Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saba. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 maja 2014

Pamiętajcie - codziennie otwarte!

Niech to obroża ściśnie! Zaspałam! Niedziela to była a mi się śniły peeełneee miseeczki... No i zaspałam, psia kostka! Wyszłam się rozejrzeć a na placu jakiś namiot mi rozstawili! Zatkało mnie, bo jak to, JA nic nie wiem a namiot sobie tak stoi jak gdyby nigdy nic! I już się zaczęłam rozpędzać sprawdzać co to takiego, kiedy ciemno się zrobiło i jakieś tupanie za sobą usłyszałam... Ledwo zdążyłam nos skierować w stronę ogona a kilkanaście nóg mnie wyprzedziło! Mniejsze, większe, grube, chude... ale wszystkie ludzkie! Ledwo przeżyłam, nie zdążyłam nawet krzyknąć! Wszyscy popędzili do tego namiotu o którym nic nie wiedziałam, ale oni najwyraźniej wiedzieli! Nie minęło chwil kilka a zaczęły fruwać jeszcze smycze i zaraz zaczęły psy wymaszerowywać z wiat, faaaalaaaa... i wszyscy naaa mnieee....

Nie żebym tchórz była jakiś! Wcale nie uciekłam ile sił w łapkach, ja tylko niezwłocznie musiałam się dowiedzieć o co chodzi! no...

Dowiedziałam się - mieliśmy Dzień Otwarty! Głupie, przecież codziennie otwarte jest... ale może ludzie nie wiedzą i tak specjalnie wszędzie ogłoszone było, żeby przyjść i wyprowadzić czworonoga do lasu, taka akcja. No i przyszło duuuuużooo luuudzi! Wolontariusze im dobierali czworonogi i wszyscy wychodzili do lasu i potem wracali i potem brali kolejne psiaki i szli na spacer i kolejne... Niektórzy mieli siły na jeden spacer a niektórzy na kilka. Najważniejsze, żeee... UWAAAGAAA.... WSZYSTKIE psy wyszły na spacer!


Mało tego, że na spacer, ale niektóre się przebiegły! Jaa to na krótkie dystanse się nadaję... ale Saba, która kiedyś uczyła psy liczyć na własnych żebrach, przebiegła 16 kilometrów!


Oby tak częściej ludzie nie chcieli spacerować bez czworonoga! Bo u nas po lesie to sporo ludzi chodzi, ale może nie wiedzą, że wystarczy zajrzeć i wybrać sobie kompana na taką wędrówkę. Bo to można samotnie i można z rodziną i do każdego wyjścia pasuje czworonóg!

Nasi Wolontariusze też najczęściej przychodzą samotnie (znaczy do lasu to już z psem idą!), ale mamy też rodzinnych! To cuuudna histooria...

Ona chciała zostać Wolontariuszką, namawiała Jego i namawiała i w końcu przyszli oboje, przeszli szkolenie... On pokochał jeszcze wolontariat, Ona przez to bardziej pokochała Jego... Przyjeżdżają z Córką i dzielą się sprawiedliwie - jeden spacer - On z psem a Ona z Córką a następny - Ona z psem a On z Córką, sielanka! W dodatku potrafią dogadać się z psami i wiedzą na który spacer mogą iść wszyscy razem, wtedy czworonogi mogą poznać takiego małego człowieka, który ma mniejsze kończyny do głaskania, ale równie przyjemnie się z nim chodzi po lesie!

Magus był na spacerze z tą Rodzinką, zgadaliśmy się. Zdziwiony był na początku - takie małe coś, z dziwnymi antenkami po bokach głowy, kolorowe takie... ale potem się okazało, że tak przyjemnie głaszcze i czesze, że szkoda, że nie umówili się na za tydzień...


No i rozmawiamy tak sobie z Magusem kulturalnie aż tu NAGLE i bezczelnie jakiś pies się drze! Odwracam się a tu Kremuś wraca właśnie tymi Wolontariuszami i szczeka na całe schronisko! Że w życiu nie był na "zajefajniejszym" spacerze! Że "przecodziennie by mógł tak spacerowywać!". Kremuś się wysławiać nie potrafi, ale on skupia się bardziej na własnym wyglądzie niż żeby się dokształcić jakoś! Nie chciałam się tak drzeć przy ludziach, więc potem do niego poszłam, żeby mu wyszczekać to i owo o kulturze... a on mi tylko pokazał zdjęcie, które miał przybite w budzie i pazurem wyryte na około serce...


No i za co miałam go besztać...

środa, 20 marca 2013

COŚ SIĘ STAŁO…


Co się dzieje z psem, gdy już ogryzie swoją ostatnią kość?
Dobre pytanie. Nasze mity – a trochę ich przypomnieliśmy tu w schronisku, pamiętacie? -  niewiele mówią na ten temat. No, ale teraz już to wiem.
Przede wszystkim pies otrzepuje się dokładnie, żeby wytrząsnąć z sierści kurz i pchły, jeśli je, oczywiście, ma a następnie drałuje na ten kolorowy most. On tylko wydaje się długi. W rzeczywistości to zaledwie parę kroków – i już się jest po drugiej stronie. Tam trzeba szczeknąć parę razy, ogłosić, że się jest, że się przybyło, a potem rozejrzeć się uważnie dokoła, bo tam tłoczno - i poszukać znajomych. Zwykle są, bo już wiedzą, że przybywa ktoś oczekiwany. Kornik, Mamka, Saba, Micha – to ci, którzy za most trafili niedawno. Ale jest też Igar, Łatka, Lisek, Omen, Luna, Hades… Takie same, jak w schronisku, nic się nie zmieniły. Tak samo chętne do poszczekania i do zabawy…
No to można się nawzajem obwąchać, sprawdzić, czy ogony pracują jak należy...
I poganiać trochę po łące bez obaw, że coś zaboli. A potem leżeć i ziać… Ciepło, nie pada…
Tylko za michą nie ma się co rozglądać, bo tu mich nie ma. Pewnie trudno się przyzwyczaić, ale wszyscy twierdzą, że da się. Że tu się wszyscy obchodzą bez żarcia.
Jak ktoś chce, może tu zostać na zawsze. Ale może też wrócić za most, tam, gdzie żył do tej pory. Na przykład do schroniska… Dla psów w kojcach to żadna nowina, kiedy widzą takiego, co wrócił zza mostu. Tylko bezogoniaści takiego nie widzą… Ale niektórzy czują, że jest w pobliżu i zatrzymują się wtedy, i rozglądają się, i niektórzy uśmiechają się, a inni są trochę smutni. A później idą dalej, karmią psy w wiatach, albo sprzątają, albo dają leki, albo jadą na interwencję, albo palą papierosy za domkiem wolontariuszy… A taki pies zza mostu chodzi sobie za nimi, patrzy i też uśmiecha się po swojemu. I późną nocą wraca za Tęczowy Most pospać trochę na łące.
Postanowiłam sobie posiedzieć na tej łące parę dni, zobaczyć wszystko, co tu jest do zobaczenia, ze znajomymi poplotkować. Ale potem wracam do schroniska. Ktoś musi dalej prowadzić tego bloga. Co prawda nie poradzę sobie z pisaniem na kompie, bo po tej stronie mostu łapy mi się gdzieś zapodziały, tak jak i reszta ciała. Myślałam, że mi Agia pomoże: ja będę dyktować, a ona będzie pisać, bo już nauczyła się trochę. Ale ona poszła parę dni temu do domu. No to może Tyson, tak jak dziś… Albo jakiś inny starszy pies. Jakoś to będzie.
Szkoda trochę, że już mnie żaden nasz bezogoniasty nie poczochra po karku ani nie wyprowadzi na spacer. Ale niektórzy będą ze mną dalej gadać. Już to robią zresztą. Mogą to robić nawet szeptem, po cichutku. Usłyszę. Ja teraz wszystko słyszę.