Oczami Bezdomnego Psa

środa, 10 czerwca 2015

O ważności jednego telefonu. Dibo.

Czasami strach pomyśleć, co byłoby, gdyby akurat ta jedna konkretna osoba nie przechodziła obok tego konkretnego płotu w tym konkretnym mieście. I co by było, gdyby ta osoba pomyślała: zadzwonię może jutro, może pojutrze, a może zadzwoni ktoś inny?

...nie byłoby o kim pisać...

Ta osoba jednak zadzwoniła. "Przy budzie leży wychudzony pies. Bardzo wychudzony. Buda dziurawa, łańcuch, a ten pies tylko leży! Rzuciłam mu jedzenie, wstał do miski, ale potknął się o własne łapy, przewrócił... Nie miał siły dojść do miski, nie miał siły jeść...".

Jeszcze tego samego dnia nasi pojechali!

Buda? Faktycznie, trochę desek brakowało... W budzie prawie same dechy, słomy zostało tylko po bokach... Miska jakaś była, ale ciężko było określić, co w środku...


No i otoczenie wokół psiego mieszkanka też takie troszkę... zabałaganione...


W tym wszystkim faktycznie pies ledwo stojący na nogach. Od razu pojechał do schroniska i dopiero u nas miał robione zdjęcia...


Takie miał łopatki wystające i grzbiecik jak u dizona... dinozaura...


Kości wystające, sierść na ogonie wytarta, ale uszy mu obcięli, żeby modnie było, psia kostka!

Dibo został wysłany od razu na badania. Po pierwszym spojrzeniu i pomacaniu przez psioweta wyszło, że psiak ma zaniki mięśni. Później wyszło, że ma coś takiego, co się nazywa magicznie ATAKSJA. 

Brzmi jak zaklęcie i też wygląda, jakby ktoś Dibo zaczarował. Przez tą ataksję, psisko nie może chodzić całkiem równo do przodu, jak po sznurku, jak to mówią dwunożni. Chodzi jak po sznurku, ale poplątanym. O tak:



Jest jednak tak SZCZĘŚLIWY przez to, że między ludźmi jest, że nic więcej nie jest dla niego ważne... Dla niego to jak niebo a ziemia! Chociaż do schroniska trafił... Ale zamienić łańcuch, budę i zupełny brak sił, na kojec z widokiem na las, na codzienne spacery, na odwiedziny dwunożnych, na masę głasków i pytania, jak się dziś czuje... Bezcenne...

To, że Dibo ma ataksję, to akurat nie jest wina właściciela poprzedniego. I tak by się do psa ta dziwna choroba przyplątała. Ale można to leczyć... co ja plotę! TRZEBA! Trzeba leczyć, trzeba psa ćwiczyć! To właśnie ten łańcuch i brak ruchu, i brak weterynarza sprawił, że Dibo nie miał siły ustać przy własnej misce i przeżuć to, co miał tam nasypane!

Jak bardzo można się cieszyć z trawy...?


Jak bardzo można się cieszyć z wolności...?


...jak dobrze może być blisko człowieka...?


A ile radości może dać jedna, mała piłeczka ohohoho:

 
Jak wiele to znaczy dla psa, który umierał przy budzie, zapomniany przez osobę, która być może kiedyś, kiedy był sprawny, była jego przyjacielem...? O ile była kiedykolwiek...

Dibo ćwiczy u nas dużo. Chodzi z wolontariuszami na spacery, a najbardziej chyba chodzi wokół niego nasza fotografka. Ona czuje mięte do tych amstaffowatych! Psisko dostaje też takie specjalne różne rzeczy od naszej Tabletkowej, żeby rosły mu mięśnie i Dibo nabiera masy!

Ataksji nie pozbędzie się nigdy, ale można z nią żyć. I gdyby to był jedyny problem, to byłoby jeszcze nie tak strasznie... Ale dokładniejsze badania jeszcze odkryły jedną rzecz...

...Dibo ma guza na śledzionie i w jego stanie operacja jest niemożliwa... Czy będzie można wyciąć to niepotrzebne coś, jeśli psu się polepszy? Nie wiadomo...

Dibo bardzo chce żyć. Bardzo chce żyć wśród ludzi. Chce leżeć w trawie, chce się tulić, chce czuć się potrzebny, chce się bawić! Zasługuje na to, żeby mieć wreszcie normalne życie! Dibo to całkiem normalny pies, tylko łapki nie noszą go tak, jak każdego innego, normalnego, zdrowego psa...


HA! Tylko kółeczek bocznych mu czasami brak!

Dibo ma w schronisku o wiele lepszy dom, niż miał. Ma wokół siebie wielu dwunożnych, z których każdy jest o niebo lepszy niż cała grupa takich ludzi jak jego poprzedni właściciel. Marzy nam się jednak dla niego taki prawdziwy, cudowny, spokojny dom, z prawdziwym, cudownym, opiekuńczym właścicielem, który zobaczy w nim wspaniałego psa, przyjaciela, z którym będzie chodził na spacery, będzie się bawił...

Uda się...? Musi...

A co do tego telefonu, tego od tej konkretnej osoby, która była w tym konkretnym miejscu, w odpowiednim czasie... Pamiętajcie - czasami jeśli nie Wy, to nikt... A jutro może być za późno...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz