Oczami Bezdomnego Psa

niedziela, 2 września 2012


Wrzesień – idzie jesień! Jeszcze jest ciepło, jeszcze lato, ale już, zaraz… Zwłaszcza rankami i wieczorami to czuć. W rosie, w mgiełkach… Powarkuję czasem na swoją sierść, żeby szybciej odrastała. Słucha – odrasta. Przed chłodami zdąży!

Mieszanka optymalna gruntowa! Wiecie, co to jest? Ja wiem!
Parę tygodni temu przyjechali bezogoniaści robotnicy i raz, raz – zrobili nam nową drogę do schroniska. To było właśnie odnowienie nawierzchni z mieszanki optymalnej gruntowej. Zabronowali starą, wyboistą drogę, na której bezogoniaści łamali sobie resory w samochodach, potem nasypali czegoś, co się nazywa tłuczeń, żwir i pokruszony asfalt, znowu jeździli tą wielką broną, wreszcie zwalcowali wszystko, wyrównali. I jest równo! Pewnie nie będzie kałuż jesienią i tego paskudnego błocka! I bezogoniaści nie będą narzekać. Ten najważniejszy urząd w mieście się postarał. I teraz na jakiś czas będzie spokój!

W tym czasie nasi bezogoniaści też remontowali. Wiatę numer dwa. Tam do tej pory było klepisko z ubitej ziemi. I błoto się robiło przy każdej okazji. I sprzątać też było niełatwo. Nasi zamówili beton. Przyjechała taka wielka grucha, wylała ten beton, a nasi robili z niego podłogi w kojcach. Wylewali, wyrównywali, zacierali…

            Psy, co tam mieszkały, poszły czasowo do innych kojców. Ale dziś są już na starych śmieciach i powoli się przyzwyczajają. Potem zrobili jeszcze schody za tą wiatą. Dotąd była tam skarpa, a jak popadało, to się robiła ślizgawka. Szedł sobie bezogoniasty z wiadrem odchodów na przykład, nogi mu się na zboczu rozjeżdżały… i psy miały zabawę. Bezogoniasty z nogami w górze to rzadki widok! Ale bezpieczne to nie było.
                      
Teraz nóg w górze będzie mniej, ale i potłuczeń mniej. Chociaż pewnie przydałaby się też jakaś poręcz…

I jeszcze jeden drobiazg doszedł. Zwykły kawałek siatki przed kojcem dla szczeniaków. O, taki:

Zwykle wyglądało to tak. Pies szedł sobie na spacer z wolontariuszem. Musiał przejść obok tego szczeniakowego kojca. No więc podchodził, obwąchał, a potem nieraz podnosił nogę i tego… A tam po drugiej stronie siatki stał czasem jakiś głupi, ciekawski szczeniaczek. I zaraz pisk, i trzeba było malcowi myć pyszczek.
Stąd ta siatka.
Teraz i pies może sobie znaczyć, i szczeniak może bezpiecznie podejść i popatrzeć na dużego. Bez obaw, że wpadnie pod prysznic!

A to jeszcze nie koniec remontów. Ale o tym kiedy indziej.

No i był jeszcze główny bezogoniasty takiego miejsca, w którym szczeniaki bezogoniastych uczą się grać na różnych instrumentach. I przyniósł od tych małych dar: parę pudeł kolorowych piłeczek: można się nimi w kojcu zabawiać, można aportować na wybiegu. Kupa radości z nimi. Twardawe są, kauczukowe, chociaż puste w środku – trzeba się napracować paszczą, żeby przegryźć. No to na długo ich wystarczy. Mnie to już tam gonitwy za tym okrągłym skaczącym nie ruszają, ale młodsze psy mają radości co niemiara.

Co poza tym? Właśnie! Laurka, ta sierściuszka słabowita, która była w domu tymczasowym u naszej bezogoniastej, została wreszcie adoptowana.
          
Wzięła ją młoda bezogoniasta. Do bloku. Mała wreszcie będzie miała swoje własne miejsce!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz