Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Loza. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 listopada 2016

Kalendarze sie szykujo!

- Aron! Poszedł mi stąd! 

- Dżokej powiedział, że moge!

- Możesz to się pisać nauczyć! Musiałeś mi tytuł zepsuć?

- Aaaareees..... oooojeeenyyy... Czytaciele inteligentni so, to sie domyślo!

- ...gdzieś ty do szkoły chodził...........

- Nie chodziłem. Jak mnie zapieli w komurce na łańcuchu, tak siedziałem. Tyle co dwa kroki zrobić mogłem poza komurko. A tak to jeno beton, blaszana micha, czasami ochłap do jedzenia. I beton i łańcuch. To dzie ja sie miałem naumieć??

- No dobra... Ale może dyktuj mi, co? Może tak lepiej zrobimy, że będziesz mi dyktować....

- Że ja gorsiejszy??

........

(....czemu ja tych drzwi nie zamknąłem, jak wchodziłem do biura...)

- Dobrze, to o czym chciałeś pisać? Coś o kalendarzach, tak?

- takTAKtakTAK! Bo bedo kalendarki! Nasi robio! Widziałem, ostatnio jedna nasza przywiezła takie wydruki i z fotopsiografko oglądały! 

- Aaa tak, też widziałem. Dużo tych kalendarzy szykujo... znaczy SZYKUJĄ! Już się nasłuchałem od ciebie i też zacznę tak mówić...

- Ale że źle? Słyszysz jakąś różnice?? 

- ...tak trochę... 

Kalendarzy kilka będzie, bo każdy do czegoś innego. Już zapowiadamy, żebyście zdążyli zrobić sobie miejsca na ścianach i żebyście nie kupowali żadnych tam z supermarketów czy skądś, ale nasze weźcie! Bo nasze nam pomagają!

Będzie taki jeden duuuży kalendarz, na cały rok, z sierściuchem małym.



- Tera ja, tera ja wyjaśnie, do czego ten kalendarek! Jak nasi sprzedadzo, to to, co zbioro przeznaczo na sierściuchy te, co mieszkajo na ulicach. Tak konkretniej chodzi o to, że co jakiś czas do schroniska trafiajo całe stada takich maluchów, które są chore, albo dwunożni znoszo całe kartony tych miałczących kurduplów... Dlatego nasi by chcieli, żeby ich aż tyle się na świecie nie pojawiało, bo szkoda ich... Chorujo potem często, a te sierściuchowe choroby to groźne bardzo i potem się te miałczki ze światek żegnajo... I na to właśnie pójdo te monetki, które nasi dostaną za te kalendarki właśnie, co wyżej widać.

- Taaak.... Bardzo ładnie, Aron, nam to wyjaśniłeś...

Kalendarze mamy jeszcze tak samo duże, ale z Lozą, też na cały rok.


- Ooooo to też ja powiem! Ja!

- NIE!!! ....nnniiieeeeee..... Masz ważna misję, idź i zobacz, czy stróż wraca do biura, zagadaj go tam jakoś czy coś...

- O! Dobra, to ide! Masz racje, że to ważna misja, przecież gdyby nie ja to by sie nie dało pisać, jestem ważny, potrzebny i wszyscy mnie tu kochajo!

- ......ufff, poszedł...

No więc kalendarz z Lozą jest po to, żeby wesprzeć te psy, które jeżdżą machać łapami na rehabilitacji! Co miesiąc dużo monetek jest potrzebnych, żeby Bajer, Loza, Tajfun i Jankiel mogły walczyć o każdy niechwiejny (albo jakikolwiek) krok na spacerze... Na szczęście dużo osób pomaga w zebraniu tej kwoty, ale jak się dużo kalendarzy sprzeda, to będą monetki w zapasie! 

Napisałem...napisaliśmy o tych największych kalendarzach, a teraz o najmniejszych! 



To taki kawalątek tylko, bo w całości obejrzycie, jak już będą, ale to będą takie do schowania w portfel. Takich to będą cztery różne! Na tym wyżej jest Admin, będą jeszcze dwa sierściuchy i jedna psiolaska. Do wyboru, do koloru, każdy może mieć ze sobą zwierzaka! 

Kolejnym kalendarzem będzie taki...

- Biurownikowy!!

- O... Aron... Wróciłeś...

- TAK! Ze stróżem śmy se porozmawiali jenteligentnie, ale przecie nie mogę za długo, bo wyda mu się podejrzane... 

No więc, jak już Ares wspomniał, bedziemy mieć jeszcze kalendarki biurownikowe. Tak bedzie wyglądać góra:


Mniej więcej, bo to też takie wycięte na razie. Niżej bedo takie karteluszki z miesiącami i bedo przyklejone w trzech miejscach - na zeszły miesiąc, na ten i na przyszły. Dla tych, którzy lubią planować, to akuratny! Często dwunożni w biurach sobie wieszajo, więc od razu piszemy, że bedo i bedzie można kupić! 

- Na koniec mamy jeszcze...

- Dobra dobra, teraz ja. Ty już się napisałeś, na pierwszy raz to już dużo. Odpocznij sobie, następnym razem napiszesz więcej...

- A kiedy znów piszemy?!?!

- .......eeee.... jeszcze nie wiem, wiesz....

- Obiecaj, że dasz mi znać, cooo....?

- Obie..khe khe...cuje....

- Ale suuuuper! Będe blogownikiem!

- .......ta.....

Wracając do kalendarza. Będzie jeszcze taki kalendarz, co na każdy miesiąc będzie inny zwierz. Będzie na przykład taka młoda psiolaska, Eureka:



To jedno z jaświetniejszych zdjęć w całym kalendarzu!!! Inne też są superaśne, bo ta nasza fotopsiokociografka w życiu by nie dała złych zdjęć do tego. Prędzej przyjechałaby po raz dwudziesty ósmy i robiła kolejne zdjęcia!

Będzie jeszcze Radek...


On nie ma takiego wielgachnego nosa, jak koala, tak mu się łatka nakleiła... Radek jest pyzaty też i ma poliki takie do tarmoszenia! Znaczy do miziania, bo przecież nie tarmosi się sierściucha, jak nie wiadomo, czy lubi... Potem można się zapytać, ale mizianko chętnie przyjmie.

Będzie też Arana:


Super psiolaska! Młode to jeszcze i niezwykle pocieszne, i ciekawskie stworzenie! Będzie się wyróżniać kolorami w kalendarzu na pewno. 

Junia też się będzie wyróżniać, patrzajcie na te oczy...



I to nie żadne tam poprawki w komputerach! Ona naprawdę ma takie zieloniaste! 

Widzicie? Będziecie mieć piękny i szczęśliwy rok z nami! Bo ja też będę ohohohoho! Arona akurat nie... ale JA będę. Będzie można kupić osobiście, ale też nasi wyślą, jak ktoś będzie mieszkał trochę dalej, a będzie mu zależeć. Superaśnie, prawda??

Będziemy głośno szczekać, jak już będziemy je mieć i mamy nadzieję, że wszystkie znajdą swoją ścianę albo inne miejsce, na którym będą dumnie wisieć!

....teraz muszę tylko wykombinować, jak tu pisać, żeby Aron następnym razem odkrył, że się post tworzy.....

środa, 30 września 2015

Cztery psy, pancernego brak!

Ooo Matko Suczko! Ależ miałem stracha! Wychodzę ja sobie, proszę Was, na spacer za bramę, dotlenić się... Znaczy, razem z naszymi... Oni się dotleniają podczas przerwy, wdychając takie czerwone światełka i wydychając takie siwe powietrze, a ja towarzyszę. Wiadomo, najświeższe informacje wtedy są! Nooo i tak oni siedzą, a ja stoję i udaję, że nie słucham I NAGLE taki obrazek:


...oooomaamuuuniuu, mało się nie zakopałem tam, gdzie stałem! Nie chcę nawet pisać, czego jeszcze omal nie zrobiłem w tym miejscu... Szybciuchno tylko MYK-MYK-MYK na łapeczkach za drzewo i łypałem ślipiem na to dziwne szesnastołape i czworonożne stado...

Myślałem, że ci nasi na murku zaczną zaraz tłumaczyć, że nie wolno tak, tyle na raz, z różnych kojców, to absolutnie wykluczone i natychmiast mają się rozejść! A oni tylko mówili "aaaaleee suuuper ekipa, no-no-no, cmoku-cmoku, taka świetna banda!

Yyyyy... Czyżbym o czymś nie wiedział?? Psia kostka... Poczekałem, aż znikną za schroniskową furtką i na pewno zamknie się za nimi bramka kojca. Potem jeszcze trochę postałem w bezpiecznym miejscu... I na wszelki wypadek jeszcze ze dwie minutki... I podreptałem zobaczyć, co tam za przeprowadzki miały miejsce.

Podchooodzęęę ja do kooojca... To taki największy kojec, z wybiegiem, z jednej strony ma budynek biura, a z drugiej ogrodzenie, za którym jest las. Naprawdę w dechę miejscówka! O czym to ja jednak... Podchodzę do kojca, zadzieram łeb i faktycznie! Wiszą cztery kartki, a po terenie maszerują cztery dorodne owczary! I ani jeden na drugiego nie warknie, ani drugi trzeciemu zęba nie pokaże gniewnie, sielanka!

Na czele czteropsiowego stada jest Loza.


Jak na psiolaskę przystało, umie się pięknie uśmiechać! Prawda?? Ogólnie jest psiekstra psiolaską i reszta bandy ją uwielbia! Bardzo spokojna, tak na pierwsze poznanie... Przy kolejnych zaczyna szaleć i pokazywać, że lubi się czasami powygłupiać i zrzucić trochę powagi, bo wiadomo, że jej nadmiar szkodzi! Loza za to przyznaje, że wcaaaale nie szkodzi nadmiar... smaczków! To nic, że łapki się skracają, a brzuch coraz bliżej ziemi, kto by śmiał sądzić, że to Lozie uroku odbiera? Tylko się wolontariusze śmieją, że jakiemuś Rubensowi by się spodobała... Chyba go nie poznałem, nie wiem, na której wiacie siedzi, będę musiał to sprawdzić. Loza idealna dla każdego jest! Jak kto chce mieć owczarkę, która jest łagodna, zrównoważona, ale z elementami małego szaleństwa, to więcej nie musi szukać!

Od dłuższego czasu z Lozą mieszka Dokis.


Dokis miał kiedyś nico inną reputację, niż teraz, aaaale co było, a nie jest nie pisze się w rejestr, HA! Najważniejsze, że Dokis przy Lozie złagodniał całkiem i już jest w dechę pies! Najfajniej to mu się z Lozą pomyka po lesie, potrafią chodzić łapa w łapę, boczek w boczek, zgodnie skręcając prawo-lewo. Za to jak któryś rzuci nagle pomysłem, mrugnie porozumiewawczo czy chrząknie, to zaraz zaczyna się zabawa! I łapami się obkładają i zębiska pokazują, ganiają się (chociaż z tymi dwunożnymi po drugiej stronie smyczy to cięęęężkoooo), ale to wszystko w zabawie oczywiście! Żadne tam takie poważne warkolenie się nie odbywa! Pełna kultura! Idealnie by było, jakby Loza z Dokisem pojechali do jednego domu, może do domu z ogródkiem, albo jak nie, to i tak przecież wychodziliby na spacerki, gdzie mogłyby sobie hasać, a potem wracać do domu i drzemać nos w nos...

Jako trzeci, do Bandy Owczarkowej dołączył Gogol.


Taki śmieszny owczar w sepii! Powinien być czarno brązowy, a jemu czerń zrudziała, więc nazywają go czasami jesiennym owczarkiem, bo idealnie w liściasto-jesienny krajobraz się wkomponowywuje. Jakby Loza z Dokisem akurat byli zajęci zabawami, a człek chciał ręce położyć na miękkiej sierści, to Gogol służy pleckami! On do miziania pierwszy, a jakby ktoś chciał szczotką jeszcze pomachać, to też bardzo proszę, wszelkie przyjemności mile widziane! Gogol jest prawdziwie staruszkowy, bo go nasi wpisali do akcji "Wyślij Szukającego Miłości Staruszka do domu"! A to znaczy, że Gogol może wybrać sobie w sklepie nowe posłanko, szeleczki, smyczkę i miseczkę na koszt schroniska! I że jak trzeba będzie powspomagać jego stawy, wątróbkę czy nereczki, to też przyszły opiekun może liczyć na pomoc iiii to też nie koniec, hohoho, bo jeszcze kąpiel mu się należy w psim SPA i jak będzie jakiś problem w zachowaniu (chociaż przy Gogolu to chyba nie jest możliwe), to też ta porada będzie na koszt starego mieszkanka, czyli schroniska. Widzicie? Tylko niechże się ten fajny dom i ekstra super człowiek dla Gogola znajdzie...

Żyli tak sobie we trójkę. Loza, Dokis i Gogol. Aż tu dnia pewnego ktoś stwierdził, że skoro owczarki są trzy, to dlaczego nie... cztery! I tak do stadka dołączył Bajer.


Bajer trafił do nas jako przywódca swojego własnego stada. Stado było niemałe, wręcz jeszcze kilka tygodni, a przysłoniłoby Bajera... Dosłownie. Owczar przyprowadził ze sobą watahę... pcheł. Były ich setki, tysiące, MILIARDY! Zanim zdążyły wydać przyjęcie z okazji przeprowadzki przywódcy, zostały potraktowane takim specjalnym psikadłem. Bajer nie rozpaczał z powodu straty "przyjaciół", wręcz przeciwnie... Zyskał za to nowych, fajniejszych, którzy go drapią przyjemnie za uchem czy po grzbietku, a nie swędzą! Owczar ten jest prawdziwie owczarowaty, niskozadziasty. I może tam się już coś porobiło na końcu kręgosłupka, bo tylne łapki są bardziej leniwe niż przednie, a pobiegałby jeszcze chłopak! Może się uda go jeszcze wygrzać, nasuplementować i podleczyć, i jeszcze będzie mógł się w pełni cieszyć spacerkami...? Najlepiej by podziałał na niego dom, wiadomo... Spokojne miejsce, posłanko, ciepełko... Marzy się każdemu... Bajer to kolejny idealny owczarek w stadzie "Cztery psy bez pancernego". Spokojny, grzeczny, zero agresji...

Komu marzy się owczarek...? Komu, komu jedną czwartą stadka? Nie śmiem pytać, komu połowę stadka... A już do głowy mi nie przyjdzie pytać, kto zostanie tym PANCERNYM z czterema psami!?


...czy może jednak...?

środa, 3 czerwca 2015

O prawie-niemiecko owczarko-podobnych

Bywa, że ktoś dzwoni czy pisze do schroniska i pyta: "Macie może owczarki niemieckie?". Ależ tak! Jest Piesso i Loza, i Dokis, i Alfa i inne! "A młode są?". Hmmm... Tutaj już nasi przeczuwają, ale mówią: "kilkuletnie". Kontakt się urywa... Ech...

Ktoś chce owczarka, znaczy szuka konkretnie. Ma być pies inteligentny, pojętny, chętny do współpracy. Mogą takie być nawet najbardziej mieszane mieszańce, ale widocznie dla niektórych u owczarka pewniej o to. Szkoda tylko, że chyba ktoś myśli, że z wiekiem inteligencja maleje, pojętność zanika i chęć do współpracy zamienia się w lenistwo... Tymczasem wiemy, że to nieprawda! Przedstawię dzisiaj kilka takich naszych owczarków, które właśnie są kilkuletnie i ciągle czekają, aż się ktoś w nim zakocha i w metrykę zaglądał nie będzie...

Parę mamy nawet taką (prawie) owczarkową: Loza i Dokis. Razem mieszkają w kojcu, razem spacerują. Pojechały nawet razem na sesję zdjęciową! Tylko fotencje osobno mieli.

Psiolaski mają pierwszeństwo, więc na początek kilka słów o Lozie.


Prawda, że pięknie się uśmiecha? Wyszła jak modelka, nie ma co! Też bym chciała mieć taką sesję,tylko ja czarna jestem cała... Na zdjęciu pewnie na środku byłoby widać jedynie język różowy i dwa dolne kiełki...

Ja znów o sobie... Loza jest spokojna, zrównoważona, idealna na spacery i do towarzystwa. Lozie niedługo trzeba będzie dostawić drugą cyferkę do wieku... Ale dzięki temu nie ma fiu bździu w głowie! Wolontariusze też ją chwalą, bo w lesie zachowuje się wzorowo.

Podobnie z Dokisem, kumplem Lozy z kojca.


Kiedyś Wolontariusz musiał być Dokisowi przedstawiony przez innego Wolontariusza, który już z tym czworonogiem się znał. Inaczej Dokis nie był chętny do znajomości. Czasami to nawet mimo zapoznania owczar nie był chętny do spacerów akurat z tym człowiekiem. Bo nie. Teraz każdy może z psiurem zapoznawać się sam. Dokis złagodniał. Albo Loza mu nagadała, że jak będzie się tak dalej zachowywał, to będą wychodzić rzadziej na spacery, a ona tego nie zniesie i koniec! I ma zacząć się uśmiechać do każdego, bo inaczej będzie koniec z ich romantycznymi wieczorami w pobliżu tej sosny, co rośnie przy ogrodzeniu! Dokis podumał i jednak stwierdził, że niech będzie... Postara się merdać ogonem jednak częściej...

Loza była też z Dokisem ostatnio na biegu na sześć łap. Tworzyli drużynę dwunastołapą! Cztery nogi plus osiem łap, o:


Piękna z nich para... No i ja piszę, że takie spokojne, stateczne i tego tam, a patrzcie...


Takie szczeniaczki w średnim wieku czasami z nich wychodzą! Cudnie!

Nasze schronisko ma też swojego własnego "Szarika"! Kto oglądał Psa i Czterech Dwunożnych na Dwóch Gąsienicach, ten wie o co chodzi... Oto Piesso:


Ociupinę może i od Szarika mniejszy Piesso trafił do nas po jakimś wypadku. Doszedł już do siebie i jest gotowy do wymaszerowania do domu, tylko nikt go jeszcze nie zaprosił... Psisko jest łagodne, przyjacielskie i przytulaśnie! I sześcioletnie... Lubi też się bez krępacji wykładać w lesie na pleckach.


Jest jeszcze Patka na przykład. Jeszcze bardziej Szarikowa.


Komendy zna, taka uczona! Nie wiemy tylko, jak ją uczyli siadać czy leżeć, bo wystarczy gwałtowniej się zamachnąć, żeby się podrapać, a ona nagle się robi taka mniejsza i głowę chowa... Szkoda psiolaski! Zwłaszcza, że to dobre psisko, miłe i przyjacielskie, jak już zobaczy, że jednak nikt zamachu na nią nie szykuje... Taki prawie prawdziwa, idealna owczarka! "Tylko" i "aż" sześcioletnia... 

Mnie powinni za przykład dawać. Wolę nie pisać, ile lat mam, bo jak się ostatnio dokopali, to wcale nie mam tyle, ile ostatnio podawali przez kilka lat. Chociaż kto wie! Ja też już nie wiem! Mogę pamiętać, gdzie nasza fotografka schowała rano bułkę, żeby jej podprowadzić (psia kostka, zorientowała się...), ale nie pamiętam, kiedy i gdzie szczenięctwo spędzałam. W każdym razie - mnie za przykład! Ja mam co najmniej dwa razy więcej ile Piesso czy Patka, a jakoś dreptam sobie raźno i nawet podbiegnę i podskoczę i mówią, że jestem pocieszna! Więc przed tymi wszystkimi kilkulatkami jeszcze sporo życia! 

Nie opisałam nawet wszystkich, które u nas mieszkają, ale nie sposób w ciągu jednej nocy... Mogłyby spędzić kolejne lata ze swoją rodziną, a tu nikt nie chce mieć takiego psieksta psa! 

Może dziś, może jutro się odmieni... 

--------
Jak już jesteśmy w temacie owczarków. Adoptowany od nas czarny owczarek niemiecki (niech będzie, że może w typie, a nie "czysty", ale kto by zaglądał w geny) ma lat kilka i teraz jego pańcia ma dużo frajdy z zabaw z nim, z pracy i współpracy! Założyła też bloga! Giff widocznie niepiśmienny, chociaż pewnie chodzi o to, że ma za dużo zajęć teraz rozrywkowych... I na tym blogu pańcia giffowa opisuje ich wspólne życie. Są też filmiki! Mój ulubiony to żebranie o smaczki hohohoho!

http://piesijegoczterylapy.blogspot.de/

A tutaj ulubiony mój film pod wiele mówiącym tytułem "Wzrok pasożytka":