Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sepia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sepia. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Dowodzi Brodziaty. One nie chcą być gorsze!

- że niby rządzić chcą??

- no co ty, Dżoookeej, przecież by nie dali rady! 

- to w czym gorsze nie chcą być??

- jak to w czym? W brodzie!!

Nasz GłównoDowodzący Brodziaty jest... brodziaty. Większość zwierzów nie ma jak zapuszczać, bo natura taka, że albo pies ma, albo nie ma... Sierściuchy to wogóle mogą pomarzyć!

...co prawda, kiedy usłyszał to Spektro, to musiałam szybko zwiewać z zasięgu jego łap, bo miny nie miał zbyt milusiej...


...a Zawad nie chciał uwierzyć, bo przecież już jest dorosły i jak to brody nie będzie?! On chce mieć ZAROST!



...aaaaale wybaczcie, drogie kocury - wąsiska może macie, ale brodę możecie mieć tylko w snach!

Za to nasze szczekacze? Mają, a niektórzy mają takie, że pewnie i Brodziaty zazdrości!

Na początek ze skromną brodą jest Będek.



Trafił on do nas całkiem zadbany! I sierść była niebrudna i boczki niezapadnięte. Musiał się zapodziać całkiem niedawno od zgłoszenia, że się błąka! Tylko to już było kilka miesięcy temu, więc jakby ktoś go szukał, to już by pewnie znalazł... Taki z niego kundel bury, ani nie za mały, ani za duży, za biały, za czarny, za kudłaty i za łysy też nie. W sam raz z każdej strony! W zachowaniu też w sam raz. Na dwunożnych cieszy się za każdym razem jakby ich tydzień nie widział, a inne psy traktuje właściwie... nijak. Czyli idealnie! Bury, brodziaty Będek czeka...

Dalej mamy włochatą pandę, czyli Sepię.



O Sepii było nie raz. I pewnie nie dwa. Bo jest na kim oko zawiesić! Biało-czarna, w kropki, łatki, plamki, piękna jest! Z zachowaniem też już zdecydowanie lepiej, bo kiedyś to przecież była tragedia! Siedziało to takie szczupłe, biedne w kącie i patrzyło przeraźliwie smutno na każdą wyciąganą rękę... Teraz Sepia nabrała ciałka, nabrała odwagi, pojawiła się radość na myśl o spacerze i na widok smyczy! Co prawda ze smukłej psiolaski stała się całkiem puchatą... pandą... ale uroku jej to nie odebrało! Sepia czeka na cierpliwych dwunożnych...

Na końcu mamy exe... equse... e g z e k w o (oczytana jestem, a co! To znaczy, że są na jednym miejscu!)

Kapitan:



On, tak jak Będek, trafił do schroniska zadbany i z wyczesaną brodą. Też się pewnie zgubił... Przecież niemożliwe, żeby ktoś tak fajnego Kapitana zgubił specjalnie! On jest przytulaśny, a że nieduży jest, to na bezczela może się ładować na kolana i domagać się głasków i czochrania po kudełkach! I taki jamnikowaty trochę, więc w lesie zaraz łeb w dół spuszcza, nos uruchamia i węszy... pewnie jakiegoś dzikiego zwierza by chętnie wywęszył! Psiekstra, brodziaty Kapitan czeka na załogę, której mógłby dołączyć!

Na końcu przedstawię Kritę!



 Też ma brodę niemałą! Akurat psiolaski wcale się nie przejmują, że mają zarost! Wcale im nie ubywa psiolaskości od tego! Kricie ktoś taki prezent zrobił świąteczny, że ją do drzewa przywiązał... Pozwolę sobie zauważyć, że to jeden z najmniej trafionych prezentów... wcale nie trafiony wręcz... Wracając do Krity - nie dość, że całkiem wysoka i zgrabniocha, to jeszcze komendy zna i na smyczy umie chodzić, i grzecznie spaceruje! Same zalety dla właścicieli wielkopsów, zwłaszcza brodziatych! Krita czeka na pewnych opiekunów...

Widzicie, jakie brodacze piękne! Wcale sami brodziaci być nie musicie, oni będą za Was! Ja się nie znam, bo brody nigdy nie miałem, ale to pewnie przyczesać trzeba czasem, w zimie śnieg wygrzebywać, a jesienią liście. Przez cały rok pewnie robi piękne szlaczki z wody od miski do każdego kąta w mieszkaniu, ale przecież czymże są te drobne czynności w porównaniu z 'maniem' takiego super brodacza w domu, prawda?

Prawda!
Dzisiaj pisaliśmy na zmianę. Tacyśmy zgodni!
Dżokej i Larsi.

niedziela, 22 marca 2015

O trzęsizadkach, które czekają na przewodnika po świecie

Pisałam tydzień temu o Lucynce, która wygrała w psiolotka i pokochali ją ludzie, którzy walczyli o nią o walczą do dzisiaj. Kto nie czytał - może nadrobić TUTAJ.

Dzisiaj przedstawię inne takie trzęsizadki, które u nas mieszkają. Trzeba jednak przyznać, że przy Lucynce to całkiem odważne psiaki! Chociaż bez naszych by takie nie były...Wolontariusze też odwalają masę dobrej roboty!

Wszystkie zdjęcia poniżej mam dzięki Tadziowi, o którym pisała już Bulba TUTAJ i dzięki naszej osobistej Fotografce KasiKa, o której też wtedy Bulba pisała. Psiekstra, że mamy takich dwunożnych, mówię Wam!!! Z tymi trzęsizadkami wcale nie była taka prosta sprawa, ale im się udało! No bo komu, jak nie im?!

Lecimy! Na pierwszy rzut Mańka.


Mania trafiła do nas z gromadą małych Maniątek. Na szczęście całe stado trafiło do domu tymczasowego, gdzie kluchy podrosły, a później się rozjechały do nowych domów. Ich matce się nie udało, trafiła do nas, gdzie poznaje ciągle nowych ludzi i zaczyna się do nich już nawet uśmiechać. Jeszcze trzeba się za nią nabiegać przed spacerem, żeby ją zapiąć w szelki, jeszcze może nie zwraca tak uwagi na dwunożnego, ale przecież będzie lepiej! Łatwiej jej idzie poznawanie się z dwunożnymi płci żeńskiej, widocznie jakiś męski przedstawiciel dwunożnych kiedyś jej (z)robił coś niedobrego i się zraziła psiolaska... Nie jest łatwo to odbudować potem, ale powoluśku, powoluśku... W końcu do zdjęć zapinał ją sam Fotograf (chociaż jego to akurat bać się nie można, bo się z niego pozytywna energia aż wylewa) i na szczęście obie ręce mu po tej czynności zostały! Znaczy Mańka nie kłapie zębami, nawet jak się boi, a to ważne!

Razem z nią mieszka Sepia. Chociaż powinni ją przechrzcić na "Panda".... Kiedyś smukła, taka wyżłowata, na długich łapach... Teeeraaaz....


...łapy się skróciły, bok poszerzył, panda, pisałam! Jak inaczej miało być, skoro ruszać się nie chciała, na spacer to tylko do końca schroniskowego płotu i "teraz to mnie nieście, byle z powrotem do kojca". Dalej niebardzo do tych ludzi ją ciągnie, nie jest przekonana wcale, czy chce zawierać znajomość, nawet na minut pięć, ale już chyba jej mniej przeszkadza, że ktoś sobie postoi obok. Może schudnie na wiosnę, cieplej będzie, spacery dłuższe, bo w pupy i w nosy nie wieje, chodzi się przyjemniej. Tylko Sepii trzeba wyciąć te firany odrosłe od nosa, bo może dlatego ona taka nieśmiała, że widzi wszystko w białe paski... Muszę poszczekać naszym, żeby na jakiś obchód wzięli nożyczki i jej to uciachali... Piękna ta Sepia... Musi się przekonać, bo jak inaczej ma do domu trafić...? Ona pewnie jeszcze nie wie, że chce, ale jak pozna, jak zrozumie słowa "spokój" i "bezpieczeństwo", nooo tooo będzie najszczęśliwszą psio-pandą pod słońcem!

Dalej mamy Foxy. Przyjechała do nas z innego miasta. Od początku była taka niezbyt-do-ludzka, aaale też już jest lepiej, chociaż jeszcze TROCHĘ przed nią.


Imię dostała takie, bo ponoć trochę lista przypomina z twarzopyska. Nie mam pojęcia, czy to prawda, w życiu lisa nie widziałam... Ale nasi tak mówią, to musi tak być...  W każdym razie, Foxy taka też dziko-lisowata była. Na zdjęciu może nie widać, ale ona  jest całkiem spora, umaszczenie ma całkiem-całkiem, dobrze, że nie czarne, bo wiem po sobie, że coś ten kolor szczęścia w adopcjach nie przynosi... Jak się przechodzi obok jej kojca, to owszem, podbiega do krat kojca, nawet się cieszy, że idzie na spacer, aaale zaapiąć na smycz?? To niekoniecznie chętnie... Trochę trzeba sposobem, trochę sprytem, trochę Foxy musi sama chcieć i się udaje... Po lesie to by najchętniej pobiegała bez przypiętego do niej człowieka. Tyle, że wtedy byśmy jej chyba więcej nie zobaczyli...  Nie ma innego sposobu, tylko ktoś się musi w niej zakochać i chcieć okłe... ołkie... o k i e ł z n a ć  foxową chęć wolności bezludzkiej. Nadejdzie taki dzień... 

Taką prawie całkiem jeszcze daleką do zaufania ludziom mamy Mirę. 


Mira z kolei na zdjęciu może i wygląda na większą, ale jest mała, taka mniej więcej do kolana (ma się rozumieć kolana człowieka!). Z tych wszystkich dzisiejszych psiolasek, to Mira jest najmniej ufna, ale na caaałe szczęście zupełnie przy tym nieagresywna. Zębami kłapała jedynie na smycz - tak kłapała, że potem smycze były dwie, a Mira hasała wesoło po całym wybiegu... To było bieganie! I Tadziu, i KasiaK i jeszcze ta nasza od tabletek (ręce jej zwykle pachną jakimś jedzonkiem....) biegała z wątróbką! Też zacznę uciekać, będą za mną ganiać z jedzeniem... W każdym razie - udało się złapać psiolaskę i odprowadzić do kojca. Nie jest z nią tak źle, ale... no właśnie, to "ale"... Ale musi się znaleźć ktoś, kto o nią zawalczy... Walczą pracownicy i wolontariusze, ale taki jedyny na świecie KTOŚ to zupełnie co innego...

Widzicie, takie to u nas psiolaski zamieszkały. Niektóre dawniej, niektóre wcześniej. Czasami ten czas ma się nijak do poziomu oswojenia, każda inaczej... To nie są zresztą wszystkie, jeszcze kilka psów różnej maści i rodzaju by się znalazło, niestety... Przeraża je ten świat, ludzi dopiero poznają, czasami pierwszy raz w ogóle, czasami pierwszy raz od dobrej strony... Trzymam za nie kciuki, bo się tego całego oswajania nijak przyspieszyć nie da. Chodziłam, tłumaczyłam, a one w kółko swoje... Ja mówiłam, że nasi są super, a trzęsizadki "no nie wiem...". Ja mówiłam, że można zaufać, a one "no nie wiem...". Ja mówiłam, że nie ma się czego bać i będzie dobrze, wystarczy się otworzyć, a one w kółko "no nie wiem...". Ja WIEM, że warto i ja WIEM, że musi być dobrze. Tylko jak ja im po psiemu nie mogę wytłumaczyć, to cóż... Wszystko w rękach ludzi.

Pokażcie, udowodnijcie im, że można, że warto Wam zaufać.

niedziela, 26 października 2014

Pieseczki bywają w kropeczki

...są pieseczki...
       ...też w kropeczki...
   ...i to chwalą sobie...
          ...kropki tutaaaj...
    ...kropki taaam....
...służą ku oozdobieee...
      ...tarrrarrraaaarrraaa...
  ...tarrarrraaarrraa...
             ...mmmhhmmmmhhmmm...


- Kiedyś marzyłaś o loczkach, teraz o kropeczkach pod nosem śpiewasz?

- Aaa boo wiesz cooo... słyszałam, że piegi to urocze są... Niektórzy się zachwycają i jak tylko zobaczą na sierści sierściastą kropeczkę, to zaraz im się oczy świecą. Psy mają te piegi wyjątkowo wielkie! Może i dobrze, że ludzie aż takich nie mają, tylko takie całkiem kropeczkowate. Psiur to może mieć taaakie krooooopy i będzie dalej wyglądał uroczo!

Haris na przykład jest piegokropkowany na łapach.


Zupełnie, jakby za dużo stał w kałużach i pordzewiał... I koło nosa też ma piegi, najprawdziwsze, policzkowe. Haris sympatyczny jest, właściwie wygląda dalej szczeniakowato (ach, te geny!!), ale jak mu w paszczę zajrzeli, to stwierdzili, że ze dwie wiosny już po świecie biega. Moooże czasami z jakimś psem się nie dogada i chce mu poszczekać to i owo, ale jak zobaczy, że człowiek nie jest zachwycony jego zachowaniem, to jednak z czasem się uspokaja. Teraz mieszka z psiolokatorką i jest między nimi całkiem dobrze. Haris jest całkiem do ułożenia!

Caaałaaa piegowata jest za to Trusia!


Znaleziona przy jakiejś ławce, kilka godzin tam ponoć stała i czekała... Niektórzy ludzie to naprawdę jakieś tabletki powinni brać na pamięć i empatię, bo to straszne, ile psów tak stoi zapomnianych przy ławkach, sklepach, drzewach i poboczach... A jak nie chcą brać tabletek, to może niech chodzi za nimi taka pani Opiekunka, jak u nas, z wielką tacą i każdemu podaje w ciasteczku, kiełbasce, jabłuszku czy co tam kto lubi...

Wracając do Trusi, pięknie piegowata jest! Na uszach co prawda jej się kropki zlały w wielkie plamy, aaale poza tym to same ciapeczki ma na białej sierści. Kiedy do nas trafiła, miała jakieś problemy ze skórą, przez to też zamieszkała na szpitaliku. Akurat ma widok na wejście i jak tylko drzwi się otwierają, to ona zaraz wszystkim na około głośno obwieszcza kto wlazł i czy ma strzykawki w rękach. Truśka codziennie na spacerki maszeruje z koleżankami i, jak każdy, czeka na taki ostatni odschroniskowy spacerek, prosto do dooomuu.

Pięęęękne, prawdziwe, napoliczkowe piegi ma też Bacha.


Baśka jest bernardynką. No, może i bezmetrykową, ale właściwie kto by tam się kłócił... Zwłaszcza z Bachą... To cielę jest przeogromniaste i zakochane w ludziach po uszy. Mieszka na mini-wybiegu przy biurze i jak tylko jakieś okno jest otwarte, to ona zaraz staje na dwóch łapach, opiera się o parapet, brodę zadziera i szczeka, bo jej się nudzi, bo jak to, że tacy fajni dwunożni są w środku, a ona, taka przesuperancka Bacha na zewnątrz! I jak tylko ktoś się zdecyduje, żeby pójść trochę z nią pogadać, to zaraz o:


Taka kruszynka do miziania... Myślałby kto... pfff....

Czarno-biało-łaciato-piegowata jest Sepia.


Piękna jest... Tylko taka bidula nieśmiała. Na spacer pójdzie leeedwo leeedwo, w połowie na leżąco i kiedy kończy się murek schroniska, to ona się wraca... Do żadnego lasu nie pójdzie, bo nie, bo drzew za dużo, bo pod nogami za miękko, bo zaraz pewnie się rozpada, wichura będzie, a w ogóle, to ona na żaden spacer iść nie chciała i już... Niełatwe z nią zadanie, ale na pewno w końcu się uda. Musi. MUSI.

Są łatoluby, krótkopyskoluby, długogrzbietoluby, uparciucholuby, muszą być też kropko-i-piegoluby. Całe szczęście, że tak samo, jak różne są zwierzaki, tak samo różne są serca, które je kochają! Potem tylko najważniejsze, żeby się w porę odnalazły...