Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zenir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zenir. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 czerwca 2016

Rozkoszniaki!

Too jaaa! To znów ja! Już mi lepiej! 
Przed Wami kropiasta Larsi, która szamie teraz wszystko, co chociaż trochę pachnie jedzeniem, nabieram sił, więc i pisać mogę.

Napiszę Wam w sekrecie, że Dżokej to tak niebardzo chyba do pisania... Tak jakoś pisze niemrawo, że jak czytam, to bym poprawiła to i owo, ale się wtrącać nie chcę... Wysłałam więc go spać, a sama sobie tutaj podziubię. 

Ostatnio wlazłam do tej naszej Tabletkowej po coś, nie pamiętam, po co... Aaa wiem, plasterek mi się obsunął, to żeby mi poprawiła. Tam, gdzie ona ma te wszystkie kulki zdrowotne, mieszka Fili, Rozik i Polar. Tooo, co tam zobaczyyyłaaam... Taki bezwstyd! Wam piszę! Taki bezwstyd, że aż oczy moje musiałam zasłaniać! 

Patrzcie tylko:


Rozik się tak rozkłada! Na zewnątrz jest średnim, futrzastym zwierzem z białymi oczami. W środku jest wdzięczną, kochającą i kochaną radością! Nie wiem, czy coś widzi, ale patrzy się tak, jakby miał na wylot kogoś przepatrzeć... Nie każdy zobaczy w nim TO COŚ, ale jak komuś będzie to dane, to może zyskać fantastycznego psiumpla, który pokocha tak szybko, że się ten ktoś nie zdąży nawet zdziwić... Kochany jest i koniec. Daj mu szanse. I JUŻ!

Takiego mamy jeszcze psiekstra kawalera... kolorystycznie by do mnie pasował... Może ciutkę niższy, ale mogę łeb nosić niżej, a co tam... Tupet we własnej psiosobie!


Hę? Czaderski, prawda? To ucho zalotnie oklapłe... Tupet jest taki, że nie raz słyszałam, że można go jeść łyżkami. Nie wiem, jak to jest, bo ile razy obok niego przechodziłam, to był w całości... Oooo ten jak się popatrzy tymi maślanymi oczami to niejednej miękną kolana.... Daje się utulić, wyczesać, wykiziać, taki jest przytulankowy, że wielu już sie dało nabrać, że to taki nieduży piesio... Wystarczy jednak go na spacer zabrać i od razu wyższy o głowę, kopyta wydłużone i leeeeciii przed siebie! Nie da się go nie lubić. Nie da się nie zakochać w tych oczydłach błagających o kontakt... Jak ci dwunożni, co chcą adoptować zwierzaka, mogą być tak nieczuli na jego dźwię..ee...wdzięki??


Jeszcze jeden taki rozkoszny sam w sobie...


Wielki, kudłaty miś?? Ależ skąd! To dokolanowy Zenir! ...tylko na posłaniu bardziej dopasowanym dla Nany, ale kto zabroni mu tam leżeć?? KTO ŚMIE mu powiedzieć, że to nie jego miejsce?? Zenir na co dzień mieszka w kuchni, ale też przechadza się po placu od czasu do czasu, jak wiadomo, że nikomu przeszkadzać nie będzie. Mylne jest jednak stwierdzenie, które każdemu się nasuwa - że ten futrzak jest przytulaśny i tylko do miziania... Niestety nie jest i trzeba wiedzieć też, jak go podejść.... Czeka chyba Zenira u nas emerytura... Kto się zdecyduje dotrzeć do niego na tyle, żeby odważył się zaufać i wymaszerować do domu...? Dobrze, że u nas już go dobrze poznali i on poznał dobrze naszych, i zdaje się, że czuje się u nas całkiem swojsko...

Wielu szuka takich miziastych, które by patrzyły się maślanymi oczami. Zenir to może nie, ale Rozik i Tupet nadają się przeidalnie! Dooobra, Rozik ma białe oczy, ale jakże jest wyjątkowy dzięki temu! A Tupet ma funkcję zmniejszania i zwiększania! W domu dużo miejsca nie zajmie, za to na spacerach zadba o kondycję jak nikt! Rozik może nie dla każdego jest pięęękny, ale jak już trafi do domu, jak się mu kudełki obetnie, jak mu odrosną nowe... To niejeden się za nim obejrzy! Za to Tupet już z daleka zachwyca urodą!

Ech, niech wreszcie ktoś im da szansę... Może Ty...?

niedziela, 31 stycznia 2016

Genetyka, czyli co mamy zakodowane, a co dopiero się zakoduje!

- Larsi, jesteś pewna...?

- Czemu?

- Taki tytuł... Nie odstraszy...?

- Dżokej, oczywiście, że nie! Wręcz przyciągnie, bo się każdy zdziwi, że pies może o tym pisać!

- ...ale ja nic nie rozumiem...

- Ojej, a od czego masz mnie? Ja wszystko wyjaśnię. Jestem uczoną psiolaską, a czego nie wiem, to sobie wygogluję i się dowiem, i już będę wiedzieć! Jestem też uprzejmna... uprzejma i się dzielę wiedzą. 

- ...Larsi, wszystko super, ale wiesz... to zawsze był blog o psach, o sierściuchach... wiesz, nie mamy cyklu takiego naukowego... Może wciśniemy cię tak między postami, co...? Nie dziś...

- Zaufaj mi. Będzie o psach. O naszych, na pewno. Będzie jak zawsze.

- ...nic nie rozumiem...

- Siadaj i słuchaj.

Całkiem niedawno zadzwonili jedni dwunożni, co adoptowali od nas psa. Nasi już kiedyś słyszeli od innych na temat innego zwierzaka, że pies nie był przystosowany do adopcji, ale tego, co teraz im powiedziano, to jeszcze nie. Otóż wyszło, że pies miał jakieś skrzywienia genere... getyn... g e n e t y c z n e. Bo gryzł dzieci. Bo sikał w domu. Pies przygarnięty jako szczeniak, teraz już ma ładne kilka miesięcy, a może jeszcze więcej...?

Hmm... No nie. To nie sprawa genów! Ale czekajcie... Co to takiego te geny? Geny to takie małe, maciupkie, maciupenieczkie kosteczki. Jest ich koooszmaaarnieee duuuużooooo i na kosteczkach jest zapisane wszystko na temat zwierzaka, człowieka czy wszystkiego, co żyje. Znaczy w jednym zwierzaku jest jeden zestaw kosteczek, w drugim jest drugi zestaw i wszystko właściwie ma swój własny zestaw. Tu już zaczynam się zbyt zagłębiać, więc żeby nie było, że ja sama czegoś nie wiem... na tym zakończymy... Powiem jeszcze tylko, ze każda kosteczka to jest jedna informacja typu "oko będzie niebieskie", "łapy długie", "będzie lubił piłki", "zachoruje na stawy". Nie wszystko jest zapisane i nie wszystko da się przewidzieć, ale napraaawdęę spooroo jest.

Na przykład... Tadzia ma między innymi geny chudych girek, niskiego wzrostu, cienkiego ogonka i tego oczywiście, że jest psiolaską.



Jest jeszcze całkiem młoda, więc szanse na dom ma spore. Jest też nieśmiała, ale wiecie, to taka nieśmiałość, którą zwalcza się z mig jakimś smakołykiem. Potem już się ma Tadzię na kolanach!

Zenir natomiast ma bardzo dużo genów takich jak koker spaniele. 


Ma miękkie kudełki, spore uszy, zarasta jak owca iiiii ma charakterek. U takiego psa, jak Zenir można przewidzieć, że sierść będzie musiała być przycinana i że może (chociaż nie musi) pokazywać, że ma swoje zdanie, bo jeśli chodzi o sierść, to to stała cecha u kokerów (takie geny się przenoszą od rodziców!), a charakterek... też bywa przenoszony, chociaż... o tym na końcu...

Geny owczarkowe ma Ares.


Geny owczarkowo-niemieckie, czyli czarny grzbiet, jasne łapy i pysk ooraaaz stojące ucha. Co jeszcze mają zakodowane owczarki? Uwielbiają pracę z człowiekiem, są pojętne, oddane, lojalne, inteligentne, lubią się uczyć i doskonale wiedzą, że ich najlepszym przyjacielem będzie dwunożny! Czyli Ares! Do tego doskonały węch i stuprocentowa trafność w szukaniu kanapek... 

Czyli nie tylko wygląd jest zakodowany, ale zachowanie, częściowo, też. Taki Drapek na przykład ma geny średnich łap, śmiesznych uszu... ale też ma gen niekończącej się energii i wytrwałości na spacerach.



 Tego się już nie zmieni w Drapku. Musi chodzic na długie, porządne spacery, nie dla niego całodzienne leżenie na kanapie. Taki jest i koniec. Z takich klocuszków się składa, z takich genów. Nikt na to nic nie poradzi, po prostu trzeba być tego świadomym i też trzeba uwielbiać ruch. 

Te wszystkie przykłady i wzmianka o charakterku Zenira jest po coś. Bo można mieć w genach długą sierść, różowy nos, wytrwałość czy potrzebę zajęcia. Ale jeśli psu się ujawnia chęć podgryzania czy wciąż sika w domu, chociaż jest już duży i powinno mu być zwyczajnie wstyd... Toooo już, Drodzy Dwunożni, jest Wasza wina.... Do Zenira już nikt nie ma pretensji. Trafił do nas w słusznym wieku, nasi wiedzą, że starszyzna ma już swoje przyzwyczajenia i swoje prawa. Ale mieć psa od szczeniaka i uważać, że ma złe geny, bo "się" nie wychował...? No wiecie?! A gdzie byli właściciele? Gdzie była nauka siurania na dworze? Gdzie było nagradzanie i tańce szczęścia przy każdym zostawieniu prezentu na trawniku? Jak dawali znać psu, kiedy zęby wyciągał, że to jest niemile widziane...?

Ciekawe, czy odpowiedzialność jest zakodowana, czy nabyta, bo tego w guglu nie znalazłam...

-----------------------

P.S. Chciałam powiedzieć nieśmiało, że mamy pobite DWA blogowe rekordy! 
Pierwszy - MÓJ - napisałam wpis taki jeden ciężki..... I on ma ponad 1500 wyświetleń... (do tej pory maksymalnie było około tysiąca...) Smutny post, ale w tym smutku jednak pojawia się taka myśl, że dobrze, że to się aż tak roznosi.... Kto nie czytał, to jest ten o marznięciu serc... Można go przeczytać TUTAJ.
Drugi rekord - w sumie dzięki MNIE, bo gdyby nie ten post, co napisałam wyżej... Nasz blog w styczniu miał ponad 8 000 wejść!!!! Mam nadzieję, że Czytaciele będą wracać do nas!

Wasza Larsi.