Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łatek II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łatek II. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Do (p)siego roku! Żegnamy 2014 dobrymi wieściami!

Ostatni dzień dzisiaj. Ostatni tego roku. Dla nas, psów, czy kotów, to nic szczególnego. Nam liczą lata spędzone w schronisku, albo lata spędzone w domu, a niektóre zwierzaki obchodzą nawet coś takiego jak "urodziny"! Podobno niektórzy właściciele wiedzą dokładnie, kiedy się ich czworonóg urodził, ale czy w schronisku który-psio-lub-kocio-kolwiek wie, kiedy ma jakieś święto? Rocznicy trafienia do schroniska obchodzić nie będziemy...

Dwunożni jednak lubią pod koniec roku robić jakieś podsumowania, więc niech będzie! Ja też mogę napisać, żeee w 2014 roku z naszego schroniska do domów trafiło około 1000 (TYSIĄC) zwierzaków!

A jeśli chodzi o bloga...
- 24 posty napisał Tyson z Majką
- 72 posty napisałam JA (plus Hedziowe wtrącenia...)
- w suuuumieee.... Hedziu, dawaj paluchy, bo moich nie starcza... 96 postów!
- najczęściej czytanym wpisem był o pseudohodowlach. Krzyczeliście z nami, to bardzo cieszy! TUTAJ może przeczytać ten, kto nie czytał wtedy.
- najmniej przeczytanym był TEN TUTAJ, nie rozumiem czemu... Kto nie czytał, niech nadrabia!
- najwięcej odwiedzin bloga było w sierpniu - 5090!!!
- w sumie wszystkich wejść w 2014 było ponad 48500!!! ŁOHOHOHOHO!

Nie tylko takie cyferki chciałam dzisiaj pisać. Mam trzy historie. Może i nie były szczęśliwe jakiś czas. Już są!

Pierwsza historia dotyczy psiaka, przez którego strasznie mi się oczy spociły (ale wtedy na pewno strasznie mi w nie wiało!). Kto poznaje?


Tak, to Drzonek. Pisałam o nim. Tak strasznie zrezygnowany, smutny, z wielgachnymi oczyskami wpatrzonymi w człowieka... Był u nas od trzech tygodni.

...od trzech tygodni dzwonili państwo wypytując, czy nie trafił do nas jamnik z guzem na szyi. Hmmm, no trafił piesek z guzem, ale to nie jamnik. Mały, brązowy, ale jamnik to chyba nie... No to nie, to nie ten. Państwo jednak dzwonili i dzwonili... aż pewnego dnia zdecydowali się jednak przyjechać i osobiście popatrzeć, iiii..... okazało się, że Drzonek jest tym "jamnikiem" z guzem! Drzonek ma właścicieli, którzy go szukali! Cudownie! Oczy mi się wtedy spociły drugi raz, chociaż pod ławką mi nie wieje... Dziwne.

Druga historia jest łaciata i łaciatego psa dotyczy. O nim też już pisałam:


Łatek II. Miał właścicieli, ale nie byli w stanie się nim zajmować, więc psiurek trafił do nas, przeszedł operację, doszedł do siebie, trafił ze szpitalika na wiaty... i stał się jednym z najsmutniejszych czworonogów u nas... Stał w kojcu, gapił się smutnymi oczydłami, ogonkiem nieśmiało merdał. Na spacery chodził chętnie, ale wraacaaać to nieeeee chciaaał. Dobrze, że Łatek mały, bo można było podnieść i ponieść czternastoletniego czworonoga do kojca. Ech...

...przyszli do schroniska państwo. Przeszli się po wiatach. Wrócili. "Tam jest taki mały, łaciaty Łatek. Bierzemy. Możemy się przejść na spacer, ale tak czy siak bierzemy".

Łatek po raz ostatni wyszedł ze schroniskowego kojca, po raz pierwszy nie musiał wracać, a raczej nikt go nie musiał wnosić! Łatek II pojechał do domu! Nastoletnie psiaki też mogą mieć prawdziwe szczęście!

Trzecia historia przed nami i w dodatku na czasie! Tym razem o psiurku, który nie był tak smutny. Zarażał radością na prawo i lewo!


Tak! To Malin! Pisałam o nim też. Mały, radosny, lubi dzieci. Byłby już dawno adoptowany, ale nikt psa z chorym sercem nie chciał...

...pewien pan był akurat w takim budynku, w którym jest coś, co się nazywa Urząd Gminy... O co chodzi - nie wiem, ale tak podsłuchałam, to tak przekazuję...

- Może śliny? albo gliny?

- Głupi! Urząd Gliny, aleś wymyślił! Słyszałam GMINY, to gminy!

...w każdym razie - ten pan zobaczył w tym urzędzie ogłoszenia z naszego schroniska iiiii na jednym zdjęciu zobaczył własnego psa, który mu zaginął dokładnie rok temu! Uciekł, bo wystraszył się fajrer... fefrew... f a j e r w e r k ó w. To był właśnie Malin! Po roku zarażania dzieci radością, po roku maszerowania z rodzinami do lasu, Malin pojechał do własnego domu!

"Wystraszył się fajerwerków"... No właśnie, to taka mała prośba:
Przypnijcie do obroży czy szelek Waszych psiaków arde... adrse... a d r e s a t k i (no!). Możecie też napisać na szelkach, czy obroży Wasz numer telefonu. Przekażcie to komu się da! Dzisiaj, i pewnie od kilku dni, nie wiadomo z której strony może wybuchnąć! Dla psa to wybucha pięć razy głośniej! A co ja piszę! Pięćdziesiąt razy głośniej! Przestraszy się, smycz zerwie (bo absolutnie go w ten dzień nie spuszczajcie!) i poleeeeciiiii przed siebie... Malin jest przykładem takiego latania właśnie.

Mogę też coś poradzić, tak przy okazji - jak już macie takiego trzęsipupę w domu, który boi się wybuchów, to przygotujcie mu posłanko w jakimś zacisznym miejscu w domu (może sam sobie takie miejsce wybierze, wie przecież, gdzie mu będzie najbezpieczniej), włączcie radio czy telewizor. I teraz najtrudniejsze - kiedy widzicie, że psisko się boi - nie podchodźcie, nie przytulajcie i nie mówcie nic, żeby nie myślał, że dobrze robi, że się boi. Wszystko ma być jak gdyby nigdy nic... Chociaż dla niektórych nie będzie, ja wiem...

Byle przetrwać tę noc!

A kolejny rok będzie (na pewno!) lepszy niż ten, będzie zdrowszy, bardziej psiejski i kociejski, bardziej empatyczny. Na pewno!


Życzymy z Hedziem!

Niech będzie, z Klajdem też życzymy... Ten się umie ustawić, jak nie łapeczki na dłoniach kładzie i patrzy maślanymi oczyskami w oczy człowieka, to załatwia sobie najlepsze miejscówki... o:

środa, 12 listopada 2014

Bulbka z Indiosami życzą największego szczęścia!


HA! Widzicie?? Widzicie??? JA i Indios Bravos! Indios Bravos i JA!! Jedna z "naszych" wynajduje wieści w gazetach i internetach o tym, kiedy i gdzie będzie jakiś zespół fajny, i mi się udało załapać do sesji z chłopakami! Fajoooskooo, c-nieeee??

- Buulbaa... Nie wpadnij w samozachwyt... 

- Nie masz zdjęcia z chłopakami, to mi zazdrościsz tylko! A ja z tego miejsca chciałam BARDZO pozdrowić Indios Bravos, bardzo pozdrawiam! Ja pozdrawiam i ta "nasza", co tak ich wyszukała i zaprosiła! Ona to chciała szczególnie jednego z Indiosów pozdrowić... ale pozdrawiamy wszystkich bez wyjątku!

Pewnie inni też mi zazdrościli... Niedaleko miejsca, gdzie była sesja, mieszka Misiak.


Misiak śmieszny jest. Ma jedno ucho rozkładane! Drugie się może zepsuło, bo cały czas na dole, ale to jedno może być albo w górze, albo z tyłu, zależy, czy Misiak jest zaciekawiony czy też czuje się niepewnie. Fajny z niego pies. Może na początku przesadnie się ludźmi nie cieszy, ale jak się go weźmie na spacer i kucnie za jakiś czas, to ten mały podchodzi spokojnie po porcję głasków. Tylko do mieszkania brać!

Niedaleko też mieszka Szorstek.


Malutki piesek, nie za długi, nie za szeroki, nie za wysoki. Sierść może trochę szorstka, ale też nieprzesadnie. Spacerki lubi, suczki mu w większości nie przeszkadzają, mieszka z Tiki, o której już kilka razy pisałam, i z Florą, o której też pisałam. Co się w nim może nie podobać - nie wiem... Pewnie jak zwykle - "wiek: ok. 10 lat". Jak ludzie widzą dwie cyferki przy wieku, to dalej nie czytają nawet, psa nie chcą poznać...

Blisko nie mieszka, ale akurat przechodził Łatek Dwa. Łatek ma dopisek "dwa", bo już jednego Łatka mamy i jakoś trzeba odróżnić, kiedy się o nich rozmawia.


Wiek łatka też już dwucyfrowy, w dodatku jeszcze większy niż Szorstka... To bardzo smutny psiaczek... Weseleje, kiedy wyjdzie na spacerek, kiedy maszeruje z człowiekiem jak kiedyś, jak dawniej, kiedy jeszcze miał dom, właścicieli, kiedy był kochany, głaskany... Można się z nim zatrzymać na chwilę, ogonek pójdzie w ruch, łapki poniosą do człowieka, będzie to najszczęśliwsza dla Łatka chwila tego dnia! Kiedy Łatek wraca na wiatę, to smutnieje tak bardzo, że łapy odmawiają niesienia jego grzbietu do kojca. Psiak staje i więcej iść nie chce... Kamienieje, patrzy się tylko tymi wielkimi oczyskami, uszka kładzie po sobie... Czasami nie da rady - jeśli cztery łapki nie chcą nieść, to dwie ręce chwycą psiaka, a dwie nogi poniosą do kojca. Potem Łatek stanie na deskach, spojrzy nieśmiało na człowieka i spyta "naprawdę musiałem tutaj wrócić...". Ech, naprawdę musi tutaj wracać... Ma 14 lat, jest niewidzialny...

Nie każdy ma takie szczęście jak JA i załapie się na zdjęcie z zespołem, ale ja tam nie jestem jakaś wredna i każdemu życzę takiego szczęścia! Powiem więcej, życzę każdemu bezdomniakowi największego szczęścia - pójścia do najprawdziwszego, szczęśliwego DOMU. Może przyjdzie ktoś, kogo rozbawi jedno-stojący Misiak, rozczuli nie-do-końca-szorstki Szorstek i wzruszy zrezygnowany Łatek-Dwa... Przyjdzie kilka takich Ktosiów i zechcą przygarnąć te nasze niewidzialne, cudowne, WARTE tego szczęścia zwierzaki... Zapraszamy!