Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bija. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bija. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 października 2015

Znajdź podobieństwa!

Dzisiaj będą zagadki. Nietrudne nawet, ale niektórym będzie ciężko dokładnie się przyjrzeć, bo wieeelu dwunożnym oczy zachodziły wodą. Tylko kto powiedział, że należy się spojrzeć raz i na krótko? Oglądajcie, ile chcecie, wracajcie do tego choćby codziennie! I niech wiara w ludzi Wam rośnie i niech chęć pomocy czy adopcji zaczyna świtać w głowach, bo widać, że WARTO.

Saba u nas została Sabą II. Tak wyglądała i w takich okolicznościach nasi poznali ją pierwszy raz:


Łańcuch przybity tak po prostu do ziemi, budy brak. Jak deszcz pada, to zawsze mogła zadek schować pod dach szopy. Jak szczęśliwie znalazła dobre miejsce, to i głowa się mieściła... Ludzi widywała, pewnie, że tak, ale co to za przyjemność obserwować tak z daleka? Mogła się prosić o głaski, na przykład podczas chwil, kiedy przynoszone było jedzenie, ale pewnie na błagalnych spojrzeniach się kończyło, po co głaskać psa, skoro jest do pilnowania, a nie tarmoszenia! Phi! Do tego te uciążliwe problemy z żołądkiem... co zrobić, do jedzenia było, co było, żadna rewelacja, a i psioweta nikt nie wołał, szkoda fatygi!

Saba w schronisku odżyła, zaczęła dostawać odpowiednie jedzonko, to i problemy zniknęły! Pozostało to niesamowite spojrzenie pełne tęsknoty za człowiekiem, którym obdarzała każdego, kto przechodził obok jej kojca.

Długo u nas nie pomieszkała, takie miała cudowne szczęście! I teraz doszukajcie się tej smutnej Saby, z byle jakim, wychodzącym futrem, z ciężkim łańcuchem u szyi w czarnej jak smoła (łącznie z językiem!) psiolasce imieniem Mara, lubiącej się bawić, pojętnej, inteligentnej, spokojnej i ciekawskiej...

 O tej psiolasce pisała kiedyś Sonia, o TUTAJ. Prędziuchno przedstawię o co chodziło. Pewien pan miał dom, przy domu kilka desek skleconych w COŚ na kształt budy (bo roli nie spełniało to żadnej), do budy przypięty był łańcuch, a do łańcucha mały piesek. Suczka znaczy. I pewnego dnia pan stwierdził, że pooo cooo mu ten pies! Mało szczeka, mały wyrósł, nie odstraszy, ani nic. Nie porzucił, nie przywiązał do drzewa, ale... postanowił sprawdzić, co wygra, jeśli urządzi pojedynek czegoś twardego z psią głową.... Pewien, że z psa zostało tylko ciałko, bo życie uszło, wyniósł na pole. Okazało się, że życia w psiolasce jeszcze trochę zostało, więc jak tylko świadomość wróciła, podreptała do swojego "pańcia" z powrotem... "Pańcio" widocznie się wzruszył niezwykle, bo psiolaskę jak gdyby nigdy nic przypiął do łańcucha, jak dawniej...


Nasi się dowiedzieli o sprawie, psa zabrali natychmiast! Przywieźli do nas...


Złamana czaszka, złamana szczęka, oko... trzeba było usunąć, tak było lepiej. A w środku wciąż był radosny piesek, znaczy psiolaska, pełna miłości do ludzi. Do dzisiaj NIE WIEM, jak jej tego deską nie wybili ze łba, skoro wybili kości i oko... ale miłości do ludzi się nie udało... I bardzo dobrze! Bo Nikitka pojechała pewnego dnia do domu! Ma super psiekstra dom i brata Kubusia.

I spójrzcie na to zdjęcie wyżej... I na to niżej:


Tutaj zgadnąć łatwo, po języku można poznać! Śladu po "tępokrawędziastym narzędziu" nie ma, tylko ten brak oka i brak idealnej kulistości głowy może... Ale czy to ważne, jeśli Nikita zamieniła kata i kilka byle jak skleconych desek na to?:
 

Nikita i Kubuś mają siebie, mają swoich dwunożnych, nie mają już papugi......... ale mogła nie zaczepiać Kubusia! Nikita nie da bratu zrobić krzywdy, taka to psiolaska jest! I czyż nie mogła trafić tak od razu...?


O kolejnej psiolasce też było nie raz. Na przykład TUTAJ. Bija adoptowana ze schroniska jako szczeniak, potem odebrana, bo zamiast mieszkanka, czy też porządnego kojca z porządną budą trafiła na to:


Jak ktoś myśli, że tam w tej malutkiej dziurze było coś fajnego do spania, od razu rozwieję wątpliwości - nie było. Tylko to wielkie, dziurawe, przewiewne coś plus maaasaaa śmieeeciii. Bija wróciła do nas zanim zdążyła szczeknąć. Na początku było z nią kiepsko, bo nieufna była strasznie! Musiał mieć "pańcio" ciężką rękę bardzo przy "głaskaniu".... Na szczeście szybko doszła do siebie i zaczęła szaleć! Nie miała możliwości na łańcuchu, więc u nas aż miło było patrzeć, że zamieniła się w radosną, pełną energii psiolaskę! Trochę musiała się naczekać na nowy dom, ale za to trafił jej się psioraj na ziemi!

Iiii spójrzcie na zdjęcie wyżej... na tego przestraszonego, rocznego podrostka na klepisku, przywiązanego do CZEGOŚ, co jest NICZYM, a miało być budą.

....i spójrzcie tu:


Niepodobna...? A może tutaj?:


Taaak, to Bija... I po przygodzie łańcuchowej i schroniskowej okazało się, że od razu załapała, co to jest mieszkanie, dlaczego się wychodzi na dwór, że są zabawki i nie-zabawki, że jedzenie się dostanie zawsze o stałej porze i nie trzeba przy tym wariować, ani nic... I że pod kocykiem jest taaaak cieeepłooo.... Bija nie może się doczekać zimy, bo wie, że po porządnym zmarznięciu na spacerze będzie mogła pod kocykiem się rozgrzać...

Nadrabiają łańcuchowce, których jedyną rozrywką była obserwacja świata z jednego kawałka ziemi... Często bez ani jednego spaceru, często z jednym głaskiem na kilka dni, czy też wcale. Bez możliwości szaleństwa, zabawy, bez powodów do radości... Później uczą się bawić, szaleć, biegać, poznają beztroskę, ciepłe posłanka... I zastanawiamy się, jak takie zmarzluchy, które teraz kochają kołderki i kocyki przetrwały czasami lata w kiepskich budach bez słomy, a czasami nawet i takiego podstawowego wyposażenia nie miały... Niech zapominają o tym szybko, niech uczą się nowego życia, niech nadganiają szczenięctwo, chociażby w wieku lat kilkunastu... Każdemu się należy, każdy zasługuje na to, żeby dobro do niego wreszcie przyszło za tę całą psią miłość i wierność do dwunożnych, którzy mieli własnego psa za nic, chociaż ten kochał i za siebie i za nich...

I najcudowniejsze, że dostały szansę, a przecież były podwórkowe, nie znały mieszkań, nie znały ludzi od dobrej strony, czasami ciężko doświadczone przez los... Dla ich dwunożnych nie było to ważne... Przywrócili nam wiarę w ludzi przywracając ją tym czterołapom...

Dziękuję z całego psiego serca, które się ciągnie od nosa do ogona i rozciąga na cztery łapki... TYLE do Was mam miłości, chociaż może nie widać tego po mnie... ale jestem psiofacet poważny taki... Tutaj się przyznaję, że często chlipię ze wzruszenia, jak oglądam takie wieści i próbuję się doszukać podobieństw...

Dziękuję.
Wasz Tyś.

środa, 5 sierpnia 2015

Szczenięctwo przeminęło... szkoda, że w schronisku.

Szczenięctwo to piękny czas. Podobno, bo ja już właściwie nie pamiętam, jak to było. Na pewno jednak byłem rozkosznym małym łaciatkiem... Każdy wie, że spoooorooo dwunożnych, kiedy myśli o psie, to właśnie pojawia im się w głowie taki niezgrabny, mięciutki i grubiutki szczeniorek. Im mniej niezgrabny, im bardziej pychol poważny, tym coraz mniej ludzi o niego pyta...

W schronisku wszyscy wiedzą, że jak czterołapek ma kilka, kilkanaście tygodni, to ma największe szanse na znalezienie domu. Później, jak już człapie zwierz kilkadziesiąt tygodni po świecie, to szanse mu maleją... Jak ktoś chce młodego psiaka i ma do wyboru ciapciucha w wieku 8 tygodni i podrostka w wieku 8 miesięcy, to raczej ten pierwszy będzie zaraz siedział na kolanach czekając na podpisanie umowy.

Trafiają do nas takie podrostki. Bywa, że nie pojadą do domu zaraz po przyjeździe. Bywa, że nie jadą do domu też w ciągu tygodni... W schronisku uczą się wszystkiego od innych psów, a "ich" ludźmi są wolontariusze i to oni właśnie uczą ich tego, co wolno psu, a czego nie, od nich czerpią energię i to ich wypatrują te szczenięce oczka, szczenięce serca się nimi wypełniają.

Jako kilkumiesięczny szczeniak, trafił do nas Xander. Takie to było niewiniątko...


Nieosierścione to jeszcze, mina niewinna, przestraszooooneee to też było okrutnie! Do zdjęcia się trzymał, ale jakiś czas nie można było do niego dotrzeć. Trafił do nas z innymi szczeniorami, im się jakoś udało... Prędzej czy później rozjechały się do domów, gdzie uczyły się ufać dwunożnym. Xander musiał nauczyć się w schronisku... Tutaj zmężniał i wyrósł... Sierść mu się zagęściła, teraz się błyyszczyyy jak psu... tego... znaczy jak psu miska!


...a tak potrafi ganiać:


Tak! To ten sam Xander! I wciąż tak samo bezdomny... Teraz już ma 2 lata. Jeszcze jest młody, jeszcze się nauczy masy rzeczy, jeszcze tyle przed nim! Tylko czeka na najważniejszą w życiu szansę... Xander uwielbia ludzi, po wybiegu szaleje z psiolaskami, nie jest za duży, nie jest za mały, taki w sam raz, do kochania, do spacerowania, do biegania... Nudno z nim nie będzie na pewno, i wątpliwości nie ma co do tego, że przeleje na swoich ludzi całe psie uwielbienie!

Na przekonanie się, co naprawdę znaczy "wyjazd do domu" czeka też Bija. Bija trafiła do nas jako kilkutygodniowa, śmieszna psiolaska.


Nawet szybko została adoptowana! Tylko się okazało, że jak nasi pojechali ją odwiedzić, to zastali to...


Tak, na tym sznurku jest właśnie nasza Bija. Ktoś stwierdzi: "miała chociaż schronienie". Taa... na głowę może nie kapało, ale zadu nie było gdzie posadzić, nie mówiąc już o reszcie ciałka. W środku było WSZYSTKO co nie kojarzy się z legowiskiem. Pełno starych mebli, cegieł i śmieci. Bija dorosła, dojrzała, a ogrodzenia na posesji nie było... Właściciel nie był chętny do zmiany warunków, przecież wszystko było w porządku! Oj tam, szczeniaki będą, co za problem, się rozda czy inne rozwiązanie się znajdzie... Przecież na głowę jej nie kapie, może się schować pod dach!

Ech... Bija wróciła do schroniska przerażona i smutna. Bała się dwunożnych, zwłaszcza mężczyzn. Nasi jednak cuda potrafią zdziałać i teraz Bija nie pamięta o tym, co było. Jest wesoła, radosna i... kudłata!


Bija jest SZALONA! Przez wielkie SZA!


Oooooch ja to bym za taką... wodził wzrokiem, bo bym nie nadążył przecie ganiać... Bija jest niezwykła. Ilość pozytywnej energii, jaką ma w sobie jest niesamowita... I kto mi powie, dlaczego żaden dwunożny jeszcze się w niej nie zakochał na zabój? Na tyle, żeby ją zabrać do domu, do najprawdziwszego domu, gdzie nigdy już nie zostanie skrzywdzona i zostawiona sama sobie?

Czeka Bija i czekają też nasi, trzymają kciuki, żeby wreszcie jej się udało, żeby wreszcie zrozumiała, co może znaczyć słowo "dom".

Nie tylko one czekają tak u nas. Jest ich więcej, tylko te jeszcze czekają "krótko", chociaż niebawem zaczną przekraczać cienką granicę "młodości"...

Jest na przykład Radian...


Kiedy do nas przyjechał, został oceniony na kilka miesięcy, ale to było... już prawie pół roku temu. Za jakiś czas będzie obchodził urodziny, stanie się dorosły, już nie będzie mógł być w kategorii "szczeniaki"...

Albo Wuńka. 

Ma już prawie rok, czeka 3 miesiące na swojego człowieka...  Wesołe, przyjazne, przyjacielskie, pełne chęci do nauki, pełne młodzieńczej radości, gotowe do wyruszenia w świat i uczenia się go! ...wciąż czekają na szansę...

Nasi też powtarzają, że te szczeniakowate szczeniaki to nigdy nie wiadomo, jak duże wyrosną, że jak ktoś chce na pewno mieć niewielkiego psa, to żeby wybrał podrostka albo dorosłego. Z małego szczeniaka może wyrosnąć owczarek, a duży może urosnąć tylko kilkanaście centymetrów tylko. Nigdy nie wiadomo. Czasami są ogłoszenia: "szczeniaki po małej mamie!". Oj, wiedzcie, że jak tato był duży, to szczeniaki mogą jednak odziedziczyć wzrost po nim, po mamie dziedzicząc na przykład tylko klapnięte ucho! A potem zamiast wielkiego psa do stróżowania zacznie wyrastać ledwie pies do kolana, a pieseczek, który miał być jorkiem, zacznie niebezpiecznie przekraczać wysokość "do kolana"... I co potem...? Potem za drzwi...?

Schronisko to nie miejsce na wkraczanie w dorosłość... Czekają te "prawie roczne" i z niepokojem patrzą na każdego młodszego od nich psa... Wiadomo, że bardziej przyciągną wzrok...

środa, 2 lipca 2014

Z okazji Dnia Psa życzę spełnienia psich marzeń



Siedzą zwierzaki w Schronisku i marzą... Żeby wychodzić na spacery częściej, żeby były głaski na żądanie, żeby częściej może gotowanego kurczaczka dostać...

Tymczasem przybywają czasem psy, które po kilku dniach mówią:

- ale u was faaajnieee! Spacery są, głaszczą mnie tak często, jedzenie codziennie i świeża woda! Na głowę nie kapie, w budzie ciepło...

Niektóre do listy mogą dodać - wreszcie nic nie swędzi, nie skrobie, nie potrzebuję wydrapać się do kości... Tak może powiedzieć Mila.

Kiedyś śliczna kulka, pewnie w typie husky, rudawo-biała. Pocieszna. Nie wiadomo co było pierwsze - czy przestała być urocza, czy potrzebowała więcej uwagi, czy się drapała, więc myśleli, że pchły, a w domu więcej zwierząt nie trzeba? Wylądowała na łańcuchu. Z czasem straciła sporo pięknej sierści, w tych miejscach skóra paliła, swędziała koszmarnie...


Właściciel widocznie karmił Milę po nocy, że tego nie widział... W dzień może go słońce oślepiało? Na szczęście obcy ludzie mieli lepsze oczy i wezwali naszych. "Opiekunowie" dostali krótki termin, mieli zabrać psa do psiego szpitala, mieli zacząć go leczyć. Nasi by pomogli, ale wymagali odrobiny dobrej woli... Niestety życie Mili nie zaczęło się u odpowiednich ludzi i właściciele ani pół złotówki nie chcieli wydać na psa.

U nas suczka powoli dochodzi do siebie, pięknieje w oczach, ma ciepłe miejsce do spania, spaceruje regularnie do lasu i przede wszystkim - skóra wraca do normy i sierść odrasta...

Niech tylko pozbędzie się wszystkich żyjątek ze skóry... Będą kolejki chętnych chcących ją wziąć do domu!

Inny pies może dodać "jednak jestem ważny, jednak zwracają na mnie uwagę i mnie lubią, może nawet jestem potrzebny?". Takim czworonogiem jest między innymi Czarek.

Może miał swoją rodzinę, która o niego dbała. Może był kochany. Niestety z jakiegoś powodu został sam, stracił "swoich" ludzi. Nikt nie chciał go przygarnąć, Czarek sypiał przy opuszczonym domu, na brudnym kawałku CZEGOŚ, bo już nie można było rozeznać co to było.Jakby tego było mało, miał chyba nie po drodze z jakimiś psami, bo jego szczęka była dziurawa jak sito do odcedzania kurczaka... W dodatku coś już zaczynało się z tym robić niedobrego, bo w takich warunkach to nic się goić nie będzie...


Smutny, z krzywymi łapkami i paprającymi się dziurami w brodzie. U nas odżył! Broda wróciła do zdrowia, Czarek też już jest weselszy! Mieszka na balkonie (to takie miejsce z niskimi barierkami), więc jest chyba najczęściej głaskany ze wszystkich psów. Kiedy ktoś przechodzi, on zaraz uszy nadstawia, ogonem merda, wspina się na barierki, domaga się, a co! Nacierpiał się, więc mu się należy!

Może i łapki ma dalej krzywe, ale to tylko dodaje uroku (jakby w tej zadowolonej paszczy z nietoperzowymi uszami było jej za mało)! Na spacery chodzi z radością wielką, z dorosłymi i w towarzystwie dzieci. Drepta wtedy dumnie, zamiatając ogonem na wszystkie strony i drąc się na wszystkie strony "PAAATRZCIE! Idę na spacer! Nie jestem taki koszmarny i do niczego!!"

Czasami psy marzą o własnym domu i czekają na właściciela... Któregoś pięknego dnia przychodzi ktoś, wyszukuje dla siebie czworonoga i po podpisaniu umowy oboje jadą "do siebie". Psiak z nadzieją, żegnany życzeniami dobrego domu i szczęśliwego życia... I tylko właściciel wie jaka będzie prawda... Bo przecież zabranie psa ze schroniska to jest najlepsze co się może psu przytrafić i każde warunki poza schroniskiem są super, prawda? Bo najważniejsze, że nie można powiedzieć, że ten pies żyje w schronisku. Nie jest schroniskowy, ma dom. A to, że ten dom nie można nazwać ani domem, ani budą, ani schronieniem, ani nawet po cichu nie można powiedzieć, że warunki są niezłe, bo by się minęło z prawdą tak, że nawet zapachu prawdy by nie było...

Bija. Zabrana do "domu", kiedy jeszcze była szczeniakiem. Jak długo cieszyła się dobrą opieką i uwagą? Podrosła i miała za dużo energii, czy zawsze miała skończyć tak?:


Jej "domem" była komórka. Myślicie, że w komórce miała fotel, dywanik, poduszeczkę? Może chociaż kawałek wykładziny...? Niestety nie było kawałka miejsca na którym można by było się położyć. Jakkolwiek, nie pisząc o wygodzie... W umowie zapis o zakazie trzymania psa na uwięzi chyba się poplamił, bo Bija była przywiązana do ściany na stałe. Nikt też nie widział "gorącego uczynku", ale po powrocie do nas, psina bardzo bała się ludzi, szczególnie panów... Przez jakiś czas była cicha i wystraszona. Na szczęście szybko przekonała się, że u nas nikt jej nie skrzywdzi.


Takiej uwielbiającej zabawy, bieganie i wygłupy suczce, potrzebny jest ktoś, z kim będzie szaleć codziennie, a nie sznurek na stałe przyczepiony do ściany... Trzeba wierzyć, że się doczeka.

Z okazji pierwszolipcowego Dnia Psa życzę, żeby każdy zwierzak trafi dobrze, żeby głasków mu nie zabrakło, żeby spacery były długie, żeby nie było nudno... I żeby ludzi takich jak opiekunowie Mili czy Biji było coraz mniej, albo chociaż żeby ruszyło ich sumienie... I żeby było coraz mniej psów, które będą się zastanawiać czy w ogóle komukolwiek na nich zależy...

- Hedar! Rusz zad! Idziemy się gapić, czy gwiazdka z nieba spada, gdzieś trzeba życzenie wypowiedzieć, bo jeszcze się nie spełni...

niedziela, 15 czerwca 2014

Trzecie zawody za nami, pot lał się strumieniami!

- hłe hłe hłe, Buulbaa, "nie czuję, że rymuję", coo?

-  żebyś Ty i bez rymowania się wypowiadał, to byłoby dobrze... a ciągle trzeba za język ciągać... doczekam się kiedyś, żebyś sam przyszedł i powiedział co słychać?

- eeech... o jakimś zawodzeniu pisałaś...

- nie o zawodzeniu, a o zawodach!

Dokładniej - będę pisać. I jeszcze dokładniej - o III zielonogórskich zawodach DogTrekkingu! Taaak, już trzeci raz psy prowadziły właścicieli przez las do różnych punktów i potem ci najlepsi byli nagradzani.

Dłuuugo się przygotowywaliśmy, trzeba było mapę zrobić, wymyślić atrakcje, pozbierać pozwolenia, zorganizować Wolontariuszy.... Sama bym sobie nie poradziła...

- Buulbaa... akurat łapą ruszyłaś...

- Właśnie, że ruszyłam! Uchem ruszyłam! cały czas słuchałam jak kompletują wszystko i pilnowałam, czy czegoś nie zapomnieli! Nie przeszkadzaj!

Wszystko się odbyło tydzień temu, ale nie mogłam wcześniej opisać, bo czekałam na zdjęcia; artykuł bez zdjęć jest nie do przyjęcia... Najpierw Wolontariusze rozłożyli nasze stoisko, żeby ludzie wiedzieli kto i co, i przede wszystkim, żeby było gdzie postawić puszeczki na monetki czy banknotki... Potem zgłaszali się ludzie z psami. Większość zawodników przyszła z własnym, osobistym czworonogiem, ale niektórzy zdecydowali, że podarują chociaż jeden, niezwykły dzień schroniskowemu psiurowi!

Był Blink i Szakla...


Blink to ten przystojniak na pierwszym planie. Szakla stoi za nim. Dziwne, że stoi, bo Szakla jak ma stać dłużej niż minutę, to od razu leży. Ona niskopodwoziowa jest, do ziemi daleko nie ma...

Był Terry...


Tutaj pewnie pędził do miski z wodą, już na wszelki wypadek język miał na wierzchu!

Była Boksa:


Boksa odpoczywa na jednym z punktów. Krzesełka były wolne, ale widocznie nie chciała tak od razu na bezczelną, wybrała miejsce na trawie...

Była Bija...


...która umie pić kulturalnie...

i Paka...


...która kulturalnie pić nie umie... Należy jednak jej wybaczyć, bo było przegorąco... Nie dziwne, że szukała w misce jakiegoś dodatkowego dna...

Na szczęście blisko był staw, z którego niektóre psy chętnie korzystały. Na przykład Kaja:


Prawie wszyscy byli amatorami, ale był też zawodowiec! Nie byle jaki, prawdziwy Mistrz Polski na 15 kilometrów! Przed Państwem Moris:


W tych całych zawodach nie chodziło jednak o czas, ale o dojście do wszystkich punktów. Psy musiały się starać wykonać różne psie zadania, a ich opiekunowie musieli ruszyć głową i oczami, bo i do odpowiedzenia coś było i do wypatrzenia... Dostawali za to punkty i zwyciężyły dwu-czteronożne drużyny, które tych punktów zdobyły najwięcej.

Trzecie miejsce zdobyła Aria:



Drugie miejsce - Boska


Pieeeeerwszeeee mieeeejsceeee zdoooobyyył.... PAMPARAMPAMPAM...

TOFIK! W swoim życiorysie Tofik niestety może wpisać pobyt w naszym Schronisku... Na szczęście teraz ma cudowną opiekunkę, z którą się nie nudzi, jak widać.


Ta plątanina tasiemek to taka specjalna uprząż dla Tofika, szyta na miarę! Dzięki temu psiurek może teraz maszerować nie bojąc się o obtarte pachy!

Fajnie było i niektórzy nie mogą się doczekać następnych zawodów! Chociaż chyba każdy ma nadzieję, że nie będzie jednak aż tak upalnie, a jak będzie, to niech chociaż w lesie będą baseniki z wodą! No bo wykopanie kilku stawów chyba będzie za dużym problemem...

Noo, a ja zacznę ćwiczyć... od jutra...

- Buulbaa... mówiłaś tak już jak były Dni Otwarte i pisałaś o Azie i Drapku...

- no wiem... ale od jutra biegam! ...od jutra... tak... trzeba być wysportowanym, z dobrą kondycją, ludzie lubią widzieć, że się pies dobrze trzyma. Nie można się lenić, "pies" równa się "energia"! Wiatr w uszy, przebieranie łapami, pokazywanie, że jest się gotowym na szaleństwo! Prawda, Heda....


- Hedar! ja tu mówię o energii a ty nawet nie wstaniesz do miski!


- ...hę? coś mówiłaś? miska mi się obijała o wieszak, to nie słyszałem...

....