...i wcale mi nie chodzi tylko o to, że buda ma być porządna! Znaczy ma być jak najporządniejsza, ściany podwójne i takie białe coś, co jak się gryzie to się robią kuleczki musi być między ścianami; dach ma być też gruby, a otworek taki, żeby się pies przecisnął bez problemu, ale bez przesadnego luzu; na zimę powieszony dywanik albo coś innego podobnego, żeby nie wiało, a w budzie duużo sianka czy słomek, w które się można zakopać, żeby ciepło było. Taka powinna być buda, jeśli już pies musi w niej mieszkać.
Zwykle jeszcze wokół tej budy jest taka siatka, żeby zwierz po całym ogrodzie nie chodził, się to kojec nazywa. I ważne jest, żeby nie stawiać tej siatki za mało, żeby ten psiur mógł jeszcze trochę pochodzić tam, a nie tylko dwa kroki na zachód, dwa na wschód i jeden na południe... Jeszcze o dachu wspomnę, bo być musi, żeby deszcz nie padał, żeby słońce nie prażyło iii żeby pies nie uciekł też, jak który jest wspinający.
Nnoo.. tyle wykładu na początek, ale to koniec nie jest! Przedstawię teraz psy mieszkające u nas, które mogłyby mieszkać w takim kojcu. Mają odpowiednie futro i w ogóle... Jak się nie znajdzie żadne mieszkanko ani żaden domek, w którym mogłyby mieć posłanko swoje... to trudno, kojec też dobra rzecz, jeśli się nie zapomina potem, że tam mieszka zwierz, który uwielbia kontakt z człowiekiem!
Na przykład Helcia. Została zabrana z terenu firmy. Znaczy byłego terenu, bo firma była z Helcią a potem firma wyjechała w dal siną, a Helcia... nie. Mieszkała tak sobie w samotności miesięcy kilka, aż zupełnie przypadkiem nasi się dowiedzieli i Helcię zabrali. Słusznej postury to psiolaska, futerko też ma nie byle jakie...
...i dobrze widzicie, zakochana w patyczkach po uszy! Mogłaby mieszkać w porządnej budzie pełnej sianka, ale jej opiekunami muszą być ludzie, którzy będą zabierać Helcię na poszukiwania patyczków, żeby mogła je sobie poznosić wokół budy i żeby miała co robić, jak akurat pańciostwo pójdzie do pracy, czy coś. Nie dla niej siedzenie w samotności i kompe... koten... k o n t e m p l a c j a. Zresztą jak ktoś przez okno zobaczy, jak Helcia do zabawy patolkiem zaprasza, to na pewno wyjdzie się przyłączyć!
Albo inna psiolaska - Lidka. Nieprzypadkowo była w poprzednim "miejscu zamieszkania" nazywana Miśką!
Taka psiolaska, że popatrzeć miło! Ze mnie też żaden chart, to i popatrzęc lubię na pełniejsze kształty... Lidzia jest przyzwyczajona do dłuuugich spacerów, do biegania (a jednak!), lubi się porządnie wyhasać. Nie dla niej jakieś tam chodzenie wzdłuż płotu i szczekanie tylko. Trzeba na spacer wziąć, wymiziać, wydrapać, wygłaskać każdego dnia. Inaczej pies zamienia się w smutasa, a przecież nie po to bierze się zwierza, żeby tylko potem smutno w kojcu wyglądał i było żal, prawda? Oczywiście, że są tacy, co to firanki zasłonią i udają, że im nic nie umiera w samotności, ale o nich dzisiaj nie piszemy...
Do kolekcji mamy jeszcze Duala! Och, bo to mało ludzi się nim zachwyca?? Przystojniak, że ja się mogę tylko schować!
Psiolaski do niego wzdychają, co trzecia ma jego zdjęcie w budzie! I jaki jest haczyk w Dualu, że wciąż czeka na dom? Taki, że trzeba mu obiecać, że pies się nudził nie będzie. Dual nie znosi nicnierobienia, nie dla niego siedzenie w kojcu! No chyba, że po porządnym spacerze, takim, że futrzak ledwo człapie łapa za łapą - wtedy okej, grzecznie daje się zaprowadzić. Ale jak Dual uznaje, że jeszcze nie koniec spaceru, to trzeba wracać na kolejną przebieżkę! Za to się nauczył pięknie przy rowerze biegać! ...to taka mała podpowiedź dla tych, którzy szukają psa do tego typu rozrywek!
Czy te psy nie nadają się do mieszkania w domu? Oczywiście, że się nadają! Helcia czy Lidka na pewno z wdzięcznością będą trzepotać rzęsami za każdym razem, kiedy spojrzą na swoich ludzi! Dual? Pewnie też by się zamienił w kanapowca, aaaaaleeee oczywiście pod warunkiem, że minimum 3 godziny się przebiegnie jednak! Opisałem te czterołapy tutaj, bo jednak jeśli by się znalazły super budy przy super domach z super ludźmi, to by nasi jednak pożegnali się z nimi i życzyli powodzenia na nowej drodze życia...
Jeden jest pies, który może mieszkać na dworze, powinien wręcz i w domu jednak się nie widzi... Oto Tyson. Kiedyś pisał nawet tutaj co nie co, ale go Bulba wyrzuciła...
Tyson to całkiem fajny pies. Jest średniej wielkości, jest inteligentny i bardzo oddany ludziom, których dobrze pozna. On w odróżnieniu od pozostałych prezentowanych dzisiaj czterołapów ma krótką sierść, a jednak polecany jest do niego kojec... Tysona roznosi energia! Żaden ptaszek nie może obok niego przelecieć zupełnie na luzie, żaden zwierz inny, młodsi dwunożni też nie do końca mogą się spoufalać... Taki to psiur potrzebujący silnego na zewnątrz i od środka człowieka! Wolontariusze zrobili kawał dobrej roboty i Tyson jest już mniejszym postrachem niż kiedyś, ale jednak trzeba pamiętać o drzemiącej w nim sile. Nie będzie czuł się dobrze zamknięty w domu... Tyson jest na takiej liście specjalnej o nazwie "Szukające Miłości Staruszki". Teraz jest zdrowy jak ryba, koń, rydz, czy co tam jest w tym przysłowiu... Ale gdyby coś kiedyś, to nasi pomogą w leczeniu! Jak się dobrze pogada, to może pomogą też w budowie kojca...? Wszak porządny, duży kojec to jedno z wymagań dla przyszłego opiekuna! Ech, oby się ktoś znalazł gotowy na Tysona, którego Tyson też by polubił... Bo on czeka na dom już 8 lat... W tej chwili jest stażowym rekordzistą...
Budę i kojec objaśniłem na początku. Teraz powiem, że dobra miejscówka to nie wszystko! Trzeba pamiętać, że pies będzie się w nim zwyczajnie... nudził... Nie dziwne przecież, przecież dwunożni muszą też mieć te wszystkie fony, tiwi, plejstejszony czy coś, bo inaczej też nie wiedzą, co ze sobą zrobić i wcale się dobrze nie czują! Pewnie, że jak jest lato, wiosna, jest ciepło, pięknie i słonecznie, to ludziska dużo czasu spędzają na dworze, czterołap ma otwarty kojec, może przyjść na głaski, podrzucić patyczka czy zabawkę, zachęcić do spaceru, jest masa możliwości! ...a jesienią i zimą? Wiatr zaczyna miotać suchymi liśćmi, robią się zawieruchy, przymrozki, chlapa... Bywa mniej przyjemnie wtedy. A pies wciąż tak samo czeka na kontakt. Tak samo jak wiosną czeka na spacer, tylko zamiast w ciepłym słońcu - może w jesiennym wietrze, ale jednak są to chwile inne niż cały dzień w budzie wyczekując na jakieś urozmaicenie! W chłodne dni wcale nie mniej chce się przytulić, wręcz bardziej! Rozgrzać się wewnętrznie, porobić coś razem, poszaleć, zmęczyć się! Żeby potem wrócić do ciepłej budy i poczekać na kolejne wyjście za bramę...
Podsumowanko, bo już się zacząłem rozpisywać...
Nie możesz mieć z jakichś powodów psa w domu, ale chciałbyś mieć czworonożnego przyjaciela? Postaw porządną budę w zacisznym miejscu, jeśli musi być kojec - niech będzie taki, żeby zwierz mógł tam się przespacerować jednak, a nie tylko mógł zrobić kółko wokół własnego ogona... A później moja gorąca prośba. Taka gorrrrąąąąca bardzo, parząca wręcz.... Nie zapominajcie o czworonogu, kiedy dni robią się chłodniejsze...
One w mróz i zawieruchę tęsknią za Wami tak samo...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helcia. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 listopada 2015
niedziela, 28 czerwca 2015
Patyczkowi pasjonaci!
Dzień Dobry! Tu znów ja! Wasz najulubieńszy ostatnio pisaciel bloga! Próbowaliśmy z Dżokejem i Filim, żeby może sami tworzyli, zgodnie z ostatnią biurową tradycją, ale Dżokejowi się literki już rozmazują, a Fili chciał pisać wyłącznie o sobie i ani myślał opisywać cokolwiek innego... Poza tym pchał się z łapami i zadem na klawiaturę, żeby spróbować czy się leży wygodnie... Zostanę więc tutaj na jakiś czas, chłopaki się zgadzają! Znaczy z Dżokejem się od razu dogadałem, a Fili musiał się posłuchać, bo inaczej poznałby taki sam zestaw zębów, jak psiowet ostatnio, tylko ze znacznie bliższej odległości...
W każdym razie, jak się już wszystko poukładało, mogę przejść do tematu. Dzisiaj będzie o patyczkowych pasjonatach! Ja osobiście NICZEGO nie widzę w patykach... Znaczy widze jedynie to, że muszę łapeczki podnosić wyżej, a czasami to i nadrobić drogi, żeby ominąć jakiś, bo niewysoki taki jestem... Przejdźmy jednak do rzeczy! Kogo mamy w ketageorii patyczkolubnej?
Na pewno Helcia!
Dlaczego ona jeszcze siedzi?? Właściwie mieszka najbliżej bramy z nas wszystkich, widzi ją KAŻDY, kto wchodzi czy wychodzi ze schroniska, ona widzi każdego i patrzy tęsknie... Nie pokazuje tego, bo każdy, kto zobaczy Zandi, bardziej dopatrzy się przepozytywnej suczki, która lubi dwunożnych i wszystkie fajne rzeczy, jakie się z nimi wiążą! Na spacer zawsze jest chętna. Patyczka nigdy nie odmówi. Do głaskania pierwsza. Pies marzenie! I czeka już od roku na dom...
Były dwie psiolaski, czas na płeć męską! Pierwszy będzie Moris. Malutki, pocieszny, zarażający radością tak, że nawet jakby człowiek chciał się złościć na niego i chociaż trochę skorygować jego zachowanie, to niestety... Nie da się, bo się tylko dwunożni chichrają w środku!
Biedul trafił do nas tak, że do schroniska przyszedł właściciel z psem, a wyszedł już tylko właściciel... Nie chciał Biedula i koniec, nawet się nie dowiedzieli nasi, jak miał na imię, nic... I szukajcie takiego pseudo-opiekuna w świecie, jak okruszków w trawie! Bez dobrego nosa nie ma szans, a nasi mają dużo gorsze niż psiejskie, co poradzić... Biedulek siedzi więc u nas i czeka na zdecydowanie lepszego człowieka.
W związku z tym, że to temat patyczkowy, bardzo proszę! Biedul na patykoflecie umie grać, a jakby tego było mało, to jeszcze na plecach!
Taki to śmieszny zwierz! I skakać umie pod niebo samo za patolkiem! Pojętny przy tym bardzo, więc jakby ktoś może chciał sobie z nim po torach takich specjalnych dla psów pobiegać, to pewnie Biedul by dał radę, tylko trzeba by podszkolić, żeby wiedział, kiedy skakać, a kiedy biegać prawo-lewo i takie tam inne, co ja średnio wiem, bo mnie by nigdy nikt nie zabrał na takie zawody, chyba, że jako ruchomą przeszkodę...
I taki pozornie nijaki Biedul, nie za duży, nie za mały, nie za kolorowy i nie za czarny. Ot, kundelek. Cała nadzieja w tym, że ktoś zobaczy go w "akcji" i stwierdzi, że takiego właśnie agenta potrzebuje, bo mu za nudno w życiu, a widać, że z takim psem nudzić się nie da! Nawet jak prąd w domu wysiądzie, to Psianimal Planet zawsze dostępne na żywo!
Tyle na dzisiaj, chociaż u nas to duuużo, dużo więcej jest tych chętnie-biegających za czymkolwiek, co można rzucić, pobiec za tym i przynieść... i nie oddać zwykle... Komu brak takiej czworonożnej radości, zapraszamy do schroniska! Można codziennie innego patyczkowca brać na spacer, sprawdzać, czy to ten jest idealny, czy może jeszcze nie ten. Nie zawsze coś zaskoczy, nie trzeba się zrażać! Prędzej czy później z którymś psiurkiem na pewno...
Zapraszamy! Czekamy...
W każdym razie, jak się już wszystko poukładało, mogę przejść do tematu. Dzisiaj będzie o patyczkowych pasjonatach! Ja osobiście NICZEGO nie widzę w patykach... Znaczy widze jedynie to, że muszę łapeczki podnosić wyżej, a czasami to i nadrobić drogi, żeby ominąć jakiś, bo niewysoki taki jestem... Przejdźmy jednak do rzeczy! Kogo mamy w ketageorii patyczkolubnej?
Na pewno Helcia!
Nie można jej nie polubić, jest ogromnie pozytywna! Nasi to zauważyli od razu, jak tylko pojechali tam, gdzie sobie mieszkała przed schroniskiem. Plac pusty, jakieś resztki się walały po dawnej firmie, a na środku, bynajmniej nie resztkowa suczka przypięta łańcuchem do budy... Nasi podeszli, a Helcia zaraz ogonem na prawo i lewo, miziać się zaczęła i cieszyć, że żal było odchodzić! Psiolaska, kiedy zobaczyła, że dwunożni goście jej się rozchodzą, zaraz chwyciła patyczka i zaczęła nim wymachiwać i podrzucać. Nawet nasi zaczęli się z nią trochę bawić, ale całego dnia nie mieli na rozrywki, zwłaszcza, że trzeba było czym prędzej sprawdzić, co to za firma taka sprytna, że się przeprowadza bez psa...
Wkrótce Hela zawitała do nas i tak czeka na jakiegoś stałego rzucacza patyczków... Może i nie jest już najmłodsza, ale znam niejednego młodziaka, który nie ma w sobie tyle szczenięcej energii i radości, co Helunia!
Brać Helcię do domu! Tyle Wam napiszę, o! Sama wbiegnie na pewno! O ile nie zatrzyma jej w drzwiach zbyt szeroki patyk...
Inną patyczkową psiolaską jeeeest Zandi! Mmmm Zandi jest klawa... Urocza taka i puchata, i to futerko ma takie jak świeżo wyprane... Ja mam takie gładkie włoski, liche, ale Zanduśka ma takie, że zawsze z daleka podziwiam... Z bliska nie mogę, Misiak chyba by mnie zeżarł z zazdrości...
Zandi patyczki uwielbia i wygląda kluskowato-śmiesznie jak za nimi gania, jak się z nimi kładzie, obżera i wogóle.
Mam też film! Jak ktoś nie wierzy, że psiolaska może być tak urocza, że zęby same się w uśmiechu szczerzą, to patrzcie:
Dlaczego ona jeszcze siedzi?? Właściwie mieszka najbliżej bramy z nas wszystkich, widzi ją KAŻDY, kto wchodzi czy wychodzi ze schroniska, ona widzi każdego i patrzy tęsknie... Nie pokazuje tego, bo każdy, kto zobaczy Zandi, bardziej dopatrzy się przepozytywnej suczki, która lubi dwunożnych i wszystkie fajne rzeczy, jakie się z nimi wiążą! Na spacer zawsze jest chętna. Patyczka nigdy nie odmówi. Do głaskania pierwsza. Pies marzenie! I czeka już od roku na dom...
Były dwie psiolaski, czas na płeć męską! Pierwszy będzie Moris. Malutki, pocieszny, zarażający radością tak, że nawet jakby człowiek chciał się złościć na niego i chociaż trochę skorygować jego zachowanie, to niestety... Nie da się, bo się tylko dwunożni chichrają w środku!
Zdjęcia żadnego z patyczkowym Morisem nie mam, mam zabawkowego Morisa:
Morisowi wszystko jedno, byle ganiać, szaleć, aportować, skakać, wygłupiać się, WSZYSTKO może robić, byle nie stać w miejscu! I to, co pisałem na początku o Morisie - na przykład psiurek jak przechodzi przez wiatę, to smycz targa, bo już chce się bawić, już się nie może doczekać, już się tak przeogromnie cieszy, że idzie na spacerek! Nie może tak akurat się bawić na wiacie, bo smycz to smycz. Świętość Wolontariusza! Każdy ma swoją i pilnują jak oczu w głowach! No i ten Moris tak sobie lubi targać. I Wolontariusze wiedzą, że po pierwsze - nie może pies tak się bawić, bo to smycz a nie zabawka, po drugie - jak potarga, to Wolontariusz będzie się musiał tłumaczyć, dlaczego musi dostać nową, a po trzecie - na wiacie obowiązuje spokój i koniec! Szaleństwa to w lesie albo na wybiegu! I próbują nasi krzyczeć FE (trzeba się przedostać głosem przez szczekanie...), próbują zrobić cokolwiek, żeby dać do zrozumienia Morisowi, że NIE WOLNO, ale naprawdę jest ciężko, kiedy cali się trzęsą ze śmiechu, bo trudno o śmieszniejszego psa w schronisku!
Zdjęcia patyczkowego nie mam, ale mam patyczkowy filmik, o:
Przychodzą dwunożni, którzy mają miejsce w sercu na psiaka. W sercu mają miejsca tyle, że i całe schronisko by się zmieściło, ale w domu mogą wygospodarować kawałek podłogi tylko na małe posłanko... Przychodzą więc po małego czworonoga, lubiącego wszystkich, wesołego i pociesznego... I jakoś Morisa omijają podczas schroniskowych wycieczek... Dlaczego...?
Kolejnym, i już ostatnim patyczkowym pasjonatem będzie Biedul!
Biedul trafił do nas tak, że do schroniska przyszedł właściciel z psem, a wyszedł już tylko właściciel... Nie chciał Biedula i koniec, nawet się nie dowiedzieli nasi, jak miał na imię, nic... I szukajcie takiego pseudo-opiekuna w świecie, jak okruszków w trawie! Bez dobrego nosa nie ma szans, a nasi mają dużo gorsze niż psiejskie, co poradzić... Biedulek siedzi więc u nas i czeka na zdecydowanie lepszego człowieka.
W związku z tym, że to temat patyczkowy, bardzo proszę! Biedul na patykoflecie umie grać, a jakby tego było mało, to jeszcze na plecach!
Taki to śmieszny zwierz! I skakać umie pod niebo samo za patolkiem! Pojętny przy tym bardzo, więc jakby ktoś może chciał sobie z nim po torach takich specjalnych dla psów pobiegać, to pewnie Biedul by dał radę, tylko trzeba by podszkolić, żeby wiedział, kiedy skakać, a kiedy biegać prawo-lewo i takie tam inne, co ja średnio wiem, bo mnie by nigdy nikt nie zabrał na takie zawody, chyba, że jako ruchomą przeszkodę...
I taki pozornie nijaki Biedul, nie za duży, nie za mały, nie za kolorowy i nie za czarny. Ot, kundelek. Cała nadzieja w tym, że ktoś zobaczy go w "akcji" i stwierdzi, że takiego właśnie agenta potrzebuje, bo mu za nudno w życiu, a widać, że z takim psem nudzić się nie da! Nawet jak prąd w domu wysiądzie, to Psianimal Planet zawsze dostępne na żywo!
Tyle na dzisiaj, chociaż u nas to duuużo, dużo więcej jest tych chętnie-biegających za czymkolwiek, co można rzucić, pobiec za tym i przynieść... i nie oddać zwykle... Komu brak takiej czworonożnej radości, zapraszamy do schroniska! Można codziennie innego patyczkowca brać na spacer, sprawdzać, czy to ten jest idealny, czy może jeszcze nie ten. Nie zawsze coś zaskoczy, nie trzeba się zrażać! Prędzej czy później z którymś psiurkiem na pewno...
Zapraszamy! Czekamy...
niedziela, 1 marca 2015
Międzystróżowa miłość. Olaboga, co ja pocznę!
Tu Hedar. Hedar pisze. Znaczy ja.
Ja piszę i od razu chciałem zaznaczyć, że nie wiem, jak mi pójdzie. Pójdzie jak pójdzie, trudno. Bardzo chętnie miałbym obok narzekającą Bulbę, ale Bulby... Oj tam, nie umiem tak budować napięcia jak ta ona, ja prosty pies jestem!
Ogłaszam - BULBA WYMASZEROWAŁA DO DOMU!
Bardzo proszę, dowód mam:
Ten pan łaciato-kraciasty to jej ukochany pańcio. A obok, po lewej, taka ciemna plama obok drzewa to jest właśnie Bulbka.
Jak to było? A bardzo proszę, opowiem.
Bulba stróżem była. Najlepszym z najlepszych. Wiecie, jak się taki człek jeden z drugim czuł nieswojo, kiedy stawiał stopę na kuchennej podłodze i słyszał warkolenie?? Nie widać, a słychać! No i w każdym razie była stróżem. Ja już nie mogłem słuchać tych planów obchodów, a że pójdzie teraz w lewo, a potem w prawo, a jutro odwrotnie, żeby zmylić, a na kuchnię to zajrzy przez okno od strony małego wybiegu... Dzień w dzień... Więc ona opowiadała, a ja udawałem, że słucham. Znaczy słuchałem, ale mi się samo czasem oko przymykało...
(Bulba by na pewno mnie teraz chciała trącić nibynogą, że mam do sedna zmierzać...)
Czworonożna Bulba stróżowała w dzień, od 8 do 20, a od 20 do 8, czyli w nocy, stróżował dwunożny. Stróży jest kilku, ale tylko dla jednego Bulba czesała wieczorem bródkę i włosy na klacie... Oj co to się działo przy posiłkach i między obchodami! Opowiastki, wymiana doświadczeń i obowiązkowa wspólna kolacja. Zresztą wspólna, nie wspólna, Bulba i tak by się wprosiła... Po prostu wskakiwała na ławę (im brzuchol bliżej siemi był, tym rozbieg był dłuższy. Jeszcze trochę a już od podwórka by musiała się rozbiegać...) i wlepiała te wielkie oooczyyy w talerz.
Pewnego dnia stróż powiedział, że ten mały, sierściasty kartofelek z nibynogami wypełnił jego serce tak bardzo, że on do domu sam nie wraca i koniec! Bulba jak to usłyszała, to jak zwykle powiedziała, że skądś wiatr zawiał, bo jej się oczy spociły, ale raz chociaż mogła się przyznać, że się poryczała ze szczęścia! A co tam! Ja też!!
Klajd poszedł prawie tydzień temu, dwa dni temu Bulba... To ja może...
Ale się rozmarzał jak jakaś psiobaba nie będę! Bulba mi na odchodne zapowiedziała, że jak posta nie będzie, to już ona znajdzie sposób, żebym skutki odczuł...Zastanówmy się w takim razie, kto by do gangu biurowego się nadawał!
Jako pierwszą na liście miałbym... Sonię! Ile można siedzieć na wiacie? Ona już siedzi 10 lat, nie raz o niej pisała Bulba, a przed nią Majka. Już któregoś z kolei kolegę ma. Czas, żeby w końcu któryś ją pożegnał (ale z radością, że idzie na lepsze!), a nie ciągle ona...
Taka misiasta jest! Fajna psiolaska! Czarna, jak ja, niemała (chociaż wiadomo, że ja większy), to by nie tylko na mnie narzekali, że leżę na środku i niby przeszkadzam. (Przeszkadzam, też coś... mówią, że nie dają rady przechodzić, ale chyba nie dają rady przechodzić OBOJĘTNIE, wiadomo, że jestem ZACHWYCAJĄCY!).
Z Helcią byłoby wesoło!
Już sam wygląd sprawia, że mi ogon merda! Ja też mam jedno ucho bardziej leniwe! I za patykami byśmy sobie poganiali... Znaczy ona by ganiała (bo lubi), a ja bym dopingował paszczą.
Tiki zastąpiłaby Klajda! Znaczy nikt Klajda tak do końca nie zastąpi, ale poziom przyklejania się do ludzi podobny mają.
Ktoś, kto miał kiedyś Tiki, podobno miał rękę ciężką i ona często upadała na psa... ale w schronisku się ta psiolaska błyskawicznie przekonała, że u nas ręce tylko lekko opadają, żeby potem przejechać od głowy do ogona, a to nieprzyjemne nie jest na pewno!
Oooo, Sara by nam zdecydowanie podniosła wskaźnik piękności biura!
Jest taka... I misiasta, i skarpetki ma białe w maziaje, i żabot, i okołonosie, ta sierść, ten ogon... Schroniskuje już od sześciu lat, z krótką przygodą w "nowym domu", gdzie miała tylko ładnie wyglądać między pustakami, które miały być jej budą. Żadnego spaceru, nawet po ogrodzie nie miała... Sara nie chce tylko ładnie wyglądać, ona jeszcze niejeden kilometr może przejść! Chociaż dla mnie to ona by tylko wyglądać mogła... Najlepiej gdzieś na posłanku obok... a i na moim mógłbym się posunąć przecież...
Jest jeszcze taka niedawno przyjęta bida - Neska. Krótkołapa, a od głowy do ogona jest serdlem, Opis jakby znajomy... Ale poza tym zupełnie inna!
Ona tę łapę co widać, tę w kropki, ma taką jakąś niebardzo prostą. Neska tak ją stawia, jakby ciągle chciała się rozpychać w tłumie. Widziałem za to jak do ludzi ją ciągnie! Łapa czy krzywa, czy nie, to wcale nie przeszkadza, żeby się wdrapywać do głaskania. No i ta łapa... Mi się prawy nadgarstek wygina, jej lewy łokieć... A ciężko jest znaleźć kompana do narzekania, że tu boli, że chyba padać będzie, bo coś kręci w łapsku. Oooo moglibyśmy wymienić doświadczenia, może ją kręci na słońce?? Bo mnie akurat na deszcz...
Same psiolaski przedstawiłem, to prawda, ale ja psiofacet jestem, toż przecież psiofacetów nie będę zapraszać! Zobaczymy za kilka dni, już są debaty, a dopiero będzie się działo... JA też będę w komisji, wiadomo! Jedna z główniejszych spraw, to żeby się pies (albo psiolaska... psiolaska!) chciał ze mną dogadać. No i ja z nim (z nią! koniecznie!). No i musi ludzi lubić, obowiązkowo! Fajnie też by było, gdyby miała zgrabniejsze paluchy, bo mi się ciężko pisze, zwłaszcza, że nie miał mi kto patyków w łapy wsadzić... Musiałem przemykać obok stróża do kuchni i prosić Tysiaka, a powrót to dopiero był ciężki...
W każdym razie - zobaczymy, jak to będzie, na razie samemu może i spokojniej, ale smutniej.
A teraz spać się położyć muszę, bo rano wstać trzeba wcześnie. Można się spytać - po co ma Hedarzysko stare zrywać się skoro świt! A ja Wam napiszę, jaką zabawę mam co rano!
Ech, pójdę szczeknąć stróżowi DobrejNocy...
(Tak, to ja, zostawiam to zdjęcie, żeby nie było Wam smutno, że już nie ma nic więcej do przeczytania... wiem przecież, że rozstać się ze mną ciężko...)
Hedzisław.
środa, 14 maja 2014
Zapominalscy!
Chrupeczki chrupeczki chrupeczki... gdzieś pochowałam sobie i nie wiem pod którym kocykiem... Niech to Tyson kopnie! O, Pani Basia znów krzyczy na Hedara, że tabletek nie zjadł, ten jak zwykle się tłumaczy, że nie wiedział, że zapomniał, że schowane były... To psisko ma milion wymówek zawsze!
Co innego jednak zapomnieć gdzie się schowało chrupkę, co innego zapomnieć zjeść tabletkę a co innego zapomnieć... psa. I żeby to jednemu się przytrafiło! Nie, ostatnio co drugi zapomniany...
Jedno zgłoszenie - pies na balkonie wyje drugi dzień. Drzwi zamknięte, w mieszkaniu cisza. No to nasi strażaków zawołali (do drużyny na tę akcję przyłączył się też Pracownik Schroniska, który z psami dogadać się umie) i pojechali ratować kudłate nieszczęście. Wszyscy kciuki trzymali, bo nawet drabina była za krótka i musieli po cyrkowemu na wysokościach po balustradach przechodzić! Dla sierściuchów to żadna atrakcja, ale na dwóch nogach i bez ogona to nie takie proste! Najważniejsze jednak, że akcja się powiodła.
Na cześć panów w czarnych kombinezonach z czerwonych samochodów - psisko dostało imię Strażak. Nawet artykuły o nim były! U nas to psy chciały koniecznie, żeby im autograf na budzie wydrapał, tylko technicznie to niemożliwe było... Na szczęście całkiem normalny kudłacz, niewygwiazdorzył się, w sumie nawet nie bardzo wiedział skąd to całe zamieszanie. Nie pomieszkał długo w Schronisku. Pewnego dnia wiecznie machający ogonem Strażak spodobał się pewnej pani, u której teraz mieszka. I na pewno może swobodnie wychodzić na balkon i wracać do domu kiedy chce!
Drugie wezwanie - na placu, w małym miasteczku niedaleko, stoi buda, przy niej stoi pies a między nimi jest łańcuch. Pojechali nasi, no bo jak to tak! Okazało się, że tym razem nie jedna osoba zapomniała o psie, ale cała firma! Na tym placu kiedyś stało sobie kilka baraków i do pilnowania skombinowali sobie psa, znaczy suczkę. Po jakimś czasie baraki zniknęły, ludzie zniknęli, jak cyrk, który przyjeżdża, rozbija się i po kilku dniach śladu po nim nie ma. Jednak w tym przypadku, pośród kilku niepotrzebnych części został czworonóg pilnujący od tamtej pory dziurawego płotu... Psina ostatecznie trafiła do nas. Zastanawiali się jak ją nazwać... Plac był na ulicy Modrzejewskiej, ale głupio wołać do psa "Heeleeenoo, podejdź, miskę z jedzeniem przyniosłam!". Została więc Helcia.
Przechodziłam ostatnio obok jej kojca i usłyszałam nagle "psssst... pssst..." Krztusi się czy jak?? Zajrzałam do niej...
- psssst, przynieś mi kijka...
- zwariowałaś, jakiego kijka!
- no kiijkaa... patyczka jakiegoś, chociaż kawałek... Może ktoś będzie przechodził to mu zamacham, może wejdzie i się pobawi... no przyyynieeeś...
Oszalała baba! Pomylona, myślę! Ale nie, trochę postałam z nią na plotach i naprawdę świetna laska z niej! Zabawna i rozgarnięta. Tylko te kijaszki uwielbia i mogłaby za nimi biegać pół dnia. A nie wygląda, taka w sobie jest i w ogóle...
Widzicie! Zapominają pojedynczo, zapominają w grupie. Zapomną o mniejszym czworonogu, może jak w krzaki wlezie to ktoś nie zauważy i stwierdzi, że pies w domu został. Ale słuchajcie, jak można zapomnieć o takim cielęciu??
Co innego jednak zapomnieć gdzie się schowało chrupkę, co innego zapomnieć zjeść tabletkę a co innego zapomnieć... psa. I żeby to jednemu się przytrafiło! Nie, ostatnio co drugi zapomniany...
Jedno zgłoszenie - pies na balkonie wyje drugi dzień. Drzwi zamknięte, w mieszkaniu cisza. No to nasi strażaków zawołali (do drużyny na tę akcję przyłączył się też Pracownik Schroniska, który z psami dogadać się umie) i pojechali ratować kudłate nieszczęście. Wszyscy kciuki trzymali, bo nawet drabina była za krótka i musieli po cyrkowemu na wysokościach po balustradach przechodzić! Dla sierściuchów to żadna atrakcja, ale na dwóch nogach i bez ogona to nie takie proste! Najważniejsze jednak, że akcja się powiodła.
Na cześć panów w czarnych kombinezonach z czerwonych samochodów - psisko dostało imię Strażak. Nawet artykuły o nim były! U nas to psy chciały koniecznie, żeby im autograf na budzie wydrapał, tylko technicznie to niemożliwe było... Na szczęście całkiem normalny kudłacz, niewygwiazdorzył się, w sumie nawet nie bardzo wiedział skąd to całe zamieszanie. Nie pomieszkał długo w Schronisku. Pewnego dnia wiecznie machający ogonem Strażak spodobał się pewnej pani, u której teraz mieszka. I na pewno może swobodnie wychodzić na balkon i wracać do domu kiedy chce!
Drugie wezwanie - na placu, w małym miasteczku niedaleko, stoi buda, przy niej stoi pies a między nimi jest łańcuch. Pojechali nasi, no bo jak to tak! Okazało się, że tym razem nie jedna osoba zapomniała o psie, ale cała firma! Na tym placu kiedyś stało sobie kilka baraków i do pilnowania skombinowali sobie psa, znaczy suczkę. Po jakimś czasie baraki zniknęły, ludzie zniknęli, jak cyrk, który przyjeżdża, rozbija się i po kilku dniach śladu po nim nie ma. Jednak w tym przypadku, pośród kilku niepotrzebnych części został czworonóg pilnujący od tamtej pory dziurawego płotu... Psina ostatecznie trafiła do nas. Zastanawiali się jak ją nazwać... Plac był na ulicy Modrzejewskiej, ale głupio wołać do psa "Heeleeenoo, podejdź, miskę z jedzeniem przyniosłam!". Została więc Helcia.
Przechodziłam ostatnio obok jej kojca i usłyszałam nagle "psssst... pssst..." Krztusi się czy jak?? Zajrzałam do niej...
- psssst, przynieś mi kijka...
- zwariowałaś, jakiego kijka!
- no kiijkaa... patyczka jakiegoś, chociaż kawałek... Może ktoś będzie przechodził to mu zamacham, może wejdzie i się pobawi... no przyyynieeeś...
Oszalała baba! Pomylona, myślę! Ale nie, trochę postałam z nią na plotach i naprawdę świetna laska z niej! Zabawna i rozgarnięta. Tylko te kijaszki uwielbia i mogłaby za nimi biegać pół dnia. A nie wygląda, taka w sobie jest i w ogóle...
Widzicie! Zapominają pojedynczo, zapominają w grupie. Zapomną o mniejszym czworonogu, może jak w krzaki wlezie to ktoś nie zauważy i stwierdzi, że pies w domu został. Ale słuchajcie, jak można zapomnieć o takim cielęciu??
To jest Moskwa. Cielę, mówię Wam! Paszczę ma taką, że cała bym się zmieściła! Siedziała, "zapomniana" pod palmami, znaczy pod Palmiarnią. No i jakoś nikt nie chce sobie o niej przypomnieć... Z nią też próbowałam pogadać, ale ona szczeka ze wschodnim akcentem, to ciężko tak się połapać od razu. Poza tym za blisko stanęłam, a wiecie... duży pies, duży pysk, dużo śliny, która czasem cała w środku się nie mieści... Muszę jednak przyznać, że to bardzo ciepła psia-osoba i z tego co zrozumiałam, to mi zazdrości gabarytów, bo się na kolana mieszczę. A jej się marzy długo spacerować i potem długo leżeć u kogoś na kolanach. Obawia się jednak, że nie znajdą się tak wielkie kolana, więc ostatecznie chciałaby po prostu mieć przy kim po takiej wędrówce odpocząć.
Na koniec przykład "zapomnienia", który niestety częściej się zdarza w sezonie letnim. Zgłoszenie było, że przy drodze w lesie leży pies. Leżał, owszem. Wstać nie chciał. Opowiadał mi potem, że przecież mogli w każdej chwili po niego wrócić, przecież mogli... Został jednak zapakowany w koc i razem z leśnym zielskiem przeniesiony do samochodu. Na tylnym siedzeniu się nawet rozluźnił, myślał, że jedzie do domu, że to znajomi na pewno... Niestety nie było tak różowo. Schronisko go sparaliżowało zupełnie. Łapy mu zdrewniały, nie chciały się zginać, tylko stał na środku placu i ani w przód ani w tył nie chciał się ruszyć.
Parek mieszka teraz z kolegą przy bramie i już się otrząsnął. Mówi, że już o tym nie myśli, ale czasami patrzy tęsknie na ludzi wsiadających do samochodu... Opowiadał, że kiedyś mieszkał w domu, ale wolałam nie pytać o szczegóły, bo mu się szczek łamał jak tylko opowieść zaczynał... Zresztą jak tu gadać, skoro jego kolega ciągle nam przeszkadza! Oj ja to bym poszczekała do słuchu! Parek jednak ma cierpliwość do tego młokosa i daje sobie na głowę włazić. Powiedział za którymś razem, że nie warto zajmować się takimi nieważnymi sprawami... i znów z nadzieją spojrzał na otwierającą się furtkę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)















.jpg)




