Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pysio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pysio. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 września 2016

Trzymaliśmy i się udało!

Pisaliśmy nie raz i nie dwa, żeby trzymać kciuki. Nam to wychodzi dosyć opornie, ale i tak się staramy... I dzisiaj udowadniamy, że warto!

Pisaliśmy o naszej Merry.


...że nie taka młoda już, że miała operację i niestety guziołki jej wyrosły w kolejnych miejscach... Że nie zawsze dobrze się czuje, ale przed nią jeszcze oby jak najwięcej czasu w dobrym samopoczuciu... I baliśmy się, że ktoś nie zdąży, że Merry nie zazna znów domu, nie przypomni sobie, jak to jest, że pewnego dnia napiszemy, że nikt nie zdążył jej adoptować... I wiecie co...? Udało się! Taką wolontariuszkę mamy złotą, która postanowiła, że Merry nie zostanie sama! Że właśnie ona ją weźmie i będą wszyscy razem na dobre i złe, na najlepsze i to... wiecie... kiedy już będzie czas... Merry zapamięta to, co najlepsze może zapamiętać...

Martwiliśmy się też o Ofisa.


Te piękne wpatrzone oczydła są tylko pozornie wpatrzone, pisałem o tym. Ofis nie widzi. Albo od urodzenia albo od bardzo dawna. Z niewidomymi zwierzakami nie jest łatwo... Im jest zwykle łatwiej niż tym, którzy mogliby je adoptować, bo to właśnie dwunożni widzą więcej problemów niż same zwierzaki. Aż pewnego dnia, właściwie wczoraj, zjawiła się pewna dwunożna z daleka. Miała swoje typy, ale przyjrzała się jeszcze kilku psom...Zdziwiła się, jak usłyszała obok kojca Ofisa, że on właśnie jest niewidomy. Nie mogła uwierzyć, bo taki radosny, pewny siebie i szalony! Zabrała na spacer i... to było to! Właśnie takiego psa szukała, a jej poprzedni zwierzak też nie widział na starość, więc to nie było dla niej jakimś problemem. Wesoły, relozutny... rezolutny Ofis pojechał w siną dal badać świat łapkami, nosem i uszkami. Da radę!

Martwiłem się o Alfika. Bo co prawda urodziwy i pociesznie wyglądał, jak w biegu uszka mu się majtały na wszystkie strony, ale miał swoje za nimi... znaczy za uszami... Dwunożni jakoś tak mówią... Ktoś postanowił dać mu szansę jednak i powiózł pewnego dnia do domu.

Przyszły wieści!

"Witamy, Alfik (czasem Alfred :) ) jest z Nami dopiero półtorej tygodnia, od pierwszego dnia się zaaklimatyzował, po przekroczeniu progu od razu władował się na kanapę, na której spędza wiele czasu. Jest bardzo przyjacielski, wystarczy coś do niego powiedzieć a ląduje na kolanach i domaga się pieszczot :) Myśleliśmy że adoptujemy "małego rozrabiakę", a okazuje się że to grzeczny i usłuchany pieszczoch. Czy to w domu czy na dworze piesek zapomniał jak się szczeka, najwięcej radości na jego pyszczku maluje się gdy ma wyjść na spacer, ale chyba tyle samo sprawia mu powrót do domu, bo szybko zapamiętał drogę i sam do niego ciągnie."

Ha! Widzicie?! Jak to dom zmienia psa...

Pysio może nie miał specjalnych wad, ale został oddany... Terierowaty, potrzebujący sporo ruchu, w poprzednim domu ponoć nie przepadał za dwunożniątkami... Ale też jego... "pańcio" sam przyznał, że nie przysięgnie, że żaden z małych dwunożnych nic mu złego nie zrobił...

Znaleźli się ludzie, dla których Pysio okazał się idealny pod każdym względem, ale też coś ważnego przyznają...

"Minął ponad miesiąc odkąd Pysio mieszka z nami, więc wypadałoby napisać co u nas.
Do schroniska w Zielonej Górze jechaliśmy bardziej jako towarzysze, na pewno nie planowaliśmy adoptować psa. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że całkiem przypadkiem jeden psiak skradnie nasze serca. Zrobił to do takiego stopnia, że przez dwa najbliższe dni bezustannie mówiliśmy tylko o nim, oglądaliśmy jego schroniskowe zdjęcia i nie mogliśmy się doczekać, kiedy go adoptujemy.
Przy adopcji zasugerowano nam, abyśmy uważali z psimi przysmakami, bo Pysio to mały grubasek. Wizyta u psiego fryzjera podziałała niczym dieta i wizualnie odjęła psiakowi z 5 kilo:) Okazało się, że Pysio to całkiem zgrabny słodziak. Wniósł do naszego życia dużo radości. Jest bardzo posłusznym i mądrym psem, nie mamy obaw przed chodzeniem bez smyczy – Pysio doskonale reaguje na komendy. Na spacerach uwielbia aportować – wszystkie piłki i patyki należą do niego. W zaciszu domowym bardzo lubi przytulanie i mizianie po brzuszku, ciągle domaga się głaskania. Początkowo miał pewne obawy przed jazdą samochodem. Aktualnie sam wskakuje do auta, ciekawy nowych podróży. Pysio nie przepada za dziećmi, w szczególności za małymi dziewczynkami – gdy takowe się do niego zbliżają, „subtelnie” ostrzega, aby odejść.
Cieszymy się, że go wybraliśmy, choć tak naprawdę to chyba on wybrał nas. Po zachowaniu Pysia możemy śmiało stwierdzić, że bardzo lubi z nami przebywać.
Załączamy zdjęcia Pysia z nowego domu, wraz z pozdrowieniami :)"


Widzicie? Nie przepada za małymi dwunożnymi w sukienkach... Czyli musiał mieć jakieś kiepskie doświadczenia... Szkoda, że ci więksi dwunożni nie nauczyli tych mniejszych, jak należy się zaprzyjaźniać ze zwierzakami... Ech... Biedny Pysio. Ale może się przekona jeszcze, może polubi... Jest wiele wspaniałych młodych dwunożnych, którzy są psiempatyczni i nie zrobią krzywdy, i nie dadzą zrobić nikomu...

Widzicie, przydały sie te kciuki! Namawiam więc bardzo, żeby trzymać je za Aresa, który co jakiś czas ma gorsze dni... Za Butlę, której też schronisko nie służy... Za Tygrysa, który chodzi ciągle i marudzi, też nienajlepiej się czuje... Za sierściucha Gałusia, który po operacji jakoś niebardzo dochodzi do siebie, a przecież musi być lepiej, bo jak do domu pójdzie...? Za Pimpka, któremu znów jest gorzej...

Za każdego z osobna i za wszystkich nas trzymajcie. Wiecie, że lepiej nam się robi, kiedy wiemy, że jesteście z nami...

środa, 2 marca 2016

Nie psa wina, że się terierem urodził...

O genetyce już kiedyś Larsi naskrobała posta. O, TUTAJ jest. Od niej (znaczy od genetyki, nie od Larsi...) zależy, czy się ktoś urodzi owczarkiem, jamnikiem czy zupełnie nie będzie do niczego podobny. Nie tylko o wygląd chodzi, bo i o charakterek. Czyli jak owczar, to pewnie oddany, lojalny, łatwo się uczy, a jak jamnik, to na spacerach szuka tropów i jak zniknie w lesie za zwierzyną, to można wooołaaaać do zdarcia gardła! ...a potem czekać...

Dzisiaj będzie właśnie o tym, że jak łapki rwą się do biegania, oczy szukają, za czym by tu pognać, spać się nie chce, w głowie ciągle wiosna, a na pysku "ZRÓBMY COŚ!", to bardzo możliwe, że to terier! A nam się ostatnio nazbierały historie o tych szalonych, pociesznych, które nie trafiły na terieroluba... To przecież nie ich wina, że takie cechy dostały i takie się urodziły...

Bąbel był szczeniakiem, kiedy wyjeżdżał ze schroniska. Wyrósł z niego śmieszny zwierz!


Imię miał zostawione stare. Zostawiony też był... samemu sobie... Okazało się, że Bąbel lubi ruch i zabawę, jest bardzo żwawy i chce się bawić, spędzać czas z ludźmi, chce kontaktu z nimi, ale nie tak na siedząco! Niestety... W domu miał siedzieć cicho i jego głównym zajęciem miało być siedzenie. Jak za bardzo nie chciał, to i po zadku dostał nie raz, i w łazience miał siedzieć, żeby w oczy się nie rzucać. Spacery? A bardzo proszę, niech idzie! Też sam... Ech, nie było komu nawet do psioweta zaprowadzić, żeby chociaż szczepienia miał w porządku... Tak jak od nas wyjechał, tak wrócił, tylko starszy o rok i ciut większy. Teraz czeka...

Gruzja była podrośniętą psianienką. Po niej było widać, że to niezłe ziółko! Już terier z niej powoli wychodził.


Niedługo potem trafiła do nas pewna pani. Poznała Gruzję... i postanowiła ją przygarnąć! Wcześniej miała już psiolaskę, co prawda spokojną, ale na spacery przecież będzie chodzić, wokół domu jest ogródek, będzie dobrze! ...no i było! ...do czasu.

Nasi odebrali telefon, pani chce wymienić psinę na coś mniejszego i spokojniejszego! Bo jednak nie daje rady... Pojechali nasi raz i drugi, no i cóż... Gruzja warunki do mieszkania ma świetne! Tutaj nic zarzucić nie można. Jest domek, jest ogródek, dwunożna kocha psinę, psina kocha dwunożną, aż za bardzo, bo niech się inni nie zbliżają do furtki nawet! Czesanko codziennie, głaskanka ile przyjmie psi łepek, posłanko porządne... Tylko Gruzja swoje zdanie ma i zmieniać nie zamierza. Na przykład jak nie lubi listonosza, to nie lubi i koniec! Robić nie ma co, to się skupia na tym, żeby odstraszyć każdego, kto próbuje do domu wejść. Stróż z niej wzorowy!



Kto da Gruzji prawdziwie terierolubny dom?

Jeszcze jest historia Pysia. Zakręcona jak pysiowy ogonek! Oto bohater opowieści:


Jak to było...? Tylko tak, żeby się nie zgubić...

Pysio mieszkał u pewnego pana. Nie wiem, ile czasu mieszkał, ale wiem, że któregoś dnia do tego dwunożnego przyszła jego siostra i powiedziała, że Pysio należy do niej i ona go zabiera. Mało dla mnie zrozumiałe, ale że nie wiem, co było wcześniej, to tylko przyjmę, że tak miało być - Pysio wyruszył do domu siostry...

Dalej było tak, że ta siostra przyszła z Pysiem do schroniska i powiedziała, że tak naprawdę, to psiak został wyrzucony z domu, więc jest jakby bezdomny. Został przyjęty do schroniska i przekimał się w kojcu...

Kiedy nastał nowy dzień, do schroniska przyszedł... ten pierwszy dwunożny, o którym pisałem na początku! Ja tam się dawno zgubiłem, ale na pewno Wy nie. Ten dwunożny powiedział, że pies jest jego, że to o porzuceniu to jakieś bzdury straszliwe i on tego piesia zabiera, bo jego!

Super! Pies zabrany, cały szczęśliwy z pańciem pomaszerował do domu...

...

...nie, to nie koniec. Bo przecież na razie historia kończy się dobrze, a Pysio jednak w schronisku mieszka. Jak to się stało? Najzwyczajniej... Pan przyszedł, przekazał psa, oddał smycz, powiedział, że pies jest agresywny do dzieci i zwierząt, i on go zostawia. Miłość wywietrzała... Nasi powiedzieli, że tak się nie robi, że przepisy, że ustawa, że to nie tylko nasze takie wydumałki, że nie wolno, ale odgórnie ustalone, że zabronione takie porzucanie! Nieważne, Pysio zostaje i koniec...

I ten agresywny bardzo pies...


...miał okazję zapoznać się pod bramą z psiolaską naszego behapsiorysty i jakoś grzeczny był całkiem i ani nie warknął!

Reakcji na młodych dwunożnych nasi nie sprawdzali, ale sam pan przyznał, że nie daje gwarancji, że Pysio przypadkiem nie doświadczył jakichś nieprzyjemności z ich strony... I wszystko na ten temat...

Pysio został i mimo tej straaasznej agresji...


...nasza przy robieniu zdjęć bawiła się z nim zupełnie szaleńczo! Rzucała piłeczki, pozwalała na włażenie na kolana i rozdawanie buziaków. Wcale jej nosa nie odgryzł, ani gardła nie próbował przegryźć. Wystarczyło poświęcić Pysiulowi chwilę uwagi i pozwolić szaleć...


Teriery są pocieszne. Bardzo. Potrzebują zajęcia, zabawy, uwagi, zmęczenia, czegoś do roboty! Dla nich są długie spacery, bieganie, dżogingi, gonitwy za patykami... Potem na chwilę do domu, coś zjeść, przespać się godzinkę... i na nowo! 

Wiecie, że nasz Tyson też ma terierowe geny? Tak! Bo jakby go podciągnąć pod amstafa, czyli amerikana staforda teriera, to widzicie? Na końcu jest terier! I on też potrzebuje dużo ruchu.

Jeszcze jedną niespodziankę mam, jak już przy terierach jesteśmy. Wszyscy, którzy koniecznie się upierają przy posiadaniu jorka, bo to malutkie, bo kochane, bo wygląda pięknie, niech czytają - prawdziwa, długa nazwa jorka, toooo jorkszajer TERIER. Tak! Bardzo często dwunożni zapominają, że to mały diabełek, bo przecież rasa była stworzona do polowań na gryzonie... Do polowania! Czyli pomyślunek ma i spryt! A wielu właścicieli chce, żeby one leżały na podusi w papilotkach, na spacerek na rękach, w domu mogą na głowę wejść, bo przecież malutkie i nic nie zrobią... A jorki lubią prawdziwie psie zabawy! 

Czyli tak jak Gruzja, Bąbel i Pysio... Drogi Czytacielu, jeśli jesteś aktywny, lubisz się sportować, dżogingować, czy to słońce, czy deszcz, przygarnij Gruzję! Jeśli nie masz dużego mieszkanka, ale potrzebujesz psiaka, który Cię rozśmieszy i będzie na kazde Twoje zawołanie, przygarnij Bąbla! Jeśli szukasz szalonego, pozytywnego, chętnego do nauki i uwielbiającego sprawiać radość psiaka, przygarnij Pysia! Tak naprawdę to w każdym przypadku możesz zabrać do domu każdego z tej trójki.

Przecież to nie ich wina, że urodziły się terierami... Nie miały wyboru... Teraz też nie mają, muszą mieszkać w schronisku...

Ty za to masz wybór... Wybierz mądrze!