Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bulba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bulba. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 kwietnia 2015

O szczęściu bez psio-psilisowych żartów!

Ponoć dzisiaj jest jakiś PSI-ma A-PSI-lis... Jakoś tak... Już mi dzisiaj próbowali wcisnąć, że mam kolejnego siwego włosa i brudne kudełki na lewym boku, a Hedarowi wcisnęli, że kolacji nie będzie przez miesiąc jadł, bo za dużo waży. Nie z nami te numery! Ale byście widzieli, jakie wielkie oczy mu się zrobiły...

Ja samą prawdę będę pisać, żadne tam, że od dzisiaj wszystkie psy będą nosić skarpetki i pilnie poszukujemy dzwoneczków na kocie ogony. Chociaż mogłabym... aaaaaleee nie! Zbyt dobry humor mam!

BOOOOO....

Przebiłam Bulbę!!! To niemożliwe!!! W marcu było ponad 6000 (ponad SZEŚĆ TYSIĘCY) wyświetleń bloga! AAA!!!!! To o tysiąc więcej niż miała Bulba!


Wasza najukochańsza Sonieczka DZIĘKUJE z całego psiego serducha!

To nie jedyna dobra wiadomość! Ooootóóóż.... Do domu pobiegł Świdro! Było tutaj o nim nie raz. Piękny, puchaty, mięciutki, bezłapy...


HA! Żart! Kto się nabrał!? Świdro oczywiście miał łapki, tylko tak się lubił kłaść po kociemu...


Jeszcze jedno Świdra wyróżniało. To, że tak od razu nie pokazywał, że jest pocieszny i sympatyczny. Ot musiał sobie trochę pokłapać zębami na początku znajomości, musiał sprawdzić, czy ktoś jest wart tego, żeby zamerdać na jego widok ogonem.

Pewnego pięknego dnia, pewna para zobaczyła Świdra... I to była miłość od pierwszego wejrzenia. Przynajmniej od strony dwunożnych... Ona miała kiedyś podobnie umaszczonego psa, On natychmiast powiedział, że Świdro będzie ich, ten i żaden inny. Oczywiście, że Świdro przy pierwszym kontakcie próbował użyć zębów! Aaaaleee jak tylko zobaczył, że On się nie zraził zupełnie, że tak czy siak CHCE go poznać i to najwyraźniej coś poważniejszego... Świdro zakochał się w jednej chwili! Później kilka razy spotykali się w schronisku, gdzie radości na spotkaniach końca nie było! Aż nadszedł wielki dzień i wszyscy podreptali do domu.

Dostaliśmy filmik. Należący do tych, które powodują szczerzenie się u ludzi, a u psów obijanie ogonem ścian! Sami zobaczcie, Świderek czeka na pańcia, a potem...

(tutaj powinien być filmik, mam nadzieję, że się wyświetla, starałam się bardzo, żeby był...)

Jedna nasza, która Świdra znała prawie od podszerstka i pomagała w zapoznawaniu, poryczała się ze szczęścia, jak to zobaczyła... 

Szczęście!

Nie tak dawno też poszczęściło się takiemu jednemu dużemu, co to też się zastanawiałam, jak to z nim będzie, bo musi się znaleźć ktoś odważny, kto nie da sobie na głowę wleźć! Baca mu u nas na imię dali, bo to owczarek podcha... nie... podHalański. 


Trafił do nas, jak jakiegoś dwunożnego użarł. Baca w pełni usprawiedliwiony był, ten ktoś nie dość, że szedł od krawężnika do krawężnika, nie dość, że chuch miał mocno nieciekawy... To jeszcze tak się zamachnął butem, że Baca by dostał...ale był szybszy! Zresztą wtedy psisko było też bezpańskie, to lepiej, że trafiło do nas, niż miałby kolejną noc spędzić pod sklepem.

Raz Baca już był w domu, ale się okazało, że opiekun nie dość był pewny siebie, a psisko doskonale czuje, kiedy może sobie pozwolić na zbyt dużo. Jak sobie pozwoli raz, drugi, trzeci, to potem cięęężko jest przekonać psa, że ma swoje miejsce w szeregu trochę dalej niż na przedzie!

Baca do nas wrócił i czekał dalej... Aż pewnego dnia zjawiła się dwunożna. Z daleka. Po Bacę. Nie wiem, czy dzwoniła wcześniej, że będzie, czy tak po prostu wstała rano i zdecydowała się, że jedzie. W każdym razie - przyjechała. Nasi poszli po Bacę. Poznali się, wszystko w porządku. No to na spacer. Kawałek nasi z nią poszli... Ale jak zobaczyli, że tylko tej dwójce zawadzają, zostawili ich samych...

Okrążyli kawał lasu, wracają. Widać z daleka, że Baca idzie wyluzowany, ogonem zamiata na dwie strony, jakby mu pani naobiecywała po drodze stosu mięcha, byle dobrze wypadł!


Później standardowo - Baca poczekał przed biurem, dwunożna podpisała umowę i odebrała jego kartę. Potem wszyscy stali i nie wierzyli. Ta pani naprawdę zaczarowała tego psa! Baca podszedł ze swoją nową opiekunką do samochodu. Pańcia otworzyła drzwi, nasi się pochowali za czym się dało, bo nikt nie chciał Bacy wciągać do samochodu... Ale psisko wsadziło łeb, powąchało, podumało nad rozłożonym kocykiem iiiii wtarabaniło się jak gdyby nigdy nic na tylne siedzenie! Odjechali w siną dal...

Szczęście...

------------------------

A co u Bulby?

(to stare zdjęcie, ale jakże prawdziwie bulbowe!)

Bulbowy pańcio - jeden z naszych stróży - spędza teraz stróżowe noce w schronisku samotnie. Znaczy ze mną i z Hedziem, ale bez tej małej kluski z nibynóżkami siedzącej na ławie w kuchni, ta czeka na niego w domu. Za to jak stróż nocuje u siebie, albo odsypia po pracy - Bulbka śpi razem z nim, bok w bok, ciałko przy ciałku, brzuszkiem do góry, majtając nibynóżkami w powietrzu, kiedy śnią jej się OBCY do przegonienia spod domu... U kogo miałaby lepiej ta niepewna siebie suczka kłapiąca na obcych zębami, która SWOJEMU stróżowi zaufała bezgranicznie zanim jeszcze w jego głowie zakiełkowała myśl, że to właśnie z nim Bulba będzie najszczęśliwszym sierściastym kartofelkiem na świecie...?

...SZCZĘŚCIE...

niedziela, 1 marca 2015

Międzystróżowa miłość. Olaboga, co ja pocznę!

Się narobiło!
Tu Hedar. Hedar pisze. Znaczy ja.

Ja piszę i od razu chciałem zaznaczyć, że nie wiem, jak mi pójdzie. Pójdzie jak pójdzie, trudno. Bardzo chętnie miałbym obok narzekającą Bulbę, ale Bulby... Oj tam, nie umiem tak budować napięcia jak ta ona, ja prosty pies jestem!

Ogłaszam - BULBA WYMASZEROWAŁA DO DOMU!

Bardzo proszę, dowód mam:


Ten pan łaciato-kraciasty to jej ukochany pańcio. A obok, po lewej, taka ciemna plama obok drzewa to jest właśnie Bulbka.

Jak to było? A bardzo proszę, opowiem. 
Bulba stróżem była. Najlepszym z najlepszych. Wiecie, jak się taki człek jeden z drugim czuł nieswojo, kiedy stawiał stopę na kuchennej podłodze i słyszał warkolenie?? Nie widać, a słychać! No i w każdym razie była stróżem. Ja już nie mogłem słuchać tych planów obchodów, a że pójdzie teraz w lewo, a potem w prawo, a jutro odwrotnie, żeby zmylić, a na kuchnię to zajrzy przez okno od strony małego wybiegu... Dzień w dzień... Więc ona opowiadała, a ja udawałem, że słucham. Znaczy słuchałem, ale mi się samo czasem oko przymykało... 

(Bulba by na pewno mnie teraz chciała trącić nibynogą, że mam do sedna zmierzać...)

Czworonożna Bulba stróżowała w dzień, od 8 do 20, a od 20 do 8, czyli w nocy, stróżował dwunożny. Stróży jest kilku, ale tylko dla jednego Bulba czesała wieczorem bródkę i włosy na klacie... Oj co to się działo przy posiłkach i między obchodami! Opowiastki, wymiana doświadczeń i obowiązkowa wspólna kolacja. Zresztą wspólna, nie wspólna, Bulba i tak by się wprosiła... Po prostu wskakiwała na ławę (im brzuchol bliżej siemi był, tym rozbieg był dłuższy. Jeszcze trochę a już od podwórka by musiała się rozbiegać...) i wlepiała te wielkie oooczyyy w talerz.

Pewnego dnia stróż powiedział, że ten mały, sierściasty kartofelek z nibynogami wypełnił jego serce tak bardzo, że on do domu sam nie wraca i koniec! Bulba jak to usłyszała, to jak zwykle powiedziała, że skądś wiatr zawiał, bo jej się oczy spociły, ale raz chociaż mogła się przyznać, że się poryczała ze szczęścia! A co tam! Ja też!!

Klajd poszedł prawie tydzień temu, dwa dni temu Bulba... To ja może...

Ale się rozmarzał jak jakaś psiobaba nie będę! Bulba mi na odchodne zapowiedziała, że jak posta nie będzie, to już ona znajdzie sposób, żebym skutki odczuł...Zastanówmy się w takim razie, kto by do gangu biurowego się nadawał!

Jako pierwszą na liście miałbym... Sonię! Ile można siedzieć na wiacie? Ona już siedzi 10 lat, nie raz o niej pisała Bulba, a przed nią Majka. Już któregoś z kolei kolegę ma. Czas, żeby w końcu któryś ją pożegnał (ale z radością, że idzie na lepsze!), a nie ciągle ona...


Taka misiasta jest! Fajna psiolaska! Czarna, jak ja, niemała (chociaż wiadomo, że ja większy), to by nie tylko na mnie narzekali, że leżę na środku i niby przeszkadzam. (Przeszkadzam, też coś... mówią, że nie dają rady przechodzić, ale chyba nie dają rady przechodzić OBOJĘTNIE, wiadomo, że jestem ZACHWYCAJĄCY!).

Z Helcią byłoby wesoło!


Już sam wygląd sprawia, że mi ogon merda! Ja też mam jedno ucho bardziej leniwe! I za patykami byśmy sobie poganiali... Znaczy ona by ganiała (bo lubi), a ja bym dopingował paszczą.

Tiki zastąpiłaby Klajda! Znaczy nikt Klajda tak do końca nie zastąpi, ale poziom przyklejania się do ludzi podobny mają.


Ktoś, kto miał kiedyś Tiki, podobno miał rękę ciężką i ona często upadała na psa... ale w schronisku się ta psiolaska błyskawicznie przekonała, że u nas ręce tylko lekko opadają, żeby potem przejechać od głowy do ogona, a to nieprzyjemne nie jest na pewno!

Oooo, Sara by nam zdecydowanie podniosła wskaźnik piękności biura!


Jest taka... I misiasta, i skarpetki ma białe w maziaje, i żabot, i okołonosie, ta sierść, ten ogon... Schroniskuje już od sześciu lat, z krótką przygodą w "nowym domu", gdzie miała tylko ładnie wyglądać między pustakami, które miały być jej budą. Żadnego spaceru, nawet po ogrodzie nie miała... Sara nie chce tylko ładnie wyglądać, ona jeszcze niejeden kilometr może przejść! Chociaż dla mnie to ona by tylko wyglądać mogła... Najlepiej gdzieś na posłanku obok... a i na moim mógłbym się posunąć przecież...

Jest jeszcze taka niedawno przyjęta bida - Neska. Krótkołapa, a od głowy do ogona jest serdlem, Opis jakby znajomy... Ale poza tym zupełnie inna!


Ona tę łapę co widać, tę w kropki, ma taką jakąś niebardzo prostą. Neska tak ją stawia, jakby ciągle chciała się rozpychać w tłumie. Widziałem za to jak do ludzi ją ciągnie! Łapa czy krzywa, czy nie, to wcale nie przeszkadza, żeby się wdrapywać do głaskania. No i ta łapa... Mi się prawy nadgarstek wygina, jej lewy łokieć... A ciężko jest znaleźć kompana do narzekania, że tu boli, że chyba padać będzie, bo coś kręci w łapsku. Oooo moglibyśmy wymienić doświadczenia, może ją kręci na słońce?? Bo mnie akurat na deszcz...

Same psiolaski przedstawiłem, to prawda, ale ja psiofacet jestem, toż przecież psiofacetów nie będę zapraszać! Zobaczymy za kilka dni, już są debaty, a dopiero będzie się działo... JA też będę w komisji, wiadomo! Jedna z główniejszych spraw, to żeby się pies (albo psiolaska... psiolaska!) chciał ze mną dogadać. No i ja z nim (z nią! koniecznie!). No i musi ludzi lubić, obowiązkowo! Fajnie też by było, gdyby miała zgrabniejsze paluchy, bo mi się ciężko pisze, zwłaszcza, że nie miał mi kto patyków w łapy wsadzić... Musiałem przemykać obok stróża do kuchni i prosić Tysiaka, a powrót to dopiero był ciężki...

W każdym razie - zobaczymy, jak to będzie, na razie samemu może i spokojniej, ale smutniej.

A teraz spać się położyć muszę, bo rano wstać trzeba wcześnie. Można się spytać - po co ma Hedarzysko stare zrywać się skoro świt! A ja Wam napiszę, jaką zabawę mam co rano!

Rano do biura zaczynają się schodzić pracownicy. Ja wtedy każdemu mówię, że nie byłem jeszcze na spacerze. A powiedzieć potrafię głośno! Oni potem patrzą spode łba jeden na drugiego, bo przecież to pierwsza rzecz, którą się robi, jak się przychodzi do biura - wypuszcza się MNIE na spacer. I każdy to robi sumiennie, bo inaczej wiedzą, że potrafię udowodnić, że coś jednak z pęcherza mogę wycisnąć, nawet, kiedy niby jest pusty. Mimo tego wypuszczenia kilka razy z samego rana, za każdym razem, jak ktoś wchodzi, to ja znów marudzę, że nie byłem... I oni potem do południa ciągle się siebie pytają, czy ja byłem, czy nie, a przy zabawniejszym dniu nawet da się wyczuć, że sami sobie przestają wierzyć.., HA! Taką mamy zabawę co rano! Zwłaszcza jedna taka pani (moja ulubiona!) nabiera się ZA KAŻDYM RAZEM (jak psiolaski kocham!) i zabiera mnie (oraz resztę biurowej ferajny, która się teraz rozjechała po domach...) na kolejny spacer. HA! I ona to akurat naprawdę patrzy na wszystkich bardzo karcąco, i zawsze mówi, że na pewno nie byłem nigdzie. Kocha mnie, to pewnie...

Ech, pójdę szczeknąć stróżowi DobrejNocy...


(Tak, to ja, zostawiam to zdjęcie, żeby nie było Wam smutno, że już nie ma nic więcej do przeczytania... wiem przecież, że rozstać się ze mną ciężko...)

Hedzisław.

niedziela, 15 lutego 2015

O borze szumiący... jesteśmy tacy PIĘKNI!

- Bulbaa, a co ty taka się zrobiłaś... ogonem zakręcisz, łapy w jednej linii próbujesz stawiać, nie gibiesz się, jak kiedyś, przeglądasz się w szybach... nie poznaję koleżanki!

- Ach, bo Hedziu! Takie mi zdjęcia zrobili! Ja nie wiedziałam, że jestem taka PIĘKNA! 

- Siedzisz ciągle w szatni, się nie dziw, że sama nie pamiętasz, jak wyglądasz w świetle...

- Ooooj tam, co ja poradzę, że to najlepsza miejscówka... Poproszę tego naszego majsterkowaciela, żeby mi zamontował jednak lampeczkę pod ławką...

Tak na serio, to odwiedzają nas ostatni tacy jedni dwunożni, Tadeusz i Kamila, z masą jakichś różnych rzeczy to postawienia, powieszenia i leżenia. I oni mają takie czarne skrzyneczki, jak ta nasza fotografka, takie wiecie, wypasiste (czy jak to się tam mówi teraz...). Wiedzą też, gdzie przesunąć, gdzie przycisnąć, jak spojrzeć, żeby potem było tak... ŁAAAŁ.... Czary mary... Się pies nie spodziewa, że jest taki... ujmująco-czarujący... A oni to jakoś tak wydobywają z nas, tak jakoś w tych czarnych skrzyneczkach chyba się tacy robimy... Jakoś przez nie widać więcej, czy jak... W dodatku się super dogadali z tą naszą fotografką (KasiaKa na nią mówią... czy jak... bo u nas dwie Kasie, to ta jest KasiaKa) i jak się zbiorą i zaczną coś o przesłonach, iso, świetle, ostrości gadać... pisałam, że czary mary!

Ja nie będę siebie od razu pokazywać, bo zemdlejecie z zachwytu i nie przeczytacie do końca! Najpierw pokażę...

Moko. Moko jest strasznie rozgadany, ciąąągle by coś opowiadał! A to, że śniadanie było 5 minut wcześniej niż zwykle; a to, że dzisiaj sprzątała ta, a nie tamten; a to, że wolontariuszka była u niego, ta, co biegać lubi... Jak mu zamknąć paszczę? Patyczkiem! Znaczy dla niego patyczek... to ja bym obiema łapami nie objęła, ale najważniejsze, że Moko był przeszczęśliwy:


Butelce też zrobili zdjęcie na spacerze. Ten wzrok, to oko, ten pychol siwy, wzrok taki, że każdy powinien chcieć, żeby się psiur na niego patrzył w taki sposób właśnie...


Nie tylko na spacerach były sesje! Porozkładali się też w domku dla wolontariuszy. Laaaampyyy, tłooo, takie fiufiufiu, profeska! Dzięki temu mamy teraz takie piękne portrety....

Łatek powinien się nazywać Batman! Cały prawie biały, a na oczach i uszach tak mu się zamalowało. Zapozował jak model - wiedział, że trzeba się popatrzeć w to czarne, okrągłe coś, chociaż przerażające... Łatek był dzielny!
 

Sesję miał też Tiger. Jest takim pięknie staruszowo staruszkowym staruszkiem. Portret, że aż mi żuchwa opadła! Zdjęcie do powieszenia na ścianie, nie ma co! Nad kominkiem! Tigerowi kominek do szczęścia nie potrzebny. Wystarczy posłanko w kącie najzwyklejszego pokoju, byle przy swoich, najważniejszych na świecie ludziach...


Nie tylko psy sesjują! Koty też! Jędrzej miał poruszające zdjęcia, kiedy z łapą musiał się pożegnać... Sierściuch jest już w nowym domu!



I Tysiak się załapał na sesję. Tysiak wygląda na takiego, co to wiatr dmuchnie i się pieseczek obali. Takie chucherko, co to czasami łapa się pod nim ugnie. Wygląda jak osiemnaście nieszczęść! Widać zresztą, uszy poszarpane... Ale oczy... Nie da się czasami nic poradzić na to "dowiadczenie życiowe", które "wychodzi na wierzch". Oczy jednak zawsze pozostaną takie piękne, jak dawniej. Tylko czasami więcej w nich smutku i oczekiwania...


Kto jeszcze miał sesję? Wiadomo - MY! Ja i Hedzisław! Oj mieli z niego ubaw...

- Hedar, sesja się zaczęła. Pozujemy!

- HĘ?


- Nie rób min! Pozujemy...

- Ja miny robię... też coś... PFFFF


- .....

- Noo doobra, żartowałem, grzeczny będę...


- A teraz tak na serio!


- Ładnie? Ładnie. Już napstrykali? No. To idę.


Aaaa teeraaaz, przygotować się... Oooootoooo JA, Wasza Bulbeczka w swej własnej, PIĘKNEJ, psioosobie:


Taka to ja jestem. Zgrabna, o pięknej sylwetce dorodnego kartofelka. Talia mi się gdzieś zgubiła, a żebra oglądam tylko na obrazkach i psach, które czasami trafiają do nas z ciężkiego, poprzedniego życia. Ale jestem urocza. JESTEM. I koniec.

A tutaj siedzę. Właśnie, że JEST różnica między tam, jak siedzę, a jak leżę! Kilka centymetrów... ale JEST!


I teraz uwaga, najlepsze zdjęcie zostawiłam na koniec. Tutaj już jestem tak urocza i tak CUDNA, że niektórym może cukier skoczyć. Żeby nie było, że nie ostrzegłam! No.


Oko! Na oko patrzcie! Psia kostka, nie wiedziałam, że mam tak PIĘKNE! Ogromniaste jak spodek od filiżanki, brązowe i błyszczące, jak jaki kamień szlachetny! Po prostu tak mnie to czarne pudełeczko uchwyciło... O rajuśku, tak pięknie... Powiem Hedziowi, żeby mnie podsadził do drukarki, wydrukuję sobie i powieszę pod moją ławeczką...

Te wszystkie zdjęcia to jeszcze nie wszystkie! Kamila i Tadeusz, czyli Kamvis (taka nazwa ich studia!) porobili duuużo więcej zdjęć i jeszcze będą robić. Z każdego wydobędą to COŚ, co może nie zawsze jest widoczne dla każdego... Robią to dla nas, bo kochają zwierzaki, bo sami mają dwa psy (w tym ponad 16-letniego Szafirka adoptowanego 16 lat temu z naszego schroniska), wiedzą, jak podejść, mają Cierpliwość w sobie, celowo przez duże C!

Dwunożni dziękowali pewnie nie raz, ale nie wiem, czy który czworonożny był tak kulturalny... więc z tego miejsca  D Z I Ę K U J Ę  w imieniu wszystkich zwierzaków! I nadzieja w nas rośnie, bo dzięki takim zdjęciom na pewno ktoś się w nas zakocha...

niedziela, 10 sierpnia 2014

Bądźcie oryginalni, adoptujcie kundelka

...biegnę po łące... uszy mi rozwiewa... i zaraz jeszcze...

DDRRRRYYYŃ... niech to Tyson! aa, odebrał ktoś, cisza jest... przykładam głowę do posłanka... chhrrr...

...biegnę po mchu, łapeczki mi się zapadają... i już zaraz...

DDDRYYYYYYŃŃŃ...

...PSIA KOSTKA! Pójdę jednak sprawdzić, co mi spać nie daje!

...posłuchałam, posłuchałam i nie pojmuję... Dlaczego w tych czasach ludzie nie chcą być oryginalni?? Każdy ma inny kolor telefonu, kobitki w jednej kiecce się nie pojawią na dwóch imprezach, a jak dwie mają tą samą bluzkę na spotkaniu, to są gotowe się obrazić na wieki!

- Buulbaa, a my jakiś sklep z ciuchami otworzyliśmy...?

- nie sklep z ciuchami, ale posłuchaj...

Ze dwa tygodnie temu trafiła do nas suczka Tadka. Rasowa! Z tatuażem!

Oczywiście schronisko zaczęło wydzwaniać i szukać właściciela, a ludzie... zaczęli wydzwaniać do schroniska, bo mogą ją przygarnąć teraz, zaraz, natychmiast, już buty zakładają!

Oczywiście trzeba poczekać dwa tygodnie, bo tyle czasu ma właściciel na odebranie zguby, ale lista chętnych się wydłużała z dnia na dzień.
- bo mam już yorka i umiem się zajmować!
- pasowałaby do kolekcji, mam jeszcze shih-tzu!
- jest taki kochany i słodki! chętnie przygarnę!

...a kundelki słuchają, jak się ludzie biją o rasowce...

Kilka dni temu weszła do biura pani z wielką futrzaną poduszką. Znalazła! Futrzasta siedziała na drodze i nie wiedziała co robić, to wzięła. Po postawieniu na podłodze okazało się, że poduszce wyrosły nogi i jakiś język się wystawił... Toż to pies! Suczka znaczy...


Grzeczna, cichutka, dostała na imię Serduszko. Na głowie kolorowe gumki, spinki. Włosy wyczesane, musiała być czyjaś! Zaraz w internet poszło zdjęcie, że Serduszko czeka na właściciela w schronisku. Wiecie, że nie minęło 10 minut a rozdzwoniły się telefony??
- nie wiem, kto jest właścicielem, ale ja mogę być!
- jakby co, to ja adoptuję!

Po kilku godzinach do schroniska przybiegła dziewczyna po swoją zgubę. Serduszko okazało się być Fifką i ma baaardzo kochającą właścicielkę! Tylko koledze dała psa na chwilę, a kolega jakoś tak chyba nie zajął się Fifką odpowiednio... Najważniejsze, że ogonek suczce na wszystkie strony chodził tak, że ledwo było go widać! Szczęśliwe zakończenie dla psiny, ale przecież już tworzyła się kolejka, już na listę chcieli się wpisywać...

...a kundelki słuchają, jak się ludzie biją o rasowce... Chociaż tutaj się okazało, że Fifka nierasowa, że nawet nie była shih-tzu, jak podejrzewaliśmy... czy to ważne jednak...?

Wystarczy ogłosić, że w schronisku jest york czy shih-tzu, od razu kilkanaście rodzin jest gotowych na adopcję psa. Już mają kąt do spania, już miskę biegną kupować, już widzą siebie z czworonogiem przy nodze!

Dlaczego nie dzieje się tak, kiedy do schroniska trafia staruszek??

Byłoby pięknie! Wyobraźmy sobie...

"Trafił do nas staruszek Gajowy...

Niby wiekowo nie stary, ale posiwiały trochę i taki bez energii... Siedzi tylko w budzie, bez ruchu, zrezygnowany zupełnie. Daje sobie przemyć oczy i wtedy tylko mruczy "nie odchodź, tak fajnie jest... tak posiedźmy teraz... przemywaj pół dnia, tylko siedź ze mną...".

Zaraz po ogłoszeniu rozdzwoniły się telefony!
- mam wprawę z przemywaniem oczu, miałam już psa z takim problemem!
- kocham cocer spaniele, będzie mi pasował do kolekcji, mam już dwa!
- urzekł mnie! straciłam czworonoga, przygarnę go!"

Byłoby pięknie, prawda? Nikt jednak nie dzwoni...

Albo Habib... Ma chyba ze 120 lat! Nie widzi, ale nos ma sprawny i wszystko sobie wywęszy, zwłaszcza szuka zapachu człowieka, bo człowiek najlepszym przewodnikiem takiego ślepaczka...


Nikt nie przybiegnie i nie powie:
- kiedy mu się skończy kwarantanna?? Jak najszybciej chcę go zabrać, niech nie siedzi za kratami!
- kocham psie staruszki! Tylko takie przygarniam i mają u mnie cudowne życie!

Nie ma takich telefonów...

Może psy kudłate ludzie chcą??  Bardzo proszę! Szakla!


Nieduża? Kudłata? Wszystko się zgadza! Do tego radosna, przyjacielska, do zabaw pierwsza! I ma te kudełki śliczne, które też strzyc można. Nie ma jednak napisane "w typie shih-tzu" i od razu niewidzialna!

Bądźcie oryginalni, adoptujcie kundelka! Wiecie ile razy usłyszycie "a co to za rasa?? taki ładny!". Wy wtedy będziecie dumni, że macie jedyny na świecie taki egzemplarz! Kundelek będzie dumny, bo przecież w schronisku marzył, żeby się okazało, że jest rasowy. Żeby też tworzyła się lista rodzin, które chcą go zabrać...

- Buulbaa... co ta klawiatura taka mokra?? rano coś działać nie będzie i awantura gotowa!

- ee... ja nic... bo przecież jak ktoś chce malutkiego yorka... bo ma być malutki piesek... przecież nie ma mniejszego psa niż ja... [chlip...] Przecież ja się wszędzie zmieszczę, wystarczy mi ma... [chlip...] malutkie posłanko, w kąciku...


no nie mam długich włosów, nie zrobią mi ki... [chlip...] kiteczki na głowie i co? przez to gorsza jestem...? [chlip...] że burczę? no burczę trochę, ale z przekory... ja ko... [chlip...] kochana jestem, na grzbiecik się wywalę do drapania... jak kogoś poznam, to umiem być kochaną Bu... [chlip...] Bulbeczką...

Tyle rodzin jest gotowych na psa, kiedy w schronisku jest york czy shih-tzu, ale kiedy pies znajduje dom - nagle nikt już przygarnąć przyjaciela nie chce... Nikt nie powie "nie macie yorków? no trudno, przyjadę, może inny psiak mi się spodoba!"...

...nikt tak nie powie... a kundelki słuchają, jak ludzie biją się o rasowce...

środa, 18 czerwca 2014

Nienajlepszy, bulbowy dzień... ale jerzyk rozwiał smutki!

- Buulbaa, wyjdziesz dzisiaj spod tej łaawyy?

- NIE!

- ale Buulbaa, no nie przesaadzaaj, wyyjdź, bo mi nuudnoo...

- NIE!

- ech, a jak przyjdę tam do ciebie, to mi opowiesz co się stało?

- .....opowiem...

Zaczęło się od tego, że rano przyszła do mnie ta nasza fotografka. Bynajmniej nie po to, żeby mi zdjęcia zrobić, ale przyniosła ze sobą jakieś zgrzebło i powiedziała, że ona ma już dość zamiatania takiej ilości moich kłaków, więc trochę ich wyczesze nie czekając, aż oblezą wszystkie kąty biura... No jak to tak! JA, taka WAŻNA, mają się mnie bać! A ona ze mnie zrobiła taką dwa razy mniejszą, wygładzoną, uczesaną Bulbkę! Brakowało mi tylko spineczki z różowym motylkiem obok ucha!

Jakiś czas później, robiła mi sesję. Chyba, żeby mnie obłaskawić, ale niedoczekanie! Cóż, chyba wystarczająco widać moje zniesmaczenie...


To nie wszystko! Strachu też się najadłam! Bałam się, że ktoś jeszcze zauważył to co ja i już niedługo będę się cieszyć posadą Głównego Stróża...a to było tak...

Dwóch panów przyniosło na rękach suczkę, znaleźli ją gdzieś w lesie. Kilkumiesięczna, całkiem ładna, uszy kudłate, łapy dłuuuuugieee jak mój grzbiet.


Ona się nie bała wcale! Jak jej zdjęcia robili, to ona wcale nie kładła się na ławce, wcale nie interesował jej aparat! Tylko wyciągała szyję, na ile jej kręgów wystarczyło, i gapiła się to na lewo, to na prawo, byle coś wypatrzeć! Psy szczekały, ludzie chodzili, a ona każdy dźwięk chciała sprawdzić, każdego człowieka obwąchać i przywitać, wszędzie pobiec! Do tego co chwilę odszczekiwała! Dostała na imię Afera. Przestraszyłam się solidnie, że ktoś pomyśli, że jest lepsza do stróżowania niż ja! Bo ona wyższa, to więcej wypatrzy... Pstro w głowie ma, ale nie wiadomo... Caaałeee szczęęęścieee, po dwóch dniach poszła do nowego domu. UUUFFFF....

- widzisz, Buulbaa, wystarczy się wygadać porządnie, a ty dusisz w sobie i potem burczysz pod ławą...

- wystarczy też znaleźć małe, dzikie zwierzątko, żeby odnaleźć w sobie kawałek pasji! Po kilku dniach wszystkie stresy mi przeszły dzięki... jerzykowi!

- piszesz w takim poważnym miejscu, to używaj chociaż słownika, takie błęędyy...

- Hedar, nie ja powinnam oglądać słownik, ale ty atlas przyrodniczy! Nie chcę pisać o kolczastym z długim ryjkiem, ale o małym ptaszku.

Napisał do nas pewien pan z zapytaniem, co ma zrobić z ptaszkiem jerzykiem. Trzy dni temu zauważył, jak ten się topił i udało mu się go uratować. Kiedyś był niedaleko taki ośrodek dla dzikich zwierzaków, ale niestety już nie funkcjonuje. Na szczęście jedna pani, która u nas się opiekuje czworonogami powiedziała, że może zająć się takim pierzastym. Ten pan znalazca stwierdził jednak, że tego jerzyka to on odda za trzy dni.

Hmm... Zdziwiliśmy się, bo już go ma trzy dni i każdy myślał, że on ciągle szuka pomocy, a tutaj się okazuje, że wcale mu nie spieszno z oddaniem ptaszorka!  Karmi go, a niedługo zacznie uczyć go latać!


W takim razie - myślimy - na pewno Pan Znalazca jest miłośnikiem ptaków. A skąd! Pan na ptakach się znał średnio, ale wszystkiego sobie poszukał, popytał, kupił jerzykowi robalstwo do jedzenia, wyczytał, że to młode ptaszę jeszcze i dopiero się latać będzie uczył. Szukał dla jerzyka nowego miejsca właściwie tylko z powodu wyjazdu na wakacje, inaczej by się nim zajmował dłużej. Pod uwagę brał jeszcze zabranie skrzydlatego ze sobą, a nawet... odwołanie wyjazdu! Zanim jednak jerzykowy Opiekun wyjechał - ptaszę, po tłusto-robalowej diecie, nabrało sił, nauczyło się latać i odleciało w sobie tylko znanym kierunku.

Pozornie kiepsko to wszystko wyglądało, ale...
Afera zyskała nowy dom, a nowy dom Afery zyskał zwariowanego, świetnego stróża.
Opiekun jerzyka znalazł w sobie ornitologa, dzięki temu jerzyk zyskał drugie życie, a miasto zyskało najlepszego na świecie owado-zjadacza.

- Buulbaa, a ty? przyznaj się, lepiej ci bez tylu włosów...

-.... no dobra, przyznam, że jest mi teraz super-extra-chłodniej! chociaż czuję, że znów mi jakiś kłaczor wyłazi zza ucha, HA! zaraz go zrzucę pod krzesłem fotografki...

niedziela, 27 kwietnia 2014

Mały Wielki Stróż

Khem, no to ja. JA. Bulba!


Przywieźli mnie któregoś dnia do Schroniska. Troszkę posiedziałam tu, troszkę tam... Ale w końcu poznali się na mnie, a jakże! Pilnowałam bramy, miałam swoją portiernię, elegancko, osobny boks przy furtce. Nikt nie mógł przejść niepostrzeżenie. I poznali się! Zobaczyli, że tam się marnuję, że muszę wyższe stanowisko mieć! I teraz nie pilnuję bramy, ale BIURA! Bo tam sami ważni siedzą! Jest Kierowniczka... kierowniczkę to lubię bardzo. Może to czyta, to niech wie, że ją kocham! Kierowniczkę trzeba kochać, bo przecież jeszcze zarządzi, że dostanę pół kolacji albo więcej nie zobaczę gotowanego kurczaka... Jeszcze jest taka lokowana  paanii... Ja ją uwieeelbiaaam, bo ona jest taka fajna dla mnie! I te loki ma... nie mam takich i tych loków to jej zazdroszczę...  i taka jeszcze jedna co biega od komputera do psów i zdjęcia robi i znów do komputera... Jeszcze się trochę doprzymilam i może mnie zabierze na jaką sesję!

- pfff, ale powiedz, żeby trawę skosili, bo ci nóg nie będzie widać hłe hłe...

- Hedar! No bezczelność! Idź lepiej sprawdź czy bratki rosną! O czym to ja miałam... aa wiem:

Takie biuro to nie w kostkę dmuchał! Takie poważne miejsce! Już ja im przypilnuję! Pierwszego i drugiego dnia to przychodził jakiś facet nocami, chciałam przepędzić! Niby mówili, że to stróż, ale po co drugi, skoro jestem JA!? Ale potłumaczyli, że nocami muszę spać, bo w dzień trzeba mieć siłę... No to niech sobie stróżuje w nocy. Ale jak tylko wstaję to go wyganiam, dwóch jest niepotrzebnych! Aaa, a jak trzeba to i szatni popilnuję. Lepiej nie podpadać tym, którzy miski roznoszą, to stara życiowa prawda...

- Bulbaaa, ale tak w ogóle co ty tu piszesz, Majka była przecież, i Tyson się wymykał do pisania, czemu tutaj tłuścisz tymi paluchami!

- Hedziu, bo to było tak... Ja spać nie mogłam jak mi ciągle coś stukało nocami. No jakże tak można nocami nie dawać spać, ja przecież całe dnie nie mogę sobie pozwolić na zamknięcie choćby oka! A ta dwójka mi klepała nocami, znaczy widziałam jednego psa a klepało jakby dwóch, no maasaakra... No to chodziłam i chodziłam i stukałam w ścianę "CISZEJ! PSIA KOSTKA!". W końcu przestało stukać, błoga cisza! Potem pojawił się problem, bo Kierowniczka jakaś zgaszona, tej lokowanej już się loki ze zgryzoty prostowały (piękne te loczki ma...), na papierosa chodzili częściej. Coś mówili, że jakaś Majka pestków czy postów nie przysyła i że jak to tak pusto... No to jak tak namieszałam... Koszmarnie się przyznać do błędu, ale jak wspominałam, Kierowniczki nie można denerwować... Którejś nocy poprawiłam obrożę, próbowałam naślinić trochę grzywkę i polokować, ale ostatecznie nie wyszło; i poszłam do Tysona. Tyson mnie obszczekał, że nie mam szacunku dla starszych, że Majka, że Duch, że Patron Schroniska, że jak to tak, że mi coś skądś powyrywa jak zaraz nie przeproszę...


Dłuuugo to trwało i Majka dała się przeprosić i nawet jak tak troszkę porozmawiałyśmy PO BABSKU, to nawet odetchnęła, że zostawia Schronisko pod dobrą opieką. Ona ponoć mieszka w takim fajnym miejscu co się nazywa "Za Tęczowym Mostem" często jednak tutaj bywała, bo się obawiała jak sobie poradzimy. Tyson mi potem powiedział, że Majka nad ranem jak odlatywała to tak szybko i tak lekko jakby jej ktoś przed nosem 5kg kiełbasy trzymał! Wreszcie może zając się sprawami zamostowymi, tam przecież też jest potrzebna. Z takim doświadczeniem!
- i co, Tyson nie chce pisać sam?
- nie, Hedi, Tyson bez Majki nie chce, a poza tym wiesz... on ma taką paszczę jakąś taką..... no nie czułabym się komfortowo, wiesz... "a dlaczego masz takie wielkie zęby...?", te sprawy, rozumiesz...

Poradzimy sobie, jeszcze zagadam Kotencję, może przyniesie czasami jakieś wieści z kuchni. Bo w końcu u nas dużo się dzieje! Co rusz jakiś zwierzak przychodzi, z historią smutną albo bardzo smutną... I co jakiś czas wychodzi ze swoim nowym człowiekiem i historia ma szczęśliwy koniec. Albo wolontariusze mają szkolenia, czasami z psami, jak ostatnie zawody O-Rally. Jeszcze o nich napiszę, tylko się dowiem od psów które się tam uczyły. Mnie nie wzięli, zbyt zajęta byłam akurat...
- pff, Buuulbaa, przecież jak ciebie szkolić skoro nie widać czy stoisz czy siedzisz hłe hłe hłe... a przeszkody? Chyba dołem byś przeszła z podniesioną gło...
- HEDARZE, IDŹ ZOBACZ CZY NIE MA CIĘ NA PLACU!! Co za psisko.... Zazdrości, że się na każdym posłaniu mieszczę..... Bo Hedarowi wszystko straszne urosło, ale on nie chce się w lustrze przejrzeć i chyba o tym nie wie...

ekhem... nooo iii mamy też różne akcje i zbiórki i trochę się dzieje! Ja WIEM, bo przecież biura pilnuję, to słyszę. Tymczasem muszę już skończyć  pisanie,to bo już grubo po północy a przecież rano muszę wstać wcześnie, stróża zmienić...