Oczami Bezdomnego Psa

środa, 19 marca 2014

PIĘKNIE JEST!

Nasi bezogoniaści jeżdżą często po okolicy. Raz bliżej, raz dalej. Do psów jeżdżą i do ich bezogoniastych. To się nazywa: wizyty interwencyjne. Jak nie siedzę za Mostem i kiedy w schronisku nic się nie dzieje, zabieram się z nimi. Kupę fajnych psów poznałam i zobaczyłam, jak im się dzieje.
Na przykład taki Burek.
- No i jak ci się tu mieszka? – pytam.
          

- Dobrze – on na to. – Obszernie. Mój bezogoniasty mnie kocha. I często do mnie zachodzi. Wieczorem, jak z gospody wraca. Do własnego domu go wtedy nie ciągnie. Bo tam krzyczą. Włazi do mnie i mieszkamy razem do rana. Ja go pilnuję, a on chrapie i śmierdzi.


Albo drugi Burek.
- Przecież ty nie masz budy, tylko kąt pod daszkiem przy ścianie! - dziwuję się.
           
- Ale za to jak przestronnie – on na to. – Kiedyś tu nawet słomę miałem. Jak się przyjrzeć z bliska, to widać!

I jeszcze jeden Burek.
    

- Ależ tu u ciebie nędza! – szczekam.
- Nędza?! – dziwi się. – Miejsca mam dużo. Nawet lodówka jest! I tapczan! Jestem pies bogaty!
- W palety i szmaty! – kończę.
- A można chcieć więcej? – dziwi się.


Znowu Burek. Kolejny:
- Mój bezogoniasty bardzo interesuje się psami. Ostatnio wyczytał, że psy widzą kolory! No to zaraz wywalił moją starą budę, bo była szarobura i dał mi nową, kolorową, żebym się cieszył!
         




A ten Burek nie chciał mi pokazać, jak mieszka. Musiałam długo prosić. W końcu zaprowadził mnie do siebie. I od razu schował się za budę.
           
- Czemu się chowasz? – spytałam.
- Bo się wstydzę…
- Czego?...
- Wiem, że inne psy nie mają bud… A ja mam. Porządną. No i głupio mi przed nimi…
Taaa…


- Możesz szczekać w takiej pozycji? – pytam Burka.
      


Spróbował wzruszyć ramionami. Ale dał spokój.
- Ciasne, ale własne! – warknął.
Pewnie! Grunt, to nie tracić humoru!


- Cześć, Burek! To twoje mieszkanie??

- Cześć. Własne. Ale ciasne…
- Jasne. Za to jaka ciekawa architektura!...


Ta budowla też mnie nielicho zaskoczyła.
       


- Co ty, Burek, w Indian się bawisz?
- A co to „Indian”?...
- Mniejsza… Po co są te stołowe nogi na dachu?
- Żeby szmat nie zwiało.
- Aha!... A po co te szmaty??
- Nie wiesz? To OCIEPLENIE!
- Aha!... No a jak by je zwiało?
- To by sama konstrukcja została.
- Aha!


                 


- Co szczekniesz o swojej budzie, Burek?
            - Nikt mi nie zarzuci, że nie mam swojego okna na świat! – odpowiedział dumnie.


            - Nieźle się kamuflujesz, Burek – zagaduję. – Twoja buda całkiem się z otoczeniem zlewa!

            - Za to mam długi łańcuch! – chwali się Burek.


            - Burek, jesteś tam?
                       
            - Pewnie, że jestem!
            - Nie widzę cię przez tę szparę. Ciemno!
- To otwórz drzwi.
- Nie da się. Może okno…
- Okna tu nie ma…
- Fakt… A kiedy wyjdziesz z tej komórki?
- Jak nie będę szczekać i przeszkadzać sąsiadom.
- Aha, no to idę. Kończymy szczekanie.
- Możesz zostać. I tak nie usłyszą, że nie szczekam…


Kolejny Burek zaprowadził mnie do szopki z meblami.
           


- A gdzie twoja buda, Burek?
- No tam, z tyłu.
- Przecież tam stoi szafka kuchenna. Całkiem pusta!
- Jak mnie nie ma, to pusta.


Wróciłam do poprzedniego Burka i lepiej się rozejrzałam po podwórzu. I co wiedzę?
         


Pomieszczenie wielofunkcyjne: składane, plastikowe, barwne… Raz wnuczki się tu lalkami pobawią, raz pies pomieszka (jak nie siedzi w komórce). Teraz chyba akurat jest pora na wnuczki.
- Burek, mieścisz się w tym domku dla lalek? – wołam w stronę komórki.
- Mieszczę się, jak już uda mi się wejść!


Ze mną nie było problemu. Wleciałam do środka i wylądowałam na słomie. Burek musiał ostrożnie przełazić przez dechy.
          


- No i jak ci się tu mieszka?
- Może być. Muszę tylko uważać, żeby się kiedyś nie powiesić na tych deskach. Łańcuch krótkawy, rozumiesz…
- Możesz chociaż łbem dosięgnąć do podłogi?
- No co ty?! Ja mam pilnować, a nie spać!


Tutaj z kolei mieszkają dwa Burki.
           


- Co to jest? – pytam.
- Jak to co?! To pałace! – odpowiadają. – Odziedziczyliśmy po pradziadku!
- Pałace??
- A jak! Pradziadek nie był byle psem! Rasowy!


Ten Burek był wyraźnie nie w humorze i nawet nie dał mi dojść do słowa.
          


- No to co, że stara, krzywa i za chwile w dziurę wpadnie? – warknął. – Za to mam wizytówkę nad wejściem!


Spytacie, dlaczego te wszystkie psy to Burki?
A dlaczego wszyscy ich bezogoniaści to Szuje?