Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wagnerka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wagnerka. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 listopada 2016

Przyjdź zarazić się radością!

Idziemy do przodu. Wiem, że poprzedni post był strasznie smutny... A jeszcze kolejnego dnia nasi pożegnali kolejnego psa.............. Kolejnego, który dzięki naszym zmienił się w fantastycznego kudłacza, który przekonał się, że każdy, niezależnie od pci, jest super... ...do zobaczenia, Reksik...


Miałem jednak pisać o radości! A się zapędziłem nieco... Ale musiałem wspomnieć. 

Teraz jednak przechodzimy do tematu. Bo widzicie - schronisko to nie tylko smutek. Schronisko to też ogrom radości! Nie byłoby jej bez wszystkich naszych dwunożnych, którzy przychodzą i umilają nam czas, z którymi możemy się dzielić dobrą energią. Bez nich było tak strasznie, że nawet wolę do głowy takiego wyobrażenia nie dopuszczać! Nasi MUSZĄ być z nami i koniec. I po prostu MUSICIE wszyscy przychodzić do nas i wyprowadzać, adoptowywać, zabawiać nas i wmawiać, że jesteśmy najsuperowsi na świecie.

Nie ma co się smucić, tylko trzeba do nas przychodzić!

Czeka Szakira. Szalona, czasami mało grzeczna, ale przy niej zapomnisz, że czymkolwiek można się zamartwiać.


Tak czarna, że aż biała, widzieliście kiedyś coś takiego? Lśniąca i mniejąca się w słońcu... Jeszcze jak wyczesana, to pewnie może aż oślepiać blaskiem! Co do charakteru... Nie tak łatwo znaleźć bardziej szaloną! Niejeden wolontariusz ma jakiegoś siniaka, ale nikt się nie martwi, bo przecież to z miłości! Nie można mieć przecież za złe, że się psiolaska nie może powstrzymać od tego, żeby całą sobą pokazać, że KOCHA ludzi! Oczywiście, że wolontariusze starają się przetłumaczyć, że tak nie wolno, że przecież trzeba delikatniej... No leci Szakira i daawaaaaj się wtulać z siłą całą swoją... Jak się gniewać, skoro jak już się poprzytula, wygląda tak?


Nie można! Szakira szuka równie szalonego dwunożnego, który będzie miał cierpliwość, żeby ją wszystkiego nauczyć. ...aaaalbooo który przyjmie ją z całą swoją gigantyczną radością i szalonością! Co jeszcze? Za patykami gania. "Problem" taki jest, że tylko w jedną stronę. Chyba nie załapała jeszcze, że to można jednak przynieść. Ojeny, czy to takie ważne??

Równie radosny, ale bardziej grzeczny jest Poker:


Poker jest dla każdego super ekstra! Radość się z niego wyleeewaaaaa! Jest ciutkę mniej szalony, ale też mu niczego nie brakuje, jeśli chodzi o radość życia i zmianę każdego dnia na najbardziej pozytywny pod słońcem. Zresztą jak za oknem go mało, to wystarczy się spojrzeć na Pokera, kolor odpowiada! Ilość ciepła, jakie wydziela też pewnie nie jest mniejsza. Pies - ideał! Bawić się lubi i nie można się wtedy nie uśmiechnąć...


Poker nie tylko wie, co to zabawa, ale nie zapomina o dwunożnym, bo jak ten  go woła, to zaraz przybiega! ...chyba, że ma coś ważniejszego do zrobienia, ale to przecież oczywiste. I zabawki oddaje! ...no chyba, że akurat ma chęć je trochę podziamlać, ale to przecież też zupełnie zrozumiałe! Ech, tylko brać takiego słonecznego Pokera, z którym nie będzie nudno, samotnie, pochmurno, pesystymiczne i w ogóle ŹLE. Z takim psem może być tylko psiuper!

Nordi też się umie cieszyć tak, że aż ogonka nie widać!


Umie się też cieszyć tak, że nie widać głowy! 


Za to jakie ma zgrabne girki! Nordi da się pokroić za chrupka i za tarmoszenie po zadku! Drapanie po pleckach łączy się z mruczeniem godnym niejednego niedźwiadka, kto nie słyszał, ten niech żałuje! Tylko przez te chrupeczki wolontariusze mają problem z wyszukaniem szelek w odpowiednim rozmiarze... Żeby nie było - już jest lepiej i psiak bardziej przypomina psa niż kulkę! Nordi prócz tego, że potrafi zniknąć ogonek, kiedy się cieszy czy stracić głowę na widok chrupka, to jeszcze potrafi tak się wgapiać w dwunożnych:


I własnie że ten dwunożny wcale nie miał smaczka w ręku! Kiedyś już było o Nordim i jego dwóch psiumplach, z którymi był bardzo związany. Odlecieli niestety za Majką... Potem miał kolejnego psiumpla i psiumpelkę. Niestety Paryż też niedawno odszedł, a Nordi się spłakał po pachy... Żal było słuchać.... Dobrze, że została mu Wagnerka (o której za chwilę), a od niedawna ma nowego kolegę, całkiem też szalonego i młodego. Zobaczymy, jak to będzie między nimi. Może Runer go trochę rozrusza, chociaż towarzystwo starszych, statecznych, większych psich kolegów też jest dla niego idealnym towarzystwem.

Na końcu o Wagnerce, która też umie się bardzo się cieszyć, chociaż może nie rzuca się z miłością jak Szakira. Jest bardziej poważna. Na początku, kiedy Wagnerka do nas trafiła wyglądała tak...


...i to były jej plecy....


Tak ją załatwiła jej właścicielka..... Tak o nią "zadbała".... Niedawno w sądzie było takie spotkanie specjalne, na którym debatowano, czy to, co Wagnerce zrobiono trzeba ukarać, czy też nie. Na szczęście okazało się, że takie potraktowanie tej psiolaski zasługuje na karę! To ekstrasuper! Zajepsiście po prostu, że ktoś zauważył, że to był dramat, a nie jakieś "nie ma znamion przestępstwa" albo "ten i tamten nie dopuścili się czynu zabronionego". OCZYWIŚCIE, że Wagnerce zrobili krzywdę! Do dzisiaj jej plecki nie mogą się z tego pozbierać, chociaż wygląda już dużo lepiej, patrzcie:


Wagnerka nadal bardzo lubi ludzi i jest jej potrzebny najlepszy dom... Jej grzbiet nie może całkiem zarosnąć, trzeba by ja smarować jakimiś smarowidłami i kąpać, ale w zimie w schronisku to przecież niemożliwe... Zaraz by się zaziębiła psiolaska! Trzeba by jej domu, takiego ciepłego, opiekuńczego, w którym dwunożni by o nią zadbali... Ona się codziennie będzie wpatrywać tymi superaśnymi oczami, będzie kłaść głowę na kolanach i wzdychać, że nigdy nie śniła nawet o takim domu...

Podsumowując - nie ma co płakać, trzeba działać! Czekamy wszyscy na spacerowanko, mizianko, głaskanko, czesanko i chrupanko! Daj nam dom albo chociaż fajny dzień, super chwile, żebyśmy wiedzieli, że jesteśmy najfantastyczniejsi! ...bo jesteśmy, prawda...?

Przyjdź i pociesz się z nami nawet kiedy zimno, kiedy wieje, przecież my tak czekamy i wypatrujemy, wgapiamy te ślipia z drzwi, furtki, chodniki, zza-zakręty, żebyś się tak w końcu pojawił i dał nam trochę siebie...

Przyjdziesz, prawda...?


środa, 27 kwietnia 2016

W kwietniu, w kwiecie wieku będąc, czekają na domy

Kwiecień się kończy! Ile psom stuknął kolejny rok w schronisku...? Lepiej nie będziemy liczyć, a bo to ważne? Nie obchodzimy takich rocznic... Potem każdy z czworonogów obchodzi te najcudowniejsze rocznice w DOMU... Te są najważniejsze ze wszystkich.

Wracając do kwietnia. My, biurownicy, wszyscy jesteśmy w kwiecie wieku. Znaczy, że stateczni i fiubździu w głowie nie mamy. Nas można brać do domów i kochać najbardziej na świecie! O nas było jednak niedawno i nie będziemy się powtarzać, chociaż oczywiście wciąż trąbimy, że ja - Dżokej, Aro, Larsi, Ares i Hepi POLECAMY SIĘ DO ADOPCJI!

ech, dość już o nas... Nie tylko my jesteśmy tacy milusi! Jest nas więcej w schronisku i dzisiaj o tych, co to będą towarzyszyć na spacerach, podczas oglądania telewizji, gotowania (to zwłaszcza!) czy wszelkich innych czynności.

Na przykład Wagnerka. Wagnerka mieszkała całkiem blisko schroniska iiiii z całkiem nieopiekującymi się nią opiekunami... Spójrzcie tylko:


To Wagnerka z góry, jakby ktoś nie poznał. A tutaj jest z boku:


Suczkę odebrali dwunożni w niebieskich ubrankach i przekazali ją nam. Oni też poskarżyli wyżej, gdzie trzeba i teraz czekamy obgryzając pazury, czy uda się ukarać tych, którzy Wagnerkę doprowadzili do takiego bezwłosia i chudości... Wygląd jednak nieważny! To się wyleczy! Już się zresztą leczy. Najważniejsze, co się ma w środku i o bebeszki mi nie chodzi... Wagnerka bardzo ceni sobie kontakt z ludźmi, taka owczarka z niej typowa, co na spacer pójdzie chętnie, potem chętnie też by się uwaliła przy nogach, albo NA nogach u dwunożnego, prawdziwego przyjaciela, który by nie zapomniał jej nakarmić, a od czasu do czasu przeczesał by futro, które by odrastało pięknie...

Razem z Wagnerką mieszka Paryż, który też coś z owczarka ma, ale nie wiem z jakiego...  O! Znalazłem! Owczarek szwajcarski! Tylko nie wiem, czy są biszkoptowe... Nieważne, u nas są. Bardzo proszę, oto Paryż:


Było już o nim jakiś czas temu, jako o bracie bliźniaku Herbiego. O, TUTAJ. Jak ktoś wtedy nie czytał, to teraz zapraszam! Dobrali się z Wagnerką idealnie! Znaczy nasi ich dobrali, bo u nas kto może, to mieszka z drugim psem, co by raźniej było. I one takie zgodne, że i na spacery razem, i do głasków razem i do leżenia na jednym posłanku też razem, o:


Zdjęcie niewyraźne, bo z daleka robione. Przecież jak się robi fotę, to pies zaraz musi przyleźć... Razem raźniej, cieplej i wogóle lepiej. Paryż też nie trafił do nas w świetnym stanie, był zabiedzony, brudny, chudy... Teraz już wygląda super i po prostu MUSI się podobać.

Jak te są za duże, to nie ma problemu, mamy mniejsze! Oto Merry:


Mery wcale nie jest duża i też wcale nie jest szalona. Zresztą widać to po niej chyba... Poczciwe to i dobre. Merry czeka operacja usunięcia takiego galaretowatego guzka, co jest z tłuszczu i przy okazji trzeba też usunąć cały rządek tego, co jej na brzuchu wystaje... Między tym rosną jakieś guziki i lepiej całość wyciąć od razu. Merry powiedziała, że trudno, niech tną, skoro ma dłużej żyć. Wcale nie będzie się czuła wtedy mniej psiolaskowato, ona zna swoją wartość. Mieszkała kiedyś w domu, ale potem się zgubiła, potrąciło ją jeździdło jakieś i taka poobijana trochę trafiła do nas. Mieszka u nas od zeszłego roku, to już kilka miesięcy... Nikt nie chce się do niej przyznać, a szkoda. Merry jest grzeczna, na spacerach się nie wyrywa tylko drepta sobie obok, czasami tylko na bok odejdzie, żeby zrobić to i owo, ale poza tym to w głowie jej tylko bliskość ludzi... Oby szybko znalazła spokojny kąt u kogoś...

Maksiu jest ciut większy, ale bez przesady. I też grzeczny!


Ma też jedno klapnięte uszko, a właśnie w tym miesiącu stuknął mu rok w schronisku... Dużo za długo! Właściciel Maksia odszedł tam, skąd się nie wraca... Psiak to przeżył bardzo, wiadomo... U nas nasi jak zwykle, przy każdym zwierzaku stają na głowie, żeby czuli się kochani i żeby wierzyli w to, że na pewno jest gdzieś dwunożny, który okaże się ich najlepszym przyjacielem... Tylko trzeba trochę poczekać... Maksiu czeka cierpliwie, z uśmiechem witając każdego odwiedzającego. Każdy może się okazać właśnie TYM! Człowieku, który pokochasz Maksia, co klapnięte uszko ma... pędzisz już do nas...?

To tylko kilka przykładów takich kilkulatków, co najbardziej na świecie chciałyby mieć swojego dwunożnego, z którą spędzaliby spokojnie czas... Czułyby się kochane i jedyne... Budziłyby się codziennie wiedząc, że mają do kogo z rana zamerdać ogonem, czekałyby, aż ich dwunożny przyjaciel wstanie, albo budziłyby go zimnym nosem, żeby się przeciągnąć razem z nim i czekać na wspólny spacer, łapa w nogę, przez miasto, łąkę, las... Później dwunożny miałby swoje sprawy pewnie, ale zwierz czekałby cierpliwie, aż znów nastanie ten wspólny czas, znów przyjdzie pora na spacer, jedzonko, może na oglądanie telewizji czy jakąś wycieczkę... Takie piękne plany... I najważniejsze, że razem... 

...a później, wieczorem, kiedy światła by gasły, zwierzak wsłuchiwałby się w błogą ciszę wiedząc, że jutro będzie znów tak samo piękny dzień... Łapa przy nodze... ze wzrokiem wlepionym w swoich ludzi... 

...wtedy wiadomo by już było, po co się urodziliśmy...

...bo na razie jeszcze nie mamy pewności, czy po coś jesteśmy na tym świecie, skoro wciąż tu mieszkamy...