Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasztan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasztan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 maja 2016

Może Cię nie dowidzi, ale poczuje, czy jesteś dobry...

Dwunożnym jest szkoda tych czterołapów, co mają oczy niesprawne. Bo takie biedne, bo obijają się o kraty, o budę, o drzewa, o nogi... ale co ciekawe, boją się też adoptować... Boją się, że sobie nie poradzą z opieką nad takim zwierzakiem. A przecież szybciej nauczy się mapy domu niż przyzwyczai do hałasu i pozna drogę przez wiaty na spacer do lasu...

Mamy w schronisku kilka takich psów, które musiały się nauczyć patrzeć nosem. Na przykład Kasztan.


Oczy Kasztana nie są takie białe, ale wiadomo, że nie działają, jak trzeba. Widać to też po psiaku, po tym, jak się patrzy i jak łypie z ukosa... Bo gdzieś coś słychać, ale widać jakoś bardzo przez mgłę. Nie przeszkadza mu to wcale, po wybiegu sobie Kasztan drepta całkiem dziarsko, najważniejsze, żeby człowieka słyszał! ...i smakołyki czuł, bo przecież nos mu działa geniaaalnieee...


Pocieszny ten Kasztan. Lubi ludzi, wie, że są fajni. Lubi się bawić, zwykle ma dobry humor i z psami też nie ma problemu, o ile mają pokojowe zamiary i dadzą się poznać...

Dalej mamy Romeo.


Oczy ma takie szukające... Był zabrany do schroniska na leczenie i został do dzisiaj. Warunki u właścicieli nie były takie super, właściwie to były żadne... więc nasi stwierdzili, że zostanie u nas, gdzie ma ciepłą budę, sianko, pełne miseczki i regularne spacerki. Przyzwyczaił się już do schroniskowego życia, ale niedowidzące oczy ciągle szukają i bywają smutne...


Romeo jest grzeczny na spacerach, wcale nie ciągnie i lubi czuć kontakt z człowiekiem, bardzo go potrzebuje... Trochę mu jeszcze dolegliwości zostało, ale te kilka tabletek dziennie to w paszteciku na pewno da się wcisnąć. Kto nie lubi paszteciku...?

- Że jak?? PASZTET??? Gdzie pasztet? Daj pasztet???

- Aro! Sio!

- Ale pasztet!

- Żaden pasztet, bierz mi to cielsko stąd! Pisałem tylko o tym, NIE MAM! Zachoruj, będziesz dostawać tabletki w torcikach.

- TORCIKI!? Gdzie torciki?? Daj!

- IDŹ MI STĄD!!! NIE MA PASZTETU, NIE MA TORTU, za to jest PÓŹNO. Nie mam czasu, IDŹ!!!

- Oooojeeenyyy.... focham i idę. Dreptu-dreptu-dreptu...

No przecież z tym nienażartym to jakaś masakra... Mors jeden... Waleń... A ja czasu nie mam... Wracając do tematu!

Romeo już zostawmy, teraz przypomnijmy Kucyka!


Niemały jest, ale już wiadomo, skąd ma imię. Tylko nie widziałem nigdy takiego puchatego kucyka, ale czy ja kiedykolwiek jakiegoś widziałem...? Kucyk dobrze się kryje z tym, że średnio widzi. oczy ma właściwie normalne... Tylko tak dziwnie nos wyciągał od samego początku... Nie patrzył się na dwunożnych, bardziej szukał ich zapachu... I potem wyszło, że faktycznie kiepścizna z tymi oczami. 


Wiadomo jednak, że Kucyk dobrego człowieka wyniucha z daleka. Spacery uwielbia, bo z dwunożnymi się spaceruje. Mizianko też, bo to też dwunożni miziają! Potrafi się wyłooożyyyć łapami do góry i poddawać relaksowi... Nie jest mały, ale nawet pluszowe misie bywają niemałe... A Kucyk jest takim właśnie pluszowym misiowym kucykiem z tą różnicą, że żyje, szczeka, je i potem... wiecie co potem się dzieje...

Naprawdę nie ma co się bać takich niedowidzących piesełów. One sobie świetnie radzą i często są odważniejsze od ich opiekunów. One idą przed siebie, obiją się nosem od ściany, ale zmienią kierunek i idą dalej bez marudzenia. Jak szkoda Ci, że muszą obijać się od krat kojca... to weź je do domu, niech przez tydzień poobijają się od ścian i mebli, ale potem już nie będą. Nauczą się. W głowie narysują sobie mapę domu, a na niej czerwony, mrygający punkt - miseczki!

Chcesz adoptować psa i nawet poznałeś takiego ślepaczka albo prawie ślepaczka i już wiesz, że jest super, ale się boisz? Napiszę Ci coś. NIE BÓJ SIĘ. One się nie boją, więc Ty tym bardziej się nie obawiaj. One sobie poradzą. Czasami tylko bądź ich oczami, ale przekonaj się, jak Cię zadziwią.

Naprawdę lepiej zderzyć się z fotelem niż prętami kojca...

środa, 8 kwietnia 2015

O psach, które koleją nie jeździły, chociaż z miasta pociągów są

Przyjeżdżają do nas zwierzaki z różnych stron. Czasami z wioski po lewej, czasami z miasteczka po prawej. Ostatnio przyjeżdżają do nas też z takiego miasta, które jest całkiem znane, zwłaszcza wśród miłośników takich wieeeelkiiich, na koooołaaaach, które robią PUFFF PUFFF i duuużo paaary jest na około! Nawet mówią, że w tym mieście to wszystko pełną parą! Chciałam się więc dowiedzieć, co to takiego z tą parą jest, bo u nas nigdy takiego czegoś nie widziałam, a stworzenie ze mnie ciekawskie bardzo. Biurownicy potwierdzą! Zawsze łeb im wpycham, gdzie się tylko da...

Pierwsza do nas przyjechała Butelka. To było jeszcze w zeszłym roku, jesień była w pełni...


Butla to taka po prostu FAJNA psiolaska. Do pogadania, do pochodzenia po lesie, do wysłuchania, do pogłaskania też. I uśmiechać się umie, o:


Nie ma co czekać, Butla jest gotowa do wymaszerowania ze schroniska. Tylko najlepiej do domu bez schodów, bo coś jej się porobiło z tylnymi łapami i niekoniecznie jej się dobrze chodzi między piętrami... Chyba miała jakiś wypadek kiedyś, czy coś. 

W każdym razie, pytałam się ją o te wielkie na kołach, co parują, ale powiedziała, że nie pamięta, czy widziała, a poza tym, to ona nie była z samego tego miasta, tylko ją znaleźli, jak łaziła gdzieś niedaleko i potem jak ją przewieźli do przytuliska, to akurat chyba nie jechała obok niczego, co by parowało...

Za to Butelka doskonale pamięta i kazała przypomnieć, że jest wpisana na listę Szukających Miłości Staruszków! Znaczy, że jak stawy zaczną jej dokuczać albo wątroba, albo coś innego, co się psuje, jak pies już trochę po świecie człapie, to schronisko pomoże w leczeniu! I Butelka będzie miała zapewnione posłanko, miseczki, smyczkę, szeleczki i co tam jeszcze będzie trzeba. Czyli nie ma co się bać, że starszy pies to wydatek. Nasi pomogą! 

Skoro Butla nie wie nic o parujących na kołach, to pobiegłam do Kasztanka.


- Kasztan! Widzia........................... niech to psia stopa kopnie.......

- Hę? Po głosie poznaję, chyba Sońka, tak?

- Yyyyy... taaaak, Kasztan, to ja. Nic, nic, nic się nie stało, yyy, co tam u ciebie?

- W porządku.... Nie najgorzej... trochę chłodno jest, więc jeśli pozwolisz, spać pójdę z powrotem do budy, coo?

- Idź, idź! Dobranoc!

Niech to! Co za niemądra psiobaba ze mnie! Mało się nie zbłaźniłam... Przecież Kasztan ledwo widzi, a ja się chciałam pytać, czy widział te duże na kołach, co to pełną parą podobno! Jeszcze by mu się zrobiło przykro, on taki jakiś... delikatny... Zresztą widać od razu.

Zanim trafił do przytuliska w mieście buchającej pary, Kasztan został wyłowiony z jakiejś studzienki. Szczęście, że się nie połamał i jeszcze większe szczęście, że znaleźli go młodzi dwunożni i wezwali kogo trzeba! Z przytuliska psiak trafił do nas, gdzie na pewno niedługo ktoś go wypatrzy i adoptuje... Nie ma co się bać niedowidzących oczu, Kasztanek sobie radzi pięknie. Uwielbia kontakt z człowiekiem, a do głaskania żadne oczy nie są potrzebne, a jak głos i zapach wyczuje, to on już będzie wiedział, gdzie iść i trafi bezbłędnie! Trzymam kciuki...

Z tego samego przytuliska przyjechał jeszcze Reksik.


Do niego to wolałam nie iść, żeby się pytać... Słyszałam, że nie przepada z płcią piękną. Może to o dwunożnych chodzi, ale kto wie, ja tam ryzykować nie będę.

A on mógł widzieć to, czego ja nie widziałam, bo on się ponoć szwędał po mieście. W końcu bezczelnie wlazł komuś do ogródka, a tam bardzo sprytna pani jakoś go zaprowadziła do kojca i tam zamknęła. Odważna! 

Trzeba przyznać Reksikowi, że jest nadzwyczajnej urody... I ten włos... Słyszałam też, że zna komendy! I "siad", i "do mnie", i "zostań", inteligent... Może był jakimś stróżem? Może mu się znudziło, a może firmę zamknęli i stróża na bruk? Nie wiem, nie dowiem się. Może kiedyś... następnym razem... Na razie niech się przekona trochę i wyluzuje. Nie żeby on teraz jakiś zły był! Ale tak wszystko nowe teraz dla niego, to niech wypocznie i przywyknie do nowego miejsca.

No to wracam do biura. Ech... wyszło, że się nie dowiem, będe tak żyć w nieświa...

- Soooniuuuu...!! Sonieczkuuuuu!!! To ja! Stefek! Soniuniuuuu!!! Chooooodź!



- Matko Suczko, co krzyczysz? O tobie było w niedzielę, kto to widział takie parcie na szkło mieć...

- Ale ja pasuję do tematu... Ja też z tego przytuliska...

- No dobrze, ale byłeś już, to niesprawiedliwe by było...

- Ale Sonieczku.... Ja WIEM, co tak paruje w mieście pary...

- Jak to WIESZ??

- HA! A wiem! Bo jak mnie znaleźli, to byłem caaały skołtuniony i brudny. No to wozili mnie po mieście to na leeewooo, żeby wykąpać, potem na praaaawooo, do weterynarza, potem znów na leeewoooo, żeby obciąć... i naoglądałem się! Wieeelkieee, dymiąąąceeee i robiło PUFF!

- I co? I co?? I co??? Mówże, bo ja, taka poważna redaktorka nie mogę tak nie wiedzieć, jak to takie słynne...

- No to uważaj... To się nazywa... CIUCHECIA!

- Ciuchecia?? W życiu nie słyszałam o czymś takim... coś kręcisz...

- Jak własne loczki kocham! Wpisz sobie w ten, no... internet "ciuchecia Wolsztyn", bo tak się nazywa to miasto, z którego wszyscy przyjechaliśmy i wyjdzie!

- Żebyś wiedział, że sprawdzę! ...żebym ci nie musiała jakiegoś loczka uciąć... Teraz lecę, bo znów wyszło, że nie umiem krótko opowiadać... Niech to... Czytalność mi spadnie...


Żadnego loczka jednak Stefanowi nie utnę. Ciuchecie... TFU! Ciuchcie istnieją... Faaajne, zaparowane i robią PUF! Stoją w Wolsztynie i czekają z pustymi brzuchami!

Nasze zwierzaki też czekają. Mają pełne brzuchy i ciepłe budy. Serca wypełnione wolontariuszami i pracownikami... Każdy jednak chce kochać tego jednego, jedynego dwunożnego...

Czekają... i tak jak ciuchcia robi "PUF, jak gorąco", tak one wzdychają co rano - UCH... może dzisiaj pójdę do domu...?

PUFF... pójdą...?

UFF.... muszą...