Oczami Bezdomnego Psa

środa, 21 grudnia 2016

Wigiliowaliśmy!

Niedługo będzie taki dzień, co to dwunożni mówią - Wiligia. Wiii..gilia. Wigilia jednak mówią. Się siada wtedy przy wspólnym stole, się rozmawia i się je. Właściwie to nie wiem, po co rozmawiają, skoro jest jedzenie. Jak jest jedzenie, to się nie gada. Się je. W każdym razie wtedy też jest choinka, której nie wolno obsikiwać i nawet czasami pod nią coś leży, a czasami są tam też rzeczy dla czworonogów, jeśli akurat w takim domu mieszkają. Nasi postanowili też przy takim stole jednym usiąść, ale nie w ten dzień, co inni z rodzinami (bo wtedy to i oni będą ze swoimi), ale wcześniej! 

I my też byliśmy zaproszeni! 

Nax korzystał, że było na raz więcej naszych i oczywiście chodził to tu, to tam i patrzył, gdzie go miziać będą...


Kiara też korzystała! Ona to jest niesamowita psiolaska, piłeczkę uwielbia dziamlać, ale nienachalnie. Umie się też dzielić zabawkami, pod warunkiem, że dziamlać tylko ona będzie. Ale potrzymać można.


Umie też bawić się sama, jak i pięęęknie uśmiechać!


 Potem nasi zaczęli rozkładać wszystko na stołach, z czego ucieszyliśmy się wszyscy! Nawet baardzo...


Tam obok Kiary to ja, sprawdzałem, czy nic nie spadnie ze stołu. Tak właśnie. Tej wersji będę się trzymać. Jak ktoś niby widział, że targam za folię, to ja tylko chciałem śmieci pozbierać! 

Aron też się cieszył!


Nax na początku postanowił, że poleży na posłanku....


...ale szybko stwierdził, że głupszej rzeczy nie mógł wymyślić w taki dzień! Poszedł do naszej fotopsiografki, niby tak zupełnie przypadkiem... 


Ale szybko się okazało, że zamiary ma całkiem jasne!


Niestety widelec z tego zdjęcia przypłacił życiem, bo zdjęcie się za długo robiło, ale na szczęście było ich dużo (znaczy widelców), a i Nax zrozumiał, że zapolował nie na to, co trzeba... Nie tylko on zresztą nosa wściubiał. Było całkiem tłoczno...


Mi najlepiej wychodziło żebranie przy Kierze. Słabość ma do mnie, to korzystam!


Całkiem dobrze nam się razem szamało! Potem, jak Nax poszedł szukać szczęścia tam, gdzie go nie widać...


(...kto znajdzie...??)

...to ja się przeniosłem obok, do fotopsiografki. 


Z nią nie było łatwo, bo nasi mówią, że jej coś ciąży, więc ona do jedzenia jak my! Gdzie tylko coś pachnie, to i my jesteśmy, i ona! Nie powinna chyba tyle jeść, bo jej tak brzuch rośnie, że nam to już dawno by ktoś wymawiał, że jesteśmy grubi! A jej nikt nic nie powie, bo ponoć jak jej ciąży, to nie wolno... PHI, też coś...

Tak czy siak próbowaliśmy wszyscy po kolei...


I nawet nam się udawało. HA!

Żeby nie było - wszyscyśmy byli! Dżokej siedział w szatni i on żebrał przy tych, co siedzieli najbliżej, a Górnik... jakby to napisać... Górnik tego dnia walczył ze smokami. Biegał po korytarzu i szczekał co chwilę zmieniając kierunek. Musiało być strasznie! Nasza rzeczowniczka się aż zląkła, że mu serce z tej zgryzoty pęknie, więc pozwoliła mu się na te smoki gapić z góry. U góry było zdecydowanie spokojniej. 


........................................................................................................
...................................................
.......................
...

....tu Dżokej. Bo wszyscy się wzięli i po Wigilii popadali...

Aron pod biurkiem, Kiara pomiędzy, a Ares chrapał z przodu tak, że aż mu uszy zwiędły...


Kiara się budziła co chwilę, ale na piłkę miała siłę jedynie się spojrzeć...


Górnik padł po walce ze smokami w największym posłaniu, jakie znalazł...


Przestało pachnieć jedzonkiem, to i Nax stwierdził, że nie ma co łapek męczyć...

 

Tylko ja na posterunki, jak zawsze. 


Takiej Wigilii też Wam życzymy. Żeby było Was pełno, żeby się wszyscy kochali tak, jak my naszych dwunożnych i oni nas, żeby było dużo śmiechów i u-śmiechów, żeby się stół uginał, żeby było tak ciepło od środka... 

...i żeby między Wami znalazł miejsce jakiś strudzony psiędrowiec, ale nie na jedną noc czy kilka dni, ale na zawsze... na całe jego życie, ilekolwiek go będzie...

...łapki niektórych są już tak bardzo zmęczone od stania i czekania na Was...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz