Oczami Bezdomnego Psa

środa, 19 października 2016

Nie ma się czego bać!

W schronisku jest wiele uczuć. Akurat w naszym jest bardzo dużo radości, miłości i entuzjazmu, ale niektórzy, niezależnie od ilości nóg, czasami jeszcze się letko obawiają albo i boją... U nas jednak bać się nie ma czego, ale weź to wytłumacz jednemu czy drugiej. Nie jest łatwo czasem, trzeba się samemu przekonać.

Kiara się przekonuje....


Ach, jest tak urocza i tak pięęękna, że się napatrzeć nie mogłem, jak szła na spacer... Może nie ma klasycznej urody, ale coś ma w sobie. Trzeba zobaczyć na żywo... Kiara bardzo się obawia... Za głośno u nas, za samotnie, za pusto, za bardzo nie-wiem-o-co-chodzi-i-gdzie-jestem-i-po-co.... Nic jej u nas nie grozi. Nic a nic. A jednak patrzy Kiara nieufnie, rozgląda na boki, patrzy w oczy pytająco, czy czegoś ktoś od niej chce, czy coś źle zrobiła... Może i nie wytrzymała, zostawiła niespodziankę na podłodze, ale nie było to specjalnie... Może posłanko trochę rozmemłane, ale to przez sen musiała zrobić... I tłumaczy się jej, że tutaj nikt nie narzeka, że musi powycierać płytki, że posłanko nowe trzeba przynieść albo pościelić na nowo. Nie trzeba się bać, bo tu nikt nie krzyczy na nikogo w złości... Kiara przyjechała ze złamaną girką, teraz dochodzi do siebie w apartamencie. Powolutku wychodzi sobie na spacerki i widać, że bardzo jej potrzeba tego dwunożnego ciepełka...

Popsik też tak niebardzo chce z budki wychodzić...


Przyjechał do nas taki zmizerniały... Ktoś go widział już kilka dni wcześniej, się w końcu okazało, że niczyj. Nikt się do tej pory do niego nie przyznał. Miał rozpapraną powiekę i psioweci z Tabletkową musieli często do niego zaglądać. Nie chciał wychodzić z budki... Mała, zagubiona, poraniona od zewnątrz i od środka kupka nieszczęścia... Już jest lepiej, ale do śmiałości to mu daleko. Koniecznie ktoś go musi zabrać tak na zawsze-zawsze od nas... Wyciągnąć ze skorupki i zapewnić, że już wszystko będzie dobrze i bezpiecznie, i spokojnie...

Nie tylko zwierzaki się u nas obawiają. Myślicie, że dwunożni to lepsi? A skąd! Zasada u nas taka, że jak się dwunożny boi czworonoga, to nie ma co, lepiej, żeby nie wchodził, bo my to niegłupie jesteśmy! My wiemy, kiedy ktoś się nas boi, a niektórzy to wykorzystują... Chociaż nie każdy. W każdym razie - trzeba być przekonanym, że chce się czworonoga poznać. Inaczej nie ma co.

Reksik był trochę postrachem na początku...


Niedźwiedź taki! Zna komendy, uczony znaczy, ale chyba miał doświadczenia kiepskie, zwłaszcza z dwunożnymi laskami, bo tak niebardzo był przekonany, żeby się z nimi polubić. A może uznawał, że się baby nie znają, czy jak...? Że się z nimi fajnie czasu nie spędza? No nie wiem, co mu nie pasowało... Najważniejsze, że się chłopak przekonał! Kilka dni temu to mi Pinio z kuchni przekazał, że jedna dwunożna u niego siedzi i Reksikowi kudełki wyczesuje! A on nic! Wierzyć nie chciałem, ale Pinio powiedział, że chociażby miał wyłysieć do reszty - prawdę mówi! Skoro tak... W którymś momencie niedźwiedź dał do zrozumienia kulturalnie, że już wystarczy, ale co mu wyczesała, to wyczesała i od razu ciutkę lepiej jest! I się okazuje, że nie ma co się bać Reksika.

Jeszcze jeden jest taki, co się niektórzy obawiają... Co najmniej troje naszych, kiedy widzą amstaffopodobnego zwierza, to od razu z miejsca by macało, miziało i drapało po pleckach. Z kolei co najmniej jedna nasza, kiedy widzi amstaffopodobnego, to z miejsca się obawia. Jakoś nie ufa, chociaż nie raz się okazywało, że to super zwierzaki! Jednak do każdego z osobna musi się przekonać...

...i kiedy się dowiedziała, że akurat musi wejść do Pako...


...to trochę jej nogi zmiękły, ale czasu nie było się zastanawiać! Zapytała tylko szybko behapsiorysty, czy Pako jest fajny, usłyszała, że super, więęęc poszła, zapoznała się przez kraty i weszła pewnym krokiem zostawiając obawy na zewnątrz. Do środka nie wolno wnosić. Na szczęście się okazało, że kiedy wychodziła, to już ich nie było. Pako okazał się psiekstra psem! Jak na takiego trochę-rasowego, to wielkie cielę z niego! Tylko nie ma czego się bać, bo jest całkiem przyjazny! Psów nie lubi, ale trudno, nie musimy się psiumplować. Przecież żaden czterołap go nie adoptuje, na dwunożnego musi czekać... To jak już wiadomo, że fajny, to komu zapakować do domu?

Widzicie, nie ma się czego bać... Coś mi się wydaje jednak, że łatwiej przekonać dwunożnych niż te nasze zwierzaki... Możesz nam jednak w tym pomóc... Samymi szczekami nie przekonamy nikogo, że dwunożni są super. Do tego potrzebujemy właśnie Was. Trzeba te nasze zwierzaki odwiedzać, sprawiać, żeby nie myślały ciągle o schronisku. Z niektórymi trzeba posiedzieć albo do lasu zabrać, pomiziać, czasami po prostu pobyć...

Tak, żeby strach w końcu został gdzieś za nimi, żeby pojawiła się radość i spokój, żeby nie budziły się co rano z niepewnością wymalowaną na pysku i strachem w oczach...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz