Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 września 2016

One czekają, pamiętasz...? Gasną, wiesz o tym...?

Wiele razy może już o nich było napisane. Wciąż jednak czekają na szczęście, na spełnienie marzeń, na Ciebie... Coraz trudniej podnieść im się co rano, coraz trudniej odetchnąć ze spokojem, coraz trudniej na spacery się drepta... One wiedzą, że jak kaszlną przy dwunożnym, to pęka im kolejny balonik z napisem "szansa na dom".... Wiedzą, że jak nie nadążą na leśnej ścieżce, to pęknie kolejny...

Butla kiedyś była pełną energii, radosną psiolaską. Wypatrująca wolontariuszy i tych dwunożnych, co to powoli się przechodzą między kojcami i szukają przyjaciela... Ona też szukała, tylko nie mogła inaczej, jak tylko wpatrywać się w każdego, merdać przykrótkim ogonkiem i okręcać się radośnie pokazując z każdej strony...


Butla już nie wpatruje się w ludzi na wiatach. Powody są dwa... Nie mieszka już na wiatach, tylko razem z Romeo w ciepełku. Zdrowie już nie te, Butelka ma anemię, jeszcze gdzieś jej się coś pali w środku. Dziwne, ale psioweci tak mówią. Że stan zapalny ma niby. I szukają teraz, gdzie to się pali i dlaczego, i jak pomóc... Jest już po jednej operacji, musieli jej jakiś bebeszek usunąć, potem się bali, że guziki się przeniosły, ale na szczęście żadnych nowych nie znaleźli. Drugi powód tego, że Butla już nie wypatruje jest taki, że psiolaska nie widzi... Kiedyś było w porządku, a teraz... Nie wiem, czy całkiem ma ciemno, czy jednak widzi chociaż dzień i noc, ale przecież się pytać nie będę, jeszcze jej się przykro zrobi... Widać, że gdzieś na coś się patrzy i wie, skąd wołają, ale tak na czuja bardziej. Przecież to nie może sprawić, że te wszystkie baloniki, o których wspomniałem na wstępie, pękną... Wciąż jest kochana, wciąż uwielbia ludzi i czeka na nich każdego dnia...


O tym psie pisał Ares całkiem niedawno, ale najwidoczniej nie przekonał nikogo. Ja napiszę wprost - z Moko nie jest dobrze.


Kiedyś myślący tylko o długim spacerze z podbiegami i targaniem patyków... A niedawno zaczął mieć problemy z oddychaniem... Psioweci go oglądali i tam coś nie tak ma w środku. Czekajcie, przepiszę... o, mam. P o d n i e s i o n a   t c h a w i c a. Co to i o co chodzi - nie wiem. Na pewno jesteście mądrzejsi ode mnie, na pewno wiecie. Nasi też mu serce sprawdzali i też się okazało, że nie pracuje, jak powinno. Raz mu się chce pompować krew, a raz niebardzo, tak się zdecydować nie może. Psioweci często do Moko zaglądają, a Tabletkowa też mu codziennie torciki z wkładką podaje, ale... no nie jest idealnie... Potrzebny mu spokój, opieka taka domowa... Właścicielskie oko zwierzaka leczy! ..jakoś tak mówią...

Daleko zresztą szukać też nie muszę, bo mój współpsiolokator też ma stan poważny... Który...?


Ares. Nie jest z nim dobrze. Swego czasu było naprawdę bardzo kiepsko i ledwo psioweci go na nogi postawili, ale się udało i Ares do nas wrócił. To jednak nie koniec. Wątróbka postanowiła żyć własnym życiem... Stwierdziła, że nudno być taką zwykłą wątróbką i postanowiła się zmienić. Solidnie. I rozrosnąć... Aresa czekają kolejne badania, żeby sprawdzić, czy może da się jakąś operację zrobić, czy co... Oby się dało... ale z wątróbką to tak jest, że jak się uprze, to się nic z nią zrobić nie da. Trzeba trzymać kciuki, żeby jednak była na tyle uprzejma, żeby dała Aresowi przeżyć jeszcze kilka ładnych lat w zdrowiu i dobrym samopoczuciu... Co nie zmienia faktu, że w domu by było lepiej zdrowieć, bo w schroniskowym biurze to głasków dużo, ale i ciągle coś się dzieje... W kojcach nie lepiej, bo ciągły szum, szczekanie i też dwunożni wędrują z nowymi psami na spacery albo szukają czterołapów, które wróciliby z nimi do domów...

Kolejnego też nie muszę szukać daleko, bo śpi zaraz za drzwiami. Niedawno się wprowadził. Aron we własnej psiosobie.


Trafił do nas chuuudyyy i kiepsko wyglądający. Jego domem była komórka, spał na betonowej podłodze... Łańcucha tyle, że ze dwa kroki mógł zrobić na zewnątrz... W schronisku odżył. Kolejny przykład, że u nas jest naprawdę lepiej niż w niektórych miejscówkach. Wiem, że on też miał leczoną wątróbkę, ale się jakoś udało ją przekonać, żeby się nie wygłupiała i teraz jest chyba w porządku. Tylko Aron zaczął ostatnio chuść i znów nasi będą sprawdzać, co mu jest... Dlatego też wprowadził się do nas, bo może w bardziej domowych warunkach mu się zrobi lepiej... Chłopak nigdy nie miał dobrego domu. Żadnego domu nie miał. Komórkę i beton, i psiolaskę do towarzystwa na łańcuchu obok...

Nie tylko oni gasną... Nie każdy, kto mieszka długo, musi się uskarżać. Niektórzy zachowują humor i zdrowie. Mają siłę się przymilić, pokazać od najlepszej strony! ...i tak czy siak nie idą do domów... Niektórzy z nas jednak są mniej odporni, łapią depresje, wątróbki im wysiadają albo inne tam bebeszki ze środka... Potem dwunożni boją się takiego zwierzaka przygarnąć, a przecież w domu się zdrowieje, w domu bebeszki mają się lepiej, nie ma stresu, nie ma zmartwień, można żyć! I chce się żyć!

Wiadomo, każdy zasługuje na dom. I ten sierściuch, co przyszedł wczoraj i ten, który czeka rok i do tego cukier mu skacze. I ten pies, którego właśnie przez bramę przeprowadzili i ten, który od kilku lat wypatruje domu kolebiąc bioderkami na boki, bo stawy już nie te... Wiem jednak, że wiele tych, które są od niedawna, oddadzą swoje szanse tym bardziej potrzebującym. Wiem o tym. Ja też tak mówię i wiem, że inni też. Rozmawiałem.

Nie bój się mieć za przyjaciela niedowidzącego, kaszlącego, obolałego, nie-do-końca sprawnego zwierzaka. Z Tobą będzie żyć dłużej, szczęśliwiej, spokojniej, bezpieczniej...

...będzie ŻYĆ...

niedziela, 29 maja 2016

Kiedy nam fajnie, kładziemy się na plecki!

Dzisiaj o beztrosce. Beztrosce, której nie czują wszystkie zwierzaki, a u tych, u których się pojawia w sercach - też nie występuje zawsze...

Kiedy nam, psom, jest tak psiuper i psiekstra, i psiefajnie, kiedy czujemy się bezpiecznie, to bywa, że wykładamy się girkami do góry. Wtedy od razu dwunożny wie, że czujemy się przy nim, i tak w ogóle, błogo, a jeszcze jak dajemy mu się głaskać po brzuszku, to już w ogóle może być dumny sam z siebie! (Oczywiście, że bywa, że po prostu chcemy się podrapać po grzbiecie czy wytarzać w piachu albo trawie, ale to też robimy z przyjemności czystej!)

Lecimy z tymi dogórygirowymi!

Borce mija już kolejna wiosna w schronisku...


I w ogóle nie wiem, jak to się stało, ale jeszcze nigdy o niej nic nie było na blogu! Niedopatrzenie straszne, ale już nadrabiam. Borka nie od razu zrozumiała, że nic jej u nas nie grozi. Na początku nie chciała wychodzić z budy, ani myślała wychodzić na spacery, Kiedy wreszcie wolontariuszom udało się ją przekonać, że nikt jej nie będzie bił, nie będzie krzyczał, że miseczka pełna, żarełko dobre, spacerki codziennie, to się psiolaska postanowiła jednak dać poznać. Okazało się, że uwielbia ruch wszelki! Jak ruch, to i biegi, a jak to, to i za zabawkami też chętnie poleci. Duży z niej zwierz, więc i siłę ma, pociągnąć potrafi, ale z drugiej strony potrafi się posłuchać i opanować. Wszystko ją ciekawi i może z dwunożnymi zwiedzać świat! I żeby nie było, że niezgodnie z tematem - bardzo proszę, oto podwozie Borki:


Z gumowym kółkiem, a jakże! Jeszcze by ktoś zabrał!

Borka miała mniej więcej 2 lata, kiedy przyjechała do schroniska. Była młoda... Teraz ma lat 5. Dalej jest młoda, ale chyba tylko dla nas... Dla większości odwiedzających już wchodzi w wiek średni. Czy to ma skreślić jej szanse na dom...? 

Jeszcze starszy jest Moko. Patyczkowy chłopak jest już w dwucyfrowym wieku...


Powoli Moko staruszkowieje. Nikt młodszy się nie robi, jego też jesień nie omija... Uwielbiający spacery, pogadanki międzykojcowe czy leśne, tarzanie w mchu... Niezauważalny przez dwa lata już... A przecież wystarczy go zabrać na spacer i przekonać się, że jest naprawdę psiantastyczny! Powoli już stawy mu się odzywają i bynajmniej nic dobrego nie mówią. Musi Moko znaleźć dom zanim zacznie niedomagać bardziej. Wiadomo, że dom ma właściwości lecznicze i na pewno wygrzewanie na posłanku w cieple by pomogło!

Zgodnie z tematem, bardzo proszę - patyczkowy chłopak tarzający się w mchu:


Prawda, że rozkoszny? A mógłby tak częściej czuć się beztrosko, nie tylko na spacerach co kilka dni... Tylko do tego potrzebuje DOMU...

O kolejnej psiolasce było oooohooohooohoooooo ile razy! Co ja poradzę, że pasuje do wielu tematów? Na pewno sami przypomnicie sobie jej imię:


Tak! Dobrze myślicie, to Azera we własnej psiosobie! Wciąż jest tak samo psiuper, jak wcześniej i właściwie nie ma co dodawać o niej, może prócz przypomnienia, że w schronisku przesiedziała już dwie i pół jesieni... Wcale nie musi doczekać do trzeciej... A tak potrafi być psiepiękna i psiurocza:


Tak bezwstydnie się po prostu wyłożyła na plecy w całości oddając się dwunożnemu... Ktoś ma wątpliwości, że będzie najlepszą psiumpelką...? 

Na koniec, taki bonus. Było o niej kilka wpisów wcześniej, to się powtarzać nie będę, więc tylko dorzucę jakże cudowne zdjęcie pasujące do tematu! Oto Mana:


Leżąco-tarzająca radość w czystej postaci... O ile tarzający się pies może być czysty, ale wiecie, o co chodzi....

I film!


Mana tutaj jest z Grafitem. Jeśli Grafit się tarzał i mógł się tak dobrze poczuć, to naprawdę wyczyn! Grafit jest psem takim szczególnym, bo wielki jest, ale się wielu rzeczy bał, a jak się bał, to stwierdzał, że to groźne i z tym walczyć trzeba... Jest coraz lepiej, ale idzie to poowoooliii... Dlatego to naprawdę super, że sobie tak z Maną na wybiegu hasa! 

To, że te zwierzaki nie czują się w schronisku źle, to naprawdę nie znaczy, że nie mają iść do domów... Na pewno nie do takich, w których nie będą miały ochoty na takie leżenie na plecach! Bo jak taki dom ma stresować (na początku to wiadomo, że stres, ale on powinien minąć!), to niech lepiej u nas mieszkają. Na pewno jednak są tacy dwunożni, którzy mogą podarować taki najbeztrościejszy....eee.... najbardziej beztroski dom, w którym wszystkie zwierzaki prędzej czy później będą nadstawiać klatę do głaskania. Jestem pewna, że takie domy gdzieś są i że istnieją, tylko jeszcze nie są zdecydowane na przygarnięcie czworonoga, albo mają już komplet... 

To jak? U kogo można się wyłożyć na pleckach i zostać na zawsze??

niedziela, 15 lutego 2015

O borze szumiący... jesteśmy tacy PIĘKNI!

- Bulbaa, a co ty taka się zrobiłaś... ogonem zakręcisz, łapy w jednej linii próbujesz stawiać, nie gibiesz się, jak kiedyś, przeglądasz się w szybach... nie poznaję koleżanki!

- Ach, bo Hedziu! Takie mi zdjęcia zrobili! Ja nie wiedziałam, że jestem taka PIĘKNA! 

- Siedzisz ciągle w szatni, się nie dziw, że sama nie pamiętasz, jak wyglądasz w świetle...

- Ooooj tam, co ja poradzę, że to najlepsza miejscówka... Poproszę tego naszego majsterkowaciela, żeby mi zamontował jednak lampeczkę pod ławką...

Tak na serio, to odwiedzają nas ostatni tacy jedni dwunożni, Tadeusz i Kamila, z masą jakichś różnych rzeczy to postawienia, powieszenia i leżenia. I oni mają takie czarne skrzyneczki, jak ta nasza fotografka, takie wiecie, wypasiste (czy jak to się tam mówi teraz...). Wiedzą też, gdzie przesunąć, gdzie przycisnąć, jak spojrzeć, żeby potem było tak... ŁAAAŁ.... Czary mary... Się pies nie spodziewa, że jest taki... ujmująco-czarujący... A oni to jakoś tak wydobywają z nas, tak jakoś w tych czarnych skrzyneczkach chyba się tacy robimy... Jakoś przez nie widać więcej, czy jak... W dodatku się super dogadali z tą naszą fotografką (KasiaKa na nią mówią... czy jak... bo u nas dwie Kasie, to ta jest KasiaKa) i jak się zbiorą i zaczną coś o przesłonach, iso, świetle, ostrości gadać... pisałam, że czary mary!

Ja nie będę siebie od razu pokazywać, bo zemdlejecie z zachwytu i nie przeczytacie do końca! Najpierw pokażę...

Moko. Moko jest strasznie rozgadany, ciąąągle by coś opowiadał! A to, że śniadanie było 5 minut wcześniej niż zwykle; a to, że dzisiaj sprzątała ta, a nie tamten; a to, że wolontariuszka była u niego, ta, co biegać lubi... Jak mu zamknąć paszczę? Patyczkiem! Znaczy dla niego patyczek... to ja bym obiema łapami nie objęła, ale najważniejsze, że Moko był przeszczęśliwy:


Butelce też zrobili zdjęcie na spacerze. Ten wzrok, to oko, ten pychol siwy, wzrok taki, że każdy powinien chcieć, żeby się psiur na niego patrzył w taki sposób właśnie...


Nie tylko na spacerach były sesje! Porozkładali się też w domku dla wolontariuszy. Laaaampyyy, tłooo, takie fiufiufiu, profeska! Dzięki temu mamy teraz takie piękne portrety....

Łatek powinien się nazywać Batman! Cały prawie biały, a na oczach i uszach tak mu się zamalowało. Zapozował jak model - wiedział, że trzeba się popatrzeć w to czarne, okrągłe coś, chociaż przerażające... Łatek był dzielny!
 

Sesję miał też Tiger. Jest takim pięknie staruszowo staruszkowym staruszkiem. Portret, że aż mi żuchwa opadła! Zdjęcie do powieszenia na ścianie, nie ma co! Nad kominkiem! Tigerowi kominek do szczęścia nie potrzebny. Wystarczy posłanko w kącie najzwyklejszego pokoju, byle przy swoich, najważniejszych na świecie ludziach...


Nie tylko psy sesjują! Koty też! Jędrzej miał poruszające zdjęcia, kiedy z łapą musiał się pożegnać... Sierściuch jest już w nowym domu!



I Tysiak się załapał na sesję. Tysiak wygląda na takiego, co to wiatr dmuchnie i się pieseczek obali. Takie chucherko, co to czasami łapa się pod nim ugnie. Wygląda jak osiemnaście nieszczęść! Widać zresztą, uszy poszarpane... Ale oczy... Nie da się czasami nic poradzić na to "dowiadczenie życiowe", które "wychodzi na wierzch". Oczy jednak zawsze pozostaną takie piękne, jak dawniej. Tylko czasami więcej w nich smutku i oczekiwania...


Kto jeszcze miał sesję? Wiadomo - MY! Ja i Hedzisław! Oj mieli z niego ubaw...

- Hedar, sesja się zaczęła. Pozujemy!

- HĘ?


- Nie rób min! Pozujemy...

- Ja miny robię... też coś... PFFFF


- .....

- Noo doobra, żartowałem, grzeczny będę...


- A teraz tak na serio!


- Ładnie? Ładnie. Już napstrykali? No. To idę.


Aaaa teeraaaz, przygotować się... Oooootoooo JA, Wasza Bulbeczka w swej własnej, PIĘKNEJ, psioosobie:


Taka to ja jestem. Zgrabna, o pięknej sylwetce dorodnego kartofelka. Talia mi się gdzieś zgubiła, a żebra oglądam tylko na obrazkach i psach, które czasami trafiają do nas z ciężkiego, poprzedniego życia. Ale jestem urocza. JESTEM. I koniec.

A tutaj siedzę. Właśnie, że JEST różnica między tam, jak siedzę, a jak leżę! Kilka centymetrów... ale JEST!


I teraz uwaga, najlepsze zdjęcie zostawiłam na koniec. Tutaj już jestem tak urocza i tak CUDNA, że niektórym może cukier skoczyć. Żeby nie było, że nie ostrzegłam! No.


Oko! Na oko patrzcie! Psia kostka, nie wiedziałam, że mam tak PIĘKNE! Ogromniaste jak spodek od filiżanki, brązowe i błyszczące, jak jaki kamień szlachetny! Po prostu tak mnie to czarne pudełeczko uchwyciło... O rajuśku, tak pięknie... Powiem Hedziowi, żeby mnie podsadził do drukarki, wydrukuję sobie i powieszę pod moją ławeczką...

Te wszystkie zdjęcia to jeszcze nie wszystkie! Kamila i Tadeusz, czyli Kamvis (taka nazwa ich studia!) porobili duuużo więcej zdjęć i jeszcze będą robić. Z każdego wydobędą to COŚ, co może nie zawsze jest widoczne dla każdego... Robią to dla nas, bo kochają zwierzaki, bo sami mają dwa psy (w tym ponad 16-letniego Szafirka adoptowanego 16 lat temu z naszego schroniska), wiedzą, jak podejść, mają Cierpliwość w sobie, celowo przez duże C!

Dwunożni dziękowali pewnie nie raz, ale nie wiem, czy który czworonożny był tak kulturalny... więc z tego miejsca  D Z I Ę K U J Ę  w imieniu wszystkich zwierzaków! I nadzieja w nas rośnie, bo dzięki takim zdjęciom na pewno ktoś się w nas zakocha...