Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aza. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2016

Każdy słyszał o czworonogach. O czterech kółkach też! Ale żeby naraz??

Psem jestem. I nie ogarniam czasem. Nie tylko mi się w głowie nie mieściło, jak można mieć cztery łapy i cztery kółka jednocześnie... Już mi się mieści, bo widziałam, ale wiecie, musiałam przetrawić i dłuższy czas patrzeć, co z czym! Coś innego mi się jeszcze nie mieści. Jak to jest, że jedni opiekunowie zwierzaków tak łatwo się poddają i albo oddają psa (jeśli Dobrym Ludziom, to chwała!), albo porzucają... albo wręcz nie robią nic, jak to pisałam dwa posty temu, i niech sobie pies czeka, aż jego część wyfrunie wysoko, wysoko... A drudzy opiekunowie tylko myślą, jak by tu jeszcze życie zwierzakowi uprzyjemnić, ułatwić, gdzie pomocy poszukać!

Tym razem o tej drugiej grupie na przykładzie całkiem niemałym! O tej psiolasce pisał już Tyson, a później Sonia. Dzisiaj piszę JA. Bo warto. 

Aza do schroniska przyjechała ohooohooooo jak dawno temu! Będzie ze 2 i pół roku! Dla psa to szmat czasu... Solidny kawał psiolaski to był. Znaczy jest. Wręcz kawał kuca! Czy od razu zamieszkała z niedźwiedziem? Nie wiem, ale wiem, że to była para niecodzienna. Ona wysooooka, on ogólnie i w górę, i na boki był niemały. Para dobrana idealnie, wolontariusze nieraz długo się zastanawiali, czy zabrać na spacer... Ale kto raz wyszedł, ten już się nie bał. No, może azowej siły, bo za punkt honoru chyba sobie stawiała, żeby przeciągnąć każdego tak, żeby na drugi dzień odzywał mu się każdy mięsień! ...Ares mnie tu szturcha, że mam nie marudzić i podkreślić, że Azy nie kochać się nie dało. I już! Do dzisiaj są tacy, którzy ją wspominają z uśmiechem i tęsknotą w oczach...

W Azie zakochali się jedni dwunożni. Przyjechali z daleka nawet, przeszli się na wybieg, porzucali Azie patyczki, Aza oczywiście pokazywała się z jak najlepszej strony, czyli z każdej, i wszystko szło super aaaaaż w pewnym momencie Aza postanowiła patyczka podrzucić, a dwunożna tego samego w tym samym czasie podnieść.... Obie się schyliły, ale psiolaska była szybsza iii jaaak nie przywali może-przyszłej-pańci w nos! Aż zagrzechotało! Azie zrobiło się głupio, dwunożna stoi trzymając się za twarz, kiepska sytuacja, wiecie... A potem poszło. Przepraszanie z dwóch stron, tarmoszenie i radocha wielka, bo wszyscy zrozumieli - to jest TO. Pies ideał, dwunożni najlepsi pod słońcem, cudownie!

Często były wieści, a naszym się paszcze rozjeżdżały w uśmiechach i tylko zęby szczerzyli. Jak pies szczerzy, to źle, ale jak dwunożni, to dobrze. Dziwne, ale co ja wiem, jestem psem...

...Aza mogła do woli biegać za piłeczkami i je przynosić! ...albo nie...



...zyskała cudowne stado, w którego skład wchodził też całkiem mały dwunożny! Właściwie mogli sobie w oczy patrzeć zupełnie bez zadzierania głowy do góry, czy w dół. Może być lepszy kompan do zabawy niż taki, który ma tyle samo energii?? 



...albo lepszy kumpel niż ten dzielący pasje, choćby najbardziej zakurzone??


...albo podążający tymi samymi ścieżkami, choćby rzucali kłody pod nogi!


...z którym można odpocząć po dniu pełnym wrażeń...


Co tu dużo pisać. Aza trafiła do raju!


Pewnego dnia nasi się zorientowali, że coś Azowe Stado przycichło. Wieści nie ma, zdjęć nowych, a wiecie, że do dobrego każdy się przyzwyczaja, a częste wieści z domów właśnie do dobrego się zaliczają. Już się mieli odzywać do pańciostwa azowego! Ale wyszło, że chyba myślami ich przywołali, bo przyszedł mail... "Piszę z ciężkim sercem..."...

Azie wypadł dysk. Nie wiedziałam co to, ale wyguglowałam (może jestem psem, ale sprytnym!). To, co jest między jednymi łapami, a drugimi to się kręgosłup nazywa. Słup z kręgów. Kręgi to takie kosteczki. I między nimi są dyski... A wzdłuż idzie taka niteczka cienka, która sprawia, że wszystkie łapiska się ruszają i trzymają psa w pionie. Znaczy w pionie na czterech łapach. Aaaa jaaak dysk wypaaadnie, znaczy się wysunie, to uciska na tą niteczkę. Taka licha jest ona, że wystarczy ją tknąć piórkiem, to już wielki ambaras i łapy nie działają jak trzeba! Nie wiem, kto to wymyślił...... 

W każdym razie Aza zaniemogła. A wiecie... takie cielę koniowate swoje waży... Co się nadźwigali jej opiekunowie, to się nadźwigali! Najeździli się też, bo szukaaali i szukaaaali pomocy, znaleźli takiego kręglarza... znaczy kręgarza, co wciska takie dyski na swoje miejsce i ogólnie tam jeszcze ugniata to i owo, żeby wszystko działało. Tylko wiecie co... Ten dysk to był tak uparty, że co go upychali między kręgami, to on PYK, już był znów wypadnięty... Jak on taki uparty, to Aza i jej stado też! I się siłowali, kto ma więcej cierpliwości!

Kilogramy Azy ciążyły dwunożnym, wiadomo. Przecież żeby się opiekować, to sami musieli mieć siłę na to, bo jeszcze im by coś trzasło w słupie z kręgów, a wtedy to już całkiem klops.

...podumaaaliiii... poduuuumaaaaaaaliiiii.... A że mieli w głowie oleju ze dwa wiadra, to patrzcie tylko i zachwycajcie się!


HA! Pewnie zaraz ktoś pomyśli, że gdzieś już taki widział... Nie będzie się mylił, bo to wózek dla dwunożnych! Cztery kółka specjalnie skontre... konstrs... s k o n s t r u o w a n e  dla psów są drogie bardzo... A taki wózek, jak na zdjęciu wcale nie! Wystarczyło przerobić ociupinę, dorobić trzymadła na nogi i Aza miała własne cztery kółka, że mucha nie siada! Aza mogła się w nim poruszać, wychodzić na spacery, a wysiłkiem dla stada było tylko wtarabanienie jej na niego, a nie taszczenie psiolaski przez pół ogrodu.

Dalej jeździli do kręgla...niech to... do kręgarza, dalej ćwiczyli, podawali suple, ale jak lżej! I Aza zyskała częściową niezależność.

Niedawno dostaliśmy kolejne wieści. I właściwie to one popchły mnie... popchnęły do napisania o tym wszystkim. Z Azą jest lepiej, o wiele lepiej! Już nie musi korzystać z wózka, chodzi trochę korzystając z szelek własnej produkcji! Znaczy nie azowej, ale stadowej produkcji...


...ale chodzi też już samodzielnie! To ogromny postęp!

Wspólnie jednak wszyscy tam postanowili, że skoro sprawdził się pomysł z wózkiem, to nie można tak samolubnie go trzymać dla siebie, więęęc dostaliśmy instrukcję do puszczenia w świat! Na początek przedstawimy dla reklamy zadowoloną psiolaskę na własnym jeździdle. 


Bardzo proszę, oto zgrabny tył:


A teraz film instruktażowy i wyjaśniający co, gdzie i z czym. Jak ktoś ma tak wysokopodwoziowego zwierzaka, to może podpatrzeć i może jeszcze jakiemuś zwierzowi to pomoże?


Film kręcony, jak był śnieg, a po śniegu kółka się gorzej turlają, ale azowa pańcia napisała: "(...) w czasie gdy nie było śniegu, i w miarę na równej powierzchni Aza pięknie jeździła sama. W ostatniej fazie używania wózka trzeba było ją aż powstrzymywać, bo tak pędziła przed siebie, przy okazji "rozbijając" się po drodze np. o meble, drzwi, czy nasze koty"
Azowe stado (i MY!) zgodnie stwierdza - puszczajcie to dalej w świat! 

Maaam jeeeeszczeee niespodziankę dla Azy. O całej sytuacji dowiedział się Maszek, jej kumpel z boksu! Pozdrawia psierdecznie i wiadomość przekazuje: 


Aza! Stawaj na łapy! 
Świetnie Ci idzie, zawsze chciałaś mnie wyprzedzić na spacerze - nie daj się!  
Jeszcze na wiele spacerów musimy wyprowadzić naszych ludzi... 
Pozdrowienia od Maszka!


 My, psiobiurowcy, też życzymy wszystkiego dobrego Azie! Wiemy, że nas czyta i cieszy nas to bardzo! Życzymy wytrwałości i mamy nadzieję, że więcej nie trzeba będzie dyskowi pokazywać, gdzie jego miejsce!

Trzym się! Niedługo wiosna i przyjemniej będzie dreptać po lesie... W najlepszym towarzystwie z możliwych...

 Emotikon heart
To pisałam JA - Larsi.

niedziela, 22 listopada 2015

Ty tutaj żyj, a ja sobie pójdę w lepsze miejsce

Nasi mieli ostatnio takie dwie interwencje. Interwencji mają więcej i jeżdżą napraaawdęęę w różne miejsca, ale dzisiaj napiszę o takich dwóch... Wszystkie czterołapy, które tam zastali już mieszkają u nas i oddychają ŚWIEŻYM powietrzem. W schronisku fiołkami nie pachnie, muszę przyznać. Dziwić się nie ma co. Nasi sprzątają kilka razy dziennie, ale bywa, że umyją kojec, a akurat się któremu zachce... no i co ma zrobić... Ale to naprawdę są psiliard razy lepsze warunki niż te, z których przyjechały.

Naszym zgłosił ktoś, że starsza pani trzyma dwa psy w komórce na krótkich łańcuchach. Nasi pojechali i dopiero na miejscu dowiedzieli się, jak to wygląda od drugiej strony... 

Pewna rodzina miała psa. Jednego, później dwa. Wkrótce jednak znudziło im się życie w kraju, psa przecież ze sobą nie wezmą (kto by brał taki balast!), ale że przecież na miejscu zostaje babcia - postanowili zostawić zwierzaki właśnie jej. 

Co z tego, że starsza pani nie ma pieniędzy na jedzenie dla psów, że ma problemy z chodzeniem... Co z tego, że psy są energiczne i nowa opiekunka nigdy nie wyjdzie z nimi na spacer, że będą żyć przypięte do łańcuchów. Co z tego, że komórka, w której miały żyć nie jest dostosowana do tego, żeby było tam minimum wygody. Przecież to takie proste - przypiąć i wyjechać kilka granic dalej... A że w międzyczasie łańcuchy się poskręcały, poplątały i w końcu psy musiały żyć na tym, co same nabrudziły, bo już nie było ani kawałka czystego miejsca...? To nic, przecież za granicami żyje się lepiej, a stamtąd nie widać ciemnej komórki, w której psy tęsknią za człowiekiem, powietrzem i słońcem...

W niedużej komórce żyła sobie Sara...


  ...i Riko....


Sara miała aż 2 metry łańcucha, to dużo w porównaniu do Riko. On miał mniej, bo kiedyś tak niefortunnie przeskoczył przez siatkę, że został po jednej stronie z metrem połączonych ogniwek. Kiedy to było? Nie wiadomo. Wiadomo, że minęły mniej więcej dwa lata odkąd rodzina wyjechała w siną dal zostawiając swoje kochane pieseczki pod opieką starszej pani... Kilkanaście miesięcy Sara nie wychodziła na zewnątrz. Riko mógł przednie łapy do słońca wystawiać. Pewnie wtedy opowiadał koleżance, jak wygląda kawalątek świata, który widział za komórką...

Do spania Sara miała kawalątek kołderki, brudnej już i wilgodnej, do której mogła się dostać przeskakując wysokie ogrodzenie. Riko też miał taki kawalątek kołderki i też mógł tam przeskoczyć... kiedyś, jak łańcuch nie był zaplątany w siatkę... Czyli właściwie miał tyle do życia, ile widać na zdjęciu, nigdzie więcej nie sięgał. Wieczorem się kładł gdzie stał, a rano wstawał tam, gdzie leżał...

Zwierzaki zostały zabrane jeszcze tego samego dnia. Nasi nie mogą znieść, że nie mogą pozdrowić byłych właścicieli, ale babcia nie ma ani numeru telefonu ani adresu... Nie można jednak zostawić było psów ani jednego dnia dłużej. 

Sara i Riko już mieszkają u nas. Sara okazała się niezwykle inteligentną suczką! ...i ŁADNĄ...

Ma 8 lat, zna komendy, nic nie zapomniała przez ten czas w zamknięciu. Ma w sobie sporo energii, gdzieś w genach pewnie ma psa rodzaju husky, bo to oko błękitne ma pięęękne.... Przylepa jest przy tym też! Tylko by się kleiła do nóg, do rąk, wszystko jedno, byle bliżej człowieka! Stęskniła się psiolaska i teraz by najchętniej nadrabiała cały ten czas z odwiedzinami człowieka co kilkanaście godzin.

Riko jest młodszy, ma 2-3 lata. Na początku mieszkał w domu, ale pewnie już tego nie pamięta...


Nie pamięta już spacerów, właściwie trzeba będzie go wszystkiego nauczyć. Wie za to na szczęście, że ludzie są dobrzy, że nie trzeba się ich bać, że człowiek to dobre słowo i podrapanie za uchem. Już go nasi nauczą wszystkiego, powyprowadzają na spacery, przyzwyczają do smyczy, pewnie chłopak nie raz i nie dwa pobiega sobie na lince. Jest jeszcze młody, wygląd ma szczeniaka, może mu się poszczęści i znajdzie szybko dom z cierpliwymi dwunożnymi, którzy mu przypomną mieszkanie w domu...

Inna historia - oj... naszym dłuuugo same nosy się zatykały na samo wspomnienie... Długo obracali się wokół siebie i czuli (chociaż czuć nie było), że jednak może jeszcze raz wypiorą ubrania...

Ktoś zgłosił, że w pewnym mieszkaniu mieszkają cztery psy, które nie wychodzą na zewnątrz i że widać, że takie są szczupłe bardzo i tylko szukają wzrokiem czegoś do jedzenia. Nasi pojechali. Znaleźli budynek, znaleźli mieszkanie, weszli do środka... Podłogi nie było widać. Była zawalona w większości puszkami, szmatkami wszelkiej maści, gdzieś leżał materac, gdzieś stał rower, gdzieś kanapa... Czeego tam nie było! Znaczy wiem czego - porządku nie było! Wspomniałem, że w większości podłoga była zawalona tym i owym. Co było tam, gdzie nie było śmieci? No jakby to napisać... No to, co zostaje kiedy coś zjemy. Znaczy kiedy zjemy, to się przetrawi i... no tego... I to było właściwie nie tylko na podłodze, bo jak pies wdepnął, a potem przeszedł się po kanapie, to tam też to rozniósł... I tego nie ubywało, bo nikt nie sprzątał, wręcz przeciwnie... A że mieszkanie prawie nieotwierane, okna właściwie wcale... to się tak kisiło wszystko.


I w tym wszystkim cztery psy. Jedno trzeba przyznać - miały czystą wodę! Ciężko uwierzyć, ale jednak! Za to jeść nie było co, bo czasami tylko kawałek suchego chleba czy trochę kaszy, czasami coś się zawieruszyło, więc psy też dokładnie badały podłogę, żeby znaleźć coś jeszcze do zszamania...


...a wiecie, że psi węch jest psiliard razy lepszy niż ludzki? Potraficie sobie wyobrazić, co czuł pies, jeśli dwunożny nie mógł tego znieść??

Nasi przywieźli ze sobą karmę, na wszelki wypadek, bo nie wiedzieli, co zastaną. Czterołapy próbowały się do niej dobrać przez zamknięte worki, takie były głodne i spragnione czegokolwiek, co PACHNIE tak przyjemnie! Jak się worek otworzył to jeden przez drugiego łeb wsadzał i wyjadał! Tylko jedna suczka nie miała siły przebicia... Mała, biała, w czarne kropki, najchudsza z całej czwórki, nie dość, że przeganiana, to jeszcze koledzy na nią kłapali zębami!


Nasi w końcu zapytali się "opiekunki", gdzie ona śpi, bo w mieszkaniu niespecjalnie było gdzie. I ta dwunożna odpowiedziała, żeeee wcale nie śpi w tym mieszkaniu! Że ona u sąsiadki mieszka! No wiecie... Zbyt intensywny zapach był dla pańci? Za brudno? Ojej, i nikt nie pójdzie posprzątać!? ...a teraz uważajcie... Pańcia czworonogów ma syna. I nie zgadniecie, gdzie musiał spać.... Takie mu się nieszczęście przytrafiło, że w dodatku nie działają mu oczy, więc nie widział, w jakich warunkach spędza noce, ale czuł NA PEWNO! Ech... Ważne, że dwunożna ma wybór i wybiera najlepsze wyjście dla siebie nie patrząc się na innych...

Nasi stwierdzili, że takie warunki dla psów są nie do przyjęcia! W dodatku przy takim karmieniu, a raczej niekarmieniu, ze zwierzakami byłoby coraz gorzej, coraz bardziej zaczęłyby się kłócić między sobą, a ta kropiata suczka to już w ogóle miałaby kiepsko... Stwierdzili więc, że odbierają całą czwórkę jeszcze tego samego dnia. O!

I tak do schroniska trafiły:

Smerfa, lat 4.


Taka całkiem fajna ta psiolaska, nieprawdaż? Spokojna jest i spacerki lubi. Kto by nie lubił po takich przeżyciach... Teraz świeża ściółka pod poduszeczkami, szum wiatru, słońce przebijające się między drzewami, ŚWIEŻE powietrze! Smerfa się pewnie jeszcze rozkręci trochę, ale fajnie by było, gdyby jej ktoś pokazał prawdziwe, psie, fajne życie!

Dalej mamy Norę, lat 5.


Rzucić się mogą w oczy te jasne kreski na nosie... Ech, lepiej nie będę pytać, co się jej stało kiedyś... Może sięgała po kolejny kawałek suchego chleba i inny zwierz stwierdził, że właśnie ta kromka jej się nie należy! I taka będzie teraz z kreskowanym nosem...  Psiolaska niebardzo umie na smyczy chodzić, ludzi też się trochę boi... Wszystko zatem przed nią i przed wolontariuszami! Chyba, że znajdzie się wcześniej ktoś, kto będzie gotów ją tego nauczyć już w normalnym domu...

Kolejna to 2-letnia Aza.


Ooooj jej się wydaje, że jest wielkości owczarka! ...tymczasem owczarkowe ma tylko uszy, wielgachne takie! Reszta jest całkiem malutka. Z nią tak łatwo nie będzie. Znaczy owszem, swoich ludzi będzie kochać aż po grób, ale żaden obcy niech nie próbuje nawet stopy stawiać na Azowym terenie! W michę sobie dmuchać nie da, coś mi się wydaje, że to ona była szefem, znaczy szefką, w tej bandzie...

Najmniejsza i najbardziej poszkodowana była Perełka...


Ale o niej napiszę jedynie tyle, żeeee niedługo po trafieniu do schroniska poszła do domu! Mam nadzieję, że wszystko u niej w porządku i że pilnie uczy się prawdziwie psio-domowego życia.

No widzicie... Takie to mają dwunożni pomysły. Byle im było wygodnie, byle im się lepiej żyło. Mają wybór. Zwierzaki nie mają wyboru. Nie uwolnią się same z łańcucha, nie dopną kilku ogniwek do uwięzi, nie otworzą sobie drzwi, nie posprzątają po sobie, nie ugotują obiadu, nie kupią karmy. Są zależne od dwunożnych, a ci są odpowiedzialni za swoje czworonogi... Znaczy tak się mówi, że są odpowiedzialni, bo nie wszyscy się tak czują. Wybierają najprostsze rozwiązania nie patrząc na nic, na nikogo... Później się cieszą, że ktoś im zabrał problem i nawet nie widzą swojej winy w całej sytuacji... Tylko zwierzaków szkoda... Ale wiecie co, słyszałem, jak nasi rozmawiali, że "karma wraca". I to ponoć wcale nie chodzi o te kulki sypane nam do misek! Ponoć jak robimy dobre rzeczy, to wraca potem do nas dobre, a jak robimy złe, to wraca złe. I wiecie, nie trzeba nikomu nic źle życzyć, ja nie życzę! Od tego jest karma... żeby wrócić... Poczekamy więc...

-----------

P.S....... pamiętacie kawałek prywaty w P.S.ie z poprzedniego posta...? Zapeszyłem... Zapeszyłem, jak nic... Teraz mam prośbę, skoro byłem taki nierozsądny.... Trzymajcie kciuki tak bardzo mocno, zaklinajcie, dmuchajcie, plujcie przez lewe ramię, cokolwiek róbcie, co uważacie za dobre na zaklinanie.... Zaklinajcie moje uszy, bo ostatnio byłem na konsultacjach i nasi razem z psiowetem tak dziwnie kręcili głowami w prawo-lewo, a nie góra-dół... I Kiero taki smutny chodzi odkąd wróciłem... ech... niemądry ja, za wcześnie chciałem się cieszyć...

niedziela, 26 kwietnia 2015

O spełnionych marzeniach!

Lubię takie wieści. LubięLubięLubię! Zajepsiście lubię i w niektórych dwunożnych bym się wgapiała wyjątkowo maślanymi oczami!

Otóż. O czym marzą nasi dwunożni? O tym, żebyśmy wszyscy poszli do dobrych domów. Co znaczy "dobry dom"? To takie coś, gdzie mieszka fantastyczny opiekun! Psiak może mieszkać nawet w kojcu z budą (nie każdy może sobie pozwolić na psa w domu, trudno), ale jeśli ma opiekuna, który nie zapomni o swoim czworonogu nawet jak deszcz, zima i wyjść się nie chce, to też jest dobry dom. Bo najbardziej liczy się ten kontakt z człowiekiem!

Dostajemy różne, różniste wieści z domów. Im bardziej obszerne, tym bardziej cieszą. A już całkiem jest superaśnie kiedy wiemy, że jakiś psiak może być wyzwaniem lub wiemy, że pierwsze dni nie były łatwe, a tu dostajemy po kilku miesiącach informację "było niełatwo, ale daliśmy radę i teraz świata poza sobą nie widzimy".

Takim psem był Giff. Czarny, piękny owczarek. Psisko było takie, że na niektórych ogonem merdało, a na niektórych merdało faflami pokazując piękne kły. Akurat na panią, której się spodobał Giff merdał nawet ogonem... Poszli na spacer, wydawało się wszystko w porządku, więc heja do biura podpisywać umowę! Potem pies zapakowany do samochodu, pojechali... dojechali na miejsce, drzwi otwierają, a Giff wyjść ani myśli. Oj się zrobiło niewesoło, ale pomogła sporo wolontariuszka, która znała Giffa doskonale. Później też co jakiś czas Giff różki wystawiał...

Nie poddali się jednak. Giffowa opiekunka przyznała, że musiała się podszkolić z psiej psychologii, sporo musiała się nauczyć z obsługi samego Giffa, ale teraz już by go nie oddała za nic.


Zaufali sobie, znaleźli wspólny język i ogromną frajdę z bycia ze sobą. Wpólne wycieczki, wędrówki, takie tam wiecie, rzeczy, które normalnie się robi ze swoim zdrowym i pełnym energii owczarem!


Giffowa Pańcia wynajduje też mu nowe zajęcia i owczar jest przeszczęśliwy, gdy może spełniać życzenia! Sami zobaczcie, jaka radość:



Dobrze trafił. Możemy spać spokojnie! Nawet polubił jazdę samochodem...


Od kogo jeszcze dostaliśmy wieści?? Od Skoczka! Skoczek powinien zmienić imię na Miziak, Tarzak albo coś podobnego. Zapomina się chyba, u nas skakał po dach, taki energiczny i niezależny, a tu taki przytulak się zrobił!


Bardzo proszę, tak wygląda szczęśliwy pies:


Ach, niech mu będzie jak najlepiej i jak najszczęśliwiej. 9 lat na to czekał! Czy byłoby lepsze miejsce na ziemi dla teriera niż dom Pańci, która zna, kocha i rozumie teriery, w dodatku ma doświadczenie z tymi starszymi, schroniskowymi?? A skąd! I Skoczek o tym wie doskonale... Wie, że wygrał szóstkę w psiolotka...

Regularnie też dostajemy pozdrowienia od pewnego psiego źrebięcia... Psie źrebię imieniem Aza siedziało w kojcu z psim niedźwiedziem. Pewnego dnia niedźwiadek wyjechał do domu (jak na niedźwiadka przystało - w lesie bywa często), ale na szczęście niedługo później wyjechał też ten psi mini-koń. Właściwie ta psiolaska była postury takiej, że myśleliśmy, że może do pilnowania ją ktoś będzie chciał wziąć... Bo odstraszała samym wzrostem... Duże psy u nas powodzenia aż takiego nie mają, a co dopiero takie odrosłe po pas!

Tak się jednak na szczęście złożyło, że pewna rodzina miała dom z dużym ogrodem, w pobliżu lasów i łąk... Może nie mogli sobie pozwolić na kucyka i stąd wybór..? Nie wiem, nieważne, najważniejsze, że wypatrzyli naszą Azuchę, przyjechali, poznali się, Aza pokazała się z tej najlepszej strony i wyjechali wszyscy w dal siną.

Nie dość, że Aza wcale na etat stróża nie poszła, to jeszcze zyskała dwunożnego przyjaciela, który jest raptem głowę wyższy! Chociaż pewnie już więcej... Z takim można pośpiewać...


...pospać...


...przemierzać leśne ścieżki...


Aza po prostu trafiła na SWOJE stado!

Pisałam o Giffie, że cieszy się z pracy z człowiekiem. Jak to większość owczarków. Teraz jednak pokażę, że nie trzeba mieć jakichś specjalnych presdy... pretys... p r e d y s p o z y c j i, żeby stanowić ze swoim człowiekiem zgraną drużynę! Nie trzeba mieć za przodka zaganiacza owiec, psa cyrkowego czy ratownika. Można być całkiem niepozornym kundelkiem i (czasami) trzęsizadkiem, a na zawodach wyczyniać cuda!

Tofik był od nas adoptowany jakiś czas temu. Śmiesznie to wyszło, bo jego obecna pańcia wtedy miała w głowie zupełnie inny ideał psa, Tofik jakoś też nie był szczególnie przekonany do wylewności w stosunku do ludzi... Przeskoczyła gdzieś jednak ISKRA i tak rozpoczęła się ich wspólna przygoda...


Tofikowa Pańcia jeszcze przed adopcją założyła sobie, że psa będzie zabierać gdzie się da, więc od razu zacznie z nim takie podstawowe szkolonko. Dla psa to też super sprawa, bo przynajmniej nie ma potem jakichś nieścisłości w relacji dwunożny-czworonożny. Poza tym podczas szkoleń jest nagradzanie, a chyba nie muszę tłumaczyć, że każdy pies jest łasy na komplementy, zwłaszcza te do jedzenia...

Na szkolenie zgłosili się od razu, ale wyobraźcie sobie, że... nie przyjęli! Bo z taaakim pseeem?? Przecież to taki do domu na kanapę i na siku na dwór! Oooooj jak to usłyszała tofikowa Pańcia to się zawzięła jak nie wiem co! Bo z jakiej racji tak oceniać psa po wysokości, na której trzyma ogon!? Nakupowała książek, naczytała się, potem powolutku, pomaluśku zaczęła Tofika uczyć... Potem się dowiedziała o takiej akcji, co się psy uczą siadania, zostawania, kręcenia się, czekania, leżenia, takie różne czary mary, co to czasami i nasze schroniskowe psiaki się uczyły. Zainteresowało ją i postanowiła z Tofikiem spróbować. Przecież jak się nie spodoba, to wcale nikt nie zmusza! Okazało się, że ten niepozorny psiak radzi sobie przewyśmienicie! Jakby Pańcia mówiła do niego wcale nie po ludzku a po psiejsku!

Mało tego. Tofik to psiak pełen energii (chociaż może i nie widać, bo przy ludziach taki nieśmiały...), więc Pańcia stwierdziła, że zacznie wspólnie rozładowywać energię iiii postanowiła spróbować z takimi treningami, co to na nich psiaki przez płotki skaczą i przez rurki biegają. Stwierdziła, że skoro Tofik taki pojętny, to dlaczego nie spróbować również tego?! A dlaczego nie pójść wyżej, skoro niektórzy nawet nie wierzyli, że Tofik jest zdolny do czegoś innego niż do leżenia na kanapie?

I sami zobaczcie:


Ta gracja, te łapeczki pod brodą, stópka podwinięta, ogon idealnie sterujący lotem...

Maaaaasę pracy w to wkładają, właściwie to codziennie coś robią! Takie szkolenia normalne to raz w tygodniu czy w miesiącu, ale ćwiczy się każdego dnia, na każdym spacerze, w domu i przy każdej okazji. Czy to męczące dla psa? Może zacytuję tofikową Pańcię...:

"Jeden dzień nic nie robienia Tofik może przeżyć, ale dwa dni to dla niego za długo...i zaczyna go nosić. Chodzi za mną i wpatruje się w oczy, albo ładuje się na laptopa albo siada przed TV tak, żeby być na linii mojego wzroku. Jak tylko się spojrzę - macha ogonem, jak się ruszę lata cały zadek z radości, a jak wezmę jakikolwiek przedmiot związany ze szkoleniem - ekstaza... Zimą, jak były gorsze warunki na zewnątrz, potrafił mi przynieść pachołki szkoleniowe w zębach..." 

Niepozorny kundelek, którego wyszkolić się nie da... o:


...a co do tego leżenia na kanapie...


Uffff, się rozpisałam! Mogłabym tak dłuuuugo jeszcze, bo naprawdę mnóstwo cudownych dwunożnych adoptowy...adoptowu... adoptowywuje (a niech będzie tak!) zwierzaki i potem tworzą drużynę, stado, jakby właściwie się dla siebie urodzili... Nie każdy też przysyła do nas wieści, a szkoda, bo jesteśmy zawsze baaaaardzo ciekawi co tam u "naszych" czworonogów, jak sobie radzą w wielkim świecie, co zwiedzili, gdzie byli, czego się nauczyli albo czy lubią bardziej spać na lewym czy prawym boku... Ja bym mogła i codziennie pisać na taki temat, bo mi wtedy wiara w człowieka wraca!

Także Drodzy Czytaciele... Jeśli adoptowaliście z naszego schroniska czworonoga psiego lub kociego, a nie wysłaliście nam dawno wieści, albo co gorsza - nigdy... to usiądźcie prędko przy komputerach, napiszcie kilka słów o zwierzaku, dołączcie kilka zdjęć z Waszego wspólnego życia i ślijcie do schroniska! Nasi będą czytać mi na głos i pokazywać, a czasami jakaś łza ze szczęścia poleci... Fajne są takie chwile, co tu dużo pisać...

Tymczasem świtać zaczyna, spać czas iść!

Wasza Sońka

środa, 22 stycznia 2014

ZĘBY WYBIJ, A POKOCHA!


            Aha, jest mrozik! Ja nie czuję, ale Tyson szczeka, że zaczyna marznąć. Nasi bezogoniaści się jednak przygotowali. Kupili kilkadziesiąt kubraczków dla psów. Różnych rozmiarów i kolorów. Trochę innych, niż w tamtym roku. Z wierzchu mają warstwę ortalionu, żeby nie przemakały, a pod spodem polar. Te zwierzaki, które mają długą i gęstą sierść zimna nie odczuwają tak mocno jak te krótkowłose,  amstafy i różne inne Tysony… No więc dla nich te ubranka.
                       
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2659-maxuel
Zaczęli je zakładać. Pozakładali. Niektórym psom w nich twarz… to znaczy, pyskowo. Innym mniej. A inne w ogóle nie znają takich wynalazków i robią, co mogą, żeby się ich pozbyć. Pazury idą w ruch, a jak się da, to i zęby… Szczególnie nieprzystosowani radzą sobie z takim wdziankiem w parę minut. I tak niszczą, jeden kubraczek, drugi… Bezogoniaści mruczą wtedy takie dziwne słowa, zaczynające się jak kubraczek i dają spokój. Za jakiś czas, dzień, dwa, spróbują znowu… Ale wiadomo, nie każdy pies będzie paradował w wynalazkach bezogoniastych.
            Tysona na początku zamurowało. Zapomniał, że w zeszłym roku już takim ocieplaczu chodził. I nawet mu pasowało. W tym roku chyba więc też mu podpasuje. Jedyne, czego bezdyskusyjnie nie znosi, to kocyk, którym bezogoniaści zasłaniają zimą wejście do budy (żeby wiatr nie wiał, zimno nie wlatywało). Przed wiatrem to może i zasłania, ale widok też zasłania, a na to Tyson się nie godzi. Więc w strzępy!...
            Kiedy przyleciałam do niego, stał w tym kubraczku i zerkał podejrzliwie, czy aby nie zacznę się śmiać. Zrobiłam więc minę Kamiennego Pyska i zagnałam go do pisania…

            No to jestem zagnany i piszę…
Takiego kubraczka i kocyka jak te moje nie będzie potrzebować Aza. Młoda, ale duża, silna i żywiołowa kundelka, która parę miesięcy siedziała w schronisku. Jedni bezogoniaści ze wsi, spod dalekiego miasta, wypatrzyli ją sobie na stronie internetowej. Najpierw wydzwaniali, dowiadywali się o nią, poznawali na odległość. A wreszcie postanowili przyjechać. Wyglądali i pachnieli całkiem sympatrycznie. No i przyjrzeli się Azie z bliska i na żywo. A ona im też.
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/1520-aza
                       
            Na oko nieźle. I z jednej, i z drugiej strony. W takim razie trochę zabawy na wybiegu. Poszli. Zaczęło się ganianie, skakanie, rzucanie patyka… No, właściwie to ładnego kawała gałęzi. Aza aportowała, jak chciała. Raz gałąź przyniosła, raz nie, raz położyła, raz podrzuciła… No i za którymś razem podrzuciła mocno. A bezogoniasta właśnie schylała się, żeby tę gałąź złapać. Gdyby akurat miała otwarte usta, to by złapała zębami… Nastąpiła obustronna konsternacja, a potem wzajemne wyjaśnianie i przepraszanie. Tylko czekaliśmy, jak zaczną sobie buziaki dawać!
Po tym wydarzeniu bezogoniasta stwierdziła, że znalazła psa-marzenie. A bezogoniasty się z tym zgodził! A tego to się nie spodziewaliśmy. Aza ją kijem, a oni… Może tak właśnie trzeba z bezogoniastymi?... Pies się uczy przez całe życie. Zresztą, kto zrozumie bezogoniastych?...
Później jeszcze poszli, zdaje się, na spacer, a potem dopełnili formalności i Aza odjechała. Będzie mieszkać w domu, a do dyspozycji będzie mieć duże podwórko i pola lasy…
W ogóle fajnie. Dwa dni wcześniej poszedł Maszek, który razem z nią siedział w jednym kojcu. A teraz ona. Tak tu sobie myślimy, że to może jest szczęśliwy kojec i że następni jego lokatorzy też szybko znajdą sobie nowe domy…

Paden także nie będzie potrzebował ocieplaczy. Jest mały, czarny, kundlowaty czyli najfajniejszy. I dorosły też. Z nim to było tak. Miał swojego bezogoniastego, ale on bardzo zachorował i trafił do szpitala. No i tak jest w tym szpitalu, jest, jest i chyba… tfu, odszczekać! A Paden przyszedł do nas. I siedział sobie.
           
Pewnego dnia, niedawno, trafiła do schroniska jedna bezogoniasta. Przyszła psa sobie wybrać. A razem z nią przyszła inna – żeby doradzać. Tą inną znamy, bo jakiś czas temu wzięła ze schroniska Kręciołka. I z tego, co wiemy, lepiej psiak trafić nie mógł!
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/1231-krcio
           
Chodziły więc sobie bezogoniaste po schronisku i oglądały. To tego, to tego… No i ta, co miała wybrać psa – nie wybrała. Za to ta druga zobaczyła Padena.
No i teraz Paden żyje sobie z Kręciołkiem!
A nam się ciepło aż zrobiło na serduchach. Gdyby więcej takich bezogoniastych, to nie trzeba by nam wcale ocieplaczy!