Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owal. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 marca 2017

Nie ma co udawać. I tak widać.

Cieszymy się, ile mamy sił w ogonach i płuckach. Serioserio się cieszymy, zwłaszcza kiedy widzimy dwunożnych naszych. Niektórzy się zaczynają cieszyć dopiero na tych najbardziej im znanych, a niektórzy na wszystkich, a jeszcze inni cieszą się na wszystko zawsze, a są też tacy, którzy na nic nigdy...

Zdarza się nam stresować. Świeżo po przyjściu najczęściej chyba. Wtedy to chyba każdy! ...Chociaż są też tacy, którzy dopiero w schronisku oddychają piersią pełną.

Jak na przykład Aza, co została u nas nazwana Sabą. Wyglądała tak...


...i żyła tu...


...więc teraz przy świeżym powietrzu i pełnym brzuszku jest dość jednak zadowolona!


...co nie znaczy, że dom nie jest jej potrzebny! 

Sporo zwierzów odreagowywuje stresy na różne sposoby. Niektóre duszą w sobie, a że gdzieś ten stres wyjść musi, to wychodzi na pysku... Jak u Łabka. Taki był kiedyś:


...teraz jakoś kolory zaczął tracić...


Nie daje po sobie nic poznać, bo i ogonem merdnie, i uśmiechnie się, chociaż trochę blado... Na spacer wyjdzie chętnie też. Tak spokojnie wszystko i zwykle niespiesznie, byle chwila trwała... I ta nadzieja w oczach, bo może jednak spacer w schronisku się nie skończy...? Tam za głośno, za bardzo nie-u-siebie, a on by jednak chciał ciągle przy kimś być... Sierść matowieje, chociaż nasi czeszą i pilnują, żeby była ładna, ale w budzie to zaraz siano w kudełki wlezie i tyle z tej całej pielęgnacji. Dla niego nieważne jest, jaka rodzina go przygarnie. Czy duża, czy jednoosobowa, czy wesoła, czy taka, którą trzeba będzie rozweselić, to nieważne. Byle była dobra i cała JEGO...

...wspomniałem, że stres ze zwierzaka wychodzi...? Jakby to napisać... wychodzi różnie, a chyba najczęściej... tyłem jednak... Psy to może zwykle wszystko prosto z mostu mówią, a ja się jakoś muszę dostosować do Was i nie mogę po prostu tak o, napisać, że w stresie paskudzą kuwety i podłogi bardziej niż w nie-stresie... Jakoś to musi ze zwierza wyjść... ten stres...

I to niezależnie od gatunku! Tak, tak, sierściuchy też mają ten problem...

Jak na przykład Fajf.


...już skończyliście się zachwycać...? ...dobra, poczekam.........

....już? Ja wiem, że czarny, że poliki, że wzrok, że wąsy, wszystko wiem. Tak, że oczy zielone też wiem. Zmężniał...eee...skociężniał w schronisku, bo już kilka miesięcy mieszka, a trafił tu za kociaka. Oczywiście, że był chory! Dalej trochę jest, ale psioweci się nie poddają. Fajf jest tak przymilasty, nakolanowy, prodwunożny i wogóle najnajnaj, że się dziwię, że wciąż z nami... Nasi mu teraz zbierają na taką karmę specjalną, bo przecież kocur w tej kuwecie zostawia takie niespodzianki, że... no... Psioweci go badali ze strony każdej, i krwi toczyli też... A to może się okazać, że stresuje się chłopak i stąd to tak potem... Bo wiecie, że jak sierściuch się źle na duszy poczuje, to dramat na pięć aktów co najmniej! Fajf więc je delikatną karmę, wieczorami medytuje i... czeka na dom...

Tak samo Łatka!


Na tym zdjęciu Łatka się nudzi się, a tu się pokazuje bardziej w całości:


...ile można siedzieć w klatce? Ona już tak ponad pół roku... Bo choroba, bo badania, bo infekcja i to tak w kółko. Pewnie, że wychodzi na przechadzki po pomieszczeniu, ale jakieś przesadnie długie nie są... Wygląda sierściucha swoich ludzi, nie-swoich też, byle pomiziać przyszli i nie było tak przeraźliwie nudno! Drapak jest, jakąś kulkę dadzą, ale ile można samemu się bawić... Łatka chce do domu, chce mieć z kim szaleć, z kim się bawić, na kim spać i przy kim się relaksować... Jej też z tego wszystkiego może nie działać ten żołądek jak trzeba... To wszystko może minąć, jak już znajdzie dom, jak poczuje się bezpiecznie, jak zrozumie, że jest u siebie... W schronisku się tak nie da, schronisko to nigdy nie będzie dom...

Nie tylko sierściuchy tak reagują na stres. Owal też musi szamać coś na delikatne jelitka...


Niby taki pouśmiechany, ale też na dobre mu nie wychodzi to mieszkanie z dala od domu. A co nasi mają poradzić na to, skoro się błąkał i nikt się zgłosić po niego nie chce...? Jakby dom się znalazł, jakby właściciel zgłosił, jakby Owal miał być szczęśliwy, to by nasi bardzo chętnie umowę podpisali i pomachali na dowidzenia, na szczęscie, na powodzenia... A jemu źle bez dwunożnych, bez spacerów, bez swojego miejsca... I się stresuje chłopak, co poradzić? Może to też i być od jakichś niedoborów, ale nasi zdaje się, że robili jakieś badanka... Musieli robić, zawsze robią! Prawda też taka, że nawet jak tam coś brakuje, czy za dużo jest, to żeby wyleczyć, to też spokój i szczęście potrzebne... 

Choćby schroniskowe życie było nie wiem jak wypełnione głaskami, miłością, spacerami, czułością, to zawsze będzie się miało wokół kilkadziesiąt innych zwierzaków, które mają nadzieję na taką samą porcję dobra, które zawsze mają coś do powiedzenia, które nie dają zapomnieć o sobie i o tym, gdzie się jest... Potrzebny nam spokój, to miejsce jedyne na ziemi i te serca jedyne na świecie, żeby poczuć, że nie jesteśmy tylko jednymi z wielu...

...bo co będzie pierwsze...? My się przyzwyczaimy, czy stres zeżre nas całkiem...?
...i wcale tej pierwszej odpowiedzi tak bardzo pewny nie jestem...

środa, 22 lutego 2017

uhuhuuuu chłopaki!

Się spaźniam jeden dzień z postem! Moi fajni na pewno mdleją ze strachu, że coś się stało! Tyle się stało, że Dżokej łazi i łazi, i łazi ostatnio, i nie mogłem pisać przez niego wczoraj... do połowy się udało i potem nie dałem już rady. Dżokejowi coś dolega... Psioweci się mu przyjrzą...

Tymczasem do tematu!

Ale się nam zachłopaczyło! Jakby tak policzyć, to mamy duuuuuużo chłopaków i dużo mniej psiolasek. Tak to jakoś falami jest, że najpierw wszyscy chcą psy, bo nie przyniosą dzieciaków do domu (a przecież nasze psiolaski też nie przyniosą, bo albo u nas abo potem tracą możliwości)... A teraz jest za to odwrotnie! Każdy chce psią panienkę mieć w domu! Może grzeczniejsze niby albo nie muszą każdego drzewka, krzaczka, murku, drzewka, pieńka, kępki trawy, znaku, kamienia... oznaczyć (chociaż znam takie, co jednak muszą)... a u nas takie fajne chłopaki mieszkają!

Pomelo na przykład:


Ten średni psiurek się zgubił komuś chyba i nie umiał znaleźć drogi do domu. No chyba, że... ale przecież niemożliwe, że ktoś specjalnie tak... Pomelek się błąkał przy jednym z takich wieeelkich sklepów i już zdążył solidnie zmarznąć, zanim ktoś się nad nim zlitował... Na szczęście ostatecznie Pomelo mógł się ogrzać i posilić u nas i rozpoczęło się jego oczekiwanie na dom. To było w sumie niedawno, może jeszcze jego dwunożni wpadną na to, że on tu tęskni... Pomelek niestety nie jest okazem zdrowia, bolą go tylne łapki. Psioweci mu robili badania i zalecili już wspomagacze, więc do psiaka będzie przychodzić Tabletkowa z tortem z wkładką. Ech... Ciepłość mu potrzebna i dom...

Moku się nie zgubił....


Dwunożny, u którego Moku mieszkał stwierdził, że psa pożegna... tak na zawsze... sam sobie tak postanowił, że niby pies agresywny jest i on takiego psa nie chce.... A przecież czyja to wina?? Przecież Moku sam się tak nie wychował... Ktoś mu nie pokazał, co wolno, a czego nie i co jest dobre... Niektórzy dwunożni chcą mieć takiego psa, który będzie groźny, więc tym bardziej nie korygują złych zachowań, a potem zdziwienie, że czterołap warkoli w nie tych sytuacjach, co trzeba! Też coś... Moku nie rozumie zupełnie, co się stało... Wolontariusze mu pomagają, wyprowadzają na spacery, pokazują, co jest dobre, a co niebardzo, pozwalają mu hasać na spacerach na dłuuuuugiej lince i z piłką. Teraz nasi naprawiają coś, co nie powinno zostać nigdy zepsute...

Ten postawny chłopies też się zgubił:


Owal biegał sobie radośnie po mieście, ale ktoś w końcu stwierdził, że nie powinno tak być i zadzwonił do naszych. Budzi respekt, nie ma co oszukiwać... Zwłaszcza, że towarzyski jest i lubi głośno wołać dwunożnych, co nie każdy rozumie, ale wystarczy podejść, a ten grzbiet nadstawia do czochrania i uśmiechać się zaczyna! Psiolaski mdleją od tego perlistego uśmiechu! Bliznę ma na nosie, więc wygląda na takiego zawadiakę, to tym bardziej dziewczyny przyciąga... Stresuje się Owal w schronisku, co widać w jego kojcu... ale na wszelki wypadek, żeby wykluczyć jakieś choróbska, psioweci mu pozaglądają w wyniki też... najlepszy na takie rewelacje żołądkowe jest dom...

Nie tylko takie średniaki i dużaki mamy. Jest też Jędrek!


Małe to, a pocieeeeszneeeee, że nie można się nie uśmiechnąć, kiedy się go widzi! Zlitowała się nad nim pewna dwunożna, która go znalazła telepiącego się z zimna niedaleko miejsca swojej pracy. Mogła go na chwilę przygarnąć, żeby się ogrzał, ale nikt się o niego nie pytał, a ona nie mogła go zabrać ze sobą do domu, to go przywiozła do nas. Jędrek nie opuszczałby człowieka na krok! Biega za każdym, czaruje oczami i ogonem, wciska się w kraty, byle ktoś przy nim posiedział, pogłaskał, pomiział za uchem, a najlepiej zabrał do domu na zawsze... Tęskni Jędrek, a smutek przy każdym pożegnaniu wylewa się z niego tak samo, jak radość przy powitaniu...

Takich mamy chłopaków! Jest ich duuuuuuużo, duuuuuuuuuużo więcej, to tylko taka mała garstka, która jednak powinna zachęcić Was do odwiedzenia nas i do zakochania się niezależnie od wszystkiego, nawet od pci! Kto by tam pod brzuch zaglądał, skoro najważniejsze jest i tak to, co w środku każdy z nas ma. Znaczy nie bebeszki, ale wiecie - wierne serducho, dwa wiadra radości i wanna tęsknoty...

...musisz zdążyć, bo niektórzy już trochę się za bardzo w niej zanurzają....