Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fili. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fili. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 kwietnia 2016

Mamy nową koleżankę, a Filiego wcale nie ma na zdjęciu!

Rodzina biurowa się nam powiększyła. Nieee, żadna z psiolasek nagle nie rozpączkowała! Chociaż właściwie przez to, że jednej coś wyrosło, to dołączyła do naszej paki...

Powiedziałem nowej i grube....eee....Aro, żeby wleźli grzecznie do posłanek, to pstryknę fotencję. No i weszli...


...nie do końca o to mi chodziło, bo jednak niebardzo to proporcjonalnie wyszło, więc powiedziałem, że przecież miało być odwrotnie! 

...stwierdzili, że okej, nie ma problemu, jak odwrotnie, to odwrotnie... więc się odwrócili...


Kłócić się nie miałem zamiaru. Zresztą w przypadku Aro to strach, a nowa, znaczy Hepi, ma zawsze taką minę, że tylko się litować i zostawiać w spokoju, ewentualnie głaskać, ale mnie nie wypada... 

Napisałem, że Aro to strach podpadać, ale nie to, że zeżre, użre, pożre albo coś. Chociaż wygląda na takiego, co by takie jak ja zjadał na śniadanie, ale nie, Aro jest całkiem w porządku! Jest pocieszny, łagodny, lubi się rozwalić na podłodze w stylu "na morsa", ale spacerem też nie pogardzi. 

...a wracając do zeżarcia, pożarcia, jedzenia i niepogardzenia... 


 Aro dotrzyma towarzystwa podczas każdego, nawet najmniejszego posiłku!

Jeśli zaś chodzi o nową. To Hepi. Hepi wygląda ciągle tak przeraźliwie smutno... Wystarczy jednak zagadać, a okazuje się, że równa z niej psiolaska! I całkiem wesoła! Jak ją jakiś dwunożny za uchem posmera, albo po pleckach, to jest od razu kupiona! Potem sama podskakuje do ręki i głowę wpycha przypominając, że to może jeszcze nie koniec tego dobrego...?

Hepi spacery lubi bardzo! Na spacerach kopie się dołki...


...można też do kałuży wleźć i łapki pomoczyć, językiem chłepnąć, potem przebiec, otrzepać się radośnie i pokopytkować dalej...


Hepi jest nieduża, jest pocieszna i sama na kolana się pcha! Ma pięć lat, więc w sumie wiek raczej młodszo-średni. To jednak nie wszystko i chyba wiem, dlaczego ciągle domu nie ma... Prócz tego, że Hepi jest super, to jeszcze jest chora... i prócz tego, że ma jasne, rude kropeczki na sierści i uroczą plamę na oku jak Reksio z bajki, to jeszcze ma raka...

Hepi udaje, że wcale go nie ma, że się dobrze czuje, że nic jej nie jest... Cóż, my wiemy, że jej powyrastało co-nie-co to, co nie trzeba w środku... Szkoda, że to odstrasza... Raka nie dało się odstraszyć, sam się przyplątał i wyprowadzić się nie chce...

Prócz Hepi, która mimo tego, że sięga dwunożnym do kolana, to zajmuje na posłanku tyle samo miejsca, co Larsi, która ma dwa razy dłuższe łapy...


...i malutkiego Aro...


...mieszka jeszcze u nas Ares.


No i JA, ale selfi mi nie wyszło, to nie umieszczę...

Panuje u nas pełna zgoda! Zwłaszcza, kiedy w rękach dwunożnego pojawia się coś, co pachnie czymkolwiek, co da się zjeść... Tutaj akurat Tabletkowa była zaklinaczem stada....


Patrząc od tej strony (zdaje się, że to lewa), to jest łaciata Larsi, uszaty Ares, biała Hepi, JA - Dżokej, i Aro, który oczywiście nie potrafi trzymać języka blisko siebie. Jak komuś się wydaje, że obok Aro siedzi jeszcze pies, taki ciemny z wyłupiastymi oczami, to jest w błędzie. To wcale nie jest Fili i wcale go tam nie ma. Fili mieszka gdzie indziej i wcale nikt go czasami nie przemyca do biura pod kurtką. A już na pewno nie jest to nasza fotopsiografka!

Jeszcze jedno zdjęcie, dla pewności:


 W progu Hepi, z tyłu Larsi, przed nią Ares, ja jestem ukryty, Aro wyżera akurat i z przodu wcale nie ma Filiego stojącego na dwóch girkach.

Wszystko się zgadza!

Drodzy Czytaciele. To, że mieszkamy w biurze, to nie znaczy, że już nie potrzebujemy domu. Owszem, mamy najlepszą miejscówkę w całym schronisku! Odwiedza nas maaasaaa ludzi i każdy nas ogląda, wychodzimy też częściej na spacery, mamy możliwość szperania po śmietnikach, wpychania głowy pod ręce, wystawiania brody ponad blaty, kiedy ktoś je obiad, śniadanie czy kolację... To jednak nie jest dom... Poza tym, kiedy my wydreptamy do domów, to kolejny zwierz zamieszka na naszym miejscu i zwiększą się jego szanse na dom...

Zakochaj się w nas... przynajmniej w jednym... W grubiut...eeee....w postawnym Aro, kropeczkowej Larsi, poczciwym Aresie, smutnej, ale wesołej Hepi i we mnie może też, chociaż ja nieśmiały jestem i nie umiem się tak reklamować i wpychać...

Za to ktoś mi ostatnio takie PIĘĘĘKNE zdjęcie zrobił!


...komu, komu hopsnąć do domu...???

środa, 13 kwietnia 2016

Portrecili!

Ostatnio znów sesje były. Bo jak pogoda ładna i czasu trochę jest, to przychodzą tacy dwunożni, co to mają i oko, i sprzęt, i czasu trochę, i focą... Potem wychodzą takie portrety, że ach! I te oczy, jak szklane kulki... Co będę tak pisał na sucho, podeprę się zdjęciami!

Na początek Rozik.


Rozik w metryce ma dwie cyferki, w oczach ma ciemność, w sercu ogrom miłości i nie ma pojęcia zielonego, co to jest agresja. Jak któryś zwierz na niego szczeknie, to ten się odsuwa, jak tabletkę trzeba zjeść, to bez grymaszenia, a jak głaszczą, to wlazłby na kolana, na ręce, na głowę, byle być bliżej dwunożnego...

Teraz Bleyk. Kiedyś był Blejk, przez J, to ten jest przez Y, tak po burżujsku bardziej...


Na początku Bleyk nie wyglądał tak ładnie, właściciel nie chciał o niego dbać, jak trzeba... Teraz za to jest pięknym owczarkiem (rzekłbym, że może nawet niemieckim!), inteligentnym i skrywającym na pewno jeszcze niejedną zaletę! Ależ dziś jestem poetycki... Bleyk nie jest agresywny, ale też nie od razu się rzuca z miłością. Trzeba go do siebie przekonać, ale poooteeem to już na pewno sielanka!

Teraz biszkoptowy Milk.


Milk to jeszcze dzieciuch. Znaczy niech mu będzie - prawie dorosły jest. Jeszcze ma pstro w głowie, bawić się chce, szaleć i biegać! Całe życie przed nim, masa zasad do wklepania do głowy, ale też i masa piłeczek pogonionych, tysiące kilometrów do przebiegnięcia! ...tylko z kim...?

Dana jest super psiolaską!



Smukła, lśniąca, przyjacielska, bystra, inteligentna, piękna... ach, mógłbym wymieniać jeszcze, ale przed nami kilka psów, a noc z gumy nie jest. Dana jest taką prawdziwą psiumpelką i jest po prostu psiekstra! Będzie super towarzyszeniem na wycieczki i leżenie na kanapie... Ona może na swoim posłanku, żaden problem, na pewno zrozumie! Dana bardzo chętnie pozna zasady panujące w Twoim domu...

Dalej mamy Herbiego. Ten to wyszedł pociesznie!


Herbiemu też już oczy nie do końca działają. Poza tym odkąd Miła pojechała do domu, to on już żadnego psa ani żadnej psiolaski nie polubił... Jak poznał Miłkę, to był świeżo przyjęty i jeszcze w tym całym szoku ją zaakceptował, a teraz to już woli być sam. Dla dwunożnych za to przekochany jest! Przytulać się lubi i w centrum uwagi też lubi być, a że jest całkiem spory, to nietrudne. Długo już czeka na dom... Znajdzie go wreszcie...? Musi!

I żeby było po równo i tyle samo jasnych, co ciemnych, to teraz Fila.


...zupełnie nie wiem, dlaczego mi się przypomniał Hedziu. może to ucho klapnięte, może uśmiech podobny? Też jest całkiem spokojna, inne psy akceptuje prawie bez problemu, na spacerki wychodzi chętnie... Młoda jest jeszcze, bo co to są dwa lata! Idealna do przygarnięcia, pokochania i wprowadzenie jej w życie rodzinne!

Piękne portrety, prawda? Kamvisowe portrety. Już kiedyś pisała o nich Bulba. Oni, czyli Kamila i Tadziu to dwoje super ekstra dwunożnych, którzy przybywają do nas, kiedy mają trochę czasu i focą, pstrykają i zdjęciują, a potem w domu wycinają, wybierają i wysyłają naszym te najsuperowsze... Wielkie, OGROMNIASTE DZIĘĘĘĘKI za to!!!

Co do zwierzaków - wcale nie musisz zakończyć poznawanie na portrecie! Przyjdź, poznaj osobiście, na spacer zabierz, pogadaj z psiurem, może się dogadacie i razem wrócicie...? To byłoby cudowne! ...i prócz portretu na ścianę, miałbyś całkiem żywy obraz całego psa, całej psiolaski... I Fila, Dana, Milk, czy inny zwierz, podziwiałby codziennie najpiękniejszy widok. Ciebie...

niedziela, 20 marca 2016

Gracja i wdzięk!

Jak ktoś jest pełen gracji i wdzięku, to już nic nie poradzi na to. Jakby się nie ustawił do zdjęcia, to każdy, kto spojrzy zaraz pomyśli "łał, ale gracja i wdzięk!".

Kilka dni temu pisałem o Felku, takim dużym, łaciatym z niebem w oczach. Pisałem, że przyjechał z koleżanką do nas, z Zonią. Wtedy nijak nie pasowała do tematu, ale przecież nie byłbym redaktorem, gdybym nie wiedział, jaki temat był dla niej idealny!

Patrzcie tylko:


Co za chodzenie nakrzyżne, takie jak dwunożne modelaski uprawiają też! Takie, że lewa łapa idzie przed prawą i prawa przed lewą! I język wystawiony! Może ją wypatrzy jakiś producent smaczków i weźmie do reklamy??? Zonia jest przy tym skromna, bo jak się ją komplementuje to jest tylko...


 "oj, coś ty, no przestań..."

Zonia jest idealna. Nie dość, że pełna gracji, uroku i wdzięku, to jeszcze grzeczna, wesoła, przytulaśna i tak dalej... Psiolaska-ideał! Jej właściciel odszedł tam, skąd się nie wraca... Szkoda, że Zonia musiała trafić do nas, nie znalazł się nikt, kto by przygarnął ją i Felka. Znajdą się Dobrzy Ludzie, którzy dadzą i jej, i jemu najlepszy dom...

Z jaką elegancją potrafi leżeć Grozikus!


O nim już było nie raz, ale do tego tematu pasuje idealnie! Grozikus jest psem dla każdego. Nieduży, uwielbiający ludzi... to mało napisane, on KOCHA dwunożnych! Poradzi sobie z nim zarówno starszy, jak i młodszy, bo to ugodowy zwierz jest i grzeczny też. W jego oczach coraz częściej widać smutek, ale kiedy na horyzoncie jakiś człowiek się pojawi, to żebyście widzieli te iskierki! ...potem znów Grozikus się zawiesza patrząc w okno... Może dziś, może jutro pójdzie do domu...?

Dużo wdzięku ma też Fili!



Widzicie? Łapeczki razem, głowa w bok letko, tak pozująco Fili to zdjęć podszedł. Fili jest malutki i poszedłby do domu nie raz i nie dwa! ...gdyby nie pokazywał stanu uzębienia... Nie, że się każdy kamienia zląkł czy coś, ale to szczerzenie to mało przyjazne było... Ustalmy - Fili jest naprawdę w porządku! Tylko on się przekonać musi... Nowi mogą go głaskać, kiedy on się dopomina. Kiedy jest śpiący - lepiej nie ruszać. Do przytulania - nie-e... Do noszenia na rękach - średnio... Chyba, że jesteś naszą fotopsiografką, ona może z Filim wszystko! Przemyca go też czasami do biura, więc bywa, że biurownikom "się wydaje", że kątem oka widzieli ledwo odrosłego Filiego przemykającego korytarzem... ale pytają tylko "Kaaasiaaa, jest tutaj Fili??". A ta nasza odkrzykuje, że skąd, że nie ma! I niby reszta powinna być spokojniejsza, ale jednak nie jest, bo niby widzieli, a jednak nie... Filiego trzeba po prostu wziąć do domu i dać mu trochę czasu. Będzie kochanym, skaczącym w kółko z radości Filusiem!

...kiedy tak przechadzałem się po wiatach w poszukiwaniu natchnienia do tematu o gracji, wdzięku, elegancji i uroku... zobaczyłem to...


...te wystające girki to Miśka. Agri wiedział, że bardziej reprezentacyjna jest psiotwarz. Widocznie Misia bardziej ceni sobie inne części ciała. Albo chciała tak jak laski dwunożne - pokazać nogi! ...chociaż rozumiem, że do lata daleko, ale mogła je chociaż ogolić...

Misia jest całkiem spoko.


W odróżnieniu od jej właścicieli, którzy chcieli ją uśpić, bo nie mieli jak jej leczyć po wypadku... Nasi ją zaraz przejęli, wyleczyli i teraz Misia szuka nowego domu. Już ponad rok u nas mieszka... Jest owczarką i to właściwie powinno wystarczyć za cały opis! Będzie super kumpelką, wysłucha, dotrzyma towarzystwa, ogrzeje, pomoże w zjadaniu śniadań, obiadów, kolacji i międzyposiłkowych przekąsek... Na spacerach będzie niezmordowanym kompanem! Tylko szansę jej daj...

Czy urok się ze zwierzaka wylewa, czy nie, każdy z nas go ma. Trzeba go tylko znaleźć i wydobyć... Potrafią to dwunożni. Wystarczy, że powiedzą "będziesz mój" i zaraz w czterołapa wchodzi nadzieja, zaraz łapeczki robią się lżejsze, zaraz włos się bardziej błyszczy, a oko radośnieje! 

...a wiecie, jak pięknie wygląda zwierz, kiedy wreszcie uwierzy, że dla kogoś jest najprzeuroczy na świecie...? 

środa, 8 lipca 2015

Ledwo Neska przyszła i od razu wszystkich do wanny!

- Tysiaaaak.... Mogę jaa..? MogęMogęMogęMogęę....?

- Neska, ale ja tu mam z chłopakami dogadane, że ja piszę...

- Wieem... ale mooogę jaa...? Tysiaaczku... Tysiaczeńku... Tylko jeden raaaz.... Może chociaż pomogę ci, cooo...? Mam temat!

- ...no dobra... ale tylko jeden raz!

- ooohohohohoho jak fajnie! Bo słuchaj, to było tak - do kojca, gdzie mieszkałam, przyszedł Kiero, spojrzał na mnie, westchnął i rzekł: Niech będzie, Neska. Chodzili za mną i chodzili... Niech będzie. Zgadzam się, chodź do biura! I wziął mnie pod pachę i poniósł naprzeciwko do chłopaków!

I oto jestem! Wiadomo, że dwa chłopaki to ani wdzięku, ani gracji, nie to co JA. Ja jestem BOSKA, po prostu. Mam krótkie łapeczki i długie, sterczące uszka, i słuszny zadek, którym wdzięcznie kręcę, kiedy kopytkuję za misiem.

O, tak jestem urocza... Tysiaaak, gdzie tu się zdjęcie wrzuca... oooo, mam. Taki urok się ze mnie wylewa:


Niech to Tyson! Nie to! Nie to zdjęcie! Wcale nie mordowałam tutaj misia! Gdzie tu skasować....? Ojej... Tutaj jest to zdjęcie z urokiem:


I stópeczki tak ładnie poskładałam... Prawda, że jestem boska??

I słuchajcie, ledwie się zaznajomiłam z biurem, ledwie zakręciłam sobie chłopaków wokół palca, ledwie zdążyłam RAZ (może dwa...) zamordować misia, a nasi dwunożni zaczęli między sobą szeptać coś o wannie, że woda, że szampon trzeba wziąć, że ręczniki... Nawet się zdziwiłam, że chcą się kąpać w schronisku, ale w sumie gorąco było, może nie chcieli tak chodzić upoceni...

Zrobiło się mniej miło, jak zaczęli kolejność ustalać i to bynajmniej nie między sobą! Oni NAM ustalali kolejność! To dla nas ta wanna!

Dżokej jak to usłyszał, to zaczął burczeć, że to przeze mnie! Że niby JA się kładę po podłogach wszystkimi powierzchniami ciała i JA brudzę! Że niby plecy mam brudne?? Poza tym ja nie brudzę... Ja podkreślam moją CUDNOŚĆ i UROCZOŚĆ, o:



To jest takie wiecie "zdechł pies". Tylko dwunożni jeszcze się nie nauczyli, żeby mówić to, jak ja się kładę. Ech, wszystkiego trzeba ich uczyć...

I że niby przez to moje polegiwanie napleckowo-podłogowe kąpiel miała być...  Nie było jednak się co kłócić, jeszcze kolacji by nie było albo by ponieśli z powrotem na wiatę!

Patrzcie, to jest ta słyyynnaaa wanna!



Ja poszłam na pierwszy ogień! Znaczy... na pierwszą wodę... Nie było się co szczypać, całkiem to fajne było! Gorąco było przeokrutnie, więc taka kąpiółka w sam raz!


Fili oczywiście musiał być utulony przed... 


 ...w trakcie też chciał, ale no bez przesady! W kolejce czekał Dżokej, więc trzeba było sprawniej!


Za to jak już było po wszystkim, to oczywiście w ręczniczek był opatulony i zaraz na rączki do naszej zwierzofotografki!


Ściemniał! Od razu wiedziałam, że ściemniał, że niby taki skrzywdzony! Wystarczyło wypuścić z ręczniczka...


Na końcu przyprowadzili Dżokeja. Szedł jak na ścięcie!


On akurat musiał w napyskowym ubranku być. Niby nic by może nie zrobił, ale Dżokej taki marudzący bardziej... Dla świętego spokoju miał założone...


Po kąpieli za to już mógł odetchnąć! Uśmiechał się nawet i nic dziwnego, w takie upały po kąpiółce od razu chłodniej jest, świeżej i w ogóle ekstra super!




Szybko się okazało, że i tak nie ma co się smażyć na zewnątrz, więc wszyscy pochowaliśmy się w biurze. Tam oczywiście szaleństw Filiego część druga!



Fili nie ma tych kilogramów GRACJI co JA, patrzcie, jak mnie to uroczo wychodzi:


Prawda, że mam uroczy zadek?? I jak umiem nim kręcić! I wogóle jaka jestem FAJNA, prawda? 

- Neska... Miałaś pisać o kąpieli, a widzę, że głównie o sobie tutaj piszesz... Prócz ciebie jeszcze trochę zwierza tutaj siedzi!

- ...yyy.... no tak... no tak, Tysiaczku, masz rację... Ale muszę wykorzystać moje pięć minut! Wszystkie atuty pokazać! Zwłaszcza ten zadkowy... Pokażę może jeszcze, jak ganiam za misiem...

- Neska! Świta już! Miejże litość...

- Oooj dooobraaa... to jeszcze tylko dwa zdjątka! Patrzcie, jaką ma teraz nasz Kiero obstawę!


Dżokej powiedział, że on niemedialny jest i on tak cichaczem obstawia... My za to w pełni publicznie bronimy biura i lecimy zawsze pierwsi! Jest się czego bać!

...a teraz spać, bo faktycznie już piąta rano!


.......hhhrrrrrrr.....


środa, 24 czerwca 2015

Pac- pac, kto tu teraz mieszka?

- PAC PAC PAC! Pssst, to ja, Tysiak... mogę wejść...? Ech, śpią!

Niech śpią, a ja sobie myk-myk-myk, do skrzyneczki z blogiem popędzę...

Wiedziałem, że prędzej, czy później to nastąpi, że w końcu ktoś w biurze się pojawi, wiedziałem! Taka pustka w ciepełku, między ludźmi jest nie do pomyślenia! Nawet lepiej, od razu milej się dwunożnym robi, jak im coś zamerda przy wejściu, jak czasami sierść przed oczami polata i co prawda nie chcą się przyznać, ale na pewno kochają ten poranny (czasami popołudniowy i wieczorny) rytuał zamiatania psich kudełków!

Co prawda nasz Kiero miał zupełnie inne plany co do dołożenia łap do biura, ale że tak to napiszę... Przyszedł do pracy i już go jedne cztery łapy przywitały hyhyhyhy! A jak już były to nie wygoni, prawda??

Tak oto do biura zawitał Fili.


Mniejszy ode mnie (serio!), drobniejszy (serio, serio!). Jeszcze jedno nas różni. Ja się trochę zamykam w sobie, kiedy obcy do mnie podchodzą, a Fili najchętniej zamknąłby się w czyichś objęciach. Włazi to bezwstydnie na kolana, na ręce, na co się da! Na przypadkowo położone kołdry też...


Właściwie to o mało do domu nie poszedł pierwszego dnia! Przyszli państwo, a Fili na kolanka, tak na bezczelnego! To może jednak wezmą... Filiemu jednak się dwunożni spodobali, owszem, ale tylko dorośli... Jakoś się dziwnie uśmiechał półpaszczą do najmłodszego dwunożnego i lepiej było jednak nie ryzykować... Niemądry! A miałby już własne, prywatne kolana! 

Na zdjęciach nie widać, ale Fili ma łapki. Niedługie i jak biegnie, to ich właściwie nie widać, ale ma:


Jak to małe, pchające się na kolana chuchro wkrótce nie wyfrunie do domu, to niech mi na łapie kolejna narośl... znaczy ten... kaktus wyrośnie!

Tak oto wygląda jeden psi biurownik. Kto jest drugim szczęśliwcem? A bardzo proszę:


Kto rozpoznał?? Pewnie niewielu, o tym psie jeszcze chyba nigdy nie było na blogu... A miało być! To przeznaczenie! Nawet gdyby nie przeprowadził się pod dach, to i tak był opisany. To jakiś znak! Mam moc! Jjjaaaaa! 

Na zdjęciu jest Dżokej. Tak wygląda wśród traw ździebełek:


Nie wypada mi pisać, że całkiem ten Dżokej przystojny... ale umaszczenie ma całkiem jednak ładne, trzeba przyznać. 

O Dżokeju się mówiło zawsze, że nieśmiały jest, że woli budę niż powitanie człowieka, że ogonek to mu zaczyna chodzić dopiero po piętnastym spotkaniu z tym konkretnym wolontariuszem... Oczy mu powoli zachodzą mgłą, może dlatego tak... To dopiero początek i ma u nas reluga... legura... r e g u l a r n i e  zakrapiane oczy, ale to takie paskudztwo, że mogą oczy całkiem przestać podziwiać świat, tylko oby jak najpóźniej to nastąpiło!

Szkoda tego Dżokeja, bo taki niezauważany zupełnie, więc nasz Kiero postanowił, że może jak się go do biura weźmie, to szybciej ktoś go wypatrzy. 

Okazało się, że wśród ludzi psisko wcale nie jest takie "schowam się pod ławą i żegnam się z państwem", jak Bulba zwykła to robić. Dżokej może nie biegnie z merdającym ogonkiem do każdego, ale owszem, podejdzie spokojnie, pogłaskać się da, jak się przestanie, to te pół kroku podejdzie, czyli jednak jakby mu się to podobało, ale wstydzi się jeszcze przyznać.


Za to nie wstydzi się powiedzieć, a raczej wyburczeć, kiedy mu się coś nie podoba. Na przykład nie spodobała mu się ostatnio wizyta psioweta. Nie oszukujmy się, tego akurat psioweta to nie lubi trzy czwarte schroniska! Z daleka wiedzą, że przybył, rozchodzi się to jak faaalaaaa! I ten akurat psiowet chciał sobie Dżokeja obejrzeć. Nie wiem w końcu, czy dojrzał, co chciał, ale na pewno cały zestaw dżokejowych zębisk mógł dokładnie przestudiować, chociaż z daleka, bo psisko pokopytkowało za fotel naszej fotografki i stamtąd burczało...

Jest też jeden współpsiobiurownik na dochodne. Z Albertem było ostatnio kiepskawo... Dalej nie jest rewelacyjnie, ale już nie będe tak na czarno pisać. Albert pomieszkał niedawno w lecznicy...


Oj niewesoło było, nawet pisać nie będę!

Niedawno wrócił z powrotem do schroniska, ale kroplówki dalej musi dostawać, więc na ten czas przychodzi do biura. 


Pilnuje go wtedy zwykle ktoś z naszych, a jeszcze teraz ma pełną obstawę!


Bez obaw więc, biuro znów jest sierściaste w części! Znów jest wes...

- ...a zastukaj jeszcze raz w ten guziczek, a ja ci zaraz pokażę, co to znaczy wesołe biuro!

- Ale Fili, to ja, Tysia....

- Może być Tysiak, Seciak czy Milioniak, co to za szwędanie się po MOIM terenie?? Kto to wi...

- Kiler! Znaczy... Fili! Co to za szczeki w środku nocy??

- Patrz! Patrz, Dżokej, taki tutaj ten... Seciak się panoszy!

- Tysiak...

- Tysiak się panoszy!

- Na Doga! Spoookóój... Wyjaśnienia teraz, na spokojnie, proszszsz...

- Bo bloga ma schronisko i trzeba pisać. Dwa razy w tygodniu posty. Zwykle pisał mieszkaniec biura, ale tutaj było jakiś czas pusto, to...

- HA! Teraz JA mieszkam! JA powinienem pisać! Dżookeej, poowiedz muu coooś...

- Spaliście obaj, miałem budzić?? Dooobra, więcej nie przyjdę, ale piszcie posty, cooo...?

- Pokaż, co żeś tu naskrobał... mhmhmhm... mhmhmhmmm... oooo o mnie jest, mmhmhmhm.... mmm... Eeee, nie jest źle. Kiler! Znaczy... Fili, spać idź i nie marudź, Tysiak do siebie, to publikujemy, a potem się zobaczy. No! Spać! 

Dobranoc i Dzień Dobry Czytacielom!

Dżokej, Fili i Tysiak.