Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renek. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 września 2016

Sprawują, procesują i wyrokują!

- Ares, przestań mi wstyd robić...

- Ale Dżoookej, przecież dobrze napisałem!

- Jak dobrze!? Jakie "sprawują"!? Że kto się sprawuje??

- Nie się, ale sprawują po prostu! O Pimpka sprawowali, a wczoraj o Żarka i Renka. WIEM, bo słyszałem. Wtedy łaziłeś przed Tygrysem i denerwowałeś małego staruszka, a ja wiedziałem, gdzie ucho przytknąć! Tylko wiesz co... ci dwunożni to są dziwni... Takie rzeczy plotą, że naprawdę zapomnę, że się nawróciłem na Dobrego Psa i chętnie bym obwarczał solidnie jednego i drugiego! Zaraz Ci opowiem... Znasz Pimpka?

- To małe, chude, co chodzi obok domku wolontariusza, jak jest ładna pogoda?

- Ten sam! Czytaciele może nie wiedzą, ale to ten:


- I co z nim?

- Z nim właśnie średnio, bo ostatnio do lecznicy trafił i wogóle niemłody już taki, wręcz rzekłbym, że już solidnie się u niego wiek jesieni...

- Ares! Ja nie o tym, ja się pytam, jak się ma do tematu!

- Aaaaa... Już opowiadam...

Nasi, jak odebrali Pimpka, to wyglądał tak...


W skrócie - nie jadł, bo mu nie dawali i nie pił też, bo też mu nie dawali. Bo nie. Bo jak się je i pije, to się wydala. A wtedy trzeba sprzątać, bo Pimpek na spacery nie wychodził. Jego pańciostwo szanowne mieli NA karmę (skoro mieli na te śmierduchy, którymi się zaciągają i na przeterminowaną wodę, po której jest weselej...), mieli nawet samą karmę! Ale nie dawali. Bo nie. Dawali tabletki, żeby tyle nie sikać. To, że ten pies tyle lat przeżył, to cud jakiś.

Nasi odebrali Pimpka i taki specjalny wniosek napisali, żeby to pańciostwo nie było bezkarne. Żeby jakoś odczuli to, że własnego psa prawie zagłodzili na śmierć we własnym mieszkaniu. I wiecie co... potem się nasi dowiedzieli, że ten, kto tam powinien właśnie oskarżać - prokturator, czy jakoś tak - stwierdził, że właściwie to owszem, wina jest, ale mała i on by jednak nie chciał oskarżać! Że umorżyć trzeba, czy coś! Nasi to się solidnie wkurzyli, bo jak to tak?! Jak to wina mała!? Jak Pimpek powinien ważyć tyle, co duży worek z karmą, a ważył tyle, co pół!? I że niby ta pańcia nigdy więcej nic takiego nie zrobi, więc to też świadczy o tym, że trzeba umorżyć! 

- Co ty gadasz, Ares! Jak to nigdy więcej nie zrobi i już?! To ja też mogę powiedzieć, że pójdę i temu prokturatorowi, koło w samochodzie oleję bezczelnie i nogawki skrócę własnymi zębami, ale kara mi się należeć nie będzie, bo obiecuję, że to ostatni raz! No święci psiejscy! I co, i co??

- Ach, nasi to mieli kilka planów, jak by tu się odwoływać w razie czego i wogóle, ale się okazało, że całą sprawę prowadziła prawdziwa psiędzina i zrozumiała ten cały absurd... Powiedziała, że żadnego umorżenia nie będzie, bo wina jest właśnie że DUŻA i koniec!

- Uff... i jaka kara??

- Będzie wiadomo za kilka tygodni... Znaczy JA wiem, ale nie mogę jeszcze powiedzieć, potem ci powiem na ucho... Nasi pochwalą się głośno, jak już będzie można...

- No dobra, a Żarek i Renek??

- Łooo, tutaj to dopiero się nasi nasłuchali rewelacji... 

Czytacielom przypomnę. To jest Żarek:


...a to jest Renek:


...Renek teraz wygląda niezwykle puchato i pięknie, ale jeszcze 9 miesięcy temu...


Zmarznięty do szpiku kości, zapchlony tak, że jakby się położył, to i tak by się przesuwał. 


...a Żarek...


Z ogromnym guzem pod ogonem, obolały...

Nasi odebrali chłopaków, co już pisał ktoś tutaj na blogu. I tak samo, jak w przypadku Pimpka - napisali taki wniosek specjalny, żeby właściciel tak szybko nie zapomniał o swoich zwierzakach... Zwłaszcza, że na ich miejsce są już kolejne...

- JAK TO KOLEJNE???

- A no widzisz, Dżokej. Tak walczył i tak się nie zgadzał, że nasi odebrali te dwa, a trzy dni później już miał kolejne...Szkoda pisać...

W każdym razie wczoraj nasi byli sprawować w sprawie Żarka i Renka! Aaale się nasłuuuchaalliii....

Psiowet... taki psiowet, jak ze mnie chart... Psiowet powiedział, że dał maść i takie coś, czego się nie połyka, ale ma pod ogonem zniknąć... Tylko że to było nie na raczydło takie paskudne, jakie miał Żarek, ale na zupełnie inne choróbsko... Ale stwierdził, że przecież to i tak się wyleczyć nie da, więc można dawać tylko takie coś. ...a widział guzy, jak jeszcze nie były jedną, wielką, bezkształtną masą. Mówił też, że takie psy podwórkowe to takie... inne są i to nie to samo co pies domowy, i że im nie trzeba takiego traktowania...

- Co ty gadasz, Ares!? Jak to inne??

- No widzisz... tak mówił... To nie wszystko jeszcze... On powiedział, że jak w miskach była woda zamarznięta, to przecież nie szkodzi, bo pies sobie poradzi bez problemu z tym, będzie sobie lizać!

- Jak to będzie lizać?! W zimie?? Żeby mu jęzor przymarzł!? Jak to w zimie, kiedy jest zimno, jeszcze lizać wodę zamiast się napić?! Toż to pół dnia można lizać i się zwierz nie naliże!

- Mi tego nie tłumacz... 

- Bo się zbuwlesrowałem! Psiowet jak ze mnie ciułała...

- No... ktoś tam też powiedział, że pies to pies i nie ma co roztrząsać.... Nasi mi tego nie mówili, ale słyszałem sam, ja ucha mam dobre...

- A wyrok?? Był psiędzia czy taki zwyklejszy sędzia?

- Jeszcze nie ma wyroku, dopiero będzie, ale dalej nic nie wiadomo... Będą jeszcze przynajmniej raz sprawować. Trzeba czekać.

- Ech... nasi to mają nerwy...

- Też podziwiam... Ja to bym tam...

- ĆŚŚŚŚŚŚ!

- ...a potem...

- Ares!

- Nic nie mówię... Idziemy spać, chodź ci tylko jeszcze powiem, co tam wyszło u Pimpka...

.........

środa, 24 sierpnia 2016

Renek najlepszym psiumplem... sierściucha!

Czytaciele, którzy czytają bloga tak często, jak ja niedosypiam i go piszę, powinni znać Renka. Pisała o nim Larsi o, TUTAJ. Możecie przeczytać jeszcze raz. A komu świta, albo nie ma czasu czytać postów dwóch, to przypomnę. Renek mieszkał kiedyś razem z Żarkiem za płotem przy pewnym domu, w którym nikt nie mieszkał. Psy mieszkały. Że niby budynek nie stoi pusty... Zwierzaki nie widziały ludzi, nie widziały też sianka, kocyków, nie widziały środków na robaki ani weterynarzy. Widziały za to stada pcheł, zamarzniętą wodę i górę kamieni...eeee...znaczy karmy.

To była miejscówka Renka:


Psiak siedział w budzie na gołych deskach i trząsł się z zimna. To białe na około to nie wata. To śnieg. Był środek baaaardzo mroźnej zimy. Było tak zimno, że nasi odstawiali tam tańce przeróżne przy tym płocie, bo im palce zamarzały w butach. W butach! A Renek ani butków, ani sweterka, ani pół kocyka nie miał! Stada pcheł jakoś grzać nie chciały. Spać nie mógł, tak się trząsł. Był okropnie zmęczony, oczy mu się zamykały, ale jak tylko oddech głębszy łapał, od razu ciałkiem trzęsło z zimna, ze swędzenia... od jednego i drugiego pewnie.


Wychodził psiak czasem, żeby się wyprostować i wytarzać w śniegu. Może mniej swędziało wtedy? Albo chciał to pchelne choler...eeeee.... towarzystwo jakoś przymrozić...

Nasi zdecydowali, że chłopaków trzeba stamtąd zabrać. Wezwali panów w niebieskich ubrankach, którzy przyjechali mrygając i piejąc takimi światełko-głośniczkami na dachu! I wteeedyyyy Renek taaak pięęęęknie zaaawyyył, że został Syrenkiem! Tylko za długo by było, dlatego ma skrócone i jest bez SY.

Duży Żarek się wpakował na tylne siedzenie, a mały Renek wylądował na kolanach u jednej z naszych. Psiak nie widzi, ale czuje. Trąbię o tym od jakiegoś czasu. Nie trzeba widzieć. Można czuć. I Renek wyczuł, że kolana, na których go położono są dobre, ciepłe i bezpieczne. Porozkładał łapki wygodniej, łepek położył i zasnął snem kamiennym.... Ciepło mu się zrobiło...

Potem pojechał do lecznicy, gdzie zachował się wzorowo, poza tym, że próbował wydrapać sobie miejsce na podłodze, a potem zasnąć.... Renek naprawdę musiał być zmęczony!

W schronisku szybko nakazali pchłom się wynosić na zawsze za bramę i nie wracać. Renek mógł odetchnąć...


...i wreszcie się wyspać porządnie na kołderkach, w ciepełku! To musiała być najszczęśliwsza noc w jego życiu!

Renek zamieszkał na kociarni. Żeby nie było - jest oddzielony metalowym płotkiem, żeby się sierściuchy czuły bezpieczniej, chociaż mają przewagę, bo widzą. Renek - nie... Ale niech tam będzie. Płotek jest. Dla Renka to i tak psiekstra miejscówka! Na spacerki wychodzi codziennie, potem sobie rozmawia z mruczkami...

Wspominałem, że Renek jest oddzielony...?


Echm.... nooo.... jak widać! Eustachy, Milek i Szynusia niespecjalnie przejmują się ograniczeniami. Kocyk jest? Miękki? To grzech nie korzystać!

Ta szara, okrągła czapa to Szynusia.


Z tą kociolaską było kiepsko. Sierść byle jaka, w paszczy miała ranki, oczy też jakieś parchate były... Najwyraźniej nie służyło jej życie na wolności. Musiała w domu mieszkać wcześniej, bo kuwetę umie! I miziasta jest. Z psami i sierściuchami innymi - jak widać - umie się dogadać. Czyli mruczka idealna! Nie wiem, czy jeszcze jest leczona, ale nawet gdyby - wszystko nasi wyjaśnią!

To rude, prężące się, to Eustachy.


Kociolaski do niego wzdychają. Że niby taki rudy i dostojny, i nos jak z jakiejś miękkiej chrupki ma, jak przyklejony... Fochał się na początku, bo kilka razy syknął, mrauknął, w kąt się schował... Potem mu przeszło, jakoś pojął, że innej miejscówki na razie nie będzie i to nie od niego zależy, gdzie będzie siedział... Trzeba przyznać, że futro miał całkiem w porządku, więc albo się zgubił, albo ktoś go zgubił, albo ktoś go zgarnął z ulicy niepotrzebnie... W każdym razie czeka rudy sierściuch na dwunożnego!

To czarne, rozwalone na kocyku bezwstydnie, to Milek. Milek umie też siedzieć całkiem posągowo!


Jest całkiem czarny! Całkiem czarny, całkiem lśniący, całkiem miziasty i całkiem nakolankowy. Wyluzowany przy tym, jak widać. Pies łazi, a ten sierściuch leży całkiem swobodnie i czeka na lepsze jutro. Za nim też się kociolaski oglądają... Bo taki dostojny, tajemniczy... niby mroczny, ale jednak potrafi pokazać, że jest całkiem milusi!

Sierściuchy czekają na domy! Renek też czeka, ale on może iść tak niecałkiem... Znaczy nasi walczą, żeby Renek z Żarkiem nie wrócił do właściciela, ale wiecie... To po prostu NIEMOŻLIWE, żeby wróciły! Tak czy siak jednak Renek mógłby iść na taką umowę, co się nazywa tymczasowa. Czyli psiur dalej jest schroniskowy, ale w domu może pomieszkać i trzeba potem trzymać kciuki, żeby to było na zawsze... Tak czy siak ma z sierściuchami o niebo lepiej!

Wspominałem, że Milek umie też tak całkiem dostojnie siedzieć, a nie tylko tak się rozwalać i miejsce zajmować...?


...ktoś czuwa, żeby spać mógł ktoś!

niedziela, 21 lutego 2016

O miłości prawdziwej i takiej... mniej...

Znów nam sprzątnęli współpsiolokatora! Ledwo go zareklamowaliśmy, ledwo jedna z naszych cały ranek siedziała, żeby zrobić jakiś obrazek z tysonową facjatą, wymyśliła chwytliwy i wychwalający tekst, ledwo to wrzuciła na fejsa... aż tu nagle przychodzi wiadomość "Tyson idzie do domu!"... No i cóż. O 10:50 cały świat wie, że Tyson do adopcji, a o 11:10 już się umowa podpisuje w biurze!

Niech mu się szczęści!

Przechodzę do tematu...

Przeszłam się kilka dni temu na spacer wieczorny, samotnie, po placu... i tak człapałam to tu, to tam i słyszę "nie martw się, coś się wymyśli... pojedziesz na badania, wszystko będzie wiadomo i na pewno się da... A tamten, to ja ci mówię, osopsiście do niego pojadę i go chwycę tak za kostki, że będzie cię wspominał przy każdym kroku! Żaruś...". Hmmm, postanowiłam się tam przejść, zobaczyć, co słychać. W jednej miejscówce mieszka Frosta z Żarkiem... Kochają się, nie ma co kryć!


Przegadali już niejedną noc o tym, jak im się żyło w samotności czy bez poczucia jakiegokolwiek miłego uczucia od strony "opiekunów"... Frosta pyta się Żarka, jak się czuje, pilnuje, żeby nie wypluwał tabletek, jak go bardziej zaboli, to dmucha w to miejsce, bo wtedy boli mniej... Łepek przykłada do żarkowego łba, tak jest bezpieczniej, cieplej...

O Froście pisałam osobiście. TUTAJ możecie o tym poczytać, chociaż pewnie czytaliście, bo to najbardziej czytliwy post ze wszystkich postów.


Frosta jest malutka, Frosta jest urocza, Frosta kłóci się z kotami.... Przy tej ilości uroku, to jej można wybaczyć. W końcu są domy bezkocie!

Skąd się wziął Żarek? I co go może boleć...? Zacznijmy od psa. Oto i on:


Żarek długie lata mieszkał w pewnym mieście, przy pewnej ulicy, w kojcu, przy domu. Pustym domu. Pustym od lat. Ale miał tam mieszkać I JUŻ, bo tak, bo przecież ktoś musiał. No to pies. Nie jeden, ale o tym zaraz.

Buda była, ale wielka, nieocieplona i z gołymi dechami na dole. Zamiast słomy, było tam może z dziesięć słomianych słomek... A na dworze mróz, śnieg, zawierucha. Woda szybko zamarzała, żarełko pokrywało się śniegiem. Ktoś czasami przynosił świeżą wodę, ktoś dosypywał jedzenia, a potem znów śrubował wejście do kojca i szedł czy jechał do innego domu. Bo przy tym, którego pilnował Żarek, nie mieszkał nikt. Od wielu lat nikt. Tylko Żarek i jego kolega.


Co Żarka boli...? Ech, no widzicie... Kiedy pierwszy raz zobaczyłam, to już chciałam krzyknąć "Eeeej, koleeegooo, coś ci się przyczepiło, tam, na podogoniu!", ale jak podbiegłam to mnie coraz bardziej sierść stawała od nosa po koniec ogona. To się nic nie przyczepiło. To wyrosło. Czy wyrosło od środka i wyszło, czy odwrotnie - tego nie wiem, ale może się dowiemy. W każdym razie wygląda to ŹLE. Tak kiepsko, że nie będę tutaj Wam pokazywać. Boli. Takie coś musi boleć. Bardzo.

Znów nasi usłyszeli, że to przecież nieoperacyjne! No teraz na pewno nie....... "Opiekun" jednak nic nie wspomniał, żeby miał jakiekolwiek kolorowe guziczki do podawania, żeby nie bolało, żeby nie rosło, albo żeby rosło wolniej, żeby żyło się lepiej. Słyszeli jednak tak dziwne inne rzeczy, że sami nie zrozumieli, jak to możliwe, więc ja tym bardziej nie wiem, nawet powtórzyć nie umiem! Nie warto...

Razem z Żarkiem domu, w którym nikt nie mieszka, pilnował Renek.


 Taka zagwozdka, bo Renek wygląda bardzo staro, bo i chodzi niepewnie, zgarbiony, i nie widzi też już prawie całkiem... Ale ząbki ma bialuśkie! Czy faktycznie jest starszy, ale dbał o kły, czy jest jednak młody, a życie go tak postarzyło...?

Renek miał do dyspozycji budkę. Mniejszą, ale też cieniuśką, ze słomkami zamiast słomy. Do tego wielka micha z zamarzniętym jedzeniem, miska z lodem i stada... nie, STADZISKA pcheł biegających wśród lichej sierści.


Żarek z Renkiem kochają ludzi bez pamieci. Lgną do nich, garną się do głaskania, byle czuć obecność ludzi, byle je dotykać chociaż jednym palcem! Jak bardzo czuły się samotne przy wiecznie pustym domu? Renek pożerany przez pchły, zmarznięty tak, że telepanie się z zimna nie pozwalało zasnąć, zmęczony przez to tak bardzo, że jak tylko poczuł ciepłe kolana, to powieki opadały mu same, a na twardej podłodze u psioweta próbował wymościć sobie kafelki drapaniem, robił dwa kółka w lewo, trzy w prawo, jeden w lewo, kładł się i myślał tylko o śnie...


Ech... i wiecie, że ten pańcio, który tak te dwa psy ukochał i który je trzymał tam, gdzie nie dość, że sam nie mieszka, to jeszcze NIKT nie mieszka, na drugi dzień przywiózł w to samo miejsce kolejne...? Tak samo skazane na samotnośc...

Do naszych odezwał się nawet ktoś, kto bronił tego "opiekuna". Nie wiedziałam sama, czy śmiać się, czy zęby szczerzyć... Bo takie rewelacje się dowiedzieli:
- słoma to wylęgarnia pcheł.
- koce to jeszcze większa wylęgarnia
- psy od lat mieszkały na dworze, więc dostosowane
- przecież sierść zmieniają co sezon
- nikt w tym domu nie mieszkał, więc tym bardziej potrzebne tam stróże!

Niech to Tyson! A u nas tyle słomy! Tyle koców! ...a pchły ani jednej, bo tak jest każdy zwierz na wejściu wypsikany, że to musiałaby być SuperPcheł, żeby to przeżyć! I jakoś u nas nawet Grafit czy Borysek mają słomy pod nosy, chociaż sierściaste są zdrowo... 

I cóż... Renek jest przekochany i żal patrzeć na te jego oczy... Żarek jest przecudowny i żal patrzeć na to podogonie..... Jest jednak coś, czego jest mi żal jeszcze bardziej... Nie wiem, czy ja dobrze usłyszałam, ale muszą u nas mieszkać jeszcze jakiś czas, nie ma innej rady... I tego mi żal okrutnie...

Frosta może do domu jechać, gdyby ktoś zechciał ją adoptować. Czy wtedy jednak nie pęknie serce Żarkowi...? Kto będzie go pocieszał, podtrzymywał na duchu, trzymał za łapę w gorsze dni, których prędzej czy później będzie coraz więcej... Zrozumie jednak. Będzie musiał....



Potrzebują zwierzaki dużo miłości. Czy małe są, czy duże - potrzebują. To, że mają rolę stróża, nie zamyka im w serc, nie kasuje w głowie potrzeby bycia z człowiekiem, nie sprawia, że nie będą potrzebowały bliskości, miłości, czułości, ciepła...

Larsi