Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z Psami pod Palmami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z Psami pod Palmami. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 września 2015

Z Psami Pod Palmami czyli zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia, dużo!

Działo się! Znów się działo, tak jak rok temu! Nasi zbierali monetki i papierki, za które można kupić dużo rzeczy, ale tez uczyli i uczyli, i uświadamiali, i uświadamiali... Nie tylko nasi, bo się spora grupa ludzi do nich przyłączyła i każdy miał coś do powiedzenia! Najlepiej jednak pokazywać na przykładach, więęęc przejdźmy do zdjęć...

Tak wyglądał plac z naszym mini-miasteczkiem:


...to była jedna strona, a teraz druga:


Nie mogło też zabraknąć naszych Wolontariuszy, którzy JAK ZWYKLE spisali się przesuper! Tutaj mała garstka:


Stoisk było duuuużooooo! Byli miłośnicy kotów, psów, ptaków, fretek; był weterynarz, fryzjer, behapsiorysta; było żarełko wegańskie, były różne stoiska, na których można było kupić różne rzeczy, ohohohoho ile tego było!

O, tutaj jest stanowisko kociarskie:


...a tutaj nasz psiowet (ten, co go wszystkie psy wyczuwają, zanim jeszcze ruszy spod lecznicy do schroniska!)

 

 ...a tutaj są dziwne zwierzaki - freciaki:

 

...nie tylko na obrazkach były! Były też na żywo! O, bardzo proszę, to nie wierzy:

 

 ...były też sierściuchy materiałowe! 
 

...były też sierściuchy drewniane! Ale heca!
 

 Ten z tyłu pan ma wdzianko z napisem "OTWARTE KLATKI". Tam było stoisko, gdzie można było porozmawiać o tym, że wszystkie zwierzaki powinny mieć prawo do fajnego życia, bez bólu, cierpienia i stresu!

 

 Na jeszcze innym stanowisku były budowane budki dla sierściuchów, które żyją sobie w mieście. Żeby nie musiały szukać miejscówek do spania, to niektórzy stawiają im takie budki. Nie dość, że je budowali, to jeszcze kto chciał - mógł je pomalować!


Pokazywali się też zaklinacze psów! Znaczy tacy dwunożni, co to tak potrafią pogadać z psem po psioludzku, że te doskonale wiedzą, kiedy mają usiąść, kiedy się położyć, a kiedy przełazić przez tunel! Był pokaz KarPeTeam (tak się to sprytnie pisze!)...


 ...był też nasz behapsiorysta, który też zna mowę psią i razem ze swoją psiolaską Molly pokazuje to i owo. Zgrany to duet i oboje przekazują tę wiedzę dalej. O, tutaj na zdjęciu z tym czarodziejskim patykiem, co głośniej się mówi stoi behapsiorysta, z tyłu ta jasna to Molly, a obok, ta dwunożna laska z tym śmiesznym kundelkiem to zdaje się, najlepsza uczennica i oni z kolei udowadniają, że nawet schroniskowy trzęsizadek nieprzystosowany do życia może po godzinach wylewanego potu, z pomocą cierpliwości i wytrwałości zdobywać podium na zawodach!


Ha, nawet nasz psiowet próbował ze swoim buldożkiem!


 W tak zwanym międzyczasie pokazywały się też nasze czworonogi! A co! Też im się należało przyjść na imprezkę! Miały też nadzieję, że może tam je ktoś wypatrzy... Tutaj jest Loza z Dokisem. A ten Brodziaty, który najpewniej mówił coś niezwykle istotnego to nasz Stowarzyszeniowy Najgłówniejszy Brodziaty!


...była Saba/Aza. W takim metalowym ubranku, bo ona jakoś tych psów nie lubi innych... I tak wiecie, żeby nikt się nie obawiał, że jak będzie blisko przechodzić, to będzie chciała komuś coś nawtykać, to tak miała założone... Ale dla ludzi jest cudowna!


...był Wesołek. Ładnie się zaprezentował, na pewno rozsyłał uśmiechy na prawo i lewo!


...tu jeszcze raz Loza, tak ładnie potrafi chodzić na smyczy:


...a tu kolega Lozy z kojca - Dokis! Też zachowywał się wzorowo!

 

...była Nikita. Psiolaska z tragiczną historią, a jednak sama Nikita jest zupełnie pozytywna!


...uśmiechy posyłała też Dina! Tak jak Wesół - należy do akcji zachęcającej do adopcji starszych psów!


...Cezar też był. Pokazywał, jak bardzo jest pocieszny z tymi swoimi opadającymi uszami!


...z gracją przebiegała Sara...


...z dostojeństwem stał jej kolega - Krati!


...Sabcia też miała okazję się przebiec po placu. Kudełki jej powiewały, białe zęby lśniły w słońcu... może komuś wpadła w oko...?


Była też wystawa. Bardzo ważna wystawa. Wymyśliła ją nasza fotozwierzografka. Skrzykneła jeszcze takiego pana, co umie sierść dwunożnym przyczesać na głowie i taką panią, co umie podmalować nieco. (Ci dwunożni to się muszą upiększać, z jakiegoś powodu NAS się nie maluje... pfff). Wszyscy wiemy, jak wygląda zwierz, kiedy cierpi. Nie wszystkich to rusza. Naprawdę - są tacy. I nasza fotozwierzografka chciała pokazać, jak by to wyglądało, gdyby na miejscu czworonogów byli dwunożni. Żeby uświadomić niektórym, że każde stworzenie cierpi, żeby może więcej ludzi zdało sobie z tego sprawę. I jak kogoś może nie rusza widok zwierzaka, który często nawet nie umie pokazać, że coś go boli, to człowiek już ma tyle mięśni twarzy, że z pewnością mu się to uda... Kawał psiekstra roboty!


...tu wyżej to jeszcze jest Ares - on pokazywał, jak ładnie nauczył się porozumiewać z dwunożnymi! Pokazywał "siad" i "waruj", i inne takie, co to ja nie umiem, a on umie!

...a tutaj nasza fotozwierzografka od wystawy, z tym czarnym pudłem, którym celuje w każdego nowego zwierza... Mówią na nią KasiaKa, albo MałaKasia.


...odwiedzali nas też dawniejsi podopieczni! Przyszła, tak jak rok temu, psiolaska Aza ze swoją koleżanką czterołapą - Adelką. Aza była samą skórą naciągniętą na kości przypiętą łańcuchem do byle czego, ale teraz jest prawdziwym domowym pieseczkiem! Da się!


...dostawaliśmy też prezenty! Na przykład całą pakę kocy! Wszystko dla nas! Dwunożni tylko nam przekazali, ale wiadomo, że to nasze zadki będą na nich leżeć...


...i całej imprezy nie byłoby też gdyby nie nasza Rzeczowniczka, ta z włosami, co nie umiem kolorów nazwać... jakbym był psiolaską, to pewnie łatwiej... Ta w czarnej koszulce, o! To nasza Rzeczowniczka! Mówią na nią OlaEn!


...a ta druga pani, która ma białe wdzianko w czarne kropeczki (och, jest w łaty, jak ja!) to jest najlepsza konser... konwer.... k o n f e r a n s j e r k a, aale znam trudne słowa! W zeszłym roku przekonaliśmy się, że jak impreza, to tylko z nią! I też ma na imię Kasia, ale to inna Kasia niż KasiaKa. Ta Kasia to Kasia Sobieszek. Gadane to ma... Ja bym nie umiał tyle mówić, a ona umie... skąd tyle słów ma w głowie... nie wiem... ale dobrze, że mogła być z nami!

Ufff... Wiecie, że tych zdjęć jest dużo więcej? Wybrałem "kilka", nie za dużo, nie za mało, tak w sam raz, tak mi się zdaje... Zresztą nie powinniście zdjęć oglądać, tylko być tam z naszymi dwunogami i czterołapami! Tyle rzeczy Was ominęło... Rezerwujcie sobie czas za rok!

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, którzy się napocili podczas organizacji, którzy tak ładnie porozkładali namioty, stoły i te wszystkie rzeczy, którzy tyle rzeczy przyjechali pokazać, którzy przyciągnęli ludzi...  I DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, którzy byli, którzy wsparli, którzy pokazali, że wrażliwość istnieje...

środa, 1 października 2014

Hej Ho! Na piknik by się szło!

Działo się! W sobotę był trzeci piknik "Z psami pod palmami"! Dla dwunożnych było dużo atrakcji, ale przybyły też tłumnie czworonogi, długołape, krótkogrzbiete, łaciate, jednolite, kudłate, gładkie, w kropki, w paski, byyyyłoooo teeeegooo....

Przy okazji odbyły się też czwarte zawody DogTrekkingu! Kilkanaście kilometrów do przejścia po mieście, różne zadania i dla psów, i dla ludzi, potem wyniki, nagrody, dyplomy, szał!

Opisać się wszystkiego nie da, trzeba było być i oglądać. Jeśli ktoś nie był, bo chory, bo za daleko mieszka, bo miał inny ważny powód - trudno, szkoda, może za rok... Jeśli komuś się nie chciało - wytłumaczenia nie ma! Wszyscy jednak mogą być teraz, tutaj, zaraz! Się nie ociągać, zdjęcia oglądać!

Zdjęcia fociła nasza schroniskowa fotografka, ona to jakoś tak wie w którą stronę i w którym momencie i jak ze światłem i którędy, żeby było takie ŁAŁ... W dodatku jeszcze dzień wcześniej nie było wiadomo, czy wogóle przyjedzie, bo się leczyła w szpitalu! Coś z uchem było, ale nie wiem co... Może za dużo machała głową albo biegała w mokrej trawie, albo jak się drapała to zadrapała... U psów tak to jakoś jest, nie wiem, jak u dwunożnych... No i potem fotografka biegała po placu, aparaty jej powiewały na plecach, chustka jej powiewała na głowie (co by znów się nie szpitalowała z tym uchem...), ale gdyby nie ona, to i posta by nie było! W podziękowaniu w tym tygodniu ani razu na nią nie warknę!

Zaczynamy:
...naaaajpieeerw było wielkie rozkładanie!


To nie jest taka prosta sprawa, wiecie, ile to jest rurek, rureczek, złączek, złączeczek, sznurków, kółek, płacht...? Czasami to i z instrukcją obsługi można się pogubić... Jeden namiot był rozkładany i składany ze trzy razy, zanim się okazało, że dwie rurki są jednak o pół mojego nosa krótsze od innych, a to niezwykle istotne było...

Przybywali też pierwsi goście! Prawda, że cudny?


Przyszła również pięęęęękność, prawdziwa owczarka niemiecka - boska Boska.


Humory dopisywały, każdy psiurek zadowolony był już od wejścia na plac!


Przyszło też kilka grup ludzi, którzy nam pomóc, świętowali z bezdomniakami, starali się i pomagali tak, jak potrafią najlepiej - na przykład były takie babeczki z kotami i psami. Niektóre zwierzaki mogły liczyć na łaskę swoich opiekunów i też mogły spróbować... Ale oczywiście dla nas, czworonogów, niewskazane takie babeczki... Myślałby kto... PFFFF....


Sierściuszki też miały swoje stanowisko! Akurat pod palmą miały miejsce. Były panie, które pomagają takim mruczkom, które nie żyją w domach, ale pełnią służbę w mieście. Bo miasto bez kotów to by się zaraz zapełniło takimi długoogoniastymi, długoryjkowymi, długowąsiatymi, małymi zwierzątkami... To się nazywa fachowo "kot wolnobytujący". Taki kicur doskonale sobie w mieście radzi, ale czasami trzeba podleczyć, dokarmić, budkę postawić czy okienko w piwnicy otworzyć na chłody...


Byyyył teeeeeż.... Ktoooo...? RASZYN! Ze swoją ukochaną panią weterynarz!


Był też Tofik. Kiedyś schroniskowy, teraz ma już dom i ekstra dwunożną kumpelkę, z którą się nie nudzi. Psina niby wystraszona ciągle i niepewna, ale patrzcie, jaka poza wystawowa!


Ludzi też przybywało!


Wspominałam o uśmiechach. Duuużo ich było! Tutaj mamy kolejny:


...i jeszcze jeden...


Pisałam wyżej o psio-kocio-podobnych babeczkach. Były też lizaki!


...nie zabrakło przystojniaków... [wzdech...]


...i znów Raszyn. Raszyna było pełno! Biegał luzem pilnowany przez swoją ukochaną pańcię-weterynarkę, ale też on, jak tylko się orientował, że nie widzi jej w pobliżu, od razu szukał!


 Pojawiły się też takie cuda! Niebieski charcik włoski... FIU FIU FIU...


...i jeszcze jedni ludzie nam pomagali! Były pluszowe zwierzaki! Jeszcze bardziej kolorowe, różnorodne, w paski, kropki i zygzaki!


...a ten futrzasty futrzak uśmiechnąć się do zdjęcia nie chciał... Poważny taki...


Za to Frania uśmiechała się pięknie! Pocieszna, w różowych szeleczkach! (hmm... a ja mam taką byle jaką brązową obrożę... muszę się upomnieć o coś bardziej suczkowego...)


Był też Haribo! Adoptowany całkiem niedawno od nas. Piękny, krowiasto-łaciaty, wygląda jak bestia, uszy ma obcięte, paszcza wielka, postawny... Jednak on się bardziej obawia niektórych dwunożnych niż niektórzy dwunożni jego...


Było też takie szaro-łaciato-czarne cudo! Zebrała duuużo pochwał i usłyszała maaasę ochów i achów... I też ma różową obróżkę... Niech to!


Oczekiwania na rozpoczęcie zawodów dogtrekingu się niektórym przedłużaaałyyy... Tutaj akurat nudno jest Boskiej...


Nasi przygotowali takie tablice, gdzie każdy mógł sobie poczytać o schronisku, o naszych, o tym jak pomagają. Do tego było dużo zdjęć! Tutaj akurat są zachwyty nad zdjęciami z nowych domów naszych byłych bezdomniaków! Takie zdjęcia zawsze wzruszają, nawet jak się jest takim poważnym stróżem, jak ja...


...iii jeszcze raz Gwiazda Dnia! Raszyn!


Na scenie udało się pokazać Bati. Piękna, mądra, grzeczna owczarka. Ma jednak niezwykle "poważny" dla niektórych defekt: nie ma ogona...


Jak Bati, to i Łatek, mieszkają razem. Łatek niestety patrzył się wszędzie, tylko nie na ludzi...


Była jeszcze jedna przedstawicielka rasy, która ciągle jest uważana za niezwykle niebezpieczną... Ta pasiasta suczka jednak niezwykle rwała się do przekonania wszystkich, że jest najcudowniejszą i najweselszą, i najbardziej kochającą ludzi amstaffko-podobną psiolaską! Rwała się do każdego jakby chciała krzyknąć "Noo heeej, nie znam cię, ale chętnie poznam, daj pyska!!"


...najmniejsze psy na pikniku... Nie były jednocześnie najradośniejszymi... Za to były cichutkie, a przy tej wielkości psa, to rzadkość, że tak pozwolę sobie na małą bulbeczkową złośliwość hohohoho...


Można było też zaczipować psy! To całe czipowanie jest o tyle ważne, że jak czworonóg użyje wszystkich czterech łap, żeby pognać za kotem albo tak po prostu sobie pognać w dal siną i potem drogi do domu nie znajdzie, ale ktoś go znajdzie, to może go zabrać gdzieś, gdzie jest czytnik czipów i potem już łatwo może psisko wrócić do domu! Na zdjęciu akurat suczka, która na zdjęciu wyżej się chowa za kolegę oraz najukochańsza weterynarka Raszyna! Raszyn też oczywiście na zdjęciu jest, bo jakże to inaczej...


Były też pokazy psich możliwości! Na zdjęciu Molly, jak zwykle, ze smyczą w paszczy. Czeka, aż jej opiekun wszystko objaśni i zaraz ruszą sztuczkować, siadać, kłaść się, kręcić, aportować i takie tam cuda, które Molly potrafi! Ja też potrafię, ale akurat... no nie chce mi się...


Kolejne kudłata cudowność:


...i kolejny piękny uśmiech! Też kudłaty!


Nie wszyscy może poznają tego psiego jegomościa. Było małe zamieszanie z nim, bo stali wolontariusze i mówili: To jest Patyk. Nieee, Patyk był większy... Ale to chyba jednak Patyk. Bo ja wiem, nie był tak kudłaty... Jednak pysk ma jak Patyk! Eee.. chyba nie...
Aż jedna wolontariuszka podeszła i zaczęła się zaznajamiać z psiurem. Rzuciła w powietrze (bo jej głupio było tak zagadać do opiekunki...), że ten pies wygląda jak Patyk! Opiekunka usłyszała i odpowiedziała "Bo to jest Patyk! Tylko teraz ma na imię Bolesław". No wiecie! Radość była wielka, bo Patyk był wzięty jako staruszek. Zdrowie mu nie dopisywało, nie cieszył się, nie merdał ogonem na ludzi, taki apatyczny, staruszkowy staruszek... Sama właścicielka mówi, że wcześniej brali już starsze psiaki, ale Bolek jest staruszkiem nad staruszkami! Wiele już z nim przeszli. Co prawda Bolek dalej nie cieszy się za bardzo do ludzi (chociaż kocha na swój sposób), ale psy uwielbia i właśnie dlatego psiak zawitał na piknik. Miał taki cudowny Dzień Bolesława!


Przyszła też Gwara! Adoptowana kilka miesięcy temu od nas! Gwara gwaru nie lubi, ale z pańciami czuła się bezpiecznie.


Kolejny psi uśmiech. To jest pies jednej z pań, która opiekuje się miastowymi kotami. Dzielnie pomagała szczekaniem!


Przyjechała teeeeż Aza!!! Odebrana właścicielowi, bo trzymał ją na łańcuchu, na łańcuchowej obroży, przy byle jakiej budzie, wychudzona do granic... Teraz jest pieseczkiem domowym, kanapowym, tarzającym się w trawie i bawiącym patykami!


Był też drugi pokaz z psami! Tutaj nie tylko pies umiał sztuczki, ale i opiekun! Bo było i przełażenie między nogami (trzeba umieć się nie wywalić!)...


...ale były też takie sztuczki! Niełatwe jest wskoczenie na plecy, ale niełatwe jest też utrzymanie takiej kluski!


Drugim psem na pokazie był... Kiciuś... Nie, nie pomyliłam zdjęć, na zdjęciu jest piękny, ogromniasty owczarek o imieniu Kitek.


Na trzecim pokazie były jeszcze inne sztuczki i jeszcze inne psy! Tutaj akurat owczarek belgijski w wilkowatych kudełkach - piękny!


...aaa tuuuutaaaaj psiuńcio państwa weterynarostwa - Tofik. Nie zawiódł - potrafi się uśmiechać!


Nasz Szorstek! Słynny, bo duuużo ludzi na jego widok mówiło "Ooo, Szorstek!", "Czy to Szorstek", "Znam go! To chyba Szorstek, prawda?". Grzeczny, starszy, spokojny. Pokazał się wśród ludzi i na scenie. Wrócił niestety nie do domu, a do schroniskowego kojca...


Dostaliśmy też cuuudooownyyy tort! Tort był, bo "nasi" obchodzili 10-lecie powstania Stowarzyszenia!


Na scenie pokazała się też Alaska. Odebrana od człowieka, który jej nie karmił ani nie leczył... przecież po co... Teraz Alaska jest odkarmiona z nadwyżką, wyleczona i czekająca na ekstra super dom!


Kolejna schroniskowa rodzinka! Te dwa duże cielaki na pewno są od nas! Nie wiem, jak to małe, niepozorne, wyszczekane... ale rodzinę tworzą piękną!


Największy pies na pikniku! Pedro zwany przez ludzi na pikniku: "JJJAAAA, AALE WIEELKI". Ja to bym do niego nie podeszła za nic, ale widziałam, że jakoś dwunożni podchodzili i wcale nie znikali w jego paszczy...


Był też Sofian adoptowany od nas! Ma kilka lat, a ciągle wygląda jak szczeniak...


Był i Guciu! Guciu jeszcze mieszka w schronisku, ale wziął udział w DogTrekkingu, spędził ten dzień inaczej, cały czas z ludźmi. Szkoda, że tylko jeden...


Wieczorem, jak już wszyscy wrócili z miastowego dogtrekingu, było podliczanie punktów i rozdawanie nagród!

Trzecie miejsce zajął ten przystojny husky!


Drugie miejsce zajął nieśmiały Tofik, którego na zdjęciu prawie nie widać oczywiście, bo się wstydził...


Pierwsze miejsce zdobyła boska BOSKA! Tutaj jeszcze Molly jej coś krzyczała, może gratulacje, ale patrząc na "minę" Boskiej, to chyba jednak nie...


Jak już się zrobiło całkiem ciemno, to się odbył taki pokaz FAJERSZOŁ. Tutaj już żaden pies udziału nie brał, mógł się jedynie pogapić z bezpiecznej odległości. Całą robotę zrobili dwunożni, którzy się tego fajera, znaczy ognia nie boją.


Ufff... Piknik może się późno nie skończył, ale wieczorne składanie tego, co się rozłożyła rano wykończyło wszystkich bez wyjątku...

Warto było jednak! Ci, którzy byli - potwierdzą, a ci, którzy nie byli - niech żałują i już rezerwują sobie wolny dzień za rok!