Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maksiu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maksiu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 marca 2017

Kto jest gruby????

Kto jest gruby?? U nas wszyscy smukli i idealnie wyrzeźbieni! Że grubi?? Przywidziało się komuś! PUCHATOŚĆ! Słyszało się państwu o czem takimś? Puchatość to idealne słowo. ...że my grubi... pfff....

Taki Monsun na przykład - kudełkami obrośnięty!


Psiolaski za nim wzdychają, niektóre dwunożne nie mniej! Pewnie by dawno dom znalazł, jakby nie był taki nieśmiały... Co dziwne, jak jest krata między nim a kimś, to kudłacz się przymila, daje pomiziać i wogóle, ale jak tylko kraty zabraknie, jak tylko ktoś wejdzie do kojca, to już cała odwaga znika z Monsuna jak kulki z kurczakiem z mojej miski! Zdecydowanie lepiej się dogaduje z czteronogami niż z dwu... A przecież żaden cztero- go nie adoptuje... Do niego musiałby ktoś poprzychodzić dłużej, na spacerki zabierać i pomaluśku, pomaluśku pokazywać, że żadne kraty nie są potrzebne, żeby móc się pomiziać. Bez krat też fajnie może być. Fajniej nawet, bym rzekł!

U sierściuchów to też tylko PUCHATOŚĆ! Czy ktoś by powiedział, że taki na przykład Stempel jest gruby??


Prawda, że nie? To tylko malutki kawałek kocurka w ogromnym kawale futra! Jak się zwinie to nikt nie powie zresztą nawet tego, że jakiś jest większy niż inni...


Stempel przyjechał do nas niedawno całkiem i już problem był, bo oko było jakieś nie teges. Znaczy cały Stempel był wyjątkowo obolały, ale potem się okazało, że przez to jedno oko on ledwo się ruszać może, tak go musiało boleć! Trzeba było i dalej trzeba gałę zakrapiać, maściami smarować, bo się owrzodziła bezczelnie... Stempel na szczęście jest sam w sobie grzeczny, spokojny, ułożony i miziasty, więc leczenie odbywa się całkiem sprawnie. Musiał być czyjś, więc się może zgubił... Mamy nadzieję, że ktoś go szuka i u nas znajdzie, bo zdecydowanie domowy jest. Futro lśni, na rękach Stempel siedzieć lubi, od głaskania to mu się takie mruczando włącza, że tylko się relaksować razem z nim wtedy... I komu takiego puchatego, NIEGRUBEGO kocura...? Troszkę do leczenia, ale z tyloma zaletami, to ledwo maciupenieczka wada jest!

Czasami puchatość jest ukryta.... Jak u Graby:


Ona jest puchata od środka, ale przecież to grubość nie jest! Po prostu to, co zwykle puchaty zwierz ma na wierzchu, ona ma we środku, no... Widzicie, że łapeczki ma cienkie, a tylko talia zniknęła! Przecież jakby była gruba, to z łapami, nie?? Właśnie! Graba nadrabia też radosnością!


Prawda, że uroku nie można jej odmówić?? Pocieszna jest przy tym tak, że naprawdę ogon sam merda na jej widok! Graba leeeciii w każdą stronę plując optymizmem i nie widziałem jeszcze ani razu, żeby była smutna z jakiegokolwiek powodu. Ona niezależnie od pogody wyjdzie na spacer, niezależnie od rodzaju i wielkości dwunożnego da się wygłaskać i wymiziać, niezależnie od wszystkiego po prostu adoptuj jedną z najradośniejszych psiolasek w naszym schronisku! Po prostu JA, Ares, Wam to piszę!

Iiiii teeeraaaz gość, którego całkiem skrzywdzili niesłusznie! Przed Wami sierściuch, który dostał na imię... GRUBY...


...że szyi nie ma na zdjęciu? Ojeeenyyy.... Że poliki tak pucołowate, że chomiki zazdraszczają? Phi.... że łapeczki takie grubaśne? Przynajmniej twardo na ziemi stąpa! Chociaż z pewnością z wrodzonym wdziękiem i gracją! Jaki on gruby??


Skóra i kości! ...dużo skóry... Gruby jest kotem do miziania, karmienia i wylegiwania na słońcu. Właściwie głównie... Jak żołądek pełny, słońce praży w futro i jeszcze sierść jest ugładzana ręką, to Gruby jest w leniwie sierściuchowym raju. Nie ma żadnych problemów z zapoznawaniem się z kimkolwiek, nie grymasi, nie marudzi... taki jest po prostu do wzięcia od zaraz do najlepszego kociego domu, który marzy o bezproblemowym mruczku! A teraz będzie wiosna niebawem, potem lato, czyli duuużo słońca padającego na Wasze podłogi. Jak można tak marnować promienie?? Gruby skorzystałby chętnie...

Takie to NIEgrube zwierzaki mieszkają u nas. Smukłe takie od środka. Marzące tak, jak wszystkie inne o takim superekstrapupernajlepszym dwunożnym, który nigdy im złego słowa w żaden sposób nie powie... Chyba, że tak pieszczotliwie, ciepło, uśmiechając się promiennie... "...ty mój grubciu, kluseczko, serdelku....". Tak by pięknie mówili, a sierściuchy by mruczały, a psy merdoliły ogonami... Oczywiście WCALE nie będąc grubymi!

Ach, mów jakkolwiek i cokolwiek, byle KOCHAJ!

--------------------------
P.S....
Do dwunożnych, którzy tak się pokazali ładnie pod postem o amstaffach.... Mogliście zacząć od przeczytania tematu, bo najwidoczniej empatia zginęła u Was pod ciężarem monet........ Wszystkie inne uczucia również... Do niewidzenia się z Państwem.......



środa, 27 kwietnia 2016

W kwietniu, w kwiecie wieku będąc, czekają na domy

Kwiecień się kończy! Ile psom stuknął kolejny rok w schronisku...? Lepiej nie będziemy liczyć, a bo to ważne? Nie obchodzimy takich rocznic... Potem każdy z czworonogów obchodzi te najcudowniejsze rocznice w DOMU... Te są najważniejsze ze wszystkich.

Wracając do kwietnia. My, biurownicy, wszyscy jesteśmy w kwiecie wieku. Znaczy, że stateczni i fiubździu w głowie nie mamy. Nas można brać do domów i kochać najbardziej na świecie! O nas było jednak niedawno i nie będziemy się powtarzać, chociaż oczywiście wciąż trąbimy, że ja - Dżokej, Aro, Larsi, Ares i Hepi POLECAMY SIĘ DO ADOPCJI!

ech, dość już o nas... Nie tylko my jesteśmy tacy milusi! Jest nas więcej w schronisku i dzisiaj o tych, co to będą towarzyszyć na spacerach, podczas oglądania telewizji, gotowania (to zwłaszcza!) czy wszelkich innych czynności.

Na przykład Wagnerka. Wagnerka mieszkała całkiem blisko schroniska iiiii z całkiem nieopiekującymi się nią opiekunami... Spójrzcie tylko:


To Wagnerka z góry, jakby ktoś nie poznał. A tutaj jest z boku:


Suczkę odebrali dwunożni w niebieskich ubrankach i przekazali ją nam. Oni też poskarżyli wyżej, gdzie trzeba i teraz czekamy obgryzając pazury, czy uda się ukarać tych, którzy Wagnerkę doprowadzili do takiego bezwłosia i chudości... Wygląd jednak nieważny! To się wyleczy! Już się zresztą leczy. Najważniejsze, co się ma w środku i o bebeszki mi nie chodzi... Wagnerka bardzo ceni sobie kontakt z ludźmi, taka owczarka z niej typowa, co na spacer pójdzie chętnie, potem chętnie też by się uwaliła przy nogach, albo NA nogach u dwunożnego, prawdziwego przyjaciela, który by nie zapomniał jej nakarmić, a od czasu do czasu przeczesał by futro, które by odrastało pięknie...

Razem z Wagnerką mieszka Paryż, który też coś z owczarka ma, ale nie wiem z jakiego...  O! Znalazłem! Owczarek szwajcarski! Tylko nie wiem, czy są biszkoptowe... Nieważne, u nas są. Bardzo proszę, oto Paryż:


Było już o nim jakiś czas temu, jako o bracie bliźniaku Herbiego. O, TUTAJ. Jak ktoś wtedy nie czytał, to teraz zapraszam! Dobrali się z Wagnerką idealnie! Znaczy nasi ich dobrali, bo u nas kto może, to mieszka z drugim psem, co by raźniej było. I one takie zgodne, że i na spacery razem, i do głasków razem i do leżenia na jednym posłanku też razem, o:


Zdjęcie niewyraźne, bo z daleka robione. Przecież jak się robi fotę, to pies zaraz musi przyleźć... Razem raźniej, cieplej i wogóle lepiej. Paryż też nie trafił do nas w świetnym stanie, był zabiedzony, brudny, chudy... Teraz już wygląda super i po prostu MUSI się podobać.

Jak te są za duże, to nie ma problemu, mamy mniejsze! Oto Merry:


Mery wcale nie jest duża i też wcale nie jest szalona. Zresztą widać to po niej chyba... Poczciwe to i dobre. Merry czeka operacja usunięcia takiego galaretowatego guzka, co jest z tłuszczu i przy okazji trzeba też usunąć cały rządek tego, co jej na brzuchu wystaje... Między tym rosną jakieś guziki i lepiej całość wyciąć od razu. Merry powiedziała, że trudno, niech tną, skoro ma dłużej żyć. Wcale nie będzie się czuła wtedy mniej psiolaskowato, ona zna swoją wartość. Mieszkała kiedyś w domu, ale potem się zgubiła, potrąciło ją jeździdło jakieś i taka poobijana trochę trafiła do nas. Mieszka u nas od zeszłego roku, to już kilka miesięcy... Nikt nie chce się do niej przyznać, a szkoda. Merry jest grzeczna, na spacerach się nie wyrywa tylko drepta sobie obok, czasami tylko na bok odejdzie, żeby zrobić to i owo, ale poza tym to w głowie jej tylko bliskość ludzi... Oby szybko znalazła spokojny kąt u kogoś...

Maksiu jest ciut większy, ale bez przesady. I też grzeczny!


Ma też jedno klapnięte uszko, a właśnie w tym miesiącu stuknął mu rok w schronisku... Dużo za długo! Właściciel Maksia odszedł tam, skąd się nie wraca... Psiak to przeżył bardzo, wiadomo... U nas nasi jak zwykle, przy każdym zwierzaku stają na głowie, żeby czuli się kochani i żeby wierzyli w to, że na pewno jest gdzieś dwunożny, który okaże się ich najlepszym przyjacielem... Tylko trzeba trochę poczekać... Maksiu czeka cierpliwie, z uśmiechem witając każdego odwiedzającego. Każdy może się okazać właśnie TYM! Człowieku, który pokochasz Maksia, co klapnięte uszko ma... pędzisz już do nas...?

To tylko kilka przykładów takich kilkulatków, co najbardziej na świecie chciałyby mieć swojego dwunożnego, z którą spędzaliby spokojnie czas... Czułyby się kochane i jedyne... Budziłyby się codziennie wiedząc, że mają do kogo z rana zamerdać ogonem, czekałyby, aż ich dwunożny przyjaciel wstanie, albo budziłyby go zimnym nosem, żeby się przeciągnąć razem z nim i czekać na wspólny spacer, łapa w nogę, przez miasto, łąkę, las... Później dwunożny miałby swoje sprawy pewnie, ale zwierz czekałby cierpliwie, aż znów nastanie ten wspólny czas, znów przyjdzie pora na spacer, jedzonko, może na oglądanie telewizji czy jakąś wycieczkę... Takie piękne plany... I najważniejsze, że razem... 

...a później, wieczorem, kiedy światła by gasły, zwierzak wsłuchiwałby się w błogą ciszę wiedząc, że jutro będzie znów tak samo piękny dzień... Łapa przy nodze... ze wzrokiem wlepionym w swoich ludzi... 

...wtedy wiadomo by już było, po co się urodziliśmy...

...bo na razie jeszcze nie mamy pewności, czy po coś jesteśmy na tym świecie, skoro wciąż tu mieszkamy...

niedziela, 11 sierpnia 2013

ISKIERECZKA MRUGA…



Hen tam, gdzie z ochotą kopią czarne złoto, gdzie dudnią maszyny i dymią kominy, gdzie ptak się nie zjawi (bo smog go zadławi), gdzie… O matko suczko, ale mi odpaliło! To przez te upały tak!
W każdym razie… Tyson, pisz!

Historyjka pierwsza. Daleko stąd, na południu, żył sobie amstaf imieniem Maksiu. Miał swoich bezogoniastych i dobrze (chyba) mu było, póki nie zapadł na zapalenie spojówek, którego nikt mu nie leczył. I Maksiu przestał widzieć. A wtedy jego bezogoniaści postanowili go więcej nie oglądać, zabrali go do samochodu  i wywalili gdzieś po drodze – są świadkowie. Pies wałęsał się czas jakiś, póki nie zabrano go do przytułku dla zwierząt, bo prawdziwego schroniska w okolicy nie było. Tam Maksiu zamieszkał w czymś, co chyba było klatką na króliki. Powiadają: niech i ciasne, grunt, że własne!... Można mieć inne zdanie.
                       
Pomieszkał więc tam jakiś czas, a zanim zupełnie oduczył się chodzić, trafili się młodzi bezogoniaści, którzy wypatrzyli go i zabrali do siebie. Na leczenie wzroku było już za późno, ale przynajmniej resztę życia Maksiu spędzi w komfortowych warunkach w domu z podwórzem, ogrodem, we własnym pokoju, wraz…

Historyjka druga. Całkiem niedaleko, bo w naszym mieście, żyła sobie Iskierka. Amstafka. Ślepa. Była w schronisku, ale źle się tu czuła, wycofana, przestraszona… I jej trafili się bezogoniaści, którzy postanowili przygarnąć kalekę. Przygarnęli na dwa lata – a potem się pozbyli. Znaleziona w rowie pod nieodległa wsią Iskierka znów trafiła do nas.
          

Właściciele – ponoć – oddali ją innym ludziom, na wieś. Ale ani nazwiska tych ludzi, ani ich adresu nie mogli sobie przypomnieć! Taaa… Mówili… Zresztą, nieważne, co mówili, ważne, co sąd powie.
Jak by nie było, Iskierka trafiła na stronę www. schroniska i szybko zainteresowano się nią. Zadzwonił bezogoniasty z daleka i zaoferował pomoc. Gotów był przyjechać po Iskierkę już następnego dnia, właśnie szykował się do drogi… Nasza bezogoniasta, z którą rozmawiał, przyhamowała go trochę: wie pan, gdy któryś z naszych psów ma jechać daleko, staramy się wpierw sprawdzić, na jakie warunki jedzie. Tu, w pobliżu, nie ma problemów – zawsze możemy psa odwiedzić, zobaczyć, jak mu się dzieje i interweniować w razie czego. Ale gdy piesek ma żyć daleko… Jak to! – oburzył się bezogoniasty. – Pani mi nie ufa?... Nasza bezogoniasta zażartowała: - Wie pan, ostrożność przede wszystkim. Dla dobra psa! Może mieszka pan w pałacu i jest największym przyjacielem zwierząt, ale może pan żyje w jaskini i jest zarośniętym, wytatuowanym olbrzymem, który amstafy zjada na śniadanie?... No tak, no tak… W takim razie sprawdzajcie! – zamruczał bezogoniasty.
Znajoma bezogoniasta ze stowarzyszenia, które działa w pobliżu miejsca zamieszkania tego bezogoniastego zobowiązała się sprawdzić. No i poszła. Zadzwoniła do bramy i otworzył jej wielki, w dresie, z tatuażami… Tyle, że krótko ostrzyżony! O matko suczko!
Ale okazało się, że i on, i jego żona (maleńka bezogoniasta) są cudowni. A warunki dla psów mają wymarzone. Prowadzą zresztą hotelik dla zwierząt.
A potem odbyły się jeszcze dwie krótkie rozmowy i ci bezogoniaści przyjechali po Iskierkę. Ustalono, że zabiorą ją na dom tymczasowy, będą leczyć, a jeżeli znajdą kogoś odpowiedzialnego, kto zechce wziąć Iskierkę na stałe, to ją temu komuś wydadzą. Ale bez pośpiechu, z rozwagą. Jeśli ktoś taki się nie znajdzie, Iskierka zostanie u nich. Potem pospacerowali z suczką, poznali się, przedstawili naszym bezogoniastym plan, jak będą ją  leczyć – i pojechali.

Historia pierwsza i druga – finał! Bo trzeba dodać, że bezogoniaści, którzy wzięli naszą Iskierkę, to ci sami, którzy zaadoptowali i Maksia! No i teraz oba kalekie psy mieszkają razem w dużym, zielonym pokoju z legowiskami, miskami i czego tam jeszcze psom potrzeba… Okno z żaluzjami, kaloryfery, parkiet na wysoki połysk, hau! I podwórze, i ogród!
           
Psy dogadują się bez problemów. Maksiu jest u siebie już od dłuższego czasu, czuje się więc pewniej. Ale Iskierka też zaczyna się odnajdywać w nowym otoczeniu. Podobno jest bardzo grzeczna. Jedynie wtedy, gdy zbliża się pora codziennego spaceru gdzieś w teren, zaczyna wyć – przypomina, że już czas: rzucajcie wszystko, co tam robicie! Pora na wędrówkę!

Ledwo pamiętam, bo byłam wtedy maleńka i mieszkałam z jakimiś bezogoniastymi… To było jakoś tak, że leżałam wieczorem na kocu, a starsza bezogoniasta mruczała do maleńkiego bezogoniastego, kołysząc go na kolanach:
Na Wojtusia z popielnika
Iskiereczka mruga:
Chodź, opowiem ci bajeczkę,
Bajka będzie długa…
            A mi się to teraz przerobiło i mruczę sobie, wracając za Most, kiedy schronisko już śpi:
                                   W swoim domu na Maksika
                                   Iskiereczka mruga:
                                   Ot, trafiła nam się bajka!
                                   Oby była długa…

            Od rymów zaczęłam, na rymach kończę. Taki jakiś dzień dzisiaj…

aby powiększyć kliknij na obrazek lub najlepiej otwórz w nowej zakładce