Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nietek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nietek. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2016

Jakby nigdy nic kolejna jesień mija...

Tytuł to nie ja wymyśliłem. Znaczy JA zdecydowałem, ze tam będzie, ale słowa takie ładne ułożył taki dwunożny, co ma czterokopytne nazwisko, a mianowicie - Józef Baran.

Jesień mija, chociaż taka kalendarzynowa to minie za jakiś miesiąc niecały, tylko już taki ziomp jest rankiem i wieczorem, że nawet Aresowi niespieszno wyjść na siku! To nie tylko zwyczajna jesień mija, ale taka wiecie, przenośna. Przeniośniowa. Nie młodnieją nam te zwierzaki...  a tu taki ziomp... Niektóre w ciepłych miejscówkach mieszkają, ale nie da wszystkich tyle miejsca. muszą się trzymać, bo co innego mają zrobić. Liczą na te domy...

Ten mały psiak dom miał już dwa razy... Może trzy, ale odkąd u nas mieszka, to dwa... Ten drugi miał kilka dni temu. O Nietku mowa.


Mały (pode mną mógłby przejść i bym nie zauważył), krzywy trochę, z tylnymi girkami ma coś nie teges... Nietek wie, że nie grzeszy pięknością. Nietek nie wierzy, że może być czyimś najukochańszym psem. Nie zabiega o to nawet... Biorą na spacer, to idzie, głaszczą, to super, ale jak przestają, to trudno... W sumie to smutne jest, że nie wie, nie umie, nie chce się domagać tego, co przecież należy się każdemu psu... Lubi każdego i cierpliwości jest w nim cały ocean, ale jakoś... wszyscy koło niego przechodzą jakby był jakimś Kwazimodo... To taki dwunożny z opowieści, co to był tak brzydki, że wychodził tylko nocą. Oczytany jestem! Nietek mieszka na widoku, Nietka nie widać...


Czemu wracał? Ach... bo piszczał w jednym domu. Bo na kogoś warknął. Raz. Po co się starać, żeby Nietek uwierzył, że będzie super? Oddać łatwiej... I raptem kilka dni temu pojechał do drugiego domu. I to nie było takie na hura! Dłuuuga rozmowa była. Baaardzo dłuuuuuugaaaa. Że tabletki Nietek musi brać, że jak będzie problem, to trzeba spróbować inaczej, że można zadzwonić po pomoc.... I było tłumaczone, że Nietek musi się przyzwyczaić, że w domu mieszka, że ten jakiś czas trzeba być cierpliwym i mu wybaczać kałuże na podłogach, że częste spacery, że się nauczy.... I było mówione, że jest behapsiorysta, że w razie czego pomoże! ....no... i tyle było tego gadania, że Nietek nie zdążył nawet nauczyć się na pamięć wyrażenia "mój dom". Został odstawiony na swój dawny balkonik, do swoich dawnych psiumpli. Bo nie chciał brać tabletek. Bo sikał.... 

....byłem u niego wieczorem tego dnia. Nie odzywał się nawet. Wzrok miał wbity w podłogę. Psiolaska, co z nim mieszka spojrzała się na mnie takimi oczami, że byłem pewny, że zaraz wyleje się z nich całe morze łez. Broda jej drżała, ale nie chciała, żeby Nietek widział. Musiałem ich tak zostawić, bo sam bym nie wytrzymał.... 

I tak Nietkowi mija kolejna jesień. Mija, to mija. Wyprowadzą na spacer, to wyprowadzą. Pogłaszczą - super. Koniec głasków - idziemy dalej. Potarza się trochę w mchu, koślawymi łapkami pomajta na boki. I potem pójdzie dalej, niczyj... Bo nikt nie chce okazać mu tej cierpliwości, której widocznie potrzebuje więcej niż inni. Bo łatwiej powiedzieć "sika i nie je tabletek" i odstawić. Jak telewizor do sklepu. A niech się potem patrzy w ścianę i utwierdza się w przekonaniu, że nikomu nie jest potrzebny... 

Nax ma szczęście, że znalazło się dla niego miejsce u nas, w biurze. 


Naxowi właściciel odszedł tam, skąd się nie wraca.... przykre to bardzo, psiak został sam. Nie było nikogo, kto by go zabrał, u nas znalazło się dla niego miejsce. Całe życie w domu, pańcio na własność, a tu nagle schronisko i tylko odwiedziny dwunożnych, którzy takich jak on mają jeszcze ponad dwustu. Nax jakiś czas mieszkał z Legiem, a jak się zwolniło miejsce w biurze, to nasi stwierdzili, że będzie pasować. Grzeczny, nie konfliktuje się i potrzebujący jest, bo łepek mu skręca ciągle na ukos. Taki też jest trochę austytyczny. No i jak śpi, to nasi się pochylają i sprawdzają, czy Nax zipie, bo wygląda wtedy dość niepokojąco...


Nie.przejmuje się chłopak. Właściwie to niczym się nie przejmuje. Po głaski przyjdzie, zaraz pójdzie, podje troszkę, nos sobie utytła, potem znów przychodzi do naszych do biura, popatrzy, co robią i będzie świecił takim brudnym nochalem ulepionym z karmy. Wgapia się tymi wielkimi oczami... czy na noś czeka...? Sam nie wiem, on małomówny jest. Czasami tylko wzdechnie, że tak już chyba będzie do końca, że nie zagrzeje na dobre miejsca w czyimś sercu. Pewnie, że nasi go kochają. Nasi kochają wszystkich! Ale wiecie, o co chodzi. W biurze ciągle coś się dzieje, chwili spokoju nie ma, chyba że jak już jest ciemno i nasi do domów pójdą. Wtedy zwykle telefony się nie odzywają i można pospać. Chociaż Nax się mało przejmuje, chrapie nawet jak tłumy chodzą!

Dobrze by było, jakby się spokojne miejsce na ziemi dla niego... może by się otworzył, może by się okazało, że to radośniejszy pies niż my wszyscy razem wzięci! ...może ktoś da mu szansę i nie odda, bo nie reaguje na wołanie albo wogóle nie jest kontaktowy. Może on się musi przekonać i zrozumieć, że to naprawdę jego wołają i naprawdę może być dla kogoś najukochańszym psem na świecie z tą całą sierotkowatością...?

Wszystkim nam mija kolejna jesień jakby nigdy nic. Niektórzy dorośleją, dla niektórych to pierwsza jesień, dla niektórych kolejna, a dla niektórych... jakby nigdy nic życie ucieka... Jeszcze nie jest za późno, jeszcze się wiele może zmienić, jeszcze możesz kogoś przekonać, że jego życie ma sens. Jeszcze nie jest dla nich za późno na wypełnienie psich serc tym jedynym człowiekiem. Nawet, jeśli pokochają Cię na swój oryginalny sposób, to będzie najwyjątkowsza psia miłość....

Przekonaj siebie, potem przekonaj ich. Tylko najpierw znajdź w sobie tę cierpliwość, bo kolejnego pożegnania nie zniosą...

niedziela, 24 kwietnia 2016

Jak się zabiera, to trzeba potem oddać....

...ale nie u nas! Na Doga, adoptować zwierzaka, a potem przyprowadzić z powrotem?? Barbarzyństwo jakieś... I to po takim czasie czasami, że aż serce pęka, jak się spojrzy na nieszczęśnika...

Zaczniemy jednak sierściuchowo.

Kicura jest czarna jak sadza i nazywa się... Sadza! Ha! Ale Was zaskoczyłem!


 Kociolaska była już w schronisku raz, potem została adoptowana i miała super dom. Niestety tam u tych dwunożnych się tak pokomplikowało, że nie mogli dłużej z sierściuchą mieszkać... Co się podziało - nie wiem, akurat mnie nie było, jak opowiadali, ale najważniejsze, że Sadza musiała wrócić... Ci dwunożni to bardzo przeżyli, że musieli się rozstać, bardzo się przywiązali do niej. Tak się tylko u nich potoczyło nieciekawie... Sadza trochę u nas mieszkała iiii znów pojechała do domu! Się wszyscy cieszyli, bo wiadomo, że po powrocie do schroniska, taka adopcja cieszy bardzo! Wieści nawet dostaliśmy za jakiś czas, że jest nieźle, że z drugą kotką się Sadza dogaduje nawet i ogólnie można było odetchnąć.

...niestety nie na długo nasi odetchli. Pewnego dnia do biura wkroczył pan z sierściuchowym pudłem z dziurami, pudło postawił na biurku... Się okazało, że puste nie było, w środku coś czarnego gapiło się przerażonymi oczami... I cóż... Dwunożna, która adoptowała Sadzę, wyjechała nagle, koty trafiły pod opiekę tego kogoś, co to kilka zdań wcześniej do biura wpadł... O ile ta poprzednia kotka polubiła pana, o tyle Sadza już niebardzo. Pokazała kły, pazurami zamachała... Wpakował ją więc do tego plastikowego pudła i powiózł tam, gdzie już dwa razy wcześniej trafiła... Ech...

Sadza po raz kolejny zamknęła się w sobie... Przykro bardzo na to patrzeć. Siedzi w kącie, okiem łypie, gadać nie chce... Znajdzie wreszcie swój dom...? Taki na zawsze-zawsze-zawsze...?

Noska też zmieniała dom już 3 razy, chociaż ma dopiero kilka miesięcy...  Trafiła do nas jako mała kluska. Szybko znalazła dom. Nawet wieści były i zdjęcia, jak leży na swoim posłanku...


Wkrótce nasi dostali telefon od kogoś, kto blisko Noski mieszka z pytaniem, czy to prawda, że nasi odebrali psa, bo się umowa skończyła... Tak, dobrze czytacie, chociaż ja też miałem taką dziwną minę, jak to usłyszałem... Wiadomo było, że trzeba tam szybko pojechać, ale zanim nasi pojechali - pojawiła się w schronisku "opiekunka" szczeniora... Nasi spojrzeli na brzuch i już się domyślali, że skoro ktoś tam zamieszkał, to pies musi pewnie zniknąć... Ta dwunożna przyszła z inną, żeby umowę przepisać, bo Noska się przeprowadza. Skoro tak, to niech będzie...

Zanim jednak nasi pojechali do tego nowego domu, bo też im coś nie pachniało dobrze, to.... ten nowy opiekun pojawił się w schronisku trzymając Noskę pod pachą! Bo w nocy szczeka.... I Noska, jako kilkumiesięczny już podrostek, wróciła jednak do schroniska...


Fajna psianienka już się z niej zrobiła! Na szczęście pomieszkała tylko kilka dni, bo zgłosili się po nią kolejni dwunożni. Do trzech razy sztuka, jak to nasi mówią... Oby tym razem na zawsze to było, bo pójdę z Larsi i naszczekamy jednemu i drugiemu! Przecież wiadomo, że szczeniak musi się nauczyć, a sam się nie domyśli co wolno, a co nie...

Przygodę domową, która okazała się dość przykra miał też... Nietek. 


Nietek to taki psiak, że się mu daje lat 120 za sam wygląd. Koślawy trochę, siwy na faflach... Ale przy tym milusi i chętny do drapania po grzbiecie. Dłuższy czas już u nas pomieszkiwał, aż w końcu zgłosił się ktoś, kto miał w domu już jednego czterołapa, ale chętnie Nietka przygarnie! Nawet jeden z wolontariuszy go zawiózł i jeszcze sprawdzali, czy się dogadają z tym pierwszym mieszkańcem. Wszystko było w porządku! ...do czasu... Pewnego dnia Nietek stanął w drzwiach biura, zaraz obok opiekuna, który powiedział, że Nietek w nocy piszczy i raz się pokłócił z kolegą, z którym miał mieszkać....

Ech, a bo to raz u nas się pokłócimy? Wiadomo, że czasami trzeba się poustawiać trochę! ...a że piszczy w nocy.. A może coś go boli, a może na spacer chciał, bo za wcześnie był wieczorem, a kto to wie, skoro dwunożny odpowiedzi nie szukał... Wrócił koślawy, siwy Nietek i dalej będzie patrzył śmiesznymi oczkami na odwiedzających... Musi znaleźć się ktoś, kto tego przeuroczego psiaka adoptuje...On tak bardzo potrzebuje człowieka...


...a już całkiem słów nie ma na to, co stało się z Szeryfem. Jak można...? I jak zimne trzeba mieć serce... Mowa o nim:


Szeryf do schroniska przyjechał trzy lata temu. To dawno. Jak na psa - bardzo dawno. Był wtedy kluską, jak Noska, był młodziutki i właściwie wszystkie schroniskowe wspomnienia się mu z głowy wymazały zanim dojechał do domu. Miał pewnie swoje posłanie... Swoje miseczki... Najważniejsze, że miał swoje stado, pewnie było mu dobrze... Aż pewnego dnia dwunożna, JEGO dwunożna, zapakowała go samochodu iiiiii zaraz potem zatrzymała się przed bramą schroniska. Wkroczyła do biura i powiedziała, że Szeryfa zostawia. Bo tak. Bo dziecko udziabał. Podobno... Nikogo z nas tam nie było, a Szeryf, jak tylko przekroczył bramę, to tak się zaczął jąkać ze strachu i trząść, że słowa pełnego wydusić nie mógł.

Podsumujmy jednak... Trzy lata spędził w tym domu... Od małego. Czyli kto go wychował? No jego dwunożne stado! Kto go uczył, co wolno, a co nie? Też oni! ...to dziecko to też wychowane przez nich... Bo umówmy się, że dzieci też są różne. I wcale mi nie chodzi o to, że jedno niższe, drugie wyższe, jedno ma pędzelki na głowie, a drugie ma uszy odstające. Wcale nie. Bo jedno dziecko jest uczone od małego, że czterołap tez czuje, też go może coś boleć, też może się bać, też może mieć zły dzień, a drugie dziecko nie jest uczone i potem jest, jak jest... Jak tam było - nie wiem i się szybko nie dowiem, ale do jasnej Psianielki! Jak się jednak mieszka ze zwierzem tyle czasu, to chyba się człowiek przywiązuje, nie...? Bo zwierz to się przywiązuje na pewno. I po takim czasie to jednak żal oddać, prawda...? A w przypadku Szeryfa to nie było w tych dwunożnych nic... Żadnego żalu, żadnego smutku... Szeryf ma zostać i zostaje, i koniec... Odwrócili się i wyszli. Szeryf został...

Szeryf jest domowy, nie wchodzi do budy, nie wie, co to... Siedzi w kącie i telepie się cały, od uszu do ogona... Nawet "dzień dobry" nie wyszczeka, nie jest w stanie... Na zdjęciach jakoś wyszedł, bo jak tylko dwunożnego ma na horyzoncie, który chce z nim pogadać, to on podchodzi i trzęsąc się włazi na kolana i pcha się do policzków, co by ucałować soczyście... Taki to agresor...

Przykro patrzeć. Wierzcie, lub nie. Serce rozpada się na małe kawałeczki, kiedy po kilku dniach, tygodniach, miesiącach, latach w bezpiecznym domu zwierz ląduje w schronisku. I nie tylko rozpada się u tego, który przyjedzie, ale też u wszystkich, którzy patrzą na tego czworonoga... Na jego strach, niepewność, niedowierzanie... Na to, jak szuka kogoś znajomego, jak próbuje wzrokiem przebić się przez ściany, bo może nie na tej ścieżce, ale na kolejnej jest ten znajomy człowiek, który na pewno się pomylił, na pewno żałuje, na pewno kocha i zaraz znów będą razem...

...ale nikt taki nie przychodzi...

...a oczy gasną...

środa, 17 czerwca 2015

Gdzie strumyk płynie z wolna... tam psy się taplają!

- Cakar, chodź!

- Znoowuu?? Tyyysiak, zlituj się...

- Nie wybrali nikogo do biura, co ja poradzę...

- Loza nie może? Z Dokisem i Gogolem? Mają bliżej niż my!

- Wyobrażasz sobie, jak się gramolą przez okno do biura?? Przypomnę, że ich wybieg nie sąsiaduje z drzwiami tylko z oknami biura... Gogol ma chore stawy, to ani nie wejdzie, ani nie podsadzi, Dokis pisać nie umie, a Loza sama się wstydzi. Ostatnio nam wyszło całkiem sprawnie! Poza tym ja jestem niepozorny, mało kto na mnie uwagę zwraca, mogę się pałętać i podsłuchiwać... Dawaj, chodź! Przecież ja sam na krzesło nie wlezę!

- Osiwieję przez ciebie...

- Myślisz, że da się bardziej?? Matko Suczko, dlaczego mi się taki oporny psiowspółpisacz trafił... Mam już temat, fajny temat, chodź! Pstrykniesz mi pudełko, w którym jest blog i przysuniesz przesełko, bez ciebie nie da rady!

...

Teraz znów nie jest tak tragicznie, ale ogólnie to ostatnio było ciutkę gorąco... Tak było gorąco, że mi się poduszeczki prawie odparzały na chodniku naszym. Ani jeść się nie chciało, ani chodzić, ani właściwie nic się nie chciało mi! Tylko ja mam wybór i częściej wychodzę. Więcej psów kuchnia nie pomieści, więc reszta mieszka sobie w większości na wiatach. One za to wychodzą na spacery poza teren albo na wybieg. I te, co wychodzą poza teren doskonale wiedzą, że tam w lesie jest strumień! A upał plus strumień równa się najcudowniejsza dla wielu sprawa! Nie wszystkie psy wodę lubią, niektóre tylko sobie popiją, niektóre nawet na metr nie podejdą, bo jeszcze by się na nich woda sama rzuciła, ale zdecydowana większość tapla się w wodzie, aż wolontariuszom szkoda je wyciągać i do kojca prowadzić. W kolejce jednak w takie upalne dni trochę psów jeszcze czeka, więc nie można tak samolubnie...

W związku z tym, że nasi Wolontariusze są złoci i przewspaniali, nakręcają filmy. Może jeden dwunożny z drugim przy oglądaniu zdjęć nie będzie mógł się zdecydować, ale jak zobaczy film to się zakocha i kogoś adoptuje? Nie zaszkodzi kręcić i umieszczać! Mam kilka właśnie z takiej strumykowej taplaniny i zaraz tutaj pokażę...

Najpierw Miki i Raven, czyli typ bryzgająco-szalony.


Przyznam się od razu - nie wiem, które to które... Jak stoją razem, to wiem! Raven jest smuklejsza i ma o centymetr dłuższe kudełki, Miki jest bardziej gładki. Jeszcze po czymś można rozróżnić, ale tego akurat tłumaczyć chyba nie muszę...

O, tutaj jest Miki (tu akurat dobrze widać...):


A tu jest Raven. Ha, niby ten sam zwierz, ale musicie mi wierzyć na szczeknięcie, że dwa różne!


Mogłyby iść do domu razem, bo się uzupełniają jak dwie krople atramentu!

O, a tutaj jest Nietek i Agatka. Agatka nie chciała moczyć stópek, ale Nietek przynajmniej się napił chłodnej wody, czyli typ kulturalno-pijący:



Nietek jest bardzo pociesznym starszym panem. Jak ja! Mieszka na balkoniku i przypomina o sobie każdemu, kto przychodzi do schroniska. Uśmiech ma wyćwiczony idealnie:


Agatki reklamować nie będę, boooo pojechała do domu! Kilka dni temu uśmiechnęło się do niej szczęście! Za to teraz mogę Nietka reklamować razy dwa! Razy dwa... Nietek jest malutki, grzeczny i wcale nie taki dojrzały wiekiem! Ja na przykład jestem jeszcze starszy!

Prócz tych szalejących i pijących, są też psy typu przechodniego. Włażą i się przechadzają! Na przykład Butla:



Butelka też już jest w średnim wieku. I znów ludzie tylko metrykę u niej widzą, a nie to, że jest grzeczna, lubi spacery, a jeszcze bardziej ludzi.


Butla poza tym wszystkim jest wciągnięta na listę "Szukające Miłości Staruszki". To takie coś, co zapewnia pomoc w leczeniu u psioweta i jak trzeba, to i pomoc zoopsiopsychologa schronisko opłaci, albo ktoś, kto będzie chciał takiego eSeMeSa adoptować, to będzie mógł kupić wyprawkę dla niego (jeśli chodzi o Butlę, to dla niej...) i w tym też schronisko pomoże!

Wracając do strumienia - mamy jeszcze ostatni typ strumykoluba - typ brodzący-po-pacho-grzbiet. 



Azera mieszka u nas już prawie dwa lata. Dziwne, jak na taką fajną psiolaskę! Coś ma z husky i to nie tylko to jedno niebieskie oko! Azera jest idealna dla osób lubiących się ruszać ponad przeciętną!


Poza tym jest przytulaśna, na kolana się pcha, kolejna taka do bieganka i mizianka. Wszyscy jesteśmy fajni i warci adopcji, najlepszego domu i kochającego pańciostwa, ale niektóre psy po prostu zadziwiają bardziej, kiedy nie idą do adopcji po kilku tygodniach...

- Tysiak, się przyznaj, że wzdychasz po nocach do tego niebieskiego oka...

- Wcale nie! Właśnie, że nie mam jej zdjęcia pod kocykiem, znaczy tego no... Idź zobacz, czy stróż nie wraca z obchodu!

O czym to ja... aaaa tak. Wszystkie psy polecam do adopcji! Sami zobaczcie, ile u nas różnych typów jest! Nie dość, że mamy w schronisku różne cechy sierściaste, wzrostowe, wiekowe, to mamy jeszcze strumykowe!

Z wiadomych względów nie opisałem typu "strumyko-nie-lubnego", film byłby dość nudny...

ZIEEEEW tymczasem idziemy spaać... Coś dzisiaj ciężka noc, chyba się ciśnienie zmienia... Niektórym Dobranoc, niektórym DzieńDobry!

- Cakar! Wyłącz pudełko, idziemy spaaaaZIEEEEWaaać....