Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gigal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gigal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2015

NASI zostają!

- Hedar! Klajd!! Możecie rozpakowywać torby! Jednak zostajemy!!

- Najpierw się kazała pakować, teraz rozpakowywać... o co ci chodziło?

- Ech, konkurs był przecież... Nasi chodzili, się denerwowali...Schronisko to tak samo nie pracuje sobie i się nie prowadzi też samo, dlatego co kilka lat konkurs jest na kolejnych prowadzicieli. Ktoś musi zamawiać żarełko, ktoś musi sprzątać, gotować, prać, chodzić za tobą, żebyś tabletki zeżarł, sporo roboty! Okazało się, że nasi znów wygrali! Najlepsi byli! A my przecież w biurze mieszkamy, Cakar w kuchni i kto wie, który kojec by nam przydzielili, gdyby naszym odebrali klucze...

- Ooojaaciee, faktycznie... Pójdę, szczeknę w podziękowaniu, że jednak mogę zostać!

- Nie łaź nigdzie! I tak mają dosyć szczekania twojego, ile można? Znajomy wchodzi - szczekasz. Zamieszanie - szczekasz. Spokój - szczekasz... Chociaż raz odpuść sobie, bo jeszcze nasi stwierdzą, że przeprowadzka ci potrzebna jednak!

Poszłam się też przedreptać po schronisku, bo już się rozeszło, że mogło być różnie. Trzeba było teraz roznieść, że nasi zostają!

Podreptałam na szpitalik. Szczeknęłam na środku, że nasi zostają! Vigro mieszka w jednym z boksów, jest u nas krótko, więc zapytał kto to są "nasi". Wyjaśniłam, że "nasi" to wszyscy, którzy przychodzą i pomagają, którzy mu zmieniają kocyki, podają miseczki, zmywają podłogę, chodzą z nim na spacery, głaszczą... I jak powiedziałam, że głaszczą, to zobaczyłam taki radosny uśmiech:


- "Nasi" są fajni! Głaszczą! Pytają jak się czuję, czy mnie boli ta wielka kulka na mojej łapie. Wiedzą, że chodzić przez nią  nie mogę, to mnie nie pospieszają. Wchodzą i od progu się uśmiechają, ja uśmiecham się do nich, tak ciepło jest z nimi...

Potem miałam iść na apartamenty, ale zobaczyłam z daleka, że ze spaceru wraca Tajfun. Szczeknęłam mu, że nasi zostają!


- O kurczaki! Ale w dechę! Lubię naszych! Tyle lat już ich znam! Co zimę się martwią o moje stawy, trzymają kciuki, żebym trafi do domku z ogrodem, gdzie będę mógł latem na trawie stare kości grzać. Codziennie tabletki mi przynoszą, pytają, jak mi się spało. Nie przeszkadza im, że tak na okrągło piszczę piszczydłami, które mam do zabawy! Zajepsiście, że zostają! Powiem innym z apartamentu, a ty leć dalej opowiadać!

W takim razie po drodze było mi na złote klatki. Tam mieszkają niektóre sierściuchy. Stanęłam pod klatkami i wymiałczałam jakoś, że nasi zostają! Mało nie zwiałam, jak się wyłonił z klatki Wyszek...


- No czo ty gadasz, Mała?? Ale żajemiałczyście, że żosztają! Jak przychodżą szprzątać kuwetki, czy przynoszą miszeczki z jedżonkiem, to żawsze pogłaszczą i nie żapominają przy tym o ogonie! Ta łapa po wypadku mnie jeszcze boli i oni jakoś o tym wiedżą, i tak delikatniaszcie tam robią wszystko, a potem mnie miziają znów. Fajoscy są, ci nasi, chociaż znam ich krótko, ale koty się na ludżach żnają!

Jak już złote klatki załatwione, to biegnę dalej! Poszłam na kociarnię krzyknąć. Stałam pod oknem i drę się: eeeeee, sierściuchyyyy, nasi zostają! W oknie siedział Gigal.


- Słuchajcie! Ta mała na dole, ta z biura, wiecie, to ona mówi, że nasi zostają! Eeeej, ty za pudłem i ty w rurze - nie chować się! Nie trzeba! Zostają nasi! ZOSTAJĄ, miałczę! Już oni doskonale wiedzą, kogo miźnąć po grzbiecie, a kogo za uchem. Już oni wiedzą, że ten dzisiaj osowiały jest za bardzo, a tamten z kolei zawsze śpi tyle na parapecie. Znają nas z każdej strony.

Uff. Sierściuchy odhaczone. To lecę na wiaty! Stanęłam między pierwszą a drugą i usiłuję przekrzyczeć szczeki "i co? i co?? I CO???". NASI ZOSTAJĄ!!! Sulejowi się mordka rozjechała:


- Jeeeeeżu kolczasstyyy... Jak suuupeeer! Przecież taaak kciuuuki czymałeem, już mi łapy cierpłyy! Przecież ta jedna z naaaszyyych to mnie taaaaaaak kooooochaaaaa! Wiesz która, nieee? Zawsze, jak przechodzi obook, to się paaczy naa mniee, niee i uśmiecha się, kocha mnie, po proostu, wieesz... Wiem, że ona ogólnie kocha też wszyyystkich, ale tak szczególnie, wieesz, to kocha MNIEE...

Wiata pierwsza i druga już wiedzą, to pobiegnę do trzeciej, tam rządzi Tyson! Do niego to strach się zbliżać... Ale poszłam, przecież nie wypada nie iść... Zbliżyłam się do krat (niezbyt przesadnie!), dygnęłam, powiedziałam "Dzień Dobry... Proszę psa Tysona, chciałam tylko powiedzieć, że... NASI ZOSTAJĄ!"


- Mhm. To w istocie jest prawdziwy powód do radości! Nie jestem psem łatwym, przyznaję... Wiem jednak, że nie jestem jedyny taki... Mimo wszystko wszyscy się starają i szukają sposobów, żebyśmy merdnęli ogonami. Jak nie jeden wolontariusz, to drugi spróbuje. Jak nie smakołykiem, to obietnicą popływania w strumieniu czy rzucania patyków przez godzinę. Każdy z nas ma szansę! 

Ufff, wszyscy wiedzą, całe schronisko już merda ogonami! Można spać spokojnie...


...niektórym nie trzeba powtarzać dwa razy...

niedziela, 16 listopada 2014

Się porobiło!

Uuuufffff, ruch w schronisku w ostatnich dniach można określić jednym obrazkiem. Doskonale pokaże to Hedar:


...żyje, sprawdziłam... tak długo stałam przy jego żebrach, aż wreszcie leniwie mu się uniosły...

Choróbsko się przyplątało do nas. Znaczy JA i chłopaki jesteśmy zdrowi i właściwie prawie wszystkie inne zwierzaki też, ale przyjechało weterynarzostwo i powiedziało, że bramę trzeba zamknąć i bez dyskusji, koniec i kropka, aż nie odwołają. Bo im więcej nóg między wiatami tupie, tym więcej tego choróbska może się roznieść...

Co było robić, serce się mi krajało, jak na furtkę zawiesili kłódkę i kartkę, że schronisko jest zamknięte dla odwiedzających i wolontariuszy do odwołania, ale co było robić... Co prawda jak usłyszałam o zarządzeniu to już nabierałam powietrza i już mnie łapy niosły w stronę weterynarki, żeby nawtykać to i owo, ale jak zobaczyłam te wystające z torby strzykawy z igiełami.... Ach, no po prostu stwierdziłam, że może i lepiej przez jakiś czas nikogo nie wpuszczać, niech się wirus czy bakteria, czy inne żyjątko wyniesie... właściwie to dobrze...

Psów szkoda, pewnie! Przecież ich energia roznosi, a tu nie ma jak wyprowadzać! Nie podoba im się to i nie ma się co dziwić nawet, ale lepiej przesiedzieć jakiś czas bez spacerów niż potem mieć kłuty zad!

Odbijaniem się od ścian próbuje rozładować energię Madziar. Między innymi on, bo jedyny w tym nie jest...


Wcale nie jest tak wielki, zdjęcie tak jakoś zrobione... Mówią o nim, że jest jednym z bardziej pozytywnych psów u nas! Kiedy się do niego przychodzi, to nawet nie ma jak się przywitać, bo on skacze w miejscu jak na trampolinie! Za to kiedy się z nim wyjdzie na spacer - cudo! Najlepiej go zabierać na długiej lince, bo wtedy gaaniaaaaa i uśmiecha się przy tym tak, że dwunożni też zaczynają się uśmiechać i cały spacer się uśmiechnięty robi! Nie wiem, dlaczego jeszcze tyle siedzi u nas... Byłby świetnym psiejskim kumplem...

Nie tylko ci biegacze nie mogą się doczekać wolontariuszy. Również przytulaki ich wypatrują codziennie... Jak Krecik, jeden z psów najmniej pewnych siebie.


Krecik ciągle mówi, że nic nie jest wart, że nikt go nie zechce, że głaskać go nie warto, bo nie ma puchatej sierści, że siedzieć z nim nie warto, bo zaraz się komuś na pewno nudno zrobi... Szkoda Krecika... Pokażę jednak czary-mary.... Pokażę, że "chwila" uwagi, przytulenia, porozmawiania (oj tam, wiem, że Krecik nierozmowny...) działa cuda. Wyżej macie psa, który nie dość, że nie wie, co robi w schronisku, to jeszcze sam nie wie, po co żyje. Niżej jest zdjęcie Krecika, który na małą chwilę zapomniał, gdzie musi mieszkać i zapomniał o zmartwieniach, wątpliwościach i niepewności...


Tę cudowną chwilę uchwyciła nasza fotografka, mało kto chce uwierzyć, że to nasz Kreciołek! Ech, chce Krecik uwierzyć w siebie, bardzo chce... ale sam nie umie, nie ma tyle siły...

Nie zapominajmy o kotach! Koty też czekają na ruch! Wolontariusze wchodzą również do nich, miziają, bawią się, a jak nie wchodzą, to przynajmniej sierściuszki mają na co patrzeć. Siadają w oknie, wylegują się na parapecie i wielkimi oczyskami oglądają schroniskowy plac.

Przesiaduje tak Gigal na przykład.


Gigalowi przydarzył się jakiś paskudny wypadek, przyjechał do nas solidnie poturbowany. Wyzdrowiał już całkiem! No, prawie całkiem, bo nie udało się uratować jego ogona... Właściwie to chyba mu przeszkadzać nie będzie, przecież koty nie merdają! Zupełnie nie wiem, po co je mają... hmm... Jak kiedyś będę mogła porozmawiać z jakimś miałczydłem, to się spytam...

Tęsknimy wszyscy za naszymi wolontariuszami, za licznymi odwiedzinami, za spacerami, mizianiem, głaskaniem, patyczkami... Czekamy jednak, tak trzeba.

Wiecie, że nawet MY - psy biurowcowe - musimy wychodzić z eskortą na spacer?! Wszystko przez Klajda! My z Hedziem i Arnim kulturalnie chodziliśmy w jedno miejsce, ale nieee Klaaajd! Ten musiał wszystko zwiedzać, włazić, gdzie psom nie wolno, zamarzył mu się etat zwiadowcy chyba! I teraz wszyscy wychodzimy pod czujnymi ludzkimi oczami...

Za to jak już minie kwarantanna, jak już będzie ogłoszone otwarcie, jak już kłódka z bramki zniknie... RUSZĄ dwunożni biegusiem do schroniska i już z daleka będą ustalać kto z kim wyjdzie, w jakiej kolejności! Wszystkim nam się to już śni!

Na razie czekamy jednak... Tak trzeba!