Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raven. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2015

Gdzie strumyk płynie z wolna... tam psy się taplają!

- Cakar, chodź!

- Znoowuu?? Tyyysiak, zlituj się...

- Nie wybrali nikogo do biura, co ja poradzę...

- Loza nie może? Z Dokisem i Gogolem? Mają bliżej niż my!

- Wyobrażasz sobie, jak się gramolą przez okno do biura?? Przypomnę, że ich wybieg nie sąsiaduje z drzwiami tylko z oknami biura... Gogol ma chore stawy, to ani nie wejdzie, ani nie podsadzi, Dokis pisać nie umie, a Loza sama się wstydzi. Ostatnio nam wyszło całkiem sprawnie! Poza tym ja jestem niepozorny, mało kto na mnie uwagę zwraca, mogę się pałętać i podsłuchiwać... Dawaj, chodź! Przecież ja sam na krzesło nie wlezę!

- Osiwieję przez ciebie...

- Myślisz, że da się bardziej?? Matko Suczko, dlaczego mi się taki oporny psiowspółpisacz trafił... Mam już temat, fajny temat, chodź! Pstrykniesz mi pudełko, w którym jest blog i przysuniesz przesełko, bez ciebie nie da rady!

...

Teraz znów nie jest tak tragicznie, ale ogólnie to ostatnio było ciutkę gorąco... Tak było gorąco, że mi się poduszeczki prawie odparzały na chodniku naszym. Ani jeść się nie chciało, ani chodzić, ani właściwie nic się nie chciało mi! Tylko ja mam wybór i częściej wychodzę. Więcej psów kuchnia nie pomieści, więc reszta mieszka sobie w większości na wiatach. One za to wychodzą na spacery poza teren albo na wybieg. I te, co wychodzą poza teren doskonale wiedzą, że tam w lesie jest strumień! A upał plus strumień równa się najcudowniejsza dla wielu sprawa! Nie wszystkie psy wodę lubią, niektóre tylko sobie popiją, niektóre nawet na metr nie podejdą, bo jeszcze by się na nich woda sama rzuciła, ale zdecydowana większość tapla się w wodzie, aż wolontariuszom szkoda je wyciągać i do kojca prowadzić. W kolejce jednak w takie upalne dni trochę psów jeszcze czeka, więc nie można tak samolubnie...

W związku z tym, że nasi Wolontariusze są złoci i przewspaniali, nakręcają filmy. Może jeden dwunożny z drugim przy oglądaniu zdjęć nie będzie mógł się zdecydować, ale jak zobaczy film to się zakocha i kogoś adoptuje? Nie zaszkodzi kręcić i umieszczać! Mam kilka właśnie z takiej strumykowej taplaniny i zaraz tutaj pokażę...

Najpierw Miki i Raven, czyli typ bryzgająco-szalony.


Przyznam się od razu - nie wiem, które to które... Jak stoją razem, to wiem! Raven jest smuklejsza i ma o centymetr dłuższe kudełki, Miki jest bardziej gładki. Jeszcze po czymś można rozróżnić, ale tego akurat tłumaczyć chyba nie muszę...

O, tutaj jest Miki (tu akurat dobrze widać...):


A tu jest Raven. Ha, niby ten sam zwierz, ale musicie mi wierzyć na szczeknięcie, że dwa różne!


Mogłyby iść do domu razem, bo się uzupełniają jak dwie krople atramentu!

O, a tutaj jest Nietek i Agatka. Agatka nie chciała moczyć stópek, ale Nietek przynajmniej się napił chłodnej wody, czyli typ kulturalno-pijący:



Nietek jest bardzo pociesznym starszym panem. Jak ja! Mieszka na balkoniku i przypomina o sobie każdemu, kto przychodzi do schroniska. Uśmiech ma wyćwiczony idealnie:


Agatki reklamować nie będę, boooo pojechała do domu! Kilka dni temu uśmiechnęło się do niej szczęście! Za to teraz mogę Nietka reklamować razy dwa! Razy dwa... Nietek jest malutki, grzeczny i wcale nie taki dojrzały wiekiem! Ja na przykład jestem jeszcze starszy!

Prócz tych szalejących i pijących, są też psy typu przechodniego. Włażą i się przechadzają! Na przykład Butla:



Butelka też już jest w średnim wieku. I znów ludzie tylko metrykę u niej widzą, a nie to, że jest grzeczna, lubi spacery, a jeszcze bardziej ludzi.


Butla poza tym wszystkim jest wciągnięta na listę "Szukające Miłości Staruszki". To takie coś, co zapewnia pomoc w leczeniu u psioweta i jak trzeba, to i pomoc zoopsiopsychologa schronisko opłaci, albo ktoś, kto będzie chciał takiego eSeMeSa adoptować, to będzie mógł kupić wyprawkę dla niego (jeśli chodzi o Butlę, to dla niej...) i w tym też schronisko pomoże!

Wracając do strumienia - mamy jeszcze ostatni typ strumykoluba - typ brodzący-po-pacho-grzbiet. 



Azera mieszka u nas już prawie dwa lata. Dziwne, jak na taką fajną psiolaskę! Coś ma z husky i to nie tylko to jedno niebieskie oko! Azera jest idealna dla osób lubiących się ruszać ponad przeciętną!


Poza tym jest przytulaśna, na kolana się pcha, kolejna taka do bieganka i mizianka. Wszyscy jesteśmy fajni i warci adopcji, najlepszego domu i kochającego pańciostwa, ale niektóre psy po prostu zadziwiają bardziej, kiedy nie idą do adopcji po kilku tygodniach...

- Tysiak, się przyznaj, że wzdychasz po nocach do tego niebieskiego oka...

- Wcale nie! Właśnie, że nie mam jej zdjęcia pod kocykiem, znaczy tego no... Idź zobacz, czy stróż nie wraca z obchodu!

O czym to ja... aaaa tak. Wszystkie psy polecam do adopcji! Sami zobaczcie, ile u nas różnych typów jest! Nie dość, że mamy w schronisku różne cechy sierściaste, wzrostowe, wiekowe, to mamy jeszcze strumykowe!

Z wiadomych względów nie opisałem typu "strumyko-nie-lubnego", film byłby dość nudny...

ZIEEEEW tymczasem idziemy spaać... Coś dzisiaj ciężka noc, chyba się ciśnienie zmienia... Niektórym Dobranoc, niektórym DzieńDobry!

- Cakar! Wyłącz pudełko, idziemy spaaaaZIEEEEWaaać....

niedziela, 21 września 2014

Razem raźniej

Fajnie mieć kumpla. Albo kumpelę. Jest do kogo otworzyć pysk, zagadać; czasami jak zimno w dwóch budach, to się włazi do jednej, można się pobawić, pokłócić, potem pogodzić, nie jest nudno.

Na przykład ja z Hedarem. Pogadamy czasem, ja się pośmieję, że on jest leniem, on się pocieszy z mojego krótkołapstwa, fajnie nam.

Psy w naszym schronisku często są dobierane w kumpelskie pary. To nie jest takie hop-siup, trzeba być dobrym obserwatorem, bezbłędnie odczytywać psią mowę - w którą stronę ogon merda, czy sierść się układa jak trzeba, czy postawa odpowiednia... Kiedy jednak wszystko jest "w porzo", sprawdzone kilka razy, wyobserwowane na wszystkie strony, psia para idzie na własne M-1. Później razem wychodzą na spacery (obowiązkowo razem!), razem jedzą, razem się ganiają na wybiegu i bawią...

Jedną z takich par jest Giff i Sinti.


Ten czarny przystojniak to Giff. Postawny owczarek, sierść lśniąca, połowa suczek w schronisku się za nim ogląda! Charakter też ma cudownie owczarkowaty. Zrównoważony, grzeczny i pojętny. Względem innych psów kulturalny, ale jak któryś chce podskoczyć, to z Giffa ciepłe kluchy też nie są! Niektórzy ludzie mu tylko nie leżą, ale to już tych ludzi problem... Kiedy się zjawią przyszli opiekunowie Giffa - na pewno poznają i pokochają się od razu...


Brązowa, uśmiechnięta suczka to Sinti. Nie zawsze była taka radosna. To jeden z tych psów, któremu trzeba było pokazać, że człowiek jest fajny, że głaszcze, że na spacery prowadza, bawi się i mizia... Co przeszła wcześniej - nie wiadomo... Najważniejsze, że dzisiaj potrafi szaleć z Giffem na wybiegu, a kiedy już kogoś pozna, staje się całkiem normalną psiną, co to głowę pod rękę pcha, idzie noga w nogę, a nawet dokazuje czasem! Czasami jeszcze się wystraszy szelestu, kogoś nowego, nagłego ruchu... Widać jednak, że kiedy znalazłby się ktoś, kto chciałby być dla Sinti dwunożnym, prawdziwym, kumplowskim przyjacielem - Sinti już by się niczego nie bała, poszłaby na koniec świata!

Kolejna para - jednemu i drugiemu sięgam do kolan i obojga trudno szukać w ciemności - Miki i Raven.


Tylko teraz, żeby się nie pomylić... Ten z lewej, czyli ten pierwszy to Miki, ta z prawej, czyli druga jest Raven. Są do siebie podobne, zwłaszcza jak się je widzi pierwszy raz... No, przy drugim też można się pomylić... Aaaale już za dziesiątym każdy je rozpozna! Słyszałam nawet, że niektórzy mają inny sposób na rozpoznawanie na początku... Według nich wystarczy zapamiętać, które to pies, a które suczka... takich różnic już tłumaczyć nie będę...

Ich początki w schronisku też były podobne. Trafiły z różnych miejsc, ale na początku każde z nich było wystraszone i ani myślało się z ludźmi bratać! Z budy tylko nosy wystawały, obok nosa wyłaniało się jedno oko, ale żeby pół pazura z własnej woli poza schronieniem pokazać?? Nie do pomyślenia! Z czasem jednak praca wolontariuszy zdziałała cuda! Miki okazał się przylepą. Na spacerach depcze po piętach, albo tak się wciska w człowieczą nogę, że może ze ścieżki zepchnąć. Nie wiem czy przypadkiem najchętniej nie spędzałby czasu na spacerach, siedząc komuś na plecach, wtedy chyba czułby się najbliżej dwunożnego kumpla... Raven za to potrzebuje przestrzeni, lubi przechadzać się po lesie w pewnej odległości, wciąż jeszcze wyłazi z niej ta nieufność... Wystarczy jednak mieć trochę cierpliwości, pokazać jej, że jest się fajnym, powiedzieć, że i ona jest przefajna i ogólnie robi się prze-przesuper! Najcudowniejszą rzeczą dla tej kruczoczarnej pary byłoby pójście do domu razem. Przecież jeden bez drugiego nie wyjdzie, drugi bez pierwszego też jakby bez przekonania... Muszą iść do domu razem!

Większość psich par jest dobierana specjalnie, po przemyśleniach, obserwacjach, próbach... Bywa jednak, że o wyborze współpsiolokatora decyduje sam czworonóg!

Grozikus jest jednym z tych niewielkich, niepozornych psiaków. Niestety z cech na "nie-", jest też niemłody...


Pewnie był psem domowym, pewnie miał swoje posłanko, swoją pańcię albo pańcia... Tylko albo właściciel stwierdził, że już przez życie z psiakiem iść nie chce, albo się Grozikus zgubił i teraz też są dwa "albo" - albo ktoś nie wie, gdzie go szukać, albo wcale mu nie zależy, żeby się psiak znalazł... Do czasu adopcji musi się psisko przytulać do obcych ludzi, a to on lubi baaardzo!

Trafił Grozikus do szpitalika. Zabieg miał jakiś chyba... Nie pamiętam już, ale nic poważnego. Pewnego dnia, kiedy były sprzątane boksy, ten żwawy psiak wymknął się ze swojego miejsca, myk-myk-myk, tup-tup-tup, wepchnął się do innego kojca w szpitaliku... Ten kojec bynajmniej pusty nie był, siedziała tam...

...Azera. Niezwykłej urody suczka. Ni to owczarek, ni to husky...


Przyjechała do nas z interwencji, a to znaczy, że żyła gdzieś w koszmarnych warunkach... Azera jest jedną z tych szalonych, zwariowanych, pełnych energii suczek. Uwielbia ludzi, na kolana się pcha; mimo kiepskiego początku w życiu, jest bardzo pozytywna i ufna.

Do szpitalika trafiła, bo gdzieś sobie łapę rozharatała. I pewnego dnia wkulał jej się do boksu mały, niepozorny psiak w średnim wieku... i już nie chciał wyjść! Prośby, groźby nic nie dały, siedzieć będzie i koniec! Pracownicy stwierdzili, że skoro tak się sprawy mają, to niech już sobie w tym szpitaliku razem dochodzą do siebie! Wiadomo, że razem się szybciej zdrowieje.

Jednak, jak to bywa w życiu... zanim trafiły do wspólnego kojca na wiacie - Azera z Grozikusem zdążyły się pokłócić! Taka była romantyczna historia starszego pana i szalonej panienki! Taka życiowa! ...trochę się smutno zrobiło, jednak pracownik postanowił, że taka przyjaźń nie może się skończyć ot tak, po pierwszej kłótni. Zorganizował im kolejne spotkanie, na którym... pogodzili się oczywiście i jednak trafiły do jednego, wspólnego M-1! Mieszkają w nim do dziś...

Razem raźniej. Każdy pies jednak, czy ma kumpla w kojcu, czy nie ma, czeka najbardziej na tych dwunożnych, którzy zabiorą go do domu, zaopiekują się nim, dadzą posłanko, zapewnią spacery, wycieczki, pełną miskę. Każdy pies, czy lubi szaleństwa z patykiem, czy biegi do utraty tchu, potrzebuje też ręki, pod którą może w każdej chwili wepchnąć łeb i poczuć się bezpiecznie...

środa, 9 stycznia 2013


Jeszcze raz wrócę do minionych Świąt. Już po raz ostatni. Bo sami wiecie: święta to czas, kiedy bezogoniaści siedzą, jedzą, w telewizory się patrzą, dom, rodzinne stado, prezenty, ślicznie, miło i wesoło. Niby nic szczególnego się nie dzieje.
U nas też. Czasami…

Nasza główna bezogoniasta zrobiła nam niespodziankę. Upiekła w domu ciasto. Specjalnie dla nas! Nie takie bezogoniaste, ale psie – z najpyszniejszej wątróbki! I przywiozła. Każdemu chociaż po kawałku. Chodziła od kojca do kojca i częstowała. Z ręki do paszczy!... Nieeebo w pysku! Tylko Dina, Rexus i Raven nie dostały, bo to takie psy, które boją się jeszcze podejść do bezogoniastych: siedzą w budzie i nawet nosa nie pokażą. Albo latają jak głupie i szczekają, ale do ogrodzenia nie podchodzą – z tego strachu. A jak tak na nie popatrzeć, to wcale nie wyglądają na strachliwe!

No cóż, trzeba jeszcze trochę czasu, żeby się oswoiły i na nowo zaufały bezogoniastym…
Ja swój kawałek dostałam na samym początku, ale lazłam za bezogoniastą, licząc, że może mi jeszcze coś skapnie. Ale gdzie tam! „Majka, ani kawałka więcej! Ty popatrz, jak wyglądasz! Ledwo się toczysz! Prosiak nie suczka!”…
No to nie! Obejdzie się!

I nagle patrzę – idzie Elmo! Kapitalny pies, chociaż mieszanka niemożliwa: trochę amstaf, trochę buldog i trochę dog. On też był strachliwy – wystarczyło rękę podnieść, smyczą machnąć albo w ogóle wykonać jakiś gwałtowniejszy ruch w jego stronę i zaraz brał ogon pod siebie. Musiał mieć wcześniej nielekkie życie…. Ale poza tym był wesoły, garnął się do bezogoniastych, był duży, silny, nieźle odpasiony. Był – póki mieszkał w schronisku.
                       
A potem poszedł do młodych bezogoniastych, którym się spodobał – ze wzajemnością. Ślicznie to wszystko wyglądało aż do świąt. Czyli mniej więcej przez miesiąc.
Jak go zobaczyłam wchodzącego do schroniska z tym swoim bezogoniastym, to mi szczęka opadła. Osowiały jakiś taki, schudł, że aż żebra było mu widać i ledwo machnął ogonem na powitanie…
Bezogoniaści postanowili go zwrócić do schroniska. Dlaczego? Bo wczoraj bezogoniasta odkurzała, a on przestraszył się warkotu odkurzacza. I zaczął wariować. Na firanki się rzucał, obraz z ekranu telewizora chciał zdrapać, takie rzeczy… No to niech wraca, skąd przyszedł.
Aż mi dech zaparło, a już się chciałam rozszczekać z wściekłości. Oddawać psa, bo się przestraszył nieznanej rzeczy? I zaraz potem pomyślałam: Gdzie ten Elmo trafił, skoro dopiero po miesiącu pobytu u bezogoniastych pierwszy raz usłyszał odkurzacz?!
Nasza bezogoniasta była spokojniejsza. Tłumaczyła tamtemu bezogoniastemu, że nie wolno psa karać za to, że czegoś nie zna! Że trzeba mu dać szansę, że są treserzy… Ostatecznie wiedzieli, biorąc psa, że czasem się boi, że nie jest psem łatwym. I za takiego psa wzięli odpowiedzialność.
Na to ten bezogoniasty, że niedługo wyjeżdża, że żona nie będzie miała czasu zajmować się Elmem… Stara śpiewka!
I jak z takim gadać? Nasza bezogoniasta przekonywała, że należy dać jeszcze szansę psu, a w ostateczności bezogoniaści powinni zacząć sami szukać mu nowego domu, w czym schronisko pomoże. Ale Elmo do kojca nie wróci. I dodała, że powinien iść z psem do weterynarza,. Bo Elmo niedobrze wygląda.
Bezogoniasty głową pokiwał bez przekonania, zabrał Elma i poszli. Do swojego miłego, ciepłego mieszkanka gdzieś w mieście… Wesołych Świąt!
I już widzę, że będzie gdzie jechać na kontrolną wizytę podopcyjną zaraz po Nowym Roku.

Godzina może minęła i tak się jakoś wtedy porobiło, że wszyscy bezogoniaści, którzy dyżurowali w Święta, poznikali z podwórza – ktoś w pralni siedział, ktoś do biura wszedł, ktoś do szpitalika… I wtedy pojawił się na podwórzu Ibisz, trochę ogar, trochę posokowiec – milutki roczniak.
Spory psiak, żywy bardzo – wiadomo, młodość! – ale schronisko niezbyt mu służy. Gdy tu trafił latem, nie mógł się oswoić: schudł, osowiał, nawet trochę chorować zaczął, ale po jakimś czasie mu minęło.
                       
Ma dwie nigdy nie zaspokojone tęsknoty. Pierwsza to kontakt z bezogoniastymi – wiecznie może się z nimi kręcić, bawić, zagadywać, więc cieszy się, gdy tylko ktoś zwróci na niego uwagę. A druga to potrzeba ruchu: najchętniej wyrwałby się stąd i pogonił w siną dal. No więc pierwsze, co zrobił, gdy do nas trafił, to wyskoczył z kojca szczeliną między ogrodzeniem pomieszczenia a dachem. Bezogoniaści zaraz go złapali i dali do wyższego kojca. Aż łbem kręciłam w podziwie, bo to był naprawdę wysoki kojec: gdybym stanęła przy jego ścianie na tylnych łapach, a na mnie weszła jakaś druga Majka, a jej na ramionach stanęła trzecia – to i tak ta ostatnia nie sięgnęłaby szczytu ściany. A on hyc! – przeskoczył. Akurat w święta!
No i latał po podwórzu. A właśnie furtka na wybieg była otwarta, a tam to zupełnie łatwo przez płot przeskoczyć, bo niski. Z tego powodu Ibisz po wybiegu zwykle nie lata, zawsze jest brany na spacery poza schronisko.
Jak zauważy furtkę, to zwieje, pomyślałam. I szczekam do niego, żeby podszedł, bo mam mu coś do powiedzenia. Niezbyt mnie słuchał, ale inne psy też się rozszczekały. Hałas się zrobił i właśnie wtedy z pralni wyszły dwie bezogoniaste. Wiozły na wózku mokre koce, żeby je wysuszyć. Zauważyły Ibisza…
A w nim te dwie tęsknoty zaczęły walczyć: wiać, czy do bezogoniastych podbiec? I ta druga tęsknota zwyciężyła. Podskoczył do bezogoniastych. Jedna zaczęła się z nim bawić, a druga szybko poszła po smycz i przypięła ją Ibiszowi.
Pochodzili potem razem po schronisku, a bezogoniaste zdecydowały wreszcie, że trzeba wsadzić Ibisza do jeszcze innego kojca, którego ściany sięgają aż po dach. W pierwszej wiacie. No i była przeprowadzka, bo trzeba tam było zanieść również Ibiszową budę, miski, kocyki.
Stamtąd chyba już nie wyskoczy.