Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tupet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tupet. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2016

Chaos!

Było już o porankach. Sam pisałem! Bo to ja znów. Ares. Dżokej nie pisze, booo... nie pisze i już. JA jestem i starczy. Na pewno na mnie czekaliście, bo jestem LEPSZY.

Przecież wiem.

...w każdym razie... Dzisiaj będzie chaos. Będzie chaos taki, jaki był kilka dni temu, kiedy jedna z naszych nie przyszła do pracy, bo się rozchorowała tak, że ani ręką ani nogą! ...ale nie ubiegajmy faktów...

Rano zaczęło się niewinnie... Ot, Tygrys próbował rozmawiać z Beethovenem...



Ale chyba Beethoven mu powiedział, że z niego taki Tygrys jak z niego chart i się biedny Tygrys mało nie zapluł, że gdyby nie kraty, to by mu pokazał! ...nie wiem co on ma do pokazania, ale wolałem się nie pytać...

...Pinio sprawdzał podwozie jeździdła, bo tam coś ostatnio stukało...



...Rozik przeglądał się w lustrze...



HA! Prawda, że mi się to udało?! Rozik i drugi Rozik! Tam jest taki malutki wybieg i akurat tymczasowo ten zwierz tam przebywał, a Rozik musiał zagadać, posiedzieć, żeby się tamtemu nie nudziło. Tylko wiecie co... wstyd... Bo jak nasza fotopsiografka tak biegała co rusz w inną stronę, to ciągle mówiła na niego Karol. Ale on w papierach ma inaczej.... Bo Karol to owczar, a nie taki szary wypłosz. Tylko ona tak ciągle Karol i Karol i teraz mi się wbiło, że to Karol i nie pamiętam, co wisiało na kartce... A nie będę już lazł, bo noc jest.

Jak już Rozik odsiedział swoje, to poszedł się... popaść troszkę...



I w czasie, kiedy on się tak pasł beztrosko właśnie się okazało, że jednej z naszych nie będzie! Zaraz się wzięła fotopsiografka z jedną psiolontariuszką do roboty! Bo u nas pracy jest ciągle duuużo, a jeszcze jak kogoś brakuje... A tu miejscówki trzeba posprzątać, żarełko poroznosić, tabletki rozdzielić... Tabletki rozdziela Tabletkowa albo zastępca, wiadomo, ale do sprzątania i noszenia misek to każda para rąk dobra!

Jeszcze żeby się nie pomylić! Wszystkie psy na wiatach dostają jeść wcześniej, a potem po kolei, jak leci. Szpitalik, apartamenty, biura, szare lewe, prawe, tylne, przednie, białe lewe, białe prawe... 

Świeże sierściuszki, które ktoś zostawił w pudle na schroniskowym parkingu nie chciały jeść za bardzo, może czekały na kociomatkę... ale nie było...


Renek dostał jeść razem z kotami...


Skubaniec nie widzi, ale doskonale wie, kiedy ktoś zagląda do jego michy! Czarny Milek ma sposób. Jak się Renek odwróci, bo jakiś dźwięk go zaciekawił, to Milek już ma ryjek w renkowej misce i co lepsze kąski wyciąga! Jak Renek znów postanawia zjeść, to Milka już dawno nie ma. Czeka, aż Renka znów coś odciągnie. Sprytny sierściuch, nawet ja muszę pochwalić... Miał swoją michę, ale z jego nikt mu nie wyje. 

Rozik kontrolował dobre zmieszanie karmy z kurczakiem... To taka mieszanka dla tych, które muszą zjeść koniecznie, bo powinny sił nabierać.


Nanki za to nie szło wygonić z wyra... Może to i dobrze, bo nasi tak ganiali, żeby zdążyć wszystko zrobić, że by tylko przeszkadzała...


Po śniadaniu nadszedł czas na sprzątanie!

Z apartamentu został wyniesiony Pimpek ze Szczerbatkiem na taki malutki wybieg koło domku wolontariuszy. Tam jest dla małego psa dużo miejsca, a i płotek niewysoki. Pimpka znacie, a Szczerbatek wygląda...



...no nieszczególnie, co ja poradzę... Dotknąć się nie da za bardzo, trzeba wiedzieć, jak podejść. Taki austytyczny jest...

Razem z Pimpkiem mieszka Derlik, on trafił na większy wybieg. Łooo, po nim było co sprzątać... Trudno, tak to już jest, że co się zje, to trzeba... no... A spacerów zawsze będzie za mało... Nikt potem nie ma pretensji, złego słowa nikt nie powie! Się sprząta... znaczy... nie się... nasi sprzątają, wymieniają kocyki i kołderki, podłogę szorują, potem jeszcze raz myją, potem wycierają i jest pięknie.

Na ogarnięcie czekały też zmęczone szczeniorki jedne... 




...i drugie...




To czarne na wprost, z boku kojca, to dwa chłopaki. To wyżej to chłopak i dziewuszka. Też świeżaki. trafiły do nas przegrzane i leeeedwo człapiące... Jest lepiej... Zwłaszcza te dwa na dole. Drą się na całego, kiedy akurat nie śpią! 

Ten z boku to Drągu. Jego muszę pochwalić! On tylko kałużę zostawił, ani jednej grubszej niespodzianki! Jego wziął na spacer do lasu jeden wolontariusz i u niego to rachu-ciachu i posprzątane było! 

Koło Drąga mieszkają jeszcze dwa inne psy, to się potem zamieniły z Derlikiem na wybiegu! Derlik wrócił na czyste podłogi, a Kapsel z Kanią poszły poganiać. Wtedy przyszła pora na mycie podłogi u nich...

...a ile przy tym wszystkim nasi musieli wodę zmieniać, ile papieru poszło, ręczników, rękawiczek... Ale nikt nie narzeka! 

Nasi tak biegali i biegali, że sam Rozik w pewnym momencie stwierdził, że nic tu po nim, że idzie do siebie. Trawę ocenił, z nie-Karolem pogadał, karmę spróbował, zaakceptował, wszystko grało. Stanął pod drzwiami swojej miejscówki i szczekał tak długo, aż ktoś nie pobiegł i go nie wpuścił. Taki jest mądry! 

...Pinio przeciwnie - on niespecjalnie czuł, że miałby jakkolwiek przeszkadzać. 



W całej swej piniowej łysolkowatości przechadzał się po całym placu...



...ale że to małe jest, to nasi musieli pomyśleć za niego i wpakowali go do Pimpka, do zagródki. Potem trochę zaczęło kropić, więc Pimpek ze Szczerbatkiem wrócili do apartamentu, a Pinio... cóż...


Tak się urządził, że go nasi na początku nie znaleźli i uznali, że tam jest pusto... Bo kto inny go tam umieścił, kto inny wyjmował Pimpka... Martwić się jednak nie ma o co, Pinio szybko wrócił do kuchni!

Ufff... Kolejne miejscówki już ogarniali inni nasi, którzy przyszli do pracy na swoje zmiany. Też mieli ręce pełne roboty, kocyków, ręczniczków, szczotek... i nie będę wymieniać, czego jeszcze.

Powoli też schodzili się wolontariusze pełni energii i gotowi na spacery, więc wcale spokojniej się nie zrobiło na placu, chociaż przez mały pokropek wcale nie było tak, jak być mogło... Ale i tak nie narzekamy! 

...na koniec zobrazowanie wyrzutu sumienia. Jakby ktoś kiedyś się pytał, jak wygląda, to właśnie tak:



Mistrz. Mistrz nad Mistrze. Nie ma drugiego takiego. Nie ma i koniec, Wam piszę. Najbiedniejszy, najbardziej zrezygnowany, z najsmutniejszymi oczyskami na całym świecie. Tupet we własnej psiosobie. 

Nie chce Wam się przyjść do schroniska, a masz czas i moglibyście? To spójrzcie na zdjęcie powyżej i zastanówcie się raz jeszcze. I jeszcze raz. Aż nie podejmiecie jedynej słusznej decyzji...

Ares.

środa, 15 czerwca 2016

Rozkoszniaki!

Too jaaa! To znów ja! Już mi lepiej! 
Przed Wami kropiasta Larsi, która szamie teraz wszystko, co chociaż trochę pachnie jedzeniem, nabieram sił, więc i pisać mogę.

Napiszę Wam w sekrecie, że Dżokej to tak niebardzo chyba do pisania... Tak jakoś pisze niemrawo, że jak czytam, to bym poprawiła to i owo, ale się wtrącać nie chcę... Wysłałam więc go spać, a sama sobie tutaj podziubię. 

Ostatnio wlazłam do tej naszej Tabletkowej po coś, nie pamiętam, po co... Aaa wiem, plasterek mi się obsunął, to żeby mi poprawiła. Tam, gdzie ona ma te wszystkie kulki zdrowotne, mieszka Fili, Rozik i Polar. Tooo, co tam zobaczyyyłaaam... Taki bezwstyd! Wam piszę! Taki bezwstyd, że aż oczy moje musiałam zasłaniać! 

Patrzcie tylko:


Rozik się tak rozkłada! Na zewnątrz jest średnim, futrzastym zwierzem z białymi oczami. W środku jest wdzięczną, kochającą i kochaną radością! Nie wiem, czy coś widzi, ale patrzy się tak, jakby miał na wylot kogoś przepatrzeć... Nie każdy zobaczy w nim TO COŚ, ale jak komuś będzie to dane, to może zyskać fantastycznego psiumpla, który pokocha tak szybko, że się ten ktoś nie zdąży nawet zdziwić... Kochany jest i koniec. Daj mu szanse. I JUŻ!

Takiego mamy jeszcze psiekstra kawalera... kolorystycznie by do mnie pasował... Może ciutkę niższy, ale mogę łeb nosić niżej, a co tam... Tupet we własnej psiosobie!


Hę? Czaderski, prawda? To ucho zalotnie oklapłe... Tupet jest taki, że nie raz słyszałam, że można go jeść łyżkami. Nie wiem, jak to jest, bo ile razy obok niego przechodziłam, to był w całości... Oooo ten jak się popatrzy tymi maślanymi oczami to niejednej miękną kolana.... Daje się utulić, wyczesać, wykiziać, taki jest przytulankowy, że wielu już sie dało nabrać, że to taki nieduży piesio... Wystarczy jednak go na spacer zabrać i od razu wyższy o głowę, kopyta wydłużone i leeeeciii przed siebie! Nie da się go nie lubić. Nie da się nie zakochać w tych oczydłach błagających o kontakt... Jak ci dwunożni, co chcą adoptować zwierzaka, mogą być tak nieczuli na jego dźwię..ee...wdzięki??


Jeszcze jeden taki rozkoszny sam w sobie...


Wielki, kudłaty miś?? Ależ skąd! To dokolanowy Zenir! ...tylko na posłaniu bardziej dopasowanym dla Nany, ale kto zabroni mu tam leżeć?? KTO ŚMIE mu powiedzieć, że to nie jego miejsce?? Zenir na co dzień mieszka w kuchni, ale też przechadza się po placu od czasu do czasu, jak wiadomo, że nikomu przeszkadzać nie będzie. Mylne jest jednak stwierdzenie, które każdemu się nasuwa - że ten futrzak jest przytulaśny i tylko do miziania... Niestety nie jest i trzeba wiedzieć też, jak go podejść.... Czeka chyba Zenira u nas emerytura... Kto się zdecyduje dotrzeć do niego na tyle, żeby odważył się zaufać i wymaszerować do domu...? Dobrze, że u nas już go dobrze poznali i on poznał dobrze naszych, i zdaje się, że czuje się u nas całkiem swojsko...

Wielu szuka takich miziastych, które by patrzyły się maślanymi oczami. Zenir to może nie, ale Rozik i Tupet nadają się przeidalnie! Dooobra, Rozik ma białe oczy, ale jakże jest wyjątkowy dzięki temu! A Tupet ma funkcję zmniejszania i zwiększania! W domu dużo miejsca nie zajmie, za to na spacerach zadba o kondycję jak nikt! Rozik może nie dla każdego jest pięęękny, ale jak już trafi do domu, jak się mu kudełki obetnie, jak mu odrosną nowe... To niejeden się za nim obejrzy! Za to Tupet już z daleka zachwyca urodą!

Ech, niech wreszcie ktoś im da szansę... Może Ty...?

niedziela, 18 października 2015

Szczekające i miauczące w łaciatokrowiaste wzorki

Różnie mi się pisze. O niskopodwoziowcach, o wielkopsach, o mikropsiolaskach, o tygrysiopaskowanych też było... To dziś będzie o łaciatokrowiastych. A kto powiedział, że nie ma łaciatolubów? Może akurat są i może akurat pójdzie jakiś łaciatek do domu??

Zaraz pokażę kilka przedstawicieli naciapanych na czarno. O sobie już, przez skromność, nie wspomnę...

Zacznę jednak od podobnego do mnie TROCHĘ Pikusia:


Pikuś trafił do nas z takiego miejsca, gdzie było dużo psów, dużo gruzu, dużo gołębii, ale niedużo jedzenia i troski o zwierzaki. Czworonogi zostawione samym sobie, od czasu do czasu dwunożny coś sypnął... Częsta walka o względy psiolasek... Niełatwo jest w takich warunkach być najedzonym i szczęśliwym... 

Pikuś trafił do nas pociachany bliznami, z masą strachów w środku. Nie chciał kontaktu z ludźmi, nie wiedział, czego nasi od niego chcą, jakie spacery, jaka smycz, jakie głaskanie?? Wolontariusze jednak nie są z tych, co łatwa odpuszczają, chyba nie raz o tym pisałem. Powoluśku, cierpliwie zaczęli do niego przychodzić, zabierać na spacery... Jak głaszczą, to spokojnie, bez tarmoszenia, po policzkach, po pleckach... Wszystko przed nim jeszcze. Jeszcze będzie merdać szaleńczo ogonkiem, jeszcze się przekona. Do dobrego każdy się w końcu przekonuje. Już do spacerków się przekonał! Może zakładanie szelek to małe wyzwanie jest, ale jak już wszystko jest zapięte, to całkiem chętnie kopytkuje do lasu! Dobry dom też tam gdzieś na niego czeka...

A teeeraz kociolaska, która nawet imię ma krowiaste! Milka. Czyli jak taka czekolada, co do niej dali dużo mleka, a jak mleko to krowa, wiecie, tak sprytnie!


Milka jest całkiem łaciatokrowiasta! I brodę ma taką śmieszną, bo całkiem czarną, białe wąsiska na białych policzkach i różowy niuchacz. Nasi mówią, że musiała w domu u kogoś mieszkać, bo na szyi miała takie zielone kółko, co ma odstraszać skaczących lokatorów. Pchły znaczy. Mówią też, że jest całkiem w porządku, bo i wie do czego kuweta służy i że na posłanku się śpi, a się go nie rozwala, grzeczna taka. Jak kto chce pogłaskać, to łaskawie pozwala, tylko czasami jak nie wie, czego kto od niej chce, to łapą pokazuje, że niebardzo jej się to podoba. Tak wiecie, bez agresji i prychania, ale pełna kultura! Pewnie jak już zamieszka w domu, to na swoich ludzi nie będzie tak reagować, bo to nie wypada fochać się na dwunożnych, co zapełniają michę! Chociaż nie zapominajmy, że to sierściuch, one inne prawa mają... Ale i sierściuchowi dwunożni jakimś cudem wybaczają te kocie fochy... Nie zrozumiem, ale co ja tam wiem! Psem jestem!

Jeszcze jedną mamy kociolaskę łaciatą. Nieszka jest całkiem śmieszna, bo wygląda, jakby jej się coś przykleiło do nosa:


Ta kociolaska nie focha się na nic i na nikogo. Przeciwnie! Byle ją miziać, byle drapać pod brodą, byle na ręce brać! Ona zamruczy dwunożnego na amen! Nieszka jest też z tych, co nie patrzą na wiek, małe ręce też są mile widziane na jej futrze, pod warunkiem oczywiście, że będą gładzić przyjemnie, a nie za nie targać. Jesień w pełni, robi się chłodno, a sierściuchy chłodu nie lubią szczególnie. Jak jaki dwunożny też nie lubi, to może adoptować taką kociolaskę i ona skutecznie kolana ogrzeje, a z kolan już się ciepło rozejdzie do całego ciałka... Do tego relaksacyjne mruczando i jakoś jesień można przetrwać.

Na koniec powróćmy do bliższego mi gatunku - do psów. Mieszka u nas już półtora roku, z baaardzo krótką przygodą domową... Tupet.


 Tupet dostał tak śmiesznie na imię, bo kiedy do nas przyjechał, pokazał, że ma tupet. Nie wiem dokładnie o co chodziło, ale teraz ten łaciaty, niemały zwierz jest całkiem w porządku! Potrafi się zgrać z dwunożnym i potrafi z nim tworzyć całkiem udany duet! Jest też mistrzem wywoływania poczucia winy i współczucia, bo w kojcu potrafi się tak skulić i tak wgapiać się czarnymi oczyskami, że wielu się nabiera i przystaje, mizia, albo na spacer chce zabierać. Nowi wolontariusze tylko dają się jeszcze nabierać na to, że on taki malutki i biedny... Jak tylko łapa jedna stanie poza kojcem - Tupet robi się o głowę wyższy i całkiem odważny! Maszeruje dziarsko do lasu i tam by tylko bieeegał i szalał! Pisałem, że Tupet miał przygodę domową... Tak, został adoptowany, pojechał do domu, właścicielka zaprowadziła go na zapoznanie do mamy (czy też mama przyjechała do właścicielki, nie pamiętam już) i rodzicielka stwierdziła, że pies jest za duży... A zdaje się, że nawet wcale nie miała z nim mieszkać... Na drugi dzień Tupecik już był znów w swoim kojcu. No trudno... Czeka na swoich ludzi, najlepiej aktywnych, którzy sprawią, że psisko nie będzie się nudzić, bo zobaczcie, jaki jest pojętny:


Szkoda marnować taki pole... topen... p o t e n c j a ł!!

I teraz przyznać się, kogo chwycił za serce jakiś łaciatokrowiasty zwierz?? Na pewno kogoś chwycił! Nie ociągać się tylko zaraz myśleć i rozważać, i zapisywać wszystkie za i przeciw! Może plusów będzie więcej, a minusy mało ważne i jednak któryś czterołap zamieszka w Waszym domu? I będzie mruczał na kolanach albo zachęcał do spacerów... Pomyślcie, może akurat...

niedziela, 18 maja 2014

Gdyby rozdać nagrody dla NAJ...

- Hedar! Musisz tutaj leżeć? Drzwi nie można otworzyć, jak moi kochani Biurownicy wejdą?? 

- ooo Doooogu, no się podniosę zaraaaz....

- Jesteś najwolniejszym psem pod słońcem! 

- a ty najbardziej czepialska! 

- a ty najmniej się słuchasz! 

- bo ty ciągle musisz gadać! Najwięcej masz do powiedzenia!

I tak sobie kulturalnie dyskutowaliśmy... i ciągle naj... i naj... W schronisku jest dużo psów naj... Jakby przyznawali nagrody, to sporo by psów dostało! Noc się skończy kiedyś, więc każdego psa pod kątem "naj..." nie mogę opisać, ale chociaż kilka...

Nagroda dla największego akrobaty wędruje dooo... LECIKA!
Lecik jest niewielki, ale taka ilość szaleństwa zmieściłaby się w kilku psach. W kojcu skacze po sufit i Wolontariusze muszą uważać, bo ta pchła potrafi skorzystać z wolontariuszowego mrugnięcia okiem i HYC, już jest za kojcem, na wiacie, już pędzi przed siebie, byle biec, byle pędzić, byle czuć wiatr w otwartej paszczy! Dlaczego akrobata? Lecik bardzo lubi oglądać swój kojec z wysokości pracowniczej głowy. Po prostu bezczelnie ładuje się Pracownikowi na bark i chłopina nie dość, że musi posprzątać, to jeszcze musi wysłuchiwać do ucha "na lewo! jeszcze tam w rogu troszkę jest! i miseczka krzywo!".

Kolejna nagroda - najlepszy aktor! Wędruje dooo.... TUPETA!


Widzicie te oczyska? Kiedy ktoś podchodzi do tego krowiasto-ubarwionego psa, to widzi te wielkie GAŁY. I malutkiego, skulonego w sobie Tupecika. Tak słyszałam, bo ja jak podejdę, to najlepiej widzę właściwie jego pazury.... No w każdym razie - jest malutki pieseczek za kratkami. Kiedy jednak już się do niego wejdzie, przywita, zapnie smycz i wyjdzie... Nie wiem, może w kojcu ma jakieś powietrze mniej świeże, czy coś, ale jak już jest poza kojcem, to nagle jest całkiem słusznej wielkości, z długaśnymi nogami Tupetem! No powiedzcie, czy to jest ten sam pies?


...no właśnie...

Teraz dziwna kategoria. Właściwie jest to nagroda przenośna, ale niedawno dostał ją jeden pies, więc wspomnę. Nagroda dla najbardziej nowoczesnej stylizacji! Otrzymuje ją DREDU.

 

Prawda, że szał!? Jaa to bym najbardziej chciała loczki... ale Dredu akurat wybrał... dredy. Znaczy jego właścicielka raczej zdecydowała za niego, ale coś nam się wydaje, że ona miała inne zajęcia niż opieka nad swoim psem. Został zabrany z ulicy jak próbował się dostać do jakiejś panienki, ale ona chyba w hipisach nie gustowała... Jak już trafił do nas, to usłyszał, że w takim porządnym Schronisku nie przystoi taką fryzurę mieć nieporządną! I chciał czy nie chciał - został zapakowany do samochodu i zawieziony do SPA. I teraz wygląda tak:


Przystojny... i sam był zdziwiony, że ma brązowe łapy! I pewnie mu te kudełki odrosną takie ładne i będą rozwiane na wietrze.... ach....

Na koniec będzie tytuł, który powinien być najczęściej przechodzący! A niestety od kilku lat statuetka stoi w budzie jednego psa...  tytuł najdłużej siedzącego w schronisku psa należy do Rity.


Za kilka miesięcy minie 10 lat od kiedy Rita jest w Schronisku... Podreptałam do niej, no bo jak pisać - to porządnie. Bardzo miło się gawędziło, mówiła, że jej tutaj dobrze, że właściwie Schronisko to jej dom a w lesie zna każde drzewo, każdy kamień... Opowiadała jak wyglądały wiaty, jak to się kiedyś zmieniało, przeżyła tutaj wiele. I wydawałoby się - radzi sobie, jest w porządku. Ja jednak widziałam jej oczy, w nich widać wszystko... Niby mówiła, że właściwie to nie chciałaby już stąd wychodzić... Przecież Skoczek (jej kolega z kojca) by sobie nie poradził bez niej... Ale jak tylko z sąsiedniego boksu któryś pies zaczął przez sen mówić "poczekaj, mój człowieku, jeszcze obwącham ten krzaczek i już do ciebie przybiegnę, bo przecież w domu czeka na mnie miseczka a potem po obiedzie rozwalę się na posłaniu i podrzemię!", to przerwała w pół słowa, spuściła smutno głowę i podreptała łapa za łapą do budy...

Żaden pies niestety nie wie ile jeszcze przed nim snów o bieganiu i poranków z tym samym widokiem w paski, wypełnionych nadzieją, bo może dzisiaj będzie ten dzień, kiedy wyjdą chociaż pospacerować...

Każdy czworonóg jednak czeka na to, żeby stać się dla kogoś tym NAJważniejszym, NAJukochańszym, NAJlepszym przyjacielem; właśnie na takie NAJ liczą najbardziej...