Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szakla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szakla. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 sierpnia 2014

Blog zaczarowany!

- Hedziuuuuu!

- Hrrrr.... hrrrr....

- HEDAR! JEDZENIE!

- Hr.. CO? Gdzie??

- Oo, nie śpisz! Słuchaj, umiem czarować!

- Ale to jedzenie, to gdzie??

- Inaczej nie mogłam cię dobudzić... Czarować umiem!

- HĘ??

- No normalnie! Mam moc!

Pisałam kilka dni temu, że jak pojawi się york czy shih-tzu, to zaraz się telefon rozdzwania. Tymczasem mamy w Schronisku taką cudną, futrzastą Szaklę!


- Noo... Maamyy, i co?

- Już nie mamy, Hedziu, mieliśmy! Po Szaklę przyjechał pewien pan, z czworonożną koleżanką. Nasza futrzasta się od razu dogadała i pooojeeechaaaałaaaa w świat!

W ten sam dzień napisałam też o Gajowym, że byłoby super, gdyby rozdzwoniły się w jego sprawie telefony.


- I rozdzwoniły się??

- No nie... Ale za to przyjechała jedna pani, przeszła się po wiatach i powiedziała, że musi Gajowemu kogoś przedstawić... Wyszli za bramę, a tam była śliczna, ruda spanielka. Gajowy oniemiał; pospacerowali po lesie i decyzja zapadła - zamiast jednego rudego spaniela, w domu będą dwa! Jak się nasz senior cieszył!! Biegał od wolontariusza do właściciela i z powrotem, merdał kikutkowatym ogonkiem, wspinał się na kolana i krzyczał "JAAADĘĘĘ! JAADĘĘĘ! A mówiły psy z sąsiednich boksów, że takiego posiwiałego to nikt nie zechce!". Chyba mi wtedy jakiś pyłek do oczu wleciał, bo tak mi jakoś łzawiły...

- To super! I co dalej??

- Nie chcę na razie za wcześnie pisać, bo jeszcze się odczaruje... ale dwie panny "z fabryki" mają zaklepane dwa domy. Za jakiś czas rozjadą się w dwie strony, ale za to obie dostaną najlepsze miejsca do mieszkania pod słońcem... I na jednego emerytowanego stróża czeka już legowisko... ale narazie cicho... bo się nie spełni!

Spróbuję poczarować dalej... Najpierw jednak coś opowiem.

Daaawno daaaawno teeemuuu... Rodzice kupili dzieciom szczeniaczka. Śliczny, malutki, słodziachny york! Po kilku miesiącach okazało się jednak, że psu "trochę" do yorka brakuje, a przecież nierasowego w domu trzymać nie będą, pff, nie wypada... Od pewnego czasu psiak wiódł więc życie psa podwórkowego, najniższej kategorii...


Przywiązany do słupa, między blokami z nie-wiem-czego, bez dachu nad głową, z jedzeniem rzucanym bezpośrednio na piach...

I teraz uwaga, zaczarowywuję... Oby Junior, przestraszony, nieznający ludzi od dobrej strony, wciskający się w deski boksu ze strachu i niepewności, znalazł cudowną rodzinę, która go ze skorupki wyciągnie...


Jeszcze drugie mam zaklęcie na dziś. Najpierw jednak opowiastka...

W pewnym przytulnym mieszkanku żyła sobie starsza pani. Za towarzysza miała pieska. Mały, bezproblemowy kundelek. Zajmowała się nim należycie! Sierść mu się błyszczała, pazurki równiuśkie, boczki niezapadnięte... Bywa jednak tak okrutnie, że właścicielka zasnęła... nie obudziła się już... Psiaczkiem nie miał się kto zająć, trafił do nas. Nie wiedzieliśmy nawet, jak starsza pani na niego wołała. U nas dostał imię Deet.


Większość psów przeżywa okropnie, kiedy trafi do schroniska. Deet jednak nie potrafi się pozbierać zupełnie... Nie wie, co to buda, leży tylko w kąciku i czeka... Na spacerek pójdzie chętnie, wszak przyzwyczajony do przechadzek, opiekunka też lubiła. Starszej pani jednak zabrakło, został starszy pies...

Zamykam więc oczy... i niech do schroniska przyjdzie za kilka dni ktoś, kto zechce Deetka uwolnić od tęsknoty za domem i człowiekiem...

- Buulbaa, ty weź lepiej pomyśl, jak zaczarować, żeby to przebrzydłe kocię trafiło do domu! 

- Jakie kocię!?

- Przyniosły dziewczynki bure kocię! Ledwo przyszło, ofurczało mnie bezczelnie, a chciałem się tylko kultualnie przywitać... Łapami mi zamachało przed nosem, zrobiło się dwa razy większe i coś tam burczało pod wąsami!

- Ojej... a gdzie to niewychowane kocię siedzi teraz?

- A widzisz, to jest drugi problem! Bo to kocię, znaczy ta kocica, znaczy Liza, to się ze mną ściga teraz...

- Jak to ściga? Przecież ty niebiegający jesteś, a i do chodzenia nie można cię namówić...

- No właśnie! I Lizka się ze mną ściga "kto dłużej będzie spał"! Zobacz tam, o! Pod biurko! Nawet jak ją babka w niebieskim kitlu oglądała na wszystkie strony, to oka nie otworzyła, żeby w konkursie nie odpaść. Potem znów poszła w kimę do pudła...

Zajrzałam do kartonu... Niech to Tyson! Kot!


- I co?? Buulbaa, tak nie może być! Na muchy zęby pokazuję i kłapię paszczą, a wyjdzie, że boję się kocięcia!

-He he he Heedziu, ale czekaj, powiedziałeś, że kocię ma na imię Lizka?? To w takim razie Twoje życzenie będzie spełnione już za kilka godzin.

- Jaaaa-cieee, Buulbaa, ale jesteś niesamowita! Takie czary już umiesz?? 

- Nie, po prostu już wiem, co to za buras! Słyszałam, jak przez telefon rozmawiali i teraz p o k o j a r z y ł a m fakty...  Słuchaj, przedwczoraj zadzwonił do schroniska pan i powiedział, że znalazł kotka. Niestety teraz nie możemy za bardzo kotków przyjmować, ale zaproponowali panu, żeby tymczasowo zostawił u siebie zwierzaczka. Pan był na tyle przemiły, że się zgodził. Już nawet był w drodze do mieszkania, ale na chwilę musiał się zatrzymać. Otworzył drzwi... i tyle kotka widział...

Niedługo potem do schroniska przyszły dziewczynki z futrzakiem na rękach... Ten fragment historii znasz.

- Taaak, ale jak ma z tego wyniknąć, że tej bezczelnej już nie będzie niedługo??

- Oj... Słuchaj! Na drugi dzień zadzwonił pan. Ten, który zgłosił, że znalazł kotka i zgodził się dać mu dom na jakiś czas. Zmartwiony do granic! Prawie szlochający w słuchawkę! Bo ta kocina, którą miał przygarnąć tymczasowo zniknęła, zwiała... Szara była, pręgowana, młoda... Jak usłyszał, że jest w schronisku i czeka, to przecież chyba na drugim końcu miasta dało się słyszeć ulgę w głosie!

- I przyjedzie po Lizkę??

- No pewnie! I będziesz miał spokój i żadnej konkurencji! Dalej będziesz mistrzem drzemek.

Jak już jeden czar (koci) mamy z głowy, to mam nadzieję, że dla Deeta i Juniora zadziałają tym bardziej...

Zamykam więc oczy... i zamaszyście merdam ogonem... niech się spełni...

niedziela, 10 sierpnia 2014

Bądźcie oryginalni, adoptujcie kundelka

...biegnę po łące... uszy mi rozwiewa... i zaraz jeszcze...

DDRRRRYYYŃ... niech to Tyson! aa, odebrał ktoś, cisza jest... przykładam głowę do posłanka... chhrrr...

...biegnę po mchu, łapeczki mi się zapadają... i już zaraz...

DDDRYYYYYYŃŃŃ...

...PSIA KOSTKA! Pójdę jednak sprawdzić, co mi spać nie daje!

...posłuchałam, posłuchałam i nie pojmuję... Dlaczego w tych czasach ludzie nie chcą być oryginalni?? Każdy ma inny kolor telefonu, kobitki w jednej kiecce się nie pojawią na dwóch imprezach, a jak dwie mają tą samą bluzkę na spotkaniu, to są gotowe się obrazić na wieki!

- Buulbaa, a my jakiś sklep z ciuchami otworzyliśmy...?

- nie sklep z ciuchami, ale posłuchaj...

Ze dwa tygodnie temu trafiła do nas suczka Tadka. Rasowa! Z tatuażem!

Oczywiście schronisko zaczęło wydzwaniać i szukać właściciela, a ludzie... zaczęli wydzwaniać do schroniska, bo mogą ją przygarnąć teraz, zaraz, natychmiast, już buty zakładają!

Oczywiście trzeba poczekać dwa tygodnie, bo tyle czasu ma właściciel na odebranie zguby, ale lista chętnych się wydłużała z dnia na dzień.
- bo mam już yorka i umiem się zajmować!
- pasowałaby do kolekcji, mam jeszcze shih-tzu!
- jest taki kochany i słodki! chętnie przygarnę!

...a kundelki słuchają, jak się ludzie biją o rasowce...

Kilka dni temu weszła do biura pani z wielką futrzaną poduszką. Znalazła! Futrzasta siedziała na drodze i nie wiedziała co robić, to wzięła. Po postawieniu na podłodze okazało się, że poduszce wyrosły nogi i jakiś język się wystawił... Toż to pies! Suczka znaczy...


Grzeczna, cichutka, dostała na imię Serduszko. Na głowie kolorowe gumki, spinki. Włosy wyczesane, musiała być czyjaś! Zaraz w internet poszło zdjęcie, że Serduszko czeka na właściciela w schronisku. Wiecie, że nie minęło 10 minut a rozdzwoniły się telefony??
- nie wiem, kto jest właścicielem, ale ja mogę być!
- jakby co, to ja adoptuję!

Po kilku godzinach do schroniska przybiegła dziewczyna po swoją zgubę. Serduszko okazało się być Fifką i ma baaardzo kochającą właścicielkę! Tylko koledze dała psa na chwilę, a kolega jakoś tak chyba nie zajął się Fifką odpowiednio... Najważniejsze, że ogonek suczce na wszystkie strony chodził tak, że ledwo było go widać! Szczęśliwe zakończenie dla psiny, ale przecież już tworzyła się kolejka, już na listę chcieli się wpisywać...

...a kundelki słuchają, jak się ludzie biją o rasowce... Chociaż tutaj się okazało, że Fifka nierasowa, że nawet nie była shih-tzu, jak podejrzewaliśmy... czy to ważne jednak...?

Wystarczy ogłosić, że w schronisku jest york czy shih-tzu, od razu kilkanaście rodzin jest gotowych na adopcję psa. Już mają kąt do spania, już miskę biegną kupować, już widzą siebie z czworonogiem przy nodze!

Dlaczego nie dzieje się tak, kiedy do schroniska trafia staruszek??

Byłoby pięknie! Wyobraźmy sobie...

"Trafił do nas staruszek Gajowy...

Niby wiekowo nie stary, ale posiwiały trochę i taki bez energii... Siedzi tylko w budzie, bez ruchu, zrezygnowany zupełnie. Daje sobie przemyć oczy i wtedy tylko mruczy "nie odchodź, tak fajnie jest... tak posiedźmy teraz... przemywaj pół dnia, tylko siedź ze mną...".

Zaraz po ogłoszeniu rozdzwoniły się telefony!
- mam wprawę z przemywaniem oczu, miałam już psa z takim problemem!
- kocham cocer spaniele, będzie mi pasował do kolekcji, mam już dwa!
- urzekł mnie! straciłam czworonoga, przygarnę go!"

Byłoby pięknie, prawda? Nikt jednak nie dzwoni...

Albo Habib... Ma chyba ze 120 lat! Nie widzi, ale nos ma sprawny i wszystko sobie wywęszy, zwłaszcza szuka zapachu człowieka, bo człowiek najlepszym przewodnikiem takiego ślepaczka...


Nikt nie przybiegnie i nie powie:
- kiedy mu się skończy kwarantanna?? Jak najszybciej chcę go zabrać, niech nie siedzi za kratami!
- kocham psie staruszki! Tylko takie przygarniam i mają u mnie cudowne życie!

Nie ma takich telefonów...

Może psy kudłate ludzie chcą??  Bardzo proszę! Szakla!


Nieduża? Kudłata? Wszystko się zgadza! Do tego radosna, przyjacielska, do zabaw pierwsza! I ma te kudełki śliczne, które też strzyc można. Nie ma jednak napisane "w typie shih-tzu" i od razu niewidzialna!

Bądźcie oryginalni, adoptujcie kundelka! Wiecie ile razy usłyszycie "a co to za rasa?? taki ładny!". Wy wtedy będziecie dumni, że macie jedyny na świecie taki egzemplarz! Kundelek będzie dumny, bo przecież w schronisku marzył, żeby się okazało, że jest rasowy. Żeby też tworzyła się lista rodzin, które chcą go zabrać...

- Buulbaa... co ta klawiatura taka mokra?? rano coś działać nie będzie i awantura gotowa!

- ee... ja nic... bo przecież jak ktoś chce malutkiego yorka... bo ma być malutki piesek... przecież nie ma mniejszego psa niż ja... [chlip...] Przecież ja się wszędzie zmieszczę, wystarczy mi ma... [chlip...] malutkie posłanko, w kąciku...


no nie mam długich włosów, nie zrobią mi ki... [chlip...] kiteczki na głowie i co? przez to gorsza jestem...? [chlip...] że burczę? no burczę trochę, ale z przekory... ja ko... [chlip...] kochana jestem, na grzbiecik się wywalę do drapania... jak kogoś poznam, to umiem być kochaną Bu... [chlip...] Bulbeczką...

Tyle rodzin jest gotowych na psa, kiedy w schronisku jest york czy shih-tzu, ale kiedy pies znajduje dom - nagle nikt już przygarnąć przyjaciela nie chce... Nikt nie powie "nie macie yorków? no trudno, przyjadę, może inny psiak mi się spodoba!"...

...nikt tak nie powie... a kundelki słuchają, jak ludzie biją się o rasowce...

niedziela, 15 czerwca 2014

Trzecie zawody za nami, pot lał się strumieniami!

- hłe hłe hłe, Buulbaa, "nie czuję, że rymuję", coo?

-  żebyś Ty i bez rymowania się wypowiadał, to byłoby dobrze... a ciągle trzeba za język ciągać... doczekam się kiedyś, żebyś sam przyszedł i powiedział co słychać?

- eeech... o jakimś zawodzeniu pisałaś...

- nie o zawodzeniu, a o zawodach!

Dokładniej - będę pisać. I jeszcze dokładniej - o III zielonogórskich zawodach DogTrekkingu! Taaak, już trzeci raz psy prowadziły właścicieli przez las do różnych punktów i potem ci najlepsi byli nagradzani.

Dłuuugo się przygotowywaliśmy, trzeba było mapę zrobić, wymyślić atrakcje, pozbierać pozwolenia, zorganizować Wolontariuszy.... Sama bym sobie nie poradziła...

- Buulbaa... akurat łapą ruszyłaś...

- Właśnie, że ruszyłam! Uchem ruszyłam! cały czas słuchałam jak kompletują wszystko i pilnowałam, czy czegoś nie zapomnieli! Nie przeszkadzaj!

Wszystko się odbyło tydzień temu, ale nie mogłam wcześniej opisać, bo czekałam na zdjęcia; artykuł bez zdjęć jest nie do przyjęcia... Najpierw Wolontariusze rozłożyli nasze stoisko, żeby ludzie wiedzieli kto i co, i przede wszystkim, żeby było gdzie postawić puszeczki na monetki czy banknotki... Potem zgłaszali się ludzie z psami. Większość zawodników przyszła z własnym, osobistym czworonogiem, ale niektórzy zdecydowali, że podarują chociaż jeden, niezwykły dzień schroniskowemu psiurowi!

Był Blink i Szakla...


Blink to ten przystojniak na pierwszym planie. Szakla stoi za nim. Dziwne, że stoi, bo Szakla jak ma stać dłużej niż minutę, to od razu leży. Ona niskopodwoziowa jest, do ziemi daleko nie ma...

Był Terry...


Tutaj pewnie pędził do miski z wodą, już na wszelki wypadek język miał na wierzchu!

Była Boksa:


Boksa odpoczywa na jednym z punktów. Krzesełka były wolne, ale widocznie nie chciała tak od razu na bezczelną, wybrała miejsce na trawie...

Była Bija...


...która umie pić kulturalnie...

i Paka...


...która kulturalnie pić nie umie... Należy jednak jej wybaczyć, bo było przegorąco... Nie dziwne, że szukała w misce jakiegoś dodatkowego dna...

Na szczęście blisko był staw, z którego niektóre psy chętnie korzystały. Na przykład Kaja:


Prawie wszyscy byli amatorami, ale był też zawodowiec! Nie byle jaki, prawdziwy Mistrz Polski na 15 kilometrów! Przed Państwem Moris:


W tych całych zawodach nie chodziło jednak o czas, ale o dojście do wszystkich punktów. Psy musiały się starać wykonać różne psie zadania, a ich opiekunowie musieli ruszyć głową i oczami, bo i do odpowiedzenia coś było i do wypatrzenia... Dostawali za to punkty i zwyciężyły dwu-czteronożne drużyny, które tych punktów zdobyły najwięcej.

Trzecie miejsce zdobyła Aria:



Drugie miejsce - Boska


Pieeeeerwszeeee mieeeejsceeee zdoooobyyył.... PAMPARAMPAMPAM...

TOFIK! W swoim życiorysie Tofik niestety może wpisać pobyt w naszym Schronisku... Na szczęście teraz ma cudowną opiekunkę, z którą się nie nudzi, jak widać.


Ta plątanina tasiemek to taka specjalna uprząż dla Tofika, szyta na miarę! Dzięki temu psiurek może teraz maszerować nie bojąc się o obtarte pachy!

Fajnie było i niektórzy nie mogą się doczekać następnych zawodów! Chociaż chyba każdy ma nadzieję, że nie będzie jednak aż tak upalnie, a jak będzie, to niech chociaż w lesie będą baseniki z wodą! No bo wykopanie kilku stawów chyba będzie za dużym problemem...

Noo, a ja zacznę ćwiczyć... od jutra...

- Buulbaa... mówiłaś tak już jak były Dni Otwarte i pisałaś o Azie i Drapku...

- no wiem... ale od jutra biegam! ...od jutra... tak... trzeba być wysportowanym, z dobrą kondycją, ludzie lubią widzieć, że się pies dobrze trzyma. Nie można się lenić, "pies" równa się "energia"! Wiatr w uszy, przebieranie łapami, pokazywanie, że jest się gotowym na szaleństwo! Prawda, Heda....


- Hedar! ja tu mówię o energii a ty nawet nie wstaniesz do miski!


- ...hę? coś mówiłaś? miska mi się obijała o wieszak, to nie słyszałem...

....