Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grozik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grozik. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 marca 2014

FART – NIEFART



Ciekawe, co u Grozika. Fajna z niego bestia! Cieszyliśmy się, jak poszedł do nowego domu, bo wszyscy go tu polubili. Młody, rozszczekany, ruchliwy i w dodatku bokserek.
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2858-grozik
                       
Majka opowiadała,  że raz obserwowała go na spacerze. Zwykle wychodził nie na smyczy, ale na lince, długiej, takiej na dziesięć metrów. Lubił przestrzeń, ruch, niech więc się wybiega. Prowadził go wolontariusz, starszy, silny, kawał chłopa. No i szli sobie przez las.
I nagle, nieoczekiwanie – dla bezogoniastego – Grozik szarpnął ostro. Bo nagle, nieoczekiwanie – dla bezogoniastego i Grozika – pojawiło się z przodu kilka saren.
- Mięcho! – ryknął Grozik i pogalopował.
- …….! – rzucił mięchem wolontariusz zmuszony do galopu.
Sarny gnały zygzakami, Grozik – prosto jak strzelił, a wolontariusz tak jakby wachlarzykiem: hyc fruuu w prawo, hyc fruuu w lewo… Sarny pędziły w ciszy. Szczekanie Grozika odbijało się echem. Wolontariusz odbijał się od drzew.
Potem sarny skoczyły obok kępy młodych sosenek, Grozik za nimi, a bezogoniastego akurat zniosło w przeciwnym kierunku. No i wzięli tę kępę z dwóch stron. Nastąpiło szarpnięcie, oba końce linki gwałtownie zbliżyły się do siebie i Grozik z wolontariuszem z lekka tryknęli się narządami do myślenia.
Potem chwilę leżeli, dyszeli i patrzyli na siebie mętnym wzrokiem…
A potem ładnych parę minut wyplątywali się z kępy i wytrząsali igliwie z sierści i ubrania.
A potem wrócili do schroniska. Obaj czegoś niezadowoleni. Ot, niefart! Albo fart? Zależy, z której strony patrzeć!

Czas jakiś później zadzwonił telefon. W jednej z podmiejskich dzielnic zauważono błąkającego się psa. Młodego, małego, brązowego w czarne łaty. Bezdomny był i w ogóle. No to jeden z naszych bezogoniastych wsiadł w samochód i pojechał. Na miejscu zlokalizował psa natychmiast. Zwierzak wlazł na czyjeś podwórze i się wałęsał. To nasz bezogoniasty założył rękawice i też wlazł na podwórze. Nie, żeby się wałęsać, ale celem wyłapania. Podszedł nawet dość blisko, nim kundel go zauważył. Ale jak już go spostrzegł, to nie dał mu w spokoju wykonać obowiązku służbowego, tylko kita do płotu! Bezogoniasty za nim. Psiak hyc – ale płot był za wysoki, więc tylko zawisł na nim przednimi łapami i drapał tylnymi, żeby wspiąć się wyżej. A bezogoniasty go cap! Na co pies się okręcił i też cap! Wtedy bezogoniasty stwierdził, że zaraz zwierz poszarpie mu służbowe rękawice! Co pies potwierdził. No to bezogoniasty cofnął ręce. A psu udało się akurat wdrapać tylnymi łapami na płot. Z czego skorzystał i znalazł się po drugiej stronie. Po nim bezogoniasty skoczył na płot, złapał się go przednimi łapami a tylnymi drapał, żeby wspiąć się wyżej. Aż się wreszcie wspiął i zeskoczył po drugiej stronie. Ale psa już nie było. Tylko okoliczne, udomowione, widząc i czując, co się dzieje, rozszczekały się, dopingując uciekiniera.
I zwiał. Ot, niefart! Albo fart? Zależy, z której strony patrzeć.

            A teraz niedawno Musiek… Mały, długi, białawy, futrzasty psiak. Dorosły już. I dziki. Swoich bezogoniastych chyba nigdy nie miał. Szwendał się po okolicach i jakoś wiązał koniec z końcem: tu ochłapek, tam ochłapek… Najczęściej kręcił się po niedalekiej wiosce. Bezogoniaści widywali go tam przez dobre dwa lata, przywykli, ale wreszcie któryś nie wytrzymał i zawiadomił schronisko.
                       
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2564-musiek


No i nasi zabrali Muśka. Siedział z nami kilka miesięcy i niezbyt mu kojcowe życie służyło. Przyzwyczajał się, ale powoli. Słuchał, o czym szczekamy i uczył się.
Aż tu niedawno słyszę:
- Tyson! – Musiek szczeka. Patrzę i widzę, jak lezie na smyczy za jakimś bezogoniastym.
- Spacer? – pytam.
- Nie, do drugiego domu idę! Adoptowali mnie!
- Do drugiego? – dziwię się. – A miałeś w ogóle pierwszy?
Musiek zaczął się zapierać, bo dotąd szli dość szybko. Bezogoniasty próbował go delikatnie ciagnąć.
- Miałem! Tutaj przecież!
No masz! Uważał schronisko za dom! W pewnym sensie racja…
- Jasne! Trzymaj się, stary! I nie rób wstydu pierwszemu domowi!
Poszli. Musiek zerkał za siebie, ale szedł grzecznie przy nodze bezogoniastego. Nauczył się w międzyczasie.
I minęło kilka dni. Aż tu w niedzielę po południu rozszczekała się pierwsza wiata. Wylazłem z budy i kogo widzę? Muśka! Łazi od kojca do kojca i wita się z psami. Brudny jak nieboskie stworzenie, zmechacony jakiś. Jak stąd wychodził, był czyściutki i wyszczotkowany. Jeden z naszych bezogoniastych też go zauważył, ale nie poznał w pierwszej chwili. Podszedł, założył mu obrożę i grzecznie zaprowadził do kojca. Psiak zdążył mi tylko „cześć” zaszczekać.
Potem był telefon do tego bezogoniastego, który adoptował Muśka. Okazało się, że dwa dni wcześniej poszli do osiedlowego sklepu po zakupy. A tam kręciły się inne psy. No i szczekanie, warczenie, podskoki – Musiek zdenerwował się a może przeląkł, wysmyknął się z obroży i zwiał. I wrócił do schroniska.
Jeszcze tego samego wieczora bezogoniasty przyjechał po niego i poszli…
Niefart? A może fart… Zależy, z której strony patrzeć.

środa, 12 marca 2014

DRAKI RÓŻNE I NIE TYLKO

Bezogoniasty był niestary, niebrzydki i jakiś taki nieszczególny. Wszedł spokojnie na teren schroniska, prowadząc ze sobą psa na smyczy. Takiego zwyczajnego. Po podwórzu kręciło się trochę naszych bezogoniastych. Ktoś sprzątał, ktoś nosił karmę, ktoś szedł po coś do wiat. Jedna wolontariuszka akurat wyszła z biura, a ten nowoprzybyły podszedł do niej i grzecznie poprosił, żeby przez chwilę potrzymała smycz, bo on zapomniał saszetki w aucie. Wolontariuszka była doświadczona, pies nie wyglądał zresztą groźnie, więc wzięła podawaną smycz i zajęła się psiakiem. Bezogoniasty uśmiechnął się miło, głową kiwnął w podzięce i spokojnie poszedł do samochodu…
No właśnie! Do samochodu… Kiedy wolontariuszka po kilkudziesięciu sekundach zerknęła w jego kierunku, był już za bramą i zdrowym kłusem pędził w kierunku osiedla. Skręcił za rogiem i tyle go widziano!
Wolontariuszce szczęka opadła. Psom, które to wszystko widziały – też!
A pogoń za bezczelnym bezogoniastym nie dała rezultatu. Miał zbyt dużą przewagę.
I w ten sposób przybył nam w schronisku nowy kolega, Luis.
     
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2941-luis


Kiedy tylko Tyson opowiedział mi o nim, zaraz pognałam zobaczyć psa. A pod jego kojcem siedział akurat Imbir. Gdy na niego zerknęłam, zapomniałam o tym nowym. Imbirek wyglądał hm… okazale. To znaczy jego paszcza tak wyglądała – śliczny kawał opuchlizny.
- Zęby cię bolą? – spytałam współczująco.
- Hedar mnie boli – warknął . – Ja go jeszcze dopadnę…
Od słowa do słowa… Było tak.
Przyjechała do schroniska Mantra, owczarkowata, duża, w sobie masna… No i w kwiecie wieku. Szwendała się po niedalekim mieście i tam ją nasi złowili.
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2912-mantra
                       
Bezogoniasty, gdy ją przywiózł, wszedł z nią na chwilę do biura, a tam był Imbir i Hedar.
           

http://schronisko.avx.pl/akcja-sms/item/497-hedar

Oba staruszki prędzej ją poczuły niż zobaczyły i natychmiast krew w nich zawrzała: - Suczkaaaa!!... Tak to już jest, niby stary, niby schorowany, łazi jak średnio aktywny żółw, ale jak sukę poczuje… Oba dziadki zerwały się na równe nogi, blask o ślepiach, wark w paszczach, ogony jak maszty… Oba są już w takim wieku i w takim stanie zdrowia, że bezogoniaści bali się ich kastrować…
Nasi zorientowali się natychmiast, o co chodzi i szybko wyprowadzili Mantrę na wiaty. Staruszków udało się zatrzymać, choć gotowe były wyważać drzwi.
Ale każdy pies musi się załatwić, więc po jakimś czasie Imbir i Hedar poszli na podwórze. I natychmiast śladem-węchem, śladem-węchem podyrdały za suczką. Znalazły bez trudu. I zaczęły wyśpiewywać serenady, prężyć się i w ogóle pokazywać, co to nie oni. Bezogoniaści z niejakim trudem odciągnęli ich od kojca i zatargali do biura.
Bieda w tym, że do biura ciągle przychodzą jacyś interesanci. A zalotnicy Mantry cały czas warowali przy drzwiach i czekali na okazję. Musiała się trafić i trafiła się.
Co oni tej Mantrze naszczekali! Co jej naobiecywali! A ona siedziała na budzie, zerkała na nich kątem ślepia i lekceważyła w sposób zdecydowany. W końcu oni, widząc, że szczęście jest raczej nieosiągalne, urządzili sobie zapasy. Przewaga wzrostu była po stronie Hedara, ale Imbir był bardziej ruchliwy. Stawy strzykały, ścięgna skrzypiały, płucka nie wyrabiały z sapaniem… Bardziej przypadkiem niż celowo Hedar walnął Imbira pyskiem w samą paszczę! Trochę i zębem zahaczył…
Nasi nadbiegli, rozdzielili psy i znów zaciągnęli je do biura. I zamknęli w pomieszczeniu, w którym sami odpoczywają, gdy mają przerwę w pracy. Staruszki resztę dnia spędzili pod kluczem, a gdy wychodzili, to na smyczach.
Imbirowi nic się nie stało, tylko, jak szczekałam, pyszczek spuchł mu trochę, trzeba było dezynfekować, no i miał kłopoty z żarciem.
Na drugi dzień znalazł się właściciel Mantry i zabrał ją do domu.
A Imbir z Hedarem boczą się na siebie. Kiedy mijają się w przejściach, to błyska i słychać ponure grzmoty…

To teraz znowu ja, Tyson. Tylko krótka informacja: jednego i tego samego dnia poszły do domów:
Grozik…
           
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2858-grozik

Dacza…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2876-dacza
           
Czarka…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2871-czarka
           
Lotnik…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2942-lotnik
           
Druha…
           
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2869-druha

Delfina…
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2860-delfina
           
I Jolka!
http://schronisko.avx.pl/znalazy-dom/item/2921-jolka
           

A w dodatku w domach tymczasowych wylądowały szczeniaki:
Rupek…
           
http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2947-rupek

I Pupek!
          
http://schronisko.avx.pl/szczeniaki-do-adopcji/item/2946-pupek


Prawie rekord! Ale pamiętam, że ze dwa miesiące temu jednego dnia nowe domy znalazło jedenaście zwierzaków.
O takich sprawach to się dopiero fajnie szczeka!



niedziela, 23 lutego 2014

GROZA I STRACH



Coś się chyba porobiło z bezogoniastymi. Dawniej dzwonili do schroniska i mówili: „Bezpański pies lata po ulicy, przyjedźcie, zabieracie…” Albo: „Przybłąkał się psiak na moje podwórko, weźcie go do schroniska…” Albo jakoś podobnie…
Tymczasem już od dobrego roku chyba coraz częściej nasi bezogoniaści słyszą: „Tu lata pies! On stanowi zagrożenie dla ludności!” Ewentualnie: „Włóczący się pies sieje strach! Interweniujcie!...”
Oj, coraz bardziej strachliwi są ci bezogoniaści. I dlaczego? Jakoś nie zauważyliśmy tutaj, żeby te „postrachy” miały dodatkowe zębate paszcze i krogulcze szpony! Przeciwnie, jak do nich zagadać normalnym głosem, to ogonem zamerdają, ozór wywieszą i podlezą, żeby pogłaskać!… No, ewentualnie wezmę ogon pod siebie i uciekną.

Właśnie z odleglejszego miasta przywieziono Grozika. Oczywiście, siał grozę i przerażenie. No bo jak się tu nie bać dwuletniego bokserka średniej wielkości?
                      
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2858-grozik


Miejscowi łapacze bez problemu załadowali go do samochodu i dostarczyli do nas. A tu od razu stał się bratem-łatą – dla zwierząt i dla bezogoniastych. Tylko czeka na pieszczoty. Od razu widać, że domowy pies, który się zawieruszył właścicielom, albo został przez nich wywalony… Krzywdę to on zrobi jedynie mrówce. Jak nadepnie. Przez nieuwagę. A teraz to nawet i to nie, bo zima! Ale skoro taki groźny z paszczy i zachowania, to nasi nazwali go tu Grozik.
A my się zastanawiamy, jak powinni się w takim razie nazywać niektórzy inni bezogoniaści?

Tyson, chcesz coś dodać od siebie?

O Groziku to już nie. Ale o innych psach tak, bo to dopiero strach i groza!

Ładny kawał za naszym miastem szli sobie leśnicy. Obchodzili rewir. I pod jednym z drzew zobaczyli psa. Z początku myśleli, że nie żyje, ale on na ich widok podniósł łeb. Na więcej nie było go stać. Wtedy leśnicy zadzwonili do naszych i powiedzieli, że mają psa i że jest niewesoło. No to nasi pognali jak do pożaru.
Znaleźli i leśników, i psiaka. Rzeczywiście, był strasznie wychudzony i słaby. Nieśli go do samochodu ostrożnie, żeby im nie padł na rękach. I do lecznicy! Tam Zenon został dokładnie zbadany, zdiagnozowany i dostał jakieś środki na wzmocnienie. Okazało się, że ma straszne zwyrodnienie kręgosłupa. Wyglądał tak, jak gdyby miał dwa osobne kręgosłupy… Do tego skrajne wycieńczenie, oczywiście.
Kiedy już było pewne, że przeżyje, nasi zabrali go do schroniska. Tu zaczął powolutku jeść. Ale przez tydzień jeszcze nie potrafił się podnieść. Dopiero wczoraj stanął na łapy i zrobił parę kroków. I można go było wyprowadzić na siku, i zrobić parę fotek. Wcześniej już dostał imię – Zenon.
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2880-zenon
           
Patrzyłem, jak posuwa się chwiejnie pod ścianą biurowca, jakby smycz była dla niego za ciężka. Zabiedzony, wielki kłębek bólu…

Po Rafada nasi nie musieli gnać jak do pożaru, bo przed nimi byli strażacy. To oni znaleźli psa. I nie wśród płomieni, tylko w samym środku ścieków. Peryferiami miasta ciągnie się otwarty kanał ściekowy. Tym kolektorem płyną nieczystości do oczyszczalni. I Tam właśnie dostał się Rafad. Wyjść już nie potrafił, bo nie dał rady wspiąć się na dość strome, betonowe brzegi kanału. Poszczekiwał więc, póki miał siłę i wzywał pomocy… Długo trwało, zanim ją otrzymał.
Gdy w końcu strażacy go znaleźli, umierał już powolutku z wyziębienia i głodu. Zabrali go z sobą i cała noc ogrzewali i próbowali karmić. Powolutku otrząsnął się i zaczął powracać do żywych. Wtedy przywieźli go do schroniska. Zjadł coś, zwinął się w kłębek i zasnął. Spał cały dzień. Dopiero nazajutrz zaczął się interesować tym, co go otacza…
       
http://schronisko.avx.pl/psy-do-adopcji/item/2863-rafad


Rafad to pies już w średnim wieku, spokojny, chociaż nieufny trochę. I nawet jeśli kiedyś był zadziorny, to teraz cała agresja wywietrzała mu z głowy.

Siedzimy tutaj i myślimy: co jest z tym kolektorem ścieków? W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy znaleziono tam trzy psy. Same owczarkowate, jak Rafad. Groza! Wpadły przez nieuwagę? Jak można nie zauważyć czegoś, co ma dziesięć metrów szerokości i parę kilometrów długości?... Z ciekawości? A co ciekawego mógłby znaleźć pies w ściekach? Z daleka przecież czuć, co tamtędy płynie… Wrzuca je tam ktoś?... Strach pomyśleć!
Dwa pierwsze psiaki nie pożyły zbyt długo, więc niczego się od nich nie dowiedzieliśmy. Może Rafad, jak już całkiem stanie na łapy i znajdziemy okazję, żeby sobie poszczekać…