Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nikita. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 października 2015

Znajdź podobieństwa!

Dzisiaj będą zagadki. Nietrudne nawet, ale niektórym będzie ciężko dokładnie się przyjrzeć, bo wieeelu dwunożnym oczy zachodziły wodą. Tylko kto powiedział, że należy się spojrzeć raz i na krótko? Oglądajcie, ile chcecie, wracajcie do tego choćby codziennie! I niech wiara w ludzi Wam rośnie i niech chęć pomocy czy adopcji zaczyna świtać w głowach, bo widać, że WARTO.

Saba u nas została Sabą II. Tak wyglądała i w takich okolicznościach nasi poznali ją pierwszy raz:


Łańcuch przybity tak po prostu do ziemi, budy brak. Jak deszcz pada, to zawsze mogła zadek schować pod dach szopy. Jak szczęśliwie znalazła dobre miejsce, to i głowa się mieściła... Ludzi widywała, pewnie, że tak, ale co to za przyjemność obserwować tak z daleka? Mogła się prosić o głaski, na przykład podczas chwil, kiedy przynoszone było jedzenie, ale pewnie na błagalnych spojrzeniach się kończyło, po co głaskać psa, skoro jest do pilnowania, a nie tarmoszenia! Phi! Do tego te uciążliwe problemy z żołądkiem... co zrobić, do jedzenia było, co było, żadna rewelacja, a i psioweta nikt nie wołał, szkoda fatygi!

Saba w schronisku odżyła, zaczęła dostawać odpowiednie jedzonko, to i problemy zniknęły! Pozostało to niesamowite spojrzenie pełne tęsknoty za człowiekiem, którym obdarzała każdego, kto przechodził obok jej kojca.

Długo u nas nie pomieszkała, takie miała cudowne szczęście! I teraz doszukajcie się tej smutnej Saby, z byle jakim, wychodzącym futrem, z ciężkim łańcuchem u szyi w czarnej jak smoła (łącznie z językiem!) psiolasce imieniem Mara, lubiącej się bawić, pojętnej, inteligentnej, spokojnej i ciekawskiej...

 O tej psiolasce pisała kiedyś Sonia, o TUTAJ. Prędziuchno przedstawię o co chodziło. Pewien pan miał dom, przy domu kilka desek skleconych w COŚ na kształt budy (bo roli nie spełniało to żadnej), do budy przypięty był łańcuch, a do łańcucha mały piesek. Suczka znaczy. I pewnego dnia pan stwierdził, że pooo cooo mu ten pies! Mało szczeka, mały wyrósł, nie odstraszy, ani nic. Nie porzucił, nie przywiązał do drzewa, ale... postanowił sprawdzić, co wygra, jeśli urządzi pojedynek czegoś twardego z psią głową.... Pewien, że z psa zostało tylko ciałko, bo życie uszło, wyniósł na pole. Okazało się, że życia w psiolasce jeszcze trochę zostało, więc jak tylko świadomość wróciła, podreptała do swojego "pańcia" z powrotem... "Pańcio" widocznie się wzruszył niezwykle, bo psiolaskę jak gdyby nigdy nic przypiął do łańcucha, jak dawniej...


Nasi się dowiedzieli o sprawie, psa zabrali natychmiast! Przywieźli do nas...


Złamana czaszka, złamana szczęka, oko... trzeba było usunąć, tak było lepiej. A w środku wciąż był radosny piesek, znaczy psiolaska, pełna miłości do ludzi. Do dzisiaj NIE WIEM, jak jej tego deską nie wybili ze łba, skoro wybili kości i oko... ale miłości do ludzi się nie udało... I bardzo dobrze! Bo Nikitka pojechała pewnego dnia do domu! Ma super psiekstra dom i brata Kubusia.

I spójrzcie na to zdjęcie wyżej... I na to niżej:


Tutaj zgadnąć łatwo, po języku można poznać! Śladu po "tępokrawędziastym narzędziu" nie ma, tylko ten brak oka i brak idealnej kulistości głowy może... Ale czy to ważne, jeśli Nikita zamieniła kata i kilka byle jak skleconych desek na to?:
 

Nikita i Kubuś mają siebie, mają swoich dwunożnych, nie mają już papugi......... ale mogła nie zaczepiać Kubusia! Nikita nie da bratu zrobić krzywdy, taka to psiolaska jest! I czyż nie mogła trafić tak od razu...?


O kolejnej psiolasce też było nie raz. Na przykład TUTAJ. Bija adoptowana ze schroniska jako szczeniak, potem odebrana, bo zamiast mieszkanka, czy też porządnego kojca z porządną budą trafiła na to:


Jak ktoś myśli, że tam w tej malutkiej dziurze było coś fajnego do spania, od razu rozwieję wątpliwości - nie było. Tylko to wielkie, dziurawe, przewiewne coś plus maaasaaa śmieeeciii. Bija wróciła do nas zanim zdążyła szczeknąć. Na początku było z nią kiepsko, bo nieufna była strasznie! Musiał mieć "pańcio" ciężką rękę bardzo przy "głaskaniu".... Na szczeście szybko doszła do siebie i zaczęła szaleć! Nie miała możliwości na łańcuchu, więc u nas aż miło było patrzeć, że zamieniła się w radosną, pełną energii psiolaskę! Trochę musiała się naczekać na nowy dom, ale za to trafił jej się psioraj na ziemi!

Iiii spójrzcie na zdjęcie wyżej... na tego przestraszonego, rocznego podrostka na klepisku, przywiązanego do CZEGOŚ, co jest NICZYM, a miało być budą.

....i spójrzcie tu:


Niepodobna...? A może tutaj?:


Taaak, to Bija... I po przygodzie łańcuchowej i schroniskowej okazało się, że od razu załapała, co to jest mieszkanie, dlaczego się wychodzi na dwór, że są zabawki i nie-zabawki, że jedzenie się dostanie zawsze o stałej porze i nie trzeba przy tym wariować, ani nic... I że pod kocykiem jest taaaak cieeepłooo.... Bija nie może się doczekać zimy, bo wie, że po porządnym zmarznięciu na spacerze będzie mogła pod kocykiem się rozgrzać...

Nadrabiają łańcuchowce, których jedyną rozrywką była obserwacja świata z jednego kawałka ziemi... Często bez ani jednego spaceru, często z jednym głaskiem na kilka dni, czy też wcale. Bez możliwości szaleństwa, zabawy, bez powodów do radości... Później uczą się bawić, szaleć, biegać, poznają beztroskę, ciepłe posłanka... I zastanawiamy się, jak takie zmarzluchy, które teraz kochają kołderki i kocyki przetrwały czasami lata w kiepskich budach bez słomy, a czasami nawet i takiego podstawowego wyposażenia nie miały... Niech zapominają o tym szybko, niech uczą się nowego życia, niech nadganiają szczenięctwo, chociażby w wieku lat kilkunastu... Każdemu się należy, każdy zasługuje na to, żeby dobro do niego wreszcie przyszło za tę całą psią miłość i wierność do dwunożnych, którzy mieli własnego psa za nic, chociaż ten kochał i za siebie i za nich...

I najcudowniejsze, że dostały szansę, a przecież były podwórkowe, nie znały mieszkań, nie znały ludzi od dobrej strony, czasami ciężko doświadczone przez los... Dla ich dwunożnych nie było to ważne... Przywrócili nam wiarę w ludzi przywracając ją tym czterołapom...

Dziękuję z całego psiego serca, które się ciągnie od nosa do ogona i rozciąga na cztery łapki... TYLE do Was mam miłości, chociaż może nie widać tego po mnie... ale jestem psiofacet poważny taki... Tutaj się przyznaję, że często chlipię ze wzruszenia, jak oglądam takie wieści i próbuję się doszukać podobieństw...

Dziękuję.
Wasz Tyś.

niedziela, 29 marca 2015

O rękach, które kiedyś uschną niechybnie!

...a jak nie uschną, to osobiście przyjdę i odgryzę przy samej szyi! Choćbym miała przedreptać długie kilometry, choćbym miała przy tym schudnąć i zużyć wszystkie węchowe komórki w nosie! Znajdę i przysięgam, że żadne tłumaczenia i błagania mnie nie zmiękczą!

Kolejne historie, które nie mieszczą się w głowie. Nawet jakby zebrać wszystkie głowy nasze psie i kocie w schronisku, dalej będzie mało miejsca. Historie, do których nigdy w życiu nikt by nie wymyślił scenariusza, choćby siedział i dumał przez miesiąc!

.............

Pierwsza historia mogła zacząć się tak: był sobie człowiek, który miał suczkę. Może uwierzył w mit, że każda psiolaska powinna przynajmniej raz mieć szczeniaki (a to jest mit NIEprawdziwy!!), a może to psiolaska uciekła na amory i potem już trudno - zapadła decyzja, że będą szczeniaki, przecież są słodkie, to się rozda w dobre ręce. W dobre ręce...

Czy ktoś się potem zastanawia, czy te ręce faktycznie są dobre...?

Takim słodkim szczeniaczkiem był pewnie Wolfik.


Przyjechał do nas razem z wielkim wzburzeniem dwunożnych, którzy go przywieźli. Tak gadali jeden przez drugiego, że nic nie mogłam zrozumieć, więc podreptałam osobiście Wolfa wypytać, o co chodzi. Imię takie, że myślałam, że faktycznie coś wilkowatego będzie, groźnego i plującego śliną ze złości! Podchodzę... a tu taki knypek, ledwo odrosły, jeszcze widać, że ze szczenięctwa na dobre nie wyszedł... Co człowiek się zbliża, to temu od razu z przerażenia aż oczy wyłażą...

- Wolf! Co ty taki przestrachany?

- A bo to wiadomo, co ludź zechce? Może głasknie, może pacnie, nigdy nie wiadomo!

- Jak to nie wiadomo, u nas zawsze są fajni i nikt nikogo nie bije. Poza tym to poznać łatwo. Jak szczerzy zęby, co nazywają "uśmiechaniem się", to znaczy, że są fajni i głaskać będą.

- Eeeee nie wiadomo...

- Pleciesz... Co ci nasi tacy zbylw... zburwer... z b u l w e r s o w a n i? Skąd cię przywieźli??

- Z domu.

- Jak to "z domu"? Nie z łańcucha jakiegoś? Nie z budy dziurawej?

- Nieee, z domu. Miałem fotel, miałem dach nad głową, miałem ciepło, miękko i miskę pełną.

- Nic nie rozumiem... a twój dwunożny?

- Ludź? No właśnie ludź był taki, że nawet jak się szczerzył, to nie wiadomo było, co zrobi. Bo widzisz, raz wchodziłem na fotel i dobrze było. Drugi raz wchodziłem na fotel i dobrze było. Trzeci raz wlazłem na fotel i PAC po głowie. Ludzie są dziwni!

- Ten twój był dziwny! Jak to PAC po głowie!?

- No tak normalnie. Raz zawołał na głaski i głaskał, drugim razem zawołał i ŁUP po grzbiecie. Nijak rozeznać nie można!

- Psia Stopa, jak bym dorwała! A spacery??

- Wychodziiiiłem, pewnie! Czasami... Zakładał mi wtedy takie metalowe z kolcami i wychodziliśmy na chwilę. Tylko to moja wina, że mi się chciało częściej niż on chciał ze mną wyjść, to mi się zdarzało coś w domu... wiesz... i wtedy zasłużenie było BACH po zadzie!

- Jakie ZASŁUŻENIE???

- No bo moja wina, za dużo piłem, to potem nie wytrzymywałem... 

- Wolfik! Zapamiętaj sobie! Wyryj w tej swojej małej główce! Nikt nigdy nie ma prawa uderzyć psa, kota, chomika, jaszczurki nawet, rozumiesz?!

- ...rozumiem... Tylko strasznie ciężko mi teraz rozeznać, co jaki ludź ode mnie chce... Małe ludzie są fajne, nigdy nikt mi nic nie zrobił, ale dużych ludzi nie rozumiem wcale, ciągle nie wiedzą, czego chcą...

- Wiedzą, wiedzą, już ja cię nauczę, przyjdę jutro!

...wyobrażacie sobie...? Trafić do dobrego domu, ale w złe ręce... Spartolił ktoś sprawę, Wolfik w głowie ma zamęt, nie rozumie mowy dwunożnych, a w tym wieku już spokojnie mógłby się dogadać...


Siedzi Wolfik w schroniskowym kojcu i próbuje sobie teraz wszystko w głowie poukładać... Młody jest, nauczy się. Jeszcze trafi do dobrego domu i w dobre ręce...

Kolejna historia... Kiedy zobaczyłam tę psiolaskę w naszym biurze... Nie wiedziałam, co mam jej powiedzieć, nie wiedziałam, jak... Stałam tylko i patrzyłam, ledwo łykając ślinę przez zaciśnięte gardło... Musiałam się namrugać, żeby się nie rozryczeć jak jakaś psiobaba... A ona była tak radosna, tak uśmiechnięta wśród dwunożnych, którzy też ledwo słuchali historii z suchymi oczami...

Nasi dostali zgłoszenie o pewnej suczce, która żyje w rozpadającej się budzie, na krótkim łańcuchu. Jeszcze coś zgłaszający podejrzewali, więc była to interwencja z tych ekstrasuperpilnych.

Buda...


..."śniadanio-obiado-kolacja" i "coś-do-popicia"...


Do budy, na bardzo krótkim łańcuchu przywiązana suczka...


...co to na głowie? Rana. Skąd rana? Właściciel stwierdził, że suczka jest spuszczana, więc psy ją pogryzły. Jakiś czas potem, na pytanie, jak często suczka jest spuszczana, właściciel stwierdził, że skąd! Wcale jej nie spuszcza, bo przecież ucieknie! 

...coś śmierdziało i czuli to nawet dwunożni, którzy wcale dobrego nosa nie mają! Wszystko wskazywało na to, że suczce przydarzyło się to, co opowiadali zgłaszający... Pies został odebrany natychmiast, a później diagnoza weterynarza niestety pozwoliła sądzić, że wersja wydarzeń się całkiem zgadza....

Nikita (bo tak to czarne cudo ma na imię) została uderzona w głowę przez swojego właściciela...
Jak właściciel stwierdził, że suczka nie żyje, wyniósł ją na pole i tam zostawił...
Suczka jednak ocknęła się, żyła! Głowa pewnie ją łupała, ale...
Nikita wróciła do domu, do właściciela, który miał za nic jej życie...
Właściciel jak gdyby nigdy nic przypiął ją z powrotem na łańcuch..................


Nikita ma uszkodzone kości czaszki i złamaną szczękę. Mogła jeść jedynie papki, przeciery i sosy... 



...a mimo to uśmiecha się pięknie, patrzy ufnie na ludzi, przykleja się do dwunożnych, chociaż woli kobiety.


Radosna, ciepła, stęskniona za ludźmi. Z wielkim plecakiem ciężkich przeżyć... Zapomni o nich, już się nasi postarają... Znajdzie najwspanialszy dom na świecie, gdzie jedyne, co poczuje na głowie, to lekki dotyk swojego człowieka...

Dwunożni chyba zapominają, że czworonogi im ufają bardziej niż sobie. Zwierzaki wierzą, że wszystko co robi ich człowiek jest prawidłowe, słuszne i wszędzie tak właśnie jest. Kiedy od szczeniaka wpaja się, że to samo zachowanie może być dobre i może być złe, kiedy gest wyciągniętej ręki może oznaczać pogłaskanie i może oznaczać, że dostanie się w zad, kiedy nie zna się innego domu i nie ma innego miejsca, w które można wrócić, nawet jeśli jedyne co się pamięta, to ból...

Pamiętajcie, że one na Was polegają... Od Was zależy, jaki będzie ich świat...