Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tysiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tysiak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2015

Tysiu... to nigdy nie ma się tak kończyć...

Tu Bidek. Poznaliście mnie ostatnio, napisałem trochę o rehabilitacji chłopaków naszych, jak mnie Tysiak do klawiatury puścił...

Przykro mi, że to ja muszę to napisać... Ale Tyś, który od kilku miesięcy opisywał Wam życie schroniska... odleciał z Majką do PsioRaju......

Było to tak, że rano do biura wbiegła jedna z naszych i przyniosła Tysiaka na rękach. Już to było bardzo podejrzane, bo Tysiaka można było przynieść jedynie wczepionego zębami w rękaw, czy w but, a tutaj leżał na rękach i było mu wszystko jedno...

Pojechał do lecznicy od razu, pomacali, porobili zdjęcia, okazało się, że w tysiowym brzuchu nic nie widać, tylko kulka taka duża... No to go psioweci wzięli zaraz na stół... Wycięli mu dwa wielkie guzy, jeden ze śledźmionki, drugi z czustki, czy jakoś tak... Został jeden malutki na wątrobiance, ale nie mogli go już wyciąć.... Tysia pozszywali... Musieli operować, bo i tak było źle... I zrobili wszystko, jak trzeba, i wszyscy trzymaliśmy kciuki, żeby się wybudził, znaczy ja trzymałem Dżokejowi, a Dżokej mi, bo samemu to się nie da...

Tysiak już się nie wybudził... Tylko okno się otworzyło nagle, zawiało... Nie wiedzieli czemu, ja wiem - to Majka przyleciała po Tysia... Przypięła Tysiowi skrzydełka, nakazała machać prawo-lewo, góra-dół i odlecieli oboje... ciałko małe zostało...

Żegnaj, Tysiu, byłeś wredny, trzeba to przyznać, ale byłeś stałym elementem wystroju kuchni, szwędałeś się po placu, po prostu byłeś. Zawsze. A teraz nagle posłanko Tobą pachnące, ale puste... i wołać nie ma kogo...


To nigdy nie ma się tak kończyć. Schronisko, chociaż byłoby takie super, jak nasze, gdzie nas kochają, prowadzają na spacerki, rehabilitują, leczą, operują, to nigdy nie będzie miejsce na ostatni etap psio-kociej życiowej przygody....

Zawsze powinien być jeszcze gdzieś przystanek o nazwie Dobry Dom. I nawet, jak będzie na krótko, nawet, jak to będzie rok, dwa tygodnie czy cztery dni, to zawsze to jest coś, co warto pamiętać, co często zamaże wszystko, co było przed tym... Jeden powód do merdnięcia ogonem, jedne kolana, na których można zawsze położyć głowę, jedna para oczu, w które można się wgapiać w sposób maślany i wielbiony.

Mówią czasami dwunożni, że "eee, taki stary już"... Mówią tak, a bo ja nie wiem? A bo nie powiedzieli tego o mnie raz czy dwa, czy pięć? A bo nie pojechałem do domu pełen radości i nadziei, że oto jestem u siebie?? Oczywiście, że pojechałem! Wiecie, jak to jest, kiedy przy całej tej uldze, że nareszcie jest DOM, dostrzeże się ten zawód w oczach, bo mi kolano zadrżało na trzecim piętrze...? Bo w zęby zajrzeli i tak strasznie - kamienia trochę! Przecież to stare psisko! A przecież wiedzieli o tym, sam słyszałem (jak jeszcze nie byłem tak bardzo-bardzo głuchy, ale trochę), jak nasi podkreślali to tyle razy, żem nie młody już... I co, i wróciłem... Moje serce rozpadło się na psiliard kawalątków, ale zaraz tylu dwunożnych przychodziło mnie rozweselać... Mówili, że nie warto, bo to nie był ten odpowiedni przystanek dla mnie, że jeszcze nie...

Jeszcze nie... a ja coraz młodszy się robię...? A Magus?


A Tajfun?


A Płotek...?


Wiecie, że Płotkowi też wyrosły takie piłki w środku...? Przy tych workach do oddychania - płuckach. Nie może ich w żaden sposób wykaszlnąć, psioweci nie mogą tego wyciąć, zbyt ryzykowne... A wyszło to przypadkiem - Płotek chodził krzywo, więc go wzięli na takie badanie głowy. Żeby zrobić badanie, musieli mu w gardziołko włożyć taką rurkę. I jak wyjmowali, to rurka nie miała takiego przezroczystego koloru, jak powinna mieć, tylko inny, taki, co ma nie być. Zrobili mu więc zdjęcie, co nie widać, jaki pies jest ładny, tylko jaki jest w środku i tam to wyszło... Płotek nie narzeka, nie marudzi, tylko taki się robi coraz mniejszy, w sobie się zapada, chodzi bardziej krzywo, blasku w oczach mało...

Myślicie, że nie wiemy... Myślicie, że nie wiemy, co pojawia się w Waszych głowach, kiedy się stanie taka straszna rzecz, kiedy Majka przyleci sama, a odlatuje już na dwie pary skrzydeł... Zwykle wtedy w myślach wymieniacie te czterołapy, którym czasu coraz mniej, a domy coraz dalej... Kto przygarnie psa z guzem? Z chorymi stawami? Z problemami z chodzeniem...? Albo ja?? Głuchy jak pień, a jeszcze ostatnio się okazało, że mi coś zarasta w uszach i też problem...

Nasi szukają nawet takich domów, które nie będą musiały się martwić o jedzenie dla zwierza, o opłacenie psioweta, to zapewni schronisko. Tylko niechże czyjś dom stanie się tym przystankiem o nazwie Dobry Dom i niech tam będzie ten Najlepszy, Jedyny Człowiek....

Zanim będzie za późno...

Czasami nie wiadomo, że będzie za późno, jak u Tysia, a czasami wiadomo, że może być, jak u Płotka...

A my chcemy tylko kawałka posłanka, powodów do merdania ogonkiem, głasknięć w miarę możliwości jak najczęstszych, kolan do położenia głowy, spojrzeń maślanych... Przepraszamy, że nie znaliście nas jak jeszcze byliśmy słodkimi szczeniaczkami... Przepraszamy, że będziemy Waszymi psimi przyjaciółmi tylko kilka lat czy miesięcy... Ale będziemy tymi przyjaciółmi dogzo... godzo... D O Z G O N N I E... To za mało? Za mała jest nasza wierność i uwielbienie od ogona, przez łapy, po czubek nosa? Za mało przelejemy miłości? Wierz nam, nadrobimy... Myślicie, że inaczej jest się pożegnać po 15 latach znajomości, a inaczej po 5 miesiącach? Macie rację - inaczej, ale nie czas ma tutaj znaczenie. Pokochacie nas tak samo, pokochamy Was i tak bardziej. Będzie Wam żal, że to była tak krótka przygoda? Czy będzie Wam żal mniej, jeśli odejdziemy niczyi...? Jeśli będą za nami płakać wszyscy wolontariusze i pracownicy, ale akurat nie ci, którzy mogliby nas adoptować, ale woleli młodszego psa tylko dlatego, że jest młodszy...?

Pewnie, chcecie biegać z psem, chodzić po górach - nie wybierzecie wtedy starszego psa, wiadomo. Ale jeśli i tak nie macie czasu czy możliwości na długie spacery pamiętajcie - my nie mamy na to tyle sił. Jeśli lubisz leżeć przed telewizorem albo z książką, pamiętaj - nam zależy jedynie na Twojej obecności, kiedy od czas do czasu położysz rękę na naszych pleckach - uruchomimy ogon i wystawimy do głaskania jeszcze klatę! Żebyś nie miał wątpliwości, że kochamy na zabój...

Nie liczy się czas... Liczy się ilość miłości, jaką można przelać, ilość dobra, jakie do Was wróci, ilość wdzięczności, jaka Was zaleje każdego dnia...

Nie patrz w kalendarz, po co...? Dla nas liczy się każdy dzień i każdego dnia cieszymy się tak, jakby więcej miało ich nie być. Zrób to samo... I czy to będzie kilka tygodni czy lat, jakie to ma znaczenie, skoro i tak zostaniemy na zawsze...?

środa, 23 września 2015

Ach, te fotografy! Muszą pstrykać, kiedy nie trzeba!

Pstrykają i tylko czekają na takie momenty! A potem pokazują jeden drugiemu, chichrają się przy monitorach, tylko ubaw mają... Litościwie potem nie udostępniają tych zdjęć, chociaż nie każdy ma to szczęście...

Mnie też pstryknęli jak akurat przygryzłem sobie fafel!


I cały romantyzm poszedł się... ganiać... Mogli powiedzieć, widocznie nie poczułem, ale nie, po co! Mają szczęście, że zrobili też inne i na nich wyglądam zdecydowanie lepiej, o:


Bidek też miał sesję. I taaak, zgadliście, akurat mlaskał, czy ziewał, czy też jednocześnie łbem ruszył i o...


A tak naprawdę Bidek jest całkiem przystojny, o:


Całkiem przystojny kawał prawie-labradora i ciągle czeka na dobry dom... Na dobry, bo już jeden kiepski się po niego zgłosił, tylko dobrze się krył za zapewnieniami, że Bidek będzie miał dobrze. Przywieźli Bidka do domu, weszli do mieszkania i stwierdzili, że Bidek jednak jest za stary, łapy mu się trzęsą... Psisko wróciło do schroniska chyba jeszcze zanim zdążył łapą dotknąć posłanka... A to przecież taki dobry pies! Charakter ma taki labciowaty i wygląd właściwie też! Że starszy już jest... i co z tego? Zostało mu jeszcze kilka lat maszerowania po świecie i dlaczego takie marsze mają się kończyć w schronisku? Ech... Ucha mu też ciągle dokuczają, ale może w domu udałoby się je doprowadzić do porządku, bo u nas to i stres, i przewieje częściej, to jak tu uszy wyleczyć...

Mam też kocie przykłady! Na przykład kocur Gustaw. U nas nazywany Guciem. Patrzcie, jaki dostojny, jaki kocurowaty, taki w szerz i biały, i w ogóle… Takiego to widzę, jak leży na kolanach u jakiegoś mafioza!


A patrzcie, jakie zdjęcie mu ta nasza fotografka machnęła!



No wiecie! I zamiast skasować, żeby nie psuć reputacji kicurowi, to pokazuje wszystkim… Dobrze, że Gucio nie z tych przejmujących się. Tak przy okazji - jego historia wcale nie jest tak przyjemna, jak sam sierściuch. To już drugie odwiedziny Gustawa u nas i tym razem na pewno do właścicielki nie wróci… Jak trafił za pierwszym razem, to był chuudyyy, choooryyy, żal patrzeć! Nasi zaczęli od razu leczyć, a jak znalazła się właścicielka, to obiecała kouty… kotyn… k o n t y n u o w a ć  terapię. Nasi nawet sprawdzali i dobrze wszystko szło! Aż pewnego dnia trafił do nas chuuudyyy, choooryyy biały kot… Gustaw! Z uszami tak zaświerzbionymi, że od samego patrzenia nasi się bali, że się zarażą! Ale wiadomo, zaraz rękawiczki na łapki pozakładali i leczyć zaczęli od nowa. Właścicielka się będzie długo tłumaczyć… Gucio jest super kocurem, jak słyszę od naszych, taki nakolannikowy, mruczasty i ogólnie do kochania! Mógłby wymaszerować do domu, ale prawo mamy takie, że tylko na razie na umowę tymczasową, a dopiero jak się pozbawi właścicielkę właścicielstwa, może już być umowa stała.

Wracając do psów, to mam jeszcze tutaj do pokazania Twixa. Psiak to śmieszny jest tak ogólnie, bo miny potrafi robić nieziemskie i tak poza tym jest też super pocieszny, ale fotę mu zrobili taką…


No widzicie? Jak jakiś dwułapy, płaski zwierz z ogonem wyrastającym z głowy! I ta łapka na bok… Padłem, jak zobaczyłem! A potrafi się zupełnie normalnie prezentować, o:


Twix też szczęścia nie ma jakoś. Raz był adoptowany, ale okazało się, że może to psiak nieduży, ale ma siły za trzech! I starsza pani sobie nie mogła dać rady z psiurem, który po miesiącach schroniskowych chciał się wyszaleć na spacerach. To normalne, że nawet staruszki ciągną przez pierwsze tygodnie w nowych domach, bo są przyzwyczajone, że przecież następny spacer za kilka dni! Dopiero, kiedy zrozumieją, że spacerki są regularne, trzy albo i więcej, to się uspokajają i maszerują już spokojniej, dokładnie i niespiesznie penetrując okolice. Poszła też plotka, że Twix nie lubi samotności i dość głośno dopomina się o towarzystwo, kiedy zostanie sam… Da się nad tym pracować, a Twix niegłupi jest, ale to trzeba chcieć i się nie bać…

Ostatniego na dziś zaprezentuję Kolika! Kolik to owczarkowate psisko, inteligentne i mądre, patrzcie, jaki super owczar!


…chociaż jak się spojrzy na to zdjęcie…


….troszkę tej kolikowej inteligencji ubywa… A może i nawąchał się jakiegoś majeranku czy kocimiętki przed sesją, ja nie wiem, nie wnikam! Słyszałem, że wolontariusze go chwalą, że taki spokojny i zwór... zór... z r ó w n o w a ż o n y  jest, że grzeczny na spacerach i w ogóle jak ktoś chce mieć takiego owczara-przyjaciela do połażenia po lesie, to Kolik w sam raz! I też niewidzialny, jak masa spokojnych owczarów, które u nas mieszkają...

Może i nie powinienem pokazywać tych zdjęć, ale jak to ma sprawić, że ktoś stwierdzi "HA! Jaki śmieszny zwierz! Adoptuję go, nie będzie mi smutno!", to właśnie, że będę publikować!

Tak czy siak dziękuję wszystkim, którzy poświęcają czas, aparaty i SIĘ, żeby nas focić, przecież gdyby nie wszystkie te osoby, to byśmy nie mogli się reklamować w tym całym internecie i nasze podobizny nie wisiałyby w sklepach, na słupach, przystankach i gdzie się da... A to wszystko przecież zwiększa nasze szanse na adopcje! I co rusz któryś zwierz ma robioną sesję, czy po przyjęciu zaraz, czy później, do akut... krua... a k t u a l i z a c j i... Niełatwe to jest, bo jeden łbem ruszy, drugi tylko tyłem na ochotę stać, ale nasi wiedzą, że warto i cierpliwi są... Albo bywa, że same takie śmieszne miny wychodzą, ale tak czy siak wdzięczni jesteśmy za cały ten trud Wasz! A że czasem ufajdamy to czarne kółko z szybką w środku... Oj tam, oj tam... Pomruczycie coś pod nosem, co ciężko zrozumieć, ale i tak robicie swoją robotę, DOBRĄ! Dziękujemy!

niedziela, 14 czerwca 2015

To my i o nas piszemy! No dobra, nie tylko...

- Cakar! Przecież już sobota wieczór!

- Taaak...

- Przecież post! Przecież Sonia w domu! Przecież blog!

- Tysiak, nie ekscytuj się, bo coś ci się stanie jeszcze...

- Ale musimy! Ile razy słyszałeś, że choćby burze, wiatry, klejące się oczy do snu czy chrapanie Hedara, post w niedzielę i środę być musi!

- Oj tak, jak wyruszała na łowy tematu, to faktycznie pod nosem mruczała... Alee boo ja wieem...

- Tylko mi się nie zwieszaj teraz! Idziemy, nie ma co. Jakoś damy radę. Kogo jak kogo, ale Soni zawieść nie można. Soni nie ma z nami od kilku dni przecież, chrapie sobie na posłaniu w DOMU, pewna, że tutaj ktoś da radę i co, rano by zajrzała na bloga i pusto?? No, kopytkuj za mną!

....

....

- No dobra. Siedzę. Wciśnij ten guzik tam... O, jest. To o czym piszemy??

- Hmm...

- Hmm... Najpierw o Soni. Jak poszła do domu. Na pewno wszyscy ciekawi, a ja akurat tę historię słyszałem, bo nasi tylko o tym rozmawiali w kuchni, wydarzenie dnia, tygodnia, roku, nawet dekady! Przecież Sonia siedziała w schronisku 10 lat!! Ja tyle nie mam! Ty też nie masz!

Jak to było?

Zaczęło się od tego, że daawno temu jedna Dziewczyna, która przyszła wyprowadzać psy poznała Sonię, jej historię i stwierdziła, że tak być nie może, że taka fajna psiolaska siedzi w schronisku 9 lat (wtedy)! Dlaczego nikt jej nie widzi, chociaż wcale nie mała jest, o:


Przecież nasi ją reklamowali, wolontariusze robili ogłoszenia, Sonia była też w akcji zapewniającej pomoc w leczeniu po adopcji! I nic...

I ta Dziewczyna założyła na "fejsie" takie wydarzenie, żeby zapraszać ludzi i żeby oni Sonię poznali i może w wśród tych zaproszonych byłby przyszły właściciel...

Czas jednak mijał, Sonia przeprowadziła się do biura, ale ani właściciela fejsowego, ani niefejsowego. Wydarzenie jednak było, co jakiś czas były zdjęcia, przypomnienia... 

Pewnego dnia nasza fotografka udostępniła to wydarzenie na naszym "fejsie". I tak się złożyło, że akurat w tym samym czasie "fejsa" przeglądała inna Dwunożna Laska... Zobaczyła Ona nagłówek... "Sonia 10 lat w schronisku"... Podumała długo, krótko, nie wiem, ale następnego dnia...

...drzwi się do biura otworzyły, jak co dzień. Weszła Dwunożna Laska i powiedziała, że psiolaskę Sonię chce poznać. Bardzo proszę! Na spacer można? Pewnie, że można! Poszły więc obie laski na spacer. Wróciły i nasza fotografka rzuciła żartem: to co, do domu teraz? I musiała usiąść, bo spacerowa towarzyszka Soni powiedziała, że właściwie tak, do domu!!! 

Rozniosło się to wśród naszych z prędkością pioruna! Wszyscy prawie na raz zaczęli komórkować "Sonia idzie do domu!", "Sonia do domu idzie!". I siorbali nad telefonami ze wzruszenia...

Zdjęcia też mam, tutaj są dwie Laski:


A tutaj zdjęcie przedstawiające najbardziej wzruszający moment, który uwielbiamy wszyscy i może niektórzy wtedy zazdroszczą, ale tamtego dnia nie zazdrościł nikt, wszyscy pociągali nosami, bo się Soni należało, jak nikomu innemu...


Sonia pojechała mieszkać do mieszkanka! Będzie prawdziwie DOMOWYM psem, cudnie! Mam nadzieję, że jej Pańcia co jakiś czas prześle coś od Soni. Na pewno prześle! Tak fajna Pańcia na pewno prześle! Niech im się szczęści...

- Tymczasem, Cakarku, musimy się jakoś przedstawić, nie można tak. Wepchaliśmy się tutaj i co, tak bez niczego. Nie my pewnie będziemy tutaj wystukiwać historie, bo w końcu ktoś do biura się wprowadzi, ale dzisiaj wyjątkowo musieliśmy.

Ekhem, to ja jestem Tysiak.


...i ze mną jest tutaj Cakar:


Mieszkamy sobie w kuchni i dreptamy po placu, jak jest cicho i niegroźnie. Mówią o nas, że jesteśmy "szczególni", bo Cakar potrafi się zawiesić ze wzrokiem wbitym w ścianę, a ja, jak ktoś obcy do mnie podejdzie, to zaczynam się telepać z przejęcia. Wolno się przyzwyczajamy do dwunożnych, ale jak już zaufamy, to koniec! Przepadliśmy z uwielbienia! Nie widać po nas tego zwykle... Może faktycznie jacyś szczególni jesteśmy...

Nieśmiało też przypomnę, że czekamy na dom...

Mamy też drugą domową wiadomość! Sonia pisała o psie, który miał na imię Balon. Pisała o nim... gdzie tu się wstawia sznurek... znaczy linka... aa widzę. Historię Balona można przeczytać tutaj: PSTRYK.

Tak mocno trzymali wszyscy kciuki chyba, że Balon od kilku dni w domu mieszka! W domu prawdziwie staruszkolubnym! Skóra wyleczona, nie zaraża, chociaż jeszcze będzie się od czasu do czasu taplał w leczniczym szamponie. Tak na wszelki wypadek...


Wiecie, że to nie wszystkie wieści?? Do domu pojechała teeeż... Sońka!! Owczarka niemiecka, starutka jak Balon.


Sońka pojechała do domu daleeeeko, daleeeeeko.... Nasza Tabletkowa ją wiozła. Dom jest wielki i już kilka zwierzaków tam mieszka. Dla Sońki też znalazło się posłanko i miejsce w sercu... Tutaj jest zdjęcie Sońki i jej Pańci:


A tutaj patrzcie, jakie psio-kocie, oddychające dywany!


Oby jak najdłużej cieszyła się takim domem... 

Wyobrażacie sobie?? W ciągu trzech dni trzy nastolatki czworonożne wymaszerowały do domu! To znaczy, że jest szansa dla nas wszystkich z siwymi pycholami!! Ojejku jejku!

Może i jutro po nas ktoś...

niedziela, 15 lutego 2015

O borze szumiący... jesteśmy tacy PIĘKNI!

- Bulbaa, a co ty taka się zrobiłaś... ogonem zakręcisz, łapy w jednej linii próbujesz stawiać, nie gibiesz się, jak kiedyś, przeglądasz się w szybach... nie poznaję koleżanki!

- Ach, bo Hedziu! Takie mi zdjęcia zrobili! Ja nie wiedziałam, że jestem taka PIĘKNA! 

- Siedzisz ciągle w szatni, się nie dziw, że sama nie pamiętasz, jak wyglądasz w świetle...

- Ooooj tam, co ja poradzę, że to najlepsza miejscówka... Poproszę tego naszego majsterkowaciela, żeby mi zamontował jednak lampeczkę pod ławką...

Tak na serio, to odwiedzają nas ostatni tacy jedni dwunożni, Tadeusz i Kamila, z masą jakichś różnych rzeczy to postawienia, powieszenia i leżenia. I oni mają takie czarne skrzyneczki, jak ta nasza fotografka, takie wiecie, wypasiste (czy jak to się tam mówi teraz...). Wiedzą też, gdzie przesunąć, gdzie przycisnąć, jak spojrzeć, żeby potem było tak... ŁAAAŁ.... Czary mary... Się pies nie spodziewa, że jest taki... ujmująco-czarujący... A oni to jakoś tak wydobywają z nas, tak jakoś w tych czarnych skrzyneczkach chyba się tacy robimy... Jakoś przez nie widać więcej, czy jak... W dodatku się super dogadali z tą naszą fotografką (KasiaKa na nią mówią... czy jak... bo u nas dwie Kasie, to ta jest KasiaKa) i jak się zbiorą i zaczną coś o przesłonach, iso, świetle, ostrości gadać... pisałam, że czary mary!

Ja nie będę siebie od razu pokazywać, bo zemdlejecie z zachwytu i nie przeczytacie do końca! Najpierw pokażę...

Moko. Moko jest strasznie rozgadany, ciąąągle by coś opowiadał! A to, że śniadanie było 5 minut wcześniej niż zwykle; a to, że dzisiaj sprzątała ta, a nie tamten; a to, że wolontariuszka była u niego, ta, co biegać lubi... Jak mu zamknąć paszczę? Patyczkiem! Znaczy dla niego patyczek... to ja bym obiema łapami nie objęła, ale najważniejsze, że Moko był przeszczęśliwy:


Butelce też zrobili zdjęcie na spacerze. Ten wzrok, to oko, ten pychol siwy, wzrok taki, że każdy powinien chcieć, żeby się psiur na niego patrzył w taki sposób właśnie...


Nie tylko na spacerach były sesje! Porozkładali się też w domku dla wolontariuszy. Laaaampyyy, tłooo, takie fiufiufiu, profeska! Dzięki temu mamy teraz takie piękne portrety....

Łatek powinien się nazywać Batman! Cały prawie biały, a na oczach i uszach tak mu się zamalowało. Zapozował jak model - wiedział, że trzeba się popatrzeć w to czarne, okrągłe coś, chociaż przerażające... Łatek był dzielny!
 

Sesję miał też Tiger. Jest takim pięknie staruszowo staruszkowym staruszkiem. Portret, że aż mi żuchwa opadła! Zdjęcie do powieszenia na ścianie, nie ma co! Nad kominkiem! Tigerowi kominek do szczęścia nie potrzebny. Wystarczy posłanko w kącie najzwyklejszego pokoju, byle przy swoich, najważniejszych na świecie ludziach...


Nie tylko psy sesjują! Koty też! Jędrzej miał poruszające zdjęcia, kiedy z łapą musiał się pożegnać... Sierściuch jest już w nowym domu!



I Tysiak się załapał na sesję. Tysiak wygląda na takiego, co to wiatr dmuchnie i się pieseczek obali. Takie chucherko, co to czasami łapa się pod nim ugnie. Wygląda jak osiemnaście nieszczęść! Widać zresztą, uszy poszarpane... Ale oczy... Nie da się czasami nic poradzić na to "dowiadczenie życiowe", które "wychodzi na wierzch". Oczy jednak zawsze pozostaną takie piękne, jak dawniej. Tylko czasami więcej w nich smutku i oczekiwania...


Kto jeszcze miał sesję? Wiadomo - MY! Ja i Hedzisław! Oj mieli z niego ubaw...

- Hedar, sesja się zaczęła. Pozujemy!

- HĘ?


- Nie rób min! Pozujemy...

- Ja miny robię... też coś... PFFFF


- .....

- Noo doobra, żartowałem, grzeczny będę...


- A teraz tak na serio!


- Ładnie? Ładnie. Już napstrykali? No. To idę.


Aaaa teeraaaz, przygotować się... Oooootoooo JA, Wasza Bulbeczka w swej własnej, PIĘKNEJ, psioosobie:


Taka to ja jestem. Zgrabna, o pięknej sylwetce dorodnego kartofelka. Talia mi się gdzieś zgubiła, a żebra oglądam tylko na obrazkach i psach, które czasami trafiają do nas z ciężkiego, poprzedniego życia. Ale jestem urocza. JESTEM. I koniec.

A tutaj siedzę. Właśnie, że JEST różnica między tam, jak siedzę, a jak leżę! Kilka centymetrów... ale JEST!


I teraz uwaga, najlepsze zdjęcie zostawiłam na koniec. Tutaj już jestem tak urocza i tak CUDNA, że niektórym może cukier skoczyć. Żeby nie było, że nie ostrzegłam! No.


Oko! Na oko patrzcie! Psia kostka, nie wiedziałam, że mam tak PIĘKNE! Ogromniaste jak spodek od filiżanki, brązowe i błyszczące, jak jaki kamień szlachetny! Po prostu tak mnie to czarne pudełeczko uchwyciło... O rajuśku, tak pięknie... Powiem Hedziowi, żeby mnie podsadził do drukarki, wydrukuję sobie i powieszę pod moją ławeczką...

Te wszystkie zdjęcia to jeszcze nie wszystkie! Kamila i Tadeusz, czyli Kamvis (taka nazwa ich studia!) porobili duuużo więcej zdjęć i jeszcze będą robić. Z każdego wydobędą to COŚ, co może nie zawsze jest widoczne dla każdego... Robią to dla nas, bo kochają zwierzaki, bo sami mają dwa psy (w tym ponad 16-letniego Szafirka adoptowanego 16 lat temu z naszego schroniska), wiedzą, jak podejść, mają Cierpliwość w sobie, celowo przez duże C!

Dwunożni dziękowali pewnie nie raz, ale nie wiem, czy który czworonożny był tak kulturalny... więc z tego miejsca  D Z I Ę K U J Ę  w imieniu wszystkich zwierzaków! I nadzieja w nas rośnie, bo dzięki takim zdjęciom na pewno ktoś się w nas zakocha...

środa, 7 stycznia 2015

Postaruszkowiało...

- Ależ Bulbuusiuu, Bulbusieńko... Bulbusienieczko...

- NIE, nie dam ci napisać!

- Ale pisałem ostatnio...

- RAZ. Nie przyzwyczajaj się! Za dużo tłumaczenia, co masz pisać, jak i przez jakie "U" piszemy sierściuch... Poza tym sam o sobie pisać nie będziesz, nie wypada. A może coś o tobie na koniec skrobnę!

- OjejkuJejku! Będzie o mnie? Będzie o najprzystojniejszych? Najinteligentniejszych?

- Ykhem... no nie... idź pilnować drzwi lepiej, tutaj mi nie przeszkadzaj.

...będzie o starszych i potrzebujących...

Ostatnio znów nam średnia wieku się podniosła... Żal patrzeć, bo te starsze psiaki czasami nie pojmują, co się dzieje, gdzie są, dlaczego... Jak im wyjaśnić? Co odpowiedzieć na "kiedy przyjdzie mój człowiek?", jeśli głównie się zastanawiamy, czy doczeka...?

Od jakiegoś czasu widuję na spacerach Tybeta. Piękny psiur!A ta sierść!


Cudowny kudłacz, i ten uśmiech...


Tybet jest małomówny, nie mam pojęcia, skąd się u nas wziął. Mieszka w ogrzewanym pomieszczeniu. On jest na dole, a na górze ma małe sierściuszki do towarzystwa. Wychodzi regularnie na spacery, ale jest bardzo nieśmiały... Boi się, kiedy ktoś ot tak czegoś od niego chce. Zaraz odchodzi, niebardzo wie o co chodzi... Za to kiedy się na niego uwagi nie zwraca, to wtedy się pokręci blisko, poociera, w oczy zajrzy, uśmiechnie się kilka centymetrów od twarzy. Taki kudłaty dziwak... Tylko bije od niego takie ciepło niesamowite jakieś...

 Jest i Tysiak.

 Spójrzcie na niego i podpowiedzcie mi, co mam powiedzieć, kiedy się spyta, czy komuś się spodoba...? Oczywiście, że może się spodobać, ma w sobie coś niesamowitego... Tylko ilu jest ludzi na świecie, którzy chcą, którzy są gotowi adoptować dojrzałego zwierzaka? Tysiak nie ma w sobie agresji, tylko nie rozumie co robi w schronisku... Jeszcze komuś zaufa... Jeśli nie będzie za późno...

Jest Chili...


Ktoś powiedział, że Chili ma 16 lat. SZESNAŚCIE... Błąkała się sama przy drodze, gdzie akurat samochody śmigają obrzydliwie szybko. I tam, ta malutka (niech będzie, jest tak mała, jak ja!) suczka dreptała noga za nogą, nie wiedząc, w którą stronę miałaby pójść, żeby szczęście spotkać. Na szczęście została stamtąd zgarnięta i przywieziona do nas, bo przecież zostałaby po niej mokra plama! Chili ma już swoje lata, ma swoje przyzwyczajenia (ale akurat ma też takie dobre, że nie załatwia się tam, gdzie mieszka!), nie przepada, kiedy ją psy zaczepiają (widocznie z młodziakami rozmawiać nie będzie!), ale będzie najukochańszą staruszką! Czy ma nie mieć szans tylko dlatego, że nie jest kudłata i nie można udać, że jest "shih-tzu" albo "york"? Brzmi jak zaklęcie, ale te słowa faktycznie sprawiają, że po psy zgłasza się chmara chętnych... Powiedz Chili: "nie jesteś chociaż trochę podobna do shih-tzu, nie będzie chętnego, żeby cię zabrać"...

Napisałam na początku, że wspomnę o Hedziu. Tylko szybko, póki pilnuje, czy stróż nie wraca z obchodu...

Hedar ma już ponad 10 lat. Byłby jeszcze żwawy całkiem! Na laski by biegał! Gdyby nie ten jego nieszczęsny nadgarstek... Na dowód, że to bieganie mi się nie przyśniło:


Niestety teraz już tak nie biega. Właściwie to wcale nie biega, tylko człapie, na ile mu łapsko pozwala. Miał zamawiane takie specjalne COŚ, żeby mu się staw aż tak nie zginał, miał zamawiane nawet nie raz! Niestety cośtam ciągle mu nie bardzo działa, łapa puchnie...


Oj żebyście słyszeli, jak on potrafi marudzić i narzekać! W sumie, to mu się nie dziwię, bo przecież doskonale w tym łapsku czuje, kiedy deszcz będzie, kiedy śnieg spadnie, a kiedy upały przyjdą... A że łapsko wielkie, to czuje wyjątkowo!

Życie ma on w schronisku właściwie niezłe... Jednego mi szkoda... Że za jakiś czas będzie wiosna, a później lato, a on dalej w najładniejsze pogodowo weekendy będzie leżał głównie w biurze, bo schroniskowy plac będzie zmieniał się w autostradę czworo- i dwunożnych... Hedziu nie może mieszkać w domu ze schodami, chyba, że będzie je można policzyć na palcach jednej, psiej łapy. Może mieć do towarzystwa koty czy inne psy, byle niezbyt nachalne. Super, gdyby był ogród, kawałek trawy, na której mógłby leżeć pół dnia! Na spacery średnio się nadaje, jakieś krótkie to taak, ale kilometrów już robić nie będzie... Ach, to by było dla Hedzia super...

Jeśli rozglądacie się za psem, weźcie takiego, który nie ma w sobie nadziei... Wiecie jak pięknie wyglądają pierwsze radosne iskierki w oczach takiego psa? Przekonajcie się... Jaśnieje wtedy cały świat. I Wasz, i jego. To najpiękniejszy widok, jaki może sobie wyobrazić ktoś, kto ma serce porośnięte psią sierścią... Udowodnijcie im, że są warte więcej, niż całe pudło shih-tzu czy szczeniaczków. Poznajcie ich staruszkową mądrość, poznajcie dziwactwa i odkryjcie w nich coś fajnego. Można. Da się...

......
...tym bardziej, że czasami czasu tak mało...
...żegnaj, Kanciku... Biegaj beztrosko, bez bólu, radośnie, lekko... za Tęczowym Mostem... Majka, zaopiekuj się nim...
...żegnaj...