?
Wszystkim za każdym razem robi się smutno. Można znać, można nie znać, można być dziabniętym czy obwarczanym, można nie być nigdy na spacerze, ale mimo wszystko żal. I jak bardzo zmienia się ten smutek, kiedy wiemy, że zwierz zmienił wspomnienia, zmienił nastawienie do życia, zmienił się cały jego świat... Rita może nigdy w domu nie szczeniakowała, ale to, co wyczyniała na spacerach świadczy o tym, że otworzyła się tak bardzo, jak tylko była w stanie po takim czasie schroniskowania i to znaczy, że jej dwunożni zrobili najpiękniejszą rzecz, jaką mogli zrobić. Gosika może rzadko mogła odetchnąć od kolejnych guzów czy innych dolegliwości, ale miała najlepszą, najukochańszą rodzinę, która wymazała wszystkie przedschroniskowe i schroniskowe wspomnienia. Sierra może nie pomieszkała w nowym domu zbyt długo, ale dbano o nią jak o wieloletniego towarzysza, mogła poczuć się częścią rodziny, była kochana i nie musiała się już wdzięczyć przez kraty do każdego przechodzącego...
...zmienione wspomnienia, zmieniony świat może bardziej zmienić nasz smutek po pożegnaniu, niż nam się wydaje... I chcielibyśmy wszyscy za każdym razem móc wzdychać, że zwierzak niestety odleciał z Majką za Tęczowy Most, ale w głowach, w sercach, przed oczami wciąż ma te najpiękniejsze obrazy...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płotek. Pokaż wszystkie posty
środa, 2 grudnia 2015
niedziela, 25 października 2015
Tysiu... to nigdy nie ma się tak kończyć...
Tu Bidek. Poznaliście mnie ostatnio, napisałem trochę o rehabilitacji chłopaków naszych, jak mnie Tysiak do klawiatury puścił...
Przykro mi, że to ja muszę to napisać... Ale Tyś, który od kilku miesięcy opisywał Wam życie schroniska... odleciał z Majką do PsioRaju......
Było to tak, że rano do biura wbiegła jedna z naszych i przyniosła Tysiaka na rękach. Już to było bardzo podejrzane, bo Tysiaka można było przynieść jedynie wczepionego zębami w rękaw, czy w but, a tutaj leżał na rękach i było mu wszystko jedno...
Pojechał do lecznicy od razu, pomacali, porobili zdjęcia, okazało się, że w tysiowym brzuchu nic nie widać, tylko kulka taka duża... No to go psioweci wzięli zaraz na stół... Wycięli mu dwa wielkie guzy, jeden ze śledźmionki, drugi z czustki, czy jakoś tak... Został jeden malutki na wątrobiance, ale nie mogli go już wyciąć.... Tysia pozszywali... Musieli operować, bo i tak było źle... I zrobili wszystko, jak trzeba, i wszyscy trzymaliśmy kciuki, żeby się wybudził, znaczy ja trzymałem Dżokejowi, a Dżokej mi, bo samemu to się nie da...
Tysiak już się nie wybudził... Tylko okno się otworzyło nagle, zawiało... Nie wiedzieli czemu, ja wiem - to Majka przyleciała po Tysia... Przypięła Tysiowi skrzydełka, nakazała machać prawo-lewo, góra-dół i odlecieli oboje... ciałko małe zostało...
Żegnaj, Tysiu, byłeś wredny, trzeba to przyznać, ale byłeś stałym elementem wystroju kuchni, szwędałeś się po placu, po prostu byłeś. Zawsze. A teraz nagle posłanko Tobą pachnące, ale puste... i wołać nie ma kogo...
To nigdy nie ma się tak kończyć. Schronisko, chociaż byłoby takie super, jak nasze, gdzie nas kochają, prowadzają na spacerki, rehabilitują, leczą, operują, to nigdy nie będzie miejsce na ostatni etap psio-kociej życiowej przygody....
Zawsze powinien być jeszcze gdzieś przystanek o nazwie Dobry Dom. I nawet, jak będzie na krótko, nawet, jak to będzie rok, dwa tygodnie czy cztery dni, to zawsze to jest coś, co warto pamiętać, co często zamaże wszystko, co było przed tym... Jeden powód do merdnięcia ogonem, jedne kolana, na których można zawsze położyć głowę, jedna para oczu, w które można się wgapiać w sposób maślany i wielbiony.
Mówią czasami dwunożni, że "eee, taki stary już"... Mówią tak, a bo ja nie wiem? A bo nie powiedzieli tego o mnie raz czy dwa, czy pięć? A bo nie pojechałem do domu pełen radości i nadziei, że oto jestem u siebie?? Oczywiście, że pojechałem! Wiecie, jak to jest, kiedy przy całej tej uldze, że nareszcie jest DOM, dostrzeże się ten zawód w oczach, bo mi kolano zadrżało na trzecim piętrze...? Bo w zęby zajrzeli i tak strasznie - kamienia trochę! Przecież to stare psisko! A przecież wiedzieli o tym, sam słyszałem (jak jeszcze nie byłem tak bardzo-bardzo głuchy, ale trochę), jak nasi podkreślali to tyle razy, żem nie młody już... I co, i wróciłem... Moje serce rozpadło się na psiliard kawalątków, ale zaraz tylu dwunożnych przychodziło mnie rozweselać... Mówili, że nie warto, bo to nie był ten odpowiedni przystanek dla mnie, że jeszcze nie...
Jeszcze nie... a ja coraz młodszy się robię...? A Magus?
A Tajfun?
A Płotek...?
Wiecie, że Płotkowi też wyrosły takie piłki w środku...? Przy tych workach do oddychania - płuckach. Nie może ich w żaden sposób wykaszlnąć, psioweci nie mogą tego wyciąć, zbyt ryzykowne... A wyszło to przypadkiem - Płotek chodził krzywo, więc go wzięli na takie badanie głowy. Żeby zrobić badanie, musieli mu w gardziołko włożyć taką rurkę. I jak wyjmowali, to rurka nie miała takiego przezroczystego koloru, jak powinna mieć, tylko inny, taki, co ma nie być. Zrobili mu więc zdjęcie, co nie widać, jaki pies jest ładny, tylko jaki jest w środku i tam to wyszło... Płotek nie narzeka, nie marudzi, tylko taki się robi coraz mniejszy, w sobie się zapada, chodzi bardziej krzywo, blasku w oczach mało...
Myślicie, że nie wiemy... Myślicie, że nie wiemy, co pojawia się w Waszych głowach, kiedy się stanie taka straszna rzecz, kiedy Majka przyleci sama, a odlatuje już na dwie pary skrzydeł... Zwykle wtedy w myślach wymieniacie te czterołapy, którym czasu coraz mniej, a domy coraz dalej... Kto przygarnie psa z guzem? Z chorymi stawami? Z problemami z chodzeniem...? Albo ja?? Głuchy jak pień, a jeszcze ostatnio się okazało, że mi coś zarasta w uszach i też problem...
Nasi szukają nawet takich domów, które nie będą musiały się martwić o jedzenie dla zwierza, o opłacenie psioweta, to zapewni schronisko. Tylko niechże czyjś dom stanie się tym przystankiem o nazwie Dobry Dom i niech tam będzie ten Najlepszy, Jedyny Człowiek....
Zanim będzie za późno...
Czasami nie wiadomo, że będzie za późno, jak u Tysia, a czasami wiadomo, że może być, jak u Płotka...
A my chcemy tylko kawałka posłanka, powodów do merdania ogonkiem, głasknięć w miarę możliwości jak najczęstszych, kolan do położenia głowy, spojrzeń maślanych... Przepraszamy, że nie znaliście nas jak jeszcze byliśmy słodkimi szczeniaczkami... Przepraszamy, że będziemy Waszymi psimi przyjaciółmi tylko kilka lat czy miesięcy... Ale będziemy tymi przyjaciółmi dogzo... godzo... D O Z G O N N I E... To za mało? Za mała jest nasza wierność i uwielbienie od ogona, przez łapy, po czubek nosa? Za mało przelejemy miłości? Wierz nam, nadrobimy... Myślicie, że inaczej jest się pożegnać po 15 latach znajomości, a inaczej po 5 miesiącach? Macie rację - inaczej, ale nie czas ma tutaj znaczenie. Pokochacie nas tak samo, pokochamy Was i tak bardziej. Będzie Wam żal, że to była tak krótka przygoda? Czy będzie Wam żal mniej, jeśli odejdziemy niczyi...? Jeśli będą za nami płakać wszyscy wolontariusze i pracownicy, ale akurat nie ci, którzy mogliby nas adoptować, ale woleli młodszego psa tylko dlatego, że jest młodszy...?
Pewnie, chcecie biegać z psem, chodzić po górach - nie wybierzecie wtedy starszego psa, wiadomo. Ale jeśli i tak nie macie czasu czy możliwości na długie spacery pamiętajcie - my nie mamy na to tyle sił. Jeśli lubisz leżeć przed telewizorem albo z książką, pamiętaj - nam zależy jedynie na Twojej obecności, kiedy od czas do czasu położysz rękę na naszych pleckach - uruchomimy ogon i wystawimy do głaskania jeszcze klatę! Żebyś nie miał wątpliwości, że kochamy na zabój...
Nie liczy się czas... Liczy się ilość miłości, jaką można przelać, ilość dobra, jakie do Was wróci, ilość wdzięczności, jaka Was zaleje każdego dnia...
Nie patrz w kalendarz, po co...? Dla nas liczy się każdy dzień i każdego dnia cieszymy się tak, jakby więcej miało ich nie być. Zrób to samo... I czy to będzie kilka tygodni czy lat, jakie to ma znaczenie, skoro i tak zostaniemy na zawsze...?
Przykro mi, że to ja muszę to napisać... Ale Tyś, który od kilku miesięcy opisywał Wam życie schroniska... odleciał z Majką do PsioRaju......
Było to tak, że rano do biura wbiegła jedna z naszych i przyniosła Tysiaka na rękach. Już to było bardzo podejrzane, bo Tysiaka można było przynieść jedynie wczepionego zębami w rękaw, czy w but, a tutaj leżał na rękach i było mu wszystko jedno...
Pojechał do lecznicy od razu, pomacali, porobili zdjęcia, okazało się, że w tysiowym brzuchu nic nie widać, tylko kulka taka duża... No to go psioweci wzięli zaraz na stół... Wycięli mu dwa wielkie guzy, jeden ze śledźmionki, drugi z czustki, czy jakoś tak... Został jeden malutki na wątrobiance, ale nie mogli go już wyciąć.... Tysia pozszywali... Musieli operować, bo i tak było źle... I zrobili wszystko, jak trzeba, i wszyscy trzymaliśmy kciuki, żeby się wybudził, znaczy ja trzymałem Dżokejowi, a Dżokej mi, bo samemu to się nie da...
Tysiak już się nie wybudził... Tylko okno się otworzyło nagle, zawiało... Nie wiedzieli czemu, ja wiem - to Majka przyleciała po Tysia... Przypięła Tysiowi skrzydełka, nakazała machać prawo-lewo, góra-dół i odlecieli oboje... ciałko małe zostało...
Żegnaj, Tysiu, byłeś wredny, trzeba to przyznać, ale byłeś stałym elementem wystroju kuchni, szwędałeś się po placu, po prostu byłeś. Zawsze. A teraz nagle posłanko Tobą pachnące, ale puste... i wołać nie ma kogo...
To nigdy nie ma się tak kończyć. Schronisko, chociaż byłoby takie super, jak nasze, gdzie nas kochają, prowadzają na spacerki, rehabilitują, leczą, operują, to nigdy nie będzie miejsce na ostatni etap psio-kociej życiowej przygody....
Zawsze powinien być jeszcze gdzieś przystanek o nazwie Dobry Dom. I nawet, jak będzie na krótko, nawet, jak to będzie rok, dwa tygodnie czy cztery dni, to zawsze to jest coś, co warto pamiętać, co często zamaże wszystko, co było przed tym... Jeden powód do merdnięcia ogonem, jedne kolana, na których można zawsze położyć głowę, jedna para oczu, w które można się wgapiać w sposób maślany i wielbiony.
Mówią czasami dwunożni, że "eee, taki stary już"... Mówią tak, a bo ja nie wiem? A bo nie powiedzieli tego o mnie raz czy dwa, czy pięć? A bo nie pojechałem do domu pełen radości i nadziei, że oto jestem u siebie?? Oczywiście, że pojechałem! Wiecie, jak to jest, kiedy przy całej tej uldze, że nareszcie jest DOM, dostrzeże się ten zawód w oczach, bo mi kolano zadrżało na trzecim piętrze...? Bo w zęby zajrzeli i tak strasznie - kamienia trochę! Przecież to stare psisko! A przecież wiedzieli o tym, sam słyszałem (jak jeszcze nie byłem tak bardzo-bardzo głuchy, ale trochę), jak nasi podkreślali to tyle razy, żem nie młody już... I co, i wróciłem... Moje serce rozpadło się na psiliard kawalątków, ale zaraz tylu dwunożnych przychodziło mnie rozweselać... Mówili, że nie warto, bo to nie był ten odpowiedni przystanek dla mnie, że jeszcze nie...
Jeszcze nie... a ja coraz młodszy się robię...? A Magus?
A Tajfun?
A Płotek...?
Wiecie, że Płotkowi też wyrosły takie piłki w środku...? Przy tych workach do oddychania - płuckach. Nie może ich w żaden sposób wykaszlnąć, psioweci nie mogą tego wyciąć, zbyt ryzykowne... A wyszło to przypadkiem - Płotek chodził krzywo, więc go wzięli na takie badanie głowy. Żeby zrobić badanie, musieli mu w gardziołko włożyć taką rurkę. I jak wyjmowali, to rurka nie miała takiego przezroczystego koloru, jak powinna mieć, tylko inny, taki, co ma nie być. Zrobili mu więc zdjęcie, co nie widać, jaki pies jest ładny, tylko jaki jest w środku i tam to wyszło... Płotek nie narzeka, nie marudzi, tylko taki się robi coraz mniejszy, w sobie się zapada, chodzi bardziej krzywo, blasku w oczach mało...
Myślicie, że nie wiemy... Myślicie, że nie wiemy, co pojawia się w Waszych głowach, kiedy się stanie taka straszna rzecz, kiedy Majka przyleci sama, a odlatuje już na dwie pary skrzydeł... Zwykle wtedy w myślach wymieniacie te czterołapy, którym czasu coraz mniej, a domy coraz dalej... Kto przygarnie psa z guzem? Z chorymi stawami? Z problemami z chodzeniem...? Albo ja?? Głuchy jak pień, a jeszcze ostatnio się okazało, że mi coś zarasta w uszach i też problem...
Nasi szukają nawet takich domów, które nie będą musiały się martwić o jedzenie dla zwierza, o opłacenie psioweta, to zapewni schronisko. Tylko niechże czyjś dom stanie się tym przystankiem o nazwie Dobry Dom i niech tam będzie ten Najlepszy, Jedyny Człowiek....
Zanim będzie za późno...
Czasami nie wiadomo, że będzie za późno, jak u Tysia, a czasami wiadomo, że może być, jak u Płotka...
A my chcemy tylko kawałka posłanka, powodów do merdania ogonkiem, głasknięć w miarę możliwości jak najczęstszych, kolan do położenia głowy, spojrzeń maślanych... Przepraszamy, że nie znaliście nas jak jeszcze byliśmy słodkimi szczeniaczkami... Przepraszamy, że będziemy Waszymi psimi przyjaciółmi tylko kilka lat czy miesięcy... Ale będziemy tymi przyjaciółmi dogzo... godzo... D O Z G O N N I E... To za mało? Za mała jest nasza wierność i uwielbienie od ogona, przez łapy, po czubek nosa? Za mało przelejemy miłości? Wierz nam, nadrobimy... Myślicie, że inaczej jest się pożegnać po 15 latach znajomości, a inaczej po 5 miesiącach? Macie rację - inaczej, ale nie czas ma tutaj znaczenie. Pokochacie nas tak samo, pokochamy Was i tak bardziej. Będzie Wam żal, że to była tak krótka przygoda? Czy będzie Wam żal mniej, jeśli odejdziemy niczyi...? Jeśli będą za nami płakać wszyscy wolontariusze i pracownicy, ale akurat nie ci, którzy mogliby nas adoptować, ale woleli młodszego psa tylko dlatego, że jest młodszy...?
Pewnie, chcecie biegać z psem, chodzić po górach - nie wybierzecie wtedy starszego psa, wiadomo. Ale jeśli i tak nie macie czasu czy możliwości na długie spacery pamiętajcie - my nie mamy na to tyle sił. Jeśli lubisz leżeć przed telewizorem albo z książką, pamiętaj - nam zależy jedynie na Twojej obecności, kiedy od czas do czasu położysz rękę na naszych pleckach - uruchomimy ogon i wystawimy do głaskania jeszcze klatę! Żebyś nie miał wątpliwości, że kochamy na zabój...
Nie liczy się czas... Liczy się ilość miłości, jaką można przelać, ilość dobra, jakie do Was wróci, ilość wdzięczności, jaka Was zaleje każdego dnia...
Nie patrz w kalendarz, po co...? Dla nas liczy się każdy dzień i każdego dnia cieszymy się tak, jakby więcej miało ich nie być. Zrób to samo... I czy to będzie kilka tygodni czy lat, jakie to ma znaczenie, skoro i tak zostaniemy na zawsze...?
niedziela, 1 lutego 2015
Nie bój się adopcji "staruszka", pomożemy!
Akcja ruszyła u nas! Właściwie to akcja była, ale taka jakaś cicha... Teraz rusza znów! To się tak ładnie nazywa - II EDYCJA.
Chodzi o "Wyślij Szukającego Miłości Staruszka do domu". Zaraz wyjaśnię...
Tak wygląda logo:
Atos się załapał, bo taki akurat pięknie siwy jest. I ta biała brew!
O co chodzi w akcji? Chodzi o to, żeby ludzie nie bali się adoptować psa, który lata swoje już ma (nie czuję, że rymuję...), którego tutaj strzyka, a tam łamie... Wiadomo, nikt młodszy się nie robi, a i od wieloletniego spania na zimnym mogą stawy pobolewać...
Jak ktoś będzie chciał adoptować psiura, który jest wpisany na listę tych uprryw... uwyprzy... u p r z y w i l e j o w a n y c h... to schronisko pomoże w kupnie posłanka, miseczek, obróżki, szeleczek, smyczki, piłeczki, wszystkiego, co jest niezbędne, żeby czworonoga już dzisiaj zabrać do domu! Do tego, jeśli psiur przyjmuje jakieś tabletki, proszki i inne paskudztwa - to dostanie zapas tego wszystkiego na jakiś czas. I to nie wszystko jeszcze! Najważniejsze jest to, że schronisko pomaga w leczeniu tych chorób staruszkowych! Czyli nie może być wymówką, że "eee Sonia to ma problemy z wątrobą... aaaaale Łatek musi brać coś na stawy...", bo nasi pomogą!
Na liście jest kilkanaście psów, ale ja nie mam całej nocy, żeby je przedstawić... Dzisiaj będą trzy, kiedy indziej znów trzy...
I teraz uwaga - pamparampammm - w akcji biorą udział:
Aron II - kolejny dowód na to, że w schronisku można pięknie wypięknieć... Zanim Aron trafił do nas, mieszkał w zupełnie innym miejscu... To był jego "wybieg":
Brudna miska, ale przed wejściem pełna elegancja! Płytki! Szkoda, że połamane, z ostrymi brzegami... ale może to miała być taka mozaika, że niby światowo...
To był Arona "pokój":
Legowisko? A co, betonowa podłoga to niedobra?
Buda, żeby pies mógł się sam ogrzać? A czemu psa ograniczać, niech ma wielki pokój, z wysokim sufitem i dwoma oknami, których nie da się zamknąć...
Tak Aron wyglądał, kiedy do nas trafił:
Jeszcze wtedy nie wiedział, że u nas naprawdę będzie mu lepiej niż tam, gdzie był... Jego stan był kiepski. Nie tylko to, że ważył mniej, niż powinien. Dużo innych rzeczy naszych niepokoiło, więc zaraz przeszedł gruntowne badania. Część dolegliwości udało się wyleczyć, ale nie wszystko... Przez to, że wiele lat jego kanapą był beton - dokuczają mu stawy. Teraz ma w budzie miękko i ciepło, ale stawy to jest takie coś, co jak już raz zacznie dokuczać, to potem już bez wspomagania się nie da żyć... Drugą rzeczą, która Aronowi dokucza, jest coś takiego, jak wątroba. I tej wątroby, to Aron ma podobno niedywo... niewod... n i e w y d o l n o ś ć. To na pewno też przez to życie w komórce!
Ach! I nie pokazałam jeszcze, jak wygląda Aron teraz...
Jak bum-cyk-cyk! To jest Aron! Długo nie mogłam uwierzyć, aż z Hedziem siedzieliśmy pół nocy i porównywaliśmy... To jest ten sam pies. Pięknie wypiękniał, prawda?
Prawda, że Aron ma już osiem lat. Prawda, że stawy i wątroba do ciągłej reperacji... Ale pomożemy! Tylko znajdź miejsce na posłanko...
Kolejnym psem, który bierze udział w akcji jest Miki II. Miki został odebrany właścicielom... Kolejni byli niedowidzący chyba... Takiego guza nie dojrzeć u własnego psa... To jest nasz eSeMeS:
Guza nie będę pokazywać dokładnie, Trzeba uwierzyć mi na słowo, że wyglądał bardzo nieszczególnie... Teraz wygląda ciut mniej, ale i tak nic ładnego w guzie nie ma, który w dodatku się sam rozwala... więcej pisać nie będę!
Mikiemu się u nas podoba. Ludzie jedzenie dają, mili są, nawet podają coś takiego, przez co nie boli zad (tam właśnie wyrósł psu nadbagaż...), na spacery Miki drepta, wakacje! U właściciela nie mógł liczyć na żadną z tych rzeczy... Nawet psisko merda cienkim ogonkiem na widok znajomych dwunożnych!
Miki na razie jest wzmacniany ogólnie, musi dopiero dojść do siebie na tyle, na ile to możliwe. Jego guz też będzie podleczony i wtedy się okaże, czy w ogóle można go wyciąć. Ech, potrzebuje Miki domu, pilnie... Człowieka, który wreszcie o niego zadba...
Trzecim psem, którego dzisiaj zareklamuję, jest Płotek. Niedawno do nas przyjechał i nie chce dać się poznać... Otworzy się, ja to wiem, ale jeszcze trochę...
Nie gniewa się na ludzi, nie warkoli, zębów nie szczerzy. Tylko bardzo powoli przekonuje się, że dwunożnym warto zaufać. Jest mu tym trudniej, że słabo widzi. Poza tym nikt go nigdy nie nauczył, do czego jest smycz! Zupełnie nie wie, że pies plus człowiek plus kawałek sznurka równa się spacer, a spacer to jest w ogóle coś ekstra w dechę! Nauczy się... Wszystko pozna...
Najfajniej by było, gdyby przyszła jedna osoba i ona by się starała dotrzeć do Płotka. Czasami psu jest łatwiej zaufać tej konkretnej, z którą spędza najwięcej czasu, niż kiedy przychodzą do niego ciągle nowi ludzie...
Da radę. Musi dać radę. Musi ktoś przyjść i powiedzieć, że w Płotku jest coś takiego, co nie pozwala mu spać, jeść, myśleć, co zmusza go do otoczenia psa taką opieką, jakiej nie miał nigdy w życiu! Musi być taka osoba! Musi...
Tak wyglądała część pierwsza opowieści o eSeMeSowej akcji. Znaczy ja mam nadzieję, że te nasze schorowane staruszki będą wyjeżdżały do domów i odcinków będzie więcej, bo będą nowe psy dochodzić!
Naprawdę nie bój się staruszka... Ta mądrość, wierność, te oczy... W staruszkowych oczach zobaczysz wszystko... "nie zostawisz mnie, ja to wiem, ufam ci, wierzę, jesteś cały mój, jestem cały twój, zrobisz wszystko, żebym czuł się bezpieczny, a ja się czuję bezpieczny, ufam..."...
Przekonaj się, zobacz to w ich oczach...
Chodzi o "Wyślij Szukającego Miłości Staruszka do domu". Zaraz wyjaśnię...
Tak wygląda logo:
Atos się załapał, bo taki akurat pięknie siwy jest. I ta biała brew!
O co chodzi w akcji? Chodzi o to, żeby ludzie nie bali się adoptować psa, który lata swoje już ma (nie czuję, że rymuję...), którego tutaj strzyka, a tam łamie... Wiadomo, nikt młodszy się nie robi, a i od wieloletniego spania na zimnym mogą stawy pobolewać...
Jak ktoś będzie chciał adoptować psiura, który jest wpisany na listę tych uprryw... uwyprzy... u p r z y w i l e j o w a n y c h... to schronisko pomoże w kupnie posłanka, miseczek, obróżki, szeleczek, smyczki, piłeczki, wszystkiego, co jest niezbędne, żeby czworonoga już dzisiaj zabrać do domu! Do tego, jeśli psiur przyjmuje jakieś tabletki, proszki i inne paskudztwa - to dostanie zapas tego wszystkiego na jakiś czas. I to nie wszystko jeszcze! Najważniejsze jest to, że schronisko pomaga w leczeniu tych chorób staruszkowych! Czyli nie może być wymówką, że "eee Sonia to ma problemy z wątrobą... aaaaale Łatek musi brać coś na stawy...", bo nasi pomogą!
Na liście jest kilkanaście psów, ale ja nie mam całej nocy, żeby je przedstawić... Dzisiaj będą trzy, kiedy indziej znów trzy...
I teraz uwaga - pamparampammm - w akcji biorą udział:
Aron II - kolejny dowód na to, że w schronisku można pięknie wypięknieć... Zanim Aron trafił do nas, mieszkał w zupełnie innym miejscu... To był jego "wybieg":
Brudna miska, ale przed wejściem pełna elegancja! Płytki! Szkoda, że połamane, z ostrymi brzegami... ale może to miała być taka mozaika, że niby światowo...
To był Arona "pokój":
Legowisko? A co, betonowa podłoga to niedobra?
Buda, żeby pies mógł się sam ogrzać? A czemu psa ograniczać, niech ma wielki pokój, z wysokim sufitem i dwoma oknami, których nie da się zamknąć...
Tak Aron wyglądał, kiedy do nas trafił:
Jeszcze wtedy nie wiedział, że u nas naprawdę będzie mu lepiej niż tam, gdzie był... Jego stan był kiepski. Nie tylko to, że ważył mniej, niż powinien. Dużo innych rzeczy naszych niepokoiło, więc zaraz przeszedł gruntowne badania. Część dolegliwości udało się wyleczyć, ale nie wszystko... Przez to, że wiele lat jego kanapą był beton - dokuczają mu stawy. Teraz ma w budzie miękko i ciepło, ale stawy to jest takie coś, co jak już raz zacznie dokuczać, to potem już bez wspomagania się nie da żyć... Drugą rzeczą, która Aronowi dokucza, jest coś takiego, jak wątroba. I tej wątroby, to Aron ma podobno niedywo... niewod... n i e w y d o l n o ś ć. To na pewno też przez to życie w komórce!
Ach! I nie pokazałam jeszcze, jak wygląda Aron teraz...
Jak bum-cyk-cyk! To jest Aron! Długo nie mogłam uwierzyć, aż z Hedziem siedzieliśmy pół nocy i porównywaliśmy... To jest ten sam pies. Pięknie wypiękniał, prawda?
Prawda, że Aron ma już osiem lat. Prawda, że stawy i wątroba do ciągłej reperacji... Ale pomożemy! Tylko znajdź miejsce na posłanko...
Kolejnym psem, który bierze udział w akcji jest Miki II. Miki został odebrany właścicielom... Kolejni byli niedowidzący chyba... Takiego guza nie dojrzeć u własnego psa... To jest nasz eSeMeS:
Guza nie będę pokazywać dokładnie, Trzeba uwierzyć mi na słowo, że wyglądał bardzo nieszczególnie... Teraz wygląda ciut mniej, ale i tak nic ładnego w guzie nie ma, który w dodatku się sam rozwala... więcej pisać nie będę!
Mikiemu się u nas podoba. Ludzie jedzenie dają, mili są, nawet podają coś takiego, przez co nie boli zad (tam właśnie wyrósł psu nadbagaż...), na spacery Miki drepta, wakacje! U właściciela nie mógł liczyć na żadną z tych rzeczy... Nawet psisko merda cienkim ogonkiem na widok znajomych dwunożnych!
Miki na razie jest wzmacniany ogólnie, musi dopiero dojść do siebie na tyle, na ile to możliwe. Jego guz też będzie podleczony i wtedy się okaże, czy w ogóle można go wyciąć. Ech, potrzebuje Miki domu, pilnie... Człowieka, który wreszcie o niego zadba...
Trzecim psem, którego dzisiaj zareklamuję, jest Płotek. Niedawno do nas przyjechał i nie chce dać się poznać... Otworzy się, ja to wiem, ale jeszcze trochę...
Nie gniewa się na ludzi, nie warkoli, zębów nie szczerzy. Tylko bardzo powoli przekonuje się, że dwunożnym warto zaufać. Jest mu tym trudniej, że słabo widzi. Poza tym nikt go nigdy nie nauczył, do czego jest smycz! Zupełnie nie wie, że pies plus człowiek plus kawałek sznurka równa się spacer, a spacer to jest w ogóle coś ekstra w dechę! Nauczy się... Wszystko pozna...
Najfajniej by było, gdyby przyszła jedna osoba i ona by się starała dotrzeć do Płotka. Czasami psu jest łatwiej zaufać tej konkretnej, z którą spędza najwięcej czasu, niż kiedy przychodzą do niego ciągle nowi ludzie...
Da radę. Musi dać radę. Musi ktoś przyjść i powiedzieć, że w Płotku jest coś takiego, co nie pozwala mu spać, jeść, myśleć, co zmusza go do otoczenia psa taką opieką, jakiej nie miał nigdy w życiu! Musi być taka osoba! Musi...
Tak wyglądała część pierwsza opowieści o eSeMeSowej akcji. Znaczy ja mam nadzieję, że te nasze schorowane staruszki będą wyjeżdżały do domów i odcinków będzie więcej, bo będą nowe psy dochodzić!
Naprawdę nie bój się staruszka... Ta mądrość, wierność, te oczy... W staruszkowych oczach zobaczysz wszystko... "nie zostawisz mnie, ja to wiem, ufam ci, wierzę, jesteś cały mój, jestem cały twój, zrobisz wszystko, żebym czuł się bezpieczny, a ja się czuję bezpieczny, ufam..."...
Przekonaj się, zobacz to w ich oczach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)














.jpg)
