Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życzenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 grudnia 2014

Bulbka i Hedziu nie gorsi, też życzą!


Hedziu i Bulbka nie gorsi są,
także życzenia chcą złożyć dziś.
Mają nadzieję, że się poniosą
pod każde zwierzolubne drzwi.

Nasi Kochani, życzy Wam
radości, zdrowia i dobrej energii,
niech piękna pogoda cały rok trwa
gdziekolwiek mieszkacie, nawet w Norwegii

I pamiętajcie o nas, pieseczkach!
Wiecie, że serca nasze Was są pełne.
Zimą także, choćby w kubraczkach,
na spacer długi wyjdziemy chętnie.

Sierściuszki Was wypatrują co dzień
stęsknione gonitw, zabaw, miziania.
Bardzo by chciały, po dobrym obiedzie,
wskoczyć na ciepłe, czyjeś kolana.

Najmilsi Nasi, wielkie Wam dzięki
za pomoc, wsparcie i słowo dobre,
i za te wszystkie wlane monetki
ofiarowane zwierzakom szczodrze!

Każda pomoc, każda najmniejsza
liczy się bardzo tak, że OJEJ!
A satysfakcja Wasza niech się powiększa
bo bez Was nam byłoby o wieeeeele ciężej!

Ufffff, męczyliśmy się z Hedusiem od poniedziałku nad tym wierszykiem! Może i nie będziemy Pawlikowską ani Jasnorzewską... ale mamy nadzieję, że się spodobał!

Niech się spełni!

Wasza Bulbeczka i Hedziu.

środa, 26 grudnia 2012


Bezogoniaści mają teraz swoje Święta, no więc mniej ich się kręci po schronisku – i tych odwiedzających, i tych naszych. Niech tam sobie świętują, należy im się. Bo przed Świętami to był młyn, aż nawet Mamut, gdy przechodziłam obok, warknął do mnie, że w tym schronisku więcej bezogoniastych niż psów. Pokiwałam łbem, bo sama też odnosiłam takie wrażenie.
Co chwilę nadjeżdżał tą naszą odremontowaną drogą, wtedy zamarzniętą i zaśnieżoną, jakiś samochód. Wyskakiwał z niego bezogoniasty, całkiem obcy, wyciągał jakieś paczki i maszerował do biura. Bezogoniaści w te Święta się obdarowują, więc wielu postanowiło obdarować też schroniskowe zwierzęta. I przyjeżdżali: niektórzy z tym, co sami wymyślili, inni – dzwoniąc najpierw i pytając, co się nam przyda najbardziej.
I przywozili. Głównie jedzenie. Wcale nie to najtańsze! Czasem takie… jak to się szczeka?... z wyższej półki. Do tego różne smakołyki, froliki, gryzaki, kości prościutko ze sklepu. Wśród nich takie dla szczeniaków, z dużą ilością wapnia, żeby malcom szło na zdrowie i w mocne zęby i kości…
A poza tym na przykład nowiutkie, miękkie legowiska dla kotów i takie, które nas najbardziej cieszyły – plastikowe, do szpitalika. I obroże, i szelki, i smycze…
I polary, to znaczy takie specjalne kocyki. I ocieplacze, czyli ubranka dla psów, całkiem szykowne kubraczki. Przydadzą się, zwłaszcza dla tych krótkowłosych, bo im, w nieogrzewanych wiatach, mróz nieraz daje w kość…

Nasi dziękowali, my dziękowaliśmy też, oczywiście, ciepło się nam robiło na sercu tak, że aż mróz odpuścił i zaczęła się odwilż…

Trafiają się często w schronisku sytuacje, które rozgrzewają serca. Jedna taka zdarzyła się przed samymi Świętami.
Nasi bezogoniaści dostali informację, żeby przyjechać po parę zwierząt do jednego mieszkania w mieście. Żyła w nim sobie jedna bardzo wiekowa bezogoniasta a razem z nią pięć sierściuchów i pies. Ta bezogoniasta miała wylew i kiedy policja otworzyła drzwi, leżała nieprzytomna w przedpokoju. A dokoła kręciły się te zwierzaki.
Zadzwonili do nas i nasi pojechali zabrać, co było. Nie wszystko było, bo w tym całym zamieszaniu trzy koty uciekły, więc wzięli tylko dwa, które zostały i tego psa, prawie tak starego, jak jego pani. Jedna sąsiadka obiecała, że połapie te mlekopije, które uciekły i rzeczywiście, udało się jej na drugi dzień.
I tak dla starszej bezogoniastej zaczęło się życie w szpitalu, a dla jej zwierząt – w schronisku. Nielekkie życie, zwłaszcza na początku. Psiak na kwarantannie siedział wystraszony i bał się choćby ogonem kiwnąć, a koty zbiły się w gromadkę i patrzyły wokoło wielkimi ślepiami.
        
A po paru dniach, przed samymi Świętami, przytupała do schroniska inna starsza bezogoniasta. Jak się okazało – sąsiadka tej z wylewem. Poznały się kiedyś, wyprowadzając na spacer swoje psy. I teraz ta sąsiadka dowiedziała się, że jej znajomej trafiło się nieszczęście, a zwierzęta wylądowały u nas. No więc przyszła zabrać psa. Do czasu, póki jego pani nie wyjdzie ze szpitala. Kotów wziąć nie mogła, bo jej własny pies nie przepada za sierściuchami.
No i poszli sobie. Odprowadziłam ich do bramy i patrzyłam za nimi, kiedy maszerowali powolutku omijając kałuże na drodze, bo już się odwilż zaczęła. Stara bezogoniasta i stary pies… Padało wtedy, ale nawet tego nie zauważyłam. Dopiero jak zniknęli za zakrętem stwierdziłam, że mam mokre futro, więc się otrząsnęłam parę razy, bo wilgoci nie lubię i zwiałam do biura.

Teraz powinnam jeszcze złożyć Wam życzenia. Co prawda już składałam, na stronie internetowej schroniska, ale jeszcze raz powtórzę, bo dobrych życzeń nigdy nie dość. A mi taki wierszyk się ułożył, więc go zamieszczę na zakończenie tego wpisu:

Gdy usłyszycie jutro szczekanie,

Nie będzie groźbą ni łajaniem,

Ni złośliwością, ani proszeniem,

Lecz każde będzie - psim życzeniem:

Niech się Wam szczęści przez całe życie,

Za to, że czasem o nas myślicie,

Że zachodzicie tu, do schroniska,

Że Was możemy oglądać z bliska,

Że bardzo często nam pomagacie

I że niekiedy stąd zabieracie...

Szczęścia życzymy Wam wszyscy społem –

    Majka z zespołem.