Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozik. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2016

Chaos!

Było już o porankach. Sam pisałem! Bo to ja znów. Ares. Dżokej nie pisze, booo... nie pisze i już. JA jestem i starczy. Na pewno na mnie czekaliście, bo jestem LEPSZY.

Przecież wiem.

...w każdym razie... Dzisiaj będzie chaos. Będzie chaos taki, jaki był kilka dni temu, kiedy jedna z naszych nie przyszła do pracy, bo się rozchorowała tak, że ani ręką ani nogą! ...ale nie ubiegajmy faktów...

Rano zaczęło się niewinnie... Ot, Tygrys próbował rozmawiać z Beethovenem...



Ale chyba Beethoven mu powiedział, że z niego taki Tygrys jak z niego chart i się biedny Tygrys mało nie zapluł, że gdyby nie kraty, to by mu pokazał! ...nie wiem co on ma do pokazania, ale wolałem się nie pytać...

...Pinio sprawdzał podwozie jeździdła, bo tam coś ostatnio stukało...



...Rozik przeglądał się w lustrze...



HA! Prawda, że mi się to udało?! Rozik i drugi Rozik! Tam jest taki malutki wybieg i akurat tymczasowo ten zwierz tam przebywał, a Rozik musiał zagadać, posiedzieć, żeby się tamtemu nie nudziło. Tylko wiecie co... wstyd... Bo jak nasza fotopsiografka tak biegała co rusz w inną stronę, to ciągle mówiła na niego Karol. Ale on w papierach ma inaczej.... Bo Karol to owczar, a nie taki szary wypłosz. Tylko ona tak ciągle Karol i Karol i teraz mi się wbiło, że to Karol i nie pamiętam, co wisiało na kartce... A nie będę już lazł, bo noc jest.

Jak już Rozik odsiedział swoje, to poszedł się... popaść troszkę...



I w czasie, kiedy on się tak pasł beztrosko właśnie się okazało, że jednej z naszych nie będzie! Zaraz się wzięła fotopsiografka z jedną psiolontariuszką do roboty! Bo u nas pracy jest ciągle duuużo, a jeszcze jak kogoś brakuje... A tu miejscówki trzeba posprzątać, żarełko poroznosić, tabletki rozdzielić... Tabletki rozdziela Tabletkowa albo zastępca, wiadomo, ale do sprzątania i noszenia misek to każda para rąk dobra!

Jeszcze żeby się nie pomylić! Wszystkie psy na wiatach dostają jeść wcześniej, a potem po kolei, jak leci. Szpitalik, apartamenty, biura, szare lewe, prawe, tylne, przednie, białe lewe, białe prawe... 

Świeże sierściuszki, które ktoś zostawił w pudle na schroniskowym parkingu nie chciały jeść za bardzo, może czekały na kociomatkę... ale nie było...


Renek dostał jeść razem z kotami...


Skubaniec nie widzi, ale doskonale wie, kiedy ktoś zagląda do jego michy! Czarny Milek ma sposób. Jak się Renek odwróci, bo jakiś dźwięk go zaciekawił, to Milek już ma ryjek w renkowej misce i co lepsze kąski wyciąga! Jak Renek znów postanawia zjeść, to Milka już dawno nie ma. Czeka, aż Renka znów coś odciągnie. Sprytny sierściuch, nawet ja muszę pochwalić... Miał swoją michę, ale z jego nikt mu nie wyje. 

Rozik kontrolował dobre zmieszanie karmy z kurczakiem... To taka mieszanka dla tych, które muszą zjeść koniecznie, bo powinny sił nabierać.


Nanki za to nie szło wygonić z wyra... Może to i dobrze, bo nasi tak ganiali, żeby zdążyć wszystko zrobić, że by tylko przeszkadzała...


Po śniadaniu nadszedł czas na sprzątanie!

Z apartamentu został wyniesiony Pimpek ze Szczerbatkiem na taki malutki wybieg koło domku wolontariuszy. Tam jest dla małego psa dużo miejsca, a i płotek niewysoki. Pimpka znacie, a Szczerbatek wygląda...



...no nieszczególnie, co ja poradzę... Dotknąć się nie da za bardzo, trzeba wiedzieć, jak podejść. Taki austytyczny jest...

Razem z Pimpkiem mieszka Derlik, on trafił na większy wybieg. Łooo, po nim było co sprzątać... Trudno, tak to już jest, że co się zje, to trzeba... no... A spacerów zawsze będzie za mało... Nikt potem nie ma pretensji, złego słowa nikt nie powie! Się sprząta... znaczy... nie się... nasi sprzątają, wymieniają kocyki i kołderki, podłogę szorują, potem jeszcze raz myją, potem wycierają i jest pięknie.

Na ogarnięcie czekały też zmęczone szczeniorki jedne... 




...i drugie...




To czarne na wprost, z boku kojca, to dwa chłopaki. To wyżej to chłopak i dziewuszka. Też świeżaki. trafiły do nas przegrzane i leeeedwo człapiące... Jest lepiej... Zwłaszcza te dwa na dole. Drą się na całego, kiedy akurat nie śpią! 

Ten z boku to Drągu. Jego muszę pochwalić! On tylko kałużę zostawił, ani jednej grubszej niespodzianki! Jego wziął na spacer do lasu jeden wolontariusz i u niego to rachu-ciachu i posprzątane było! 

Koło Drąga mieszkają jeszcze dwa inne psy, to się potem zamieniły z Derlikiem na wybiegu! Derlik wrócił na czyste podłogi, a Kapsel z Kanią poszły poganiać. Wtedy przyszła pora na mycie podłogi u nich...

...a ile przy tym wszystkim nasi musieli wodę zmieniać, ile papieru poszło, ręczników, rękawiczek... Ale nikt nie narzeka! 

Nasi tak biegali i biegali, że sam Rozik w pewnym momencie stwierdził, że nic tu po nim, że idzie do siebie. Trawę ocenił, z nie-Karolem pogadał, karmę spróbował, zaakceptował, wszystko grało. Stanął pod drzwiami swojej miejscówki i szczekał tak długo, aż ktoś nie pobiegł i go nie wpuścił. Taki jest mądry! 

...Pinio przeciwnie - on niespecjalnie czuł, że miałby jakkolwiek przeszkadzać. 



W całej swej piniowej łysolkowatości przechadzał się po całym placu...



...ale że to małe jest, to nasi musieli pomyśleć za niego i wpakowali go do Pimpka, do zagródki. Potem trochę zaczęło kropić, więc Pimpek ze Szczerbatkiem wrócili do apartamentu, a Pinio... cóż...


Tak się urządził, że go nasi na początku nie znaleźli i uznali, że tam jest pusto... Bo kto inny go tam umieścił, kto inny wyjmował Pimpka... Martwić się jednak nie ma o co, Pinio szybko wrócił do kuchni!

Ufff... Kolejne miejscówki już ogarniali inni nasi, którzy przyszli do pracy na swoje zmiany. Też mieli ręce pełne roboty, kocyków, ręczniczków, szczotek... i nie będę wymieniać, czego jeszcze.

Powoli też schodzili się wolontariusze pełni energii i gotowi na spacery, więc wcale spokojniej się nie zrobiło na placu, chociaż przez mały pokropek wcale nie było tak, jak być mogło... Ale i tak nie narzekamy! 

...na koniec zobrazowanie wyrzutu sumienia. Jakby ktoś kiedyś się pytał, jak wygląda, to właśnie tak:



Mistrz. Mistrz nad Mistrze. Nie ma drugiego takiego. Nie ma i koniec, Wam piszę. Najbiedniejszy, najbardziej zrezygnowany, z najsmutniejszymi oczyskami na całym świecie. Tupet we własnej psiosobie. 

Nie chce Wam się przyjść do schroniska, a masz czas i moglibyście? To spójrzcie na zdjęcie powyżej i zastanówcie się raz jeszcze. I jeszcze raz. Aż nie podejmiecie jedynej słusznej decyzji...

Ares.

niedziela, 19 czerwca 2016

Dzisiaj o dachowcach i pewnym Dzielnym Psie!

Larsi ostatnio napsiała, że mi pisanie nie idzie. PFFFFF JAK TO NIE IDZIE??? Ja przynajmniej jestem na chodzie i za mną nie trzeba biegać z jedzeniem i przynosić to rybkę, to pieczeń, to parówkę, to kanapeczkę i zastanawiać się, co łaskawie dziś zjem!

Właśnie, że pisać umiem i dzisiaj właśnie, że będę pisać! Zamkłem się tutaj w biurze i sam piszę i nikt mi się wtrącać nie będzie. Właśnie.

Dzisiaj będzie o dachowcach. Udowodnię, że sierściuchy nie mają dachów na wyłączność! Co prawda taki kociasty dachowiec też u nas mieszka. Wręcz jest bardzo dosłownym dachowcem!


Imię ma niewyszukane. Gruba. Znaczy to imię, nie, że ona jest. Moje ładniejsze, wiem... Właściwie to jak przyjechałem do schroniska, to ona już była. Koty mają siedem żyć, więc jeszcze trochę tu pobędzie. Mieszka sobie na tym dachu, czasami złazi, ale to jej miejscówka. Ma miseczki, ma mieszkanko, nasi pilnują, żeby tam miała to, co potrzebne sierściuchowi na dachu.


Za tymi drzwiczkami sobie wolno bytuje i może wychodzić, kiedy chce. Nie wiem, dlaczego się mówi, że koty wolno bytują, skoro biegają całkiem szybko...

Wczoraj właśnie Gruba została złapana! Przejdzie niezbędne badanka, zostanie zaszczepiona, odrobaczona, odpchlona i jak wszystko będzie okej, to wróci znów na dach. Jak kot już pokochał wolność, to zamykanie jej na stałe to by było barbarzyństwo! Gruba już się doczekać nie może, ale trochę musi w zamknięciu pocierpieć...

Tyle o niej.

Niedawno przyjechał też do nas inny dachowiec. Mniej sierściasty, a jeszcze jakby ktoś mu powiedział, że ma coś z sierściucha, to nie wiem, czy byłby zadowolony... Abram przyjechał do nas, zamieszkał w jednym z kojców, a wkrótce przechodzący między pracownik zobaczył to...


W sumie to coś z sierściucha ma... bo wleźć - wlazł (chociaż nie pytajcie JAK, bo zielonego pojęcia nie mam), ale żeby zejść...? Nie ma mowy! Budy mu podkładali, nakłaniali grzecznie, ale nijak nie wiedział, która noga najpierw!



Nasz behapsiorysta musiał więc użyć innych metod przekonawczych...



Najważniejsze, że się udało! W wersji naziemnej prezentuje się tak:


Psiolaski się za nim oglądają, robią maślane oczy i wzdychają, że mało płuc na drugą stronę nie wywrócą... Że niby przystojny, że niby mięśnie ma i zad kształtny... No ja tam nie wiem... Wiem za to, że jest sprytny usportowiony i nie dla niego leżenie na kanapie cały dzień. Może pół. Nooo mooooże ćwierć. Reszta to powinny być przeróżne zajęcia męczące, bo faktycznie takie mięśnie same się nie zbudują, a Abram jest stworzony do skoków, zabaw, gonitw za patykami! Jest też całkiem spory i bardzo silny (w końcu mięśnie nie są na jego nogach ot tak, dla wyglądania...), więc potrzebuje dwunożnego, który za nim nadąży i który będzie rozumiał jego potrzeby, a nie tylko będzie się chwalił, że ma takiego zwierza!

Widzicie sami, sierściuchy nie mają wyłączności na dach! Chociaż może i dobrze, że te dwa nasze zwierzaki nie trafiły na jeden, bo mogłoby się to skończyć różnie... dla sierściucha oczywiście. Chyba, że Abram akurat do sierściuchów nic nie ma, tego nie wiem.

-----------------

Zmieniając temat, bo dachowce tylko dwa... Teraz będzie o Dzielnym Psie Roziku! Nasza rzeczowniczka wybierała się na spotkanie, żeby poopowiadać o nas i o wolontariuszach, i wogóle o tym, że u nas jest fajnie i żeby przychodzić. Zabrała ze sobą Rozika, dla którego to dzień był niezwykły! Zwykle siedzący u Tabletkowej w tabletkowni z Polarem i Filim, a tu nagle wybrał się na wycieczkę!

Wieczorem Fili przyszedł do mnie i powiedział, żebym Rozika wpuścił na bloga, bo gada jak najęty o tym wyjeździe, zdjęcia pokazuje każdemu, a ich jest tam dwóch i widzieli je już dwadzieścia osiem razy....

Poszedłem więc do Rozika, powiedziałem, żeby mi te zdjęcia dał, to je każdemu pokażę w internecie, a tu ludzi dużo i na pewno każdy się zachwycać będzie. Rozik aż podskoczył z radości, ale poprosił jeszcze, żeby mógł opowiedzieć samodzielnie, jak było. Machnąłem łapą - przecież to mniej wymyślania dla mnie!

- Dawaj, Rozik!

Rozik rozsiadł się wygodnie w posłanku, łapę jedną na drugiej położył i zaczął...

"Pewnego dnia JA, Dzielny Pies Rozik, wyruszyłem z Kasią-Rzeczowniczką w miasto. Jechałem samochodem i nic się nie bałem! 


Grzecznie wyglądałem przez okno. Delikatnie dałem do zrozumienia, że wolę przednie siedzenie, co zostało przyjęte z entuzjazmem na szczęście - zawsze to lepiej mieć przyjazną duszę obok siebie. Poza tym Dzielnemu Psu Rozikowi się nie odmawia.

Potem wmaszerowałem po schodach na pierwsze piętro - sam!!! - do biura IDZ. I tu ponoć okazałem się psem idealnym. Nic takiego, po prostu położyłem się pod biurkiem i zająłem się lizaniem nóg - czasem swoich, czasem rzeczowniczki.


Po kilku godzinach ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem do LOPITu na spotkanie z młodzieżą z okazji Dnia Zapobiegania Narkomanii. I właśnie tu zyskałem przydomek Dzielnego Psa! Mimo hałasu wmaszerowałem na teren pikniku, dałem się głaskać dzieciom, wszedłem do budynku i dałem się poczęstować ciastem marchewkowym. Zaproszony na scenę - nie odmówiłem, wszedłem, pobyłem, pogwiazdorzyłem.


Wracając do schroniska - niestety do schroniska - dzielnie minąłem Najgroźniejszy Na Świecie Pociąg Towarowy i pełen dumy i chwały wmaszerowałem na wybieg. Przedtem jednak szukałem swojej Tabletkowej, żeby jej powiedzieć, że wróciłem i byłem dzielny.


JA, Dzielny Pies Rozik polecam się do adopcji, ale nie nachalnie! Z duma, jaka przystoi dzielnemu psu!"

Tyle do opowiedzenia miał Rozik! Stara się, jak może, żeby pokazać, że będzie psem naprawdę idealnym... Zresztą Abram też będzie, jeśli znajdzie odpowiednio idealnego dwunożnego dla siebie...

I co? Nieźle mi wyszło! Nikt nie będzie pisał, że ja pisać nie umiem...

środa, 15 czerwca 2016

Rozkoszniaki!

Too jaaa! To znów ja! Już mi lepiej! 
Przed Wami kropiasta Larsi, która szamie teraz wszystko, co chociaż trochę pachnie jedzeniem, nabieram sił, więc i pisać mogę.

Napiszę Wam w sekrecie, że Dżokej to tak niebardzo chyba do pisania... Tak jakoś pisze niemrawo, że jak czytam, to bym poprawiła to i owo, ale się wtrącać nie chcę... Wysłałam więc go spać, a sama sobie tutaj podziubię. 

Ostatnio wlazłam do tej naszej Tabletkowej po coś, nie pamiętam, po co... Aaa wiem, plasterek mi się obsunął, to żeby mi poprawiła. Tam, gdzie ona ma te wszystkie kulki zdrowotne, mieszka Fili, Rozik i Polar. Tooo, co tam zobaczyyyłaaam... Taki bezwstyd! Wam piszę! Taki bezwstyd, że aż oczy moje musiałam zasłaniać! 

Patrzcie tylko:


Rozik się tak rozkłada! Na zewnątrz jest średnim, futrzastym zwierzem z białymi oczami. W środku jest wdzięczną, kochającą i kochaną radością! Nie wiem, czy coś widzi, ale patrzy się tak, jakby miał na wylot kogoś przepatrzeć... Nie każdy zobaczy w nim TO COŚ, ale jak komuś będzie to dane, to może zyskać fantastycznego psiumpla, który pokocha tak szybko, że się ten ktoś nie zdąży nawet zdziwić... Kochany jest i koniec. Daj mu szanse. I JUŻ!

Takiego mamy jeszcze psiekstra kawalera... kolorystycznie by do mnie pasował... Może ciutkę niższy, ale mogę łeb nosić niżej, a co tam... Tupet we własnej psiosobie!


Hę? Czaderski, prawda? To ucho zalotnie oklapłe... Tupet jest taki, że nie raz słyszałam, że można go jeść łyżkami. Nie wiem, jak to jest, bo ile razy obok niego przechodziłam, to był w całości... Oooo ten jak się popatrzy tymi maślanymi oczami to niejednej miękną kolana.... Daje się utulić, wyczesać, wykiziać, taki jest przytulankowy, że wielu już sie dało nabrać, że to taki nieduży piesio... Wystarczy jednak go na spacer zabrać i od razu wyższy o głowę, kopyta wydłużone i leeeeciii przed siebie! Nie da się go nie lubić. Nie da się nie zakochać w tych oczydłach błagających o kontakt... Jak ci dwunożni, co chcą adoptować zwierzaka, mogą być tak nieczuli na jego dźwię..ee...wdzięki??


Jeszcze jeden taki rozkoszny sam w sobie...


Wielki, kudłaty miś?? Ależ skąd! To dokolanowy Zenir! ...tylko na posłaniu bardziej dopasowanym dla Nany, ale kto zabroni mu tam leżeć?? KTO ŚMIE mu powiedzieć, że to nie jego miejsce?? Zenir na co dzień mieszka w kuchni, ale też przechadza się po placu od czasu do czasu, jak wiadomo, że nikomu przeszkadzać nie będzie. Mylne jest jednak stwierdzenie, które każdemu się nasuwa - że ten futrzak jest przytulaśny i tylko do miziania... Niestety nie jest i trzeba wiedzieć też, jak go podejść.... Czeka chyba Zenira u nas emerytura... Kto się zdecyduje dotrzeć do niego na tyle, żeby odważył się zaufać i wymaszerować do domu...? Dobrze, że u nas już go dobrze poznali i on poznał dobrze naszych, i zdaje się, że czuje się u nas całkiem swojsko...

Wielu szuka takich miziastych, które by patrzyły się maślanymi oczami. Zenir to może nie, ale Rozik i Tupet nadają się przeidalnie! Dooobra, Rozik ma białe oczy, ale jakże jest wyjątkowy dzięki temu! A Tupet ma funkcję zmniejszania i zwiększania! W domu dużo miejsca nie zajmie, za to na spacerach zadba o kondycję jak nikt! Rozik może nie dla każdego jest pięęękny, ale jak już trafi do domu, jak się mu kudełki obetnie, jak mu odrosną nowe... To niejeden się za nim obejrzy! Za to Tupet już z daleka zachwyca urodą!

Ech, niech wreszcie ktoś im da szansę... Może Ty...?

środa, 13 kwietnia 2016

Portrecili!

Ostatnio znów sesje były. Bo jak pogoda ładna i czasu trochę jest, to przychodzą tacy dwunożni, co to mają i oko, i sprzęt, i czasu trochę, i focą... Potem wychodzą takie portrety, że ach! I te oczy, jak szklane kulki... Co będę tak pisał na sucho, podeprę się zdjęciami!

Na początek Rozik.


Rozik w metryce ma dwie cyferki, w oczach ma ciemność, w sercu ogrom miłości i nie ma pojęcia zielonego, co to jest agresja. Jak któryś zwierz na niego szczeknie, to ten się odsuwa, jak tabletkę trzeba zjeść, to bez grymaszenia, a jak głaszczą, to wlazłby na kolana, na ręce, na głowę, byle być bliżej dwunożnego...

Teraz Bleyk. Kiedyś był Blejk, przez J, to ten jest przez Y, tak po burżujsku bardziej...


Na początku Bleyk nie wyglądał tak ładnie, właściciel nie chciał o niego dbać, jak trzeba... Teraz za to jest pięknym owczarkiem (rzekłbym, że może nawet niemieckim!), inteligentnym i skrywającym na pewno jeszcze niejedną zaletę! Ależ dziś jestem poetycki... Bleyk nie jest agresywny, ale też nie od razu się rzuca z miłością. Trzeba go do siebie przekonać, ale poooteeem to już na pewno sielanka!

Teraz biszkoptowy Milk.


Milk to jeszcze dzieciuch. Znaczy niech mu będzie - prawie dorosły jest. Jeszcze ma pstro w głowie, bawić się chce, szaleć i biegać! Całe życie przed nim, masa zasad do wklepania do głowy, ale też i masa piłeczek pogonionych, tysiące kilometrów do przebiegnięcia! ...tylko z kim...?

Dana jest super psiolaską!



Smukła, lśniąca, przyjacielska, bystra, inteligentna, piękna... ach, mógłbym wymieniać jeszcze, ale przed nami kilka psów, a noc z gumy nie jest. Dana jest taką prawdziwą psiumpelką i jest po prostu psiekstra! Będzie super towarzyszeniem na wycieczki i leżenie na kanapie... Ona może na swoim posłanku, żaden problem, na pewno zrozumie! Dana bardzo chętnie pozna zasady panujące w Twoim domu...

Dalej mamy Herbiego. Ten to wyszedł pociesznie!


Herbiemu też już oczy nie do końca działają. Poza tym odkąd Miła pojechała do domu, to on już żadnego psa ani żadnej psiolaski nie polubił... Jak poznał Miłkę, to był świeżo przyjęty i jeszcze w tym całym szoku ją zaakceptował, a teraz to już woli być sam. Dla dwunożnych za to przekochany jest! Przytulać się lubi i w centrum uwagi też lubi być, a że jest całkiem spory, to nietrudne. Długo już czeka na dom... Znajdzie go wreszcie...? Musi!

I żeby było po równo i tyle samo jasnych, co ciemnych, to teraz Fila.


...zupełnie nie wiem, dlaczego mi się przypomniał Hedziu. może to ucho klapnięte, może uśmiech podobny? Też jest całkiem spokojna, inne psy akceptuje prawie bez problemu, na spacerki wychodzi chętnie... Młoda jest jeszcze, bo co to są dwa lata! Idealna do przygarnięcia, pokochania i wprowadzenie jej w życie rodzinne!

Piękne portrety, prawda? Kamvisowe portrety. Już kiedyś pisała o nich Bulba. Oni, czyli Kamila i Tadziu to dwoje super ekstra dwunożnych, którzy przybywają do nas, kiedy mają trochę czasu i focą, pstrykają i zdjęciują, a potem w domu wycinają, wybierają i wysyłają naszym te najsuperowsze... Wielkie, OGROMNIASTE DZIĘĘĘĘKI za to!!!

Co do zwierzaków - wcale nie musisz zakończyć poznawanie na portrecie! Przyjdź, poznaj osobiście, na spacer zabierz, pogadaj z psiurem, może się dogadacie i razem wrócicie...? To byłoby cudowne! ...i prócz portretu na ścianę, miałbyś całkiem żywy obraz całego psa, całej psiolaski... I Fila, Dana, Milk, czy inny zwierz, podziwiałby codziennie najpiękniejszy widok. Ciebie...

niedziela, 28 lutego 2016

Co z nimi będzie...?

Niech to Tyson! Się dzieje! Się dzieje niedobrze i nie wiem, co będzie... Takie rzeczy słyszałam ostatnio, że boję się pisać głośno... Ale muszę, bo przecież dla dobra sprawy! Tylko oby one tego nie przeczytały, bo kilkoro z nich.... ech... o tym zaraz...

Bo to jest tak. Przyjeżdżają do nas zwierzaki z różnych stron. Psy znaczy. Sierściuchy tylko z miasta. Szczekacze przyjeżdżają z naszego miasta i z innych. Przyjeżdżają z miasteczek, wioseczek, wiosek... różnie. Wszystko zależy, kto zarządza daną gminą czy miastem i jakie chce dać warunki dla błąkających się zwierzaków. Nie jest tak, jak wielu dwunożnych myśli - że jak mieszkają rzut piłką od schroniska, to pies właśnie do nas trafi. Może być tak, że to miasto chce psy wysyłać tam, gdzie piłki stąd nie dolatują. I takie ma prawo... ale prawo prawem, a sumienie sumieniem...

Bo wiecie, że schroniska są różne. Są takie jak nasze - z masą dwunożnych, którzy nam pomagają, którzy nas miziają, wyprowadzają, bawią się z nami, czeszą. Z psiowetem odwiedzającym nas codziennie i wysłuchującym wszystkich skarg, że tu boli, a tam strzyka, a w płucach gra. Z porządną karmą, z gotowanym kurczaczkiem, jak trzeba odkarmić, ze specjalnymi kulkami, jak wątróbka czy nereczki nie domagają. Z marszami do miasta, z akcjami, z wywieszaniem nas na mieście, z robieniem wszystkiego, żebyśmy znaleźli dobre domy...

Wiecie, że okazuje się, że nie jest tak wszędzie...? Byliśmy w szoku z chłopakami, bo byliśmy pewni, że jak ktoś chce prowadzić schronisko, to dla zwierząt...

Podsłuchałam, jak nasi rozmawiali, że jedno miasto nie chce już do nas przysyłać psów....... Że za dużo monetek nasi chcą za utrzymanie psa...... .....i że nasi leczą i leczą... a w niektórych schroniskach to inaczej rozwiązują te sprawy........... INACZEJ...... Rozumiecie.......?

Co powiedzieć Komie...?


...z niesprawnymi nerkami, do której co kilka dni podłączają rurkę, która przepłukuje cały system w środku, bo inaczej byłoby kiepsko...? Wpadła pod samochód, miała strzaskaną miednicę, guzy na śledzionie, połamany ogonek... Przeszła operację i byłoby dobrze, gdyby nie te nerki...

Co z Rozikiem...?


...wygląda jak dziesięć nieszczęść, ostatnio ciągle go widziałam z kołnierzem na szyi, ciągle go na coś leczą... Jeszcze te oczy, którymi głównie mgłę ogląda....

Jak Ciapkowi powiedzieć...?


...nasi wciąż walczą, żeby ciapkowa skóra doszła do siebie. Nierówna to walka, bo żeby było dobrze, to psiak musiałby nabrać odporności. Jeszcze czeka go operacja, bo wyrósł mu guz...

Wiecie, co będzie, kiedy im się powie, że "ich" miasto będzie wysyłać psy tam, gdzie takich jak oni się..... no wiecie... nie leczy......? A jak chory to.... 
....

A Paura...?


Kto się tam nią zajmie...? Czy będzie ktoś z taką ilością cierpliwości, żeby ją przekonać do siebie...? Czy kogoś będzie obchodziło to, że Paura ma więcej lęków niż włosów na grzbiecie...? Czy psina nie schowa się w sobie z powrotem tak bardzo, że właściwie zniknie...?

Gregor przyjechał do nas całkiem niedawno i nie wyglądał najlepiej...


Czy ktoś doprowadzi jego sierść do ładu...? Gregor też wymaga leczenia, bo między kołtunkami jakieś wyłysienia są, tak słyszałam... A to znów trzeba leczyć...

Dana jest psiantastyczna!


Jest mądra, bystra, przyjacielska, zabawna, kochająca ludzi, można długo wymieniać! Czy gdzieś tam ktoś będzie chciał ją rozreklamować na około, żeby szybko znalazła dom...? Czy nie utknie na kilka lat zapomniana....?

Co będzie z tymi psami...? To nasi psiumple i psiumpelki. Jakie mają szanse na dom w miejscu, gdzie nikogo nie obchodzi, czy wyjadą, czy zostaną...? Przecież jak zostaną, to monetki i tak przyjdą na ich utrzymanie...

...co będzie, jak wymsknie im się jakieś kaszlnięcie...? Potkną się i naderwą jakieś więzadło...? Co dostaną do jedzenia...? A jeśli się okaże, że te kulki nie będą im służyć...?

...czy wogóle będą tam jakieś spacery...?

Co będzie z Paurą, Ciapkiem, Bandżim, Rozikiem, Gregorem, Almo, Mostkiem, Starsem, Daną, Krakusem, Stiu, Spajderką, Pyziem, Dżekusiem, Badim, Monsunem, Cezarem, Herbim, Zenirem, Ferdonem czy Belmusiem...?

Jutro wieczorem przejdziemy się z Aresem po wiatach. Weźmiemy ze sobą dużo kartek, niech nam psiury łapy odbijają pod petycją! Tylko jak to zrobić, żeby te nasze choruszki się nie dowiedziały, o co będzie toczyć się nasza walka.....