Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fanta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fanta. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lutego 2013


Otworzyliśmy bibliotekę bloga! Stało się! Ale miałam tremę! Bo wszystkie psie dzieła, które dotąd przedstawialiśmy w odcinkach, teraz w całości znalazły się w jednym miejscu. Z boku jest link i odtąd każdy może sobie do tej biblioteki wejść i pożyczyć te utwory na wieczne nieoddanie. Przegryzłam wstęgę (bo nożyczkami to ja nie za bardzo…), szczeknęłam parę słów (bezogoniaści też tak zwykle robią!), kliknęłam i wlazłam jako pierwsza! I zobaczyłam:





                       
A już wkrótce na półkach staną nowe dzieła!
Zapraszamy do środka i - miłej lektury wszystkim!

A potem to już było jak zawsze, czyli nowe i stare psy i sierściuchy – dzień dobry i do widzenia!

Polazłam do kojca Gandalfa, zobaczyć, co u niego. Trudny pies. Dwuletni owczarek, który próbował zamieszkać na działkach w niedalekim mieście. Bezogoniaści, z którymi wcześniej się stykał, z pewnością nie byli dla niego dobrzy, więc się uprzedził i na działkowców, wśród których zaczął bywać, patrzył wilkiem, a może i warknął czasem. No to ci szybko postarali się, żeby go stamtąd zabrano i Gandalf trafił do nas.
          
Tutaj też się boczył na wszystkich dwułapych. Oj, długo nie mógł się do żadnego przekonać. Ale powoli, powoli… Znaleźli się wreszcie wśród naszych bezogoniastych tacy, z którymi się zaprzyjaźnił. Podchodził, ogonem machał, poczochrać się dawał... A skoro tak – pomyśleli nasi bezogoniaści – to damy cię do kojca Evity, będziesz miał towarzystwo i czegoś się od niej nauczysz. Bo Evita bezogoniastych kocha bez wyboru – bardzo przylepna suczka.
           
I zwierzaki zamieszkały razem. Zaaprobowały się od razu i… powstał problem. Bo Gandalf stał się zazdrosny. Jak nie lubił bezogoniastych, to nie lubił. A jak już polubił, to nie mógł znieść, gdy zajmowali się kimś innym. Wchodzi któryś bezogoniasty do kojca, zaczyna bawić wita się – w porządku. Ale potem zaczyna bawić się z Evitą i wtedy Gandalf stroszy się, zaczyna warczeć, pokazuje kły!... Oj, będę żarł!... Bezogoniasty się odwraca: No co ty, Gandalf, na swojego warczysz? Taki z ciebie pies?... I Gandalf po chwili chowa zęby, ogon zwiesza, kurczy się jakoś i stoi patrząc w podłogę. Wtedy bezogoniasty: No, nie bocz, się, chodź tu!... A Gandalf walczy z sobą dobrą chwilę, wreszcie podnosi łeb, macha ogonem i idzie, i nadstawia kark, żeby go poczochrać. I już jest w porządku… Do następnego razu! Jest jeszcze tych „razów” sporo, ale z czasem będzie ich coraz mniej. Bo Gandalf to niegłupi pies i zaczyna łapać, o co w tym wszystkim chodzi.

Zupełnie nie może się połapać, o co chodzi Fanta. Był telefon do schroniska: po ulicy biega wielki pies!... A jakiej rasy?... Nooo, wielki!... Aha!... Jeden z naszych bezogoniastych wsiadł w samochód, zabrał z sobą bezogoniastą, która akurat była wolna i pojechali. Ano, jest duży pies! Bernardyn! Właściwie bernardynka. Nie mieli z sobą nawet takiego wielkiego kagańca, więc pogadali trochę ze zwierzątkiem i zaprosili do samochodu. Nie bardzo chciała. To zarzucili jej koc na głowę, podnieśli i wsadzili do środka. I przywieźli.  Białobrązowa, niestara, przemiła. A w dodatku stara znajoma! Czyli Fanta właśnie!
           
Coś jest u niej nie tak. Ma własny dom, bezogoniastych, którym nieźle się powodzi i którzy zabierają ją z sobą do swojej firmy. I ona sobie tam biega. A w firmie – wiadomo: bezogoniaści wchodzą na podwórze, wychodzą, brama raz zamknięta, raz otwarta. No więc Fanta raz jest na podwórzu, a raz na ulicy. I zaczyna regulować ruch na chodniku: przed nią i za nią nikogo, za to, gdzie tylko drzwi otwarte – tam tłok. Z tego powodu raz już wylądowała u nas,  po czym jej bezogoniasta przyjechała i zabrała ją. Teraz też nasi zadzwonili do właścicielki Fanty, ale minął dzień, drugi, trzeci – i nikt nie przychodzi…
Ale zaraz!... O, właśnie idzie… No proszę, wyszczekałam! Poczekajcie chwilę…

Poszły. Bezogoniasta i Fanta. Pańcia nawet nie podziękowała, tylko miała pretensje: Czemu zabraliście tego psa? Przecież wiedzieliście, że to moja suczka!... To mieliśmy ją zostawić, żeby przechodniów straszyła, albo – jeszcze gorzej – pod jakiś samochód wpadła?... Ale to nie były argumenty dla pańci. Naprawdę, czasem wolę sobie pogadać z biedronką!

Na zakończenie historia stada. Jak zawsze w naszych filmach – prawdziwa!

aby powiększyć kliknij na obrazek lub najlepiej otwórz w nowej zakładce