Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klusia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klusia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2013

FOKUS – POKUS (CAŁE MNÓSTWO!)




Szalone to były dni!... Pewnie wiecie, że jest w naszym mieście takie centrum handlowe „Focus”. To centrum miało niedawno urodziny i przyszło tam wtedy wielu bezogoniastych. Żeby świętować. Mnie akurat nie było. Byłam na naszej imprezie w parku. A potem „Focus” zrobił imprezę dla naszego schroniska. Tam to akurat byłam! I słyszałam, że na tej naszej imprezie było więcej bezogoniastych niż na tamtych urodzinach! No to się zdziwiłam! Bo wiem, że bezogoniaści na urodzinach podają zawsze torty do jedzenia. I do picia to, od czego dostają potem krowich oczu! I ciągną do tego wszystkiego, jak psiaki do wątróbki. A na naszej imprezie mogli skosztować chyba tylko chrupek! I wody się napić! A mimo to przyszli. Tłumnie! To chyba znaczy, że lubią zwierzęta!
Okazało się, że rzeczywiście lubią. W czasie tej imprezy podarowali naszemu schronisku ponad tonę karmy dla zwierzaków! A poza tym jeszcze kołdry, koce, poduszki, zabawki i inne różności. Bezogoniaści kupowali to w tym „Focusie” i składali w specjalne pojemniki. Nigdy jeszcze, jak pamiętam, za jednym razem nie obdarowano schroniska tak bardzo! W zamian odwiedzający galerię mogli obejrzeć sobie pokazy tresury psów, mogli popatrzeć, jak się psy strzyże i w ogóle pielęgnuje, mogli spotkać się z naszymi schroniskowymi lokatorami, posłuchać opowieści o nich i pooglądać fotografie mieszkańców schroniska.

           
Ale to jeszcze nie wszystko! Zdarzyła się rzecz jeszcze ważniejsza! W czasie tej imprezy nasi opowiadali odwiedzającym o schronisku i o psach, szczególnie o naszych najstarszych, o SMS-ach, czyli Szukających Miłości Staruszkach. I co? Zaraz po imprezie, w parę dni, trzy SMS-y znalazły sobie domy! Po latach spędzonych w schronisku wreszcie trafiły pod własne dachy! A o następnych staruszków bezogoniaści dopytują się telefonicznie!
To chyba jakaś fokusowa magia zadziałała, bo nigdy jeszcze nie było takiego zainteresowania najstarszymi psami! Wyglądało to tak… Tyson, nie rozglądaj się, pisz!

Najpierw na niedaleką wieś poszła Klusia. Była w „Focusie”, reprezentowała nasze schronisko. Przygarnęli ją potem niestarzy bezogoniaści mieszkający z dzieckiem i dziadkiem w dużym domu pod lasem. Suczka będzie miała swoje posłanie w piwniczce pod kaloryferem, a całe dnie będzie sobie latała po obszernym podwórzu i chodziła na spacery po polach i łąkach, bo tych w okolicy nie brakuje. Jej nowym bezogoniastym przysługiwała wyprawka: posłanie, miski, obroża, smycz, zapas karmy dla staruszki – ale nie wzięli nic. Sami wszystko wcześniej kupili i powiedzieli, że te gratisy przydadzą się jeszcze innym psom!
          

Należała się Klusi taka odmiana! Siedem lat spędziła w schronisku. A trafiła tu z ulicy. Błąkała się głodna i wycieńczona, z ropiejącą raną po łańcuchu na szyi. Tutaj szybko doszła do siebie. A rozmiarami samą siebie nawet przeszła. Mimo paskudnych przeżyć nie zniechęciła się do bezogoniastych, przeciwnie, cały czas garnęła się do nich. Trudno było o milszego psa. I bardziej chętnego. Tulić się chciała, spacerować chciała, uczyć się chciała, bawić się chciała… Tylko schudnąć nie chciała jakoś. A trochę by się przydało. Może teraz, w nowym domu, gdy będzie miała więcej ruchu, wysmukleje.

Zaraz potem na swoje poszedł Cyprys. Ni to terier, ni to labrador… Od czterech lat siedział w schronisku, czyli spędził w nim dokładnie połowę życia. Nie poszczęściło mu się, choć miał wcześniej swoich własnych bezogoniastych i własny dom. Niestety, zagustował w drobiu i nijak nie szło go przekonać, że to gdaczące na podwórzu nie jest do zżerania, tylko do znoszenia jaj. I przez to trafił do nas.
          

Ale poza tym jest to spokojny, ułożony pies – do rany przyłóż. Z całą resztą świata chce żyć w zgodzie. Może nawet jest za bardzo spolegliwy. I ten spokój i uległość o mało nie stały się przyczyną, by dalej był psem bezdomnym, schroniskowym. Bezogoniaści, którzy postanowili go adoptować, mają już bowiem jednego psa, dominanta, który też jakiś czas temu został wzięty ze schroniska. Były obawy, że ten starszy pies nie zaakceptuje Cyprysa. Trzeba było paru prób. Bezogoniaści przyjeżdżali parę razy do schroniska ze swoim psem, przywieźli też z sobą psiego behawiorystę. Chodzili na spacery z obu psami, które poznawały się ze sobą. I jakoś obeszło się bez awantur. Pełna harmonia. No więc po paru dniach Cyprys szczeknął nam raźno na pożegnanie i pojechał do nowego domu.

No i wreszcie Fazi, kolejny SMS, od trzech lat w schronisku. Ma teraz pewnie z siedem, osiem lat, a w rodowodzie przedstawicieli owczarków niemieckich i husky. Ciekawa mieszanka. No i oka nie ma. Ale radzi sobie świetnie. Należał do tych psów, które najczęściej reprezentowały schronisko na zewnątrz, przywykł więc do chodzenia pośród tłumów bezogoniastych. I wstydu nam nie przynosił. Jest dobrze ułożony. Na spacerach nieraz spuszczano go ze smyczy, a on wracał na każde zawołanie. Pieszczoch kochający dzieci, aportowanie, gonitwy i świetnie dogadujący się z innymi psami.
           
Do schroniska zadzwoniła bezogoniasta pytając o najbardziej potrzebującego psa. Potem przyszła do nas sama i obejrzała zwierzaki. Fazi spodobał się jej i nic dziwnego, to jeden z najładniejszych psów w schronisku. Ale były obawy, czy zaaprobuje suczkę, która już wcześniej zamieszkała w domu bezogoniastej i jak spodoba mu się inna lokatorka – fretka. Trzeba było to sprawdzić. Jedna z naszych bezogoniastych pojechała więc z Fazim do domu, w którym pies ewentualnie zamieszkałby. I problemów nie było. Z suczką Fazi obchodził się nadzwyczaj szarmancko, a na to małe, szczurowate, prawie nie zwrócił uwagi, ot, tyle tylko, by nie nadepnąć przypadkiem… No więc został. I w tym przypadku należne Faziemu gratisy pozostały w schronisku.

Być może na swoje śmieci trafi także George. Przyszła do niego jedna bezogoniasta, która usłyszała o nim w „Focusie” i widziała tam jego zdjęcie. Pospacerowali razem, poznali się, ale George to pies specyficzny, jedno spotkanie nie wystarczy. Będą więc następne. Póki co jednak wszystko wygląda obiecująco!
         


Czyli jedna impreza w handlowym centrum – i tyle dobra! Naszym psim zdaniem ten „Focus” mógłby obchodzić urodziny co miesiąc a zaraz potem robić imprezy dla schroniska…
Ech, rozmarzyłam się…
Zobaczymy, jak to dalej będzie. A na razie „Focusowi” dziękujemy baaardzo! Hau!



środa, 21 listopada 2012


Szwendam się bez celu. W schronisku codzienna nuda. Nasi coś tam robią w wiatach albo na zapleczu, albo w kuchni. Odwiedzających wymiotło – nikogusieńko, chociaż pogoda ładna. No to psu się dłuży.
Polazłam do płotu z tyłu, za biurowcem. A tam, przerzucone przez siatkę, wiszą wyprane koce. Ze dwadzieścia. Tu u nas pralka warczy prawie codziennie. Pod koniec prania w dodatku wyje. Nie lubię, jak wyje – uszy bolą. Ale teraz jest już cicho.
                       
          Podlazłam do koców, powąchałam. Ja tam wolę, jak koc pachnie psem, a nie proszkiem. Inne psy też. Ale wytłumacz to bezogoniastym. Niech tam…
Wiatr trochę szarpie te koce i wszystko wygląda tak, jak w jakimś cygańskim taborze. Nie mam pojęcia, co to „cygański” i „tabor”. Ale gdzieś, kiedyś o tym musiałam słyszeć… Chyba jak szczeniakiem byłam… Daaawno… I już nie pamiętam…
Wygląda na to, że dzisiaj będzie bardzo spokojny i leniwy dzień.

A co się ostatnio działo? Ano, działo się trochę.
Jakiś bezogoniasty zgłosił nam bezpańskiego psa: biega, pani, po lesie, a czasem wypada i kury dusi! Niejedną już, zaraza, zamorzył!... A co to za pies? Duży? Mały?... A to, pani, z tych husky, czy jak im tam!... Rasowy pies sam po lesie lata i kury wam dusi? Może on czyjś?... Nie, pani, niczyj, obcy jakiś!...
Hm… Nasi pojechali do wskazanego lasu, poszukali – ano, jest. Młody, rasowy. W niezłej kondycji. Ale bez ogona.
                       
Złapali, przywieźli. Nazwaliśmy go Junak. I rozpoczął pies schroniskowe życie. Chyba nieźle się wśród nas czuł. Z psami się dogadywał, bezogoniastych witał z radością kręcąc tym kikutem, który mu z tyłu został. Na spacerach grzecznie maszerował przy nodze…
A po paru dniach przyjechali do nas młodzi bezogoniaści z dalekiego miasta. I upatrzyli sobie Junaka. Oni są z tych, co prowadzą ruchliwe życie: codziennie bieganie, rowery… Mieszkają niedaleko takich łąkowo-leśnych terenów, na peryferiach. Jest gdzie biegać i jeździć. I Junak miałby im w takich wypadkach towarzyszyć.
Dla husky jak znalazł!
No i nawet nie poznaliśmy psa, a już poszedł na swoje. Udało mu się!

A z hoteliku dla psów w niedalekiej wsi też przyszła dobra wiadomość. O Ginie. Ojej, nie, o Verze… To znaczy jedni tutaj wołali na nią Vera, inni – Gina. Nie mogli się dogadać. Trafiła do nas dwa lata temu i od razu zaczęły się kłopoty – szalała w kojcu: obijała się o ściany, waliła łbem w budę, kręciła się za własnym  ogonem aż do utraty równowagi i co chwile wyła…
Śliczny, czarny mieszaniec przypominający owczarka. Z dużymi problemami. 
                      
Nasi szybko się zorientowali, że życie w kojcu pośród innych psów nie skończy się dla niej dobrze. I choć to wiele kosztuje, zawieźli ją do tego hoteliku dla psów. Tam zwierząt jest o wiele mniej, spacery za to są o wiele częstsze i codziennie ze zwierzętami pracuje trener.
To było dobre posunięcie. Verze minęła nerwica. Stała się takim psem, od których inne mogłyby się uczyć dobrego zachowania. Nasi odwiedzali ją parokrotnie, a właściciele hoteliku też często do nas dzwonili i opowiadali o postępach Very.
Ale przez długi czas nikt jej nie chciał wziąć.
Dopiero ostatnio. Zjawił się w hoteliku właściciel dużej firmy w mieście, dokąd powędrował i Junak. I zaadoptował Verę. Będzie pilnowała tej firmy. Ma kojec z dobrą budą, a wieczorami cały rozległy teren firmowy należy do niej. Nasi wkrótce pojadą na wizytę podopcyjną. Ale wszystko zapowiada się doskonale!
Kolejnemu psu trafiło się jesienne szczęście!

Takie szczęście bardzo przydałoby się Klusi, kolejnej wieloletniej mieszkance naszego schroniska.
Klusia to taka siedmioletnia czarna suczka, dołem biała. Mieszanka owczarka z kimś tam. Wiosną 2006 roku błąkała się po jednej z niedalekich ulic i nie wyglądała najlepiej. Miała paskudną ranę na karku, takie otarcie, jakie mają psy długo trzymane na ciasno zawiązanym łańcuchu. Nielekko jej się chyba wcześniej żyło. No i albo uciekła, albo została wywalona. Dość, że w końcu trafiła do nas.
                       
            Nasi śmieją się, że imię bardzo do niej pasuje, bo wygląda teraz jak kluska. Ale nie zawsze tak było. Gdy zamknięto ją w kojcu, próbowała uciec za wszelką cenę – wskakiwała na pręty kojca, korzystając z tych poziomych i niewiele brakowało, a udałoby się jej zwiać górą, przez szczelinę pod samym dachem!
            Potem się uspokoiła. Z bezogoniastymi wita się wylewnie, lubi się tulić, kocha głaskanie i w ogóle – kontakt z bezogoniastymi to największa radość jej życia. Bo jeśli chodzi o psy, to próbuje dominować. I nawet jej to wychodzi. W wiacie ma suczka posłuch i szacunek.

A na zakończenie poczytajcie sobie scenariusz następnego odcinka serialu „Zdarzyło się psu…”. Jeszcze jeden trochę smutny i tragiczny odcinek. Nie wiem, co się teraz dzieje z psem, który w nim występuje. Mam nadzieję, że ma się dobrze…

           aby powiększyć kliknij na obrazek lub najlepiej otwórz w nowej zakładce