Oczami Bezdomnego Psa

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbieranie śmieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbieranie śmieci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 kwietnia 2013

SIĘ WYSTAWIAMY


Niedaleko, tuż za miastem, odbyła się wystawa psów nierasowych. Jak się wieść o niej rozniosła po wiatach, po się zrobił straszny hałas. No bo tu siedzą prawie same nierasowe. Czyli – wystawa dla nich. Nie wiemy, czego się te psy obżarły, że nagle wszystkim zachciało się wystawiać! Przecież tutaj co chwilę ktoś przychodzi je oglądać, albo fotografować się z nimi, gwiazdy różne przyjeżdżają, więc wystawianie się na pokaz to dla nich żadna atrakcja. A tu masz! Brylować wśród nierasowców im się zachciało! A swoją drogą…

- Tyson, ty masz obcięte pazury!!
- Nie obcięte, tylko starte. Za długie już były… Nieładne!
- Aaaa… Znaczy, ty na wystawę tak się szykowałeś?
- Jaka tam wystawa! Jeszcze nie zgłupiałem! Ale z długimi pazurami pisać niewygodnie!
- Cooo???
- No co się dziwisz? Jak już musze pisać…
- Tyson, ja ciebie nie poznaję!!
- Dobra, dobra, dyktuj o tej wystawie!...

Ostatecznie na tę wystawę pojechała nieduża gromadka naszych psów. Nie wymieniam z imienia, bo jeszcze o którymś zapomnę i się obrazi. Trzeba jednak przyznać, że prezentowały się psiaki niezgorzej. Wszystkie łby do góry i ogony też. Wyczesane, niektóre przystrojone w chusty! Nierasowe, ale z prezencją. I przynajmniej połowa z nich to SMS-y. Bo stary pies też urok ma! Co z rzadka bo z rzadka, ale jest doceniane.
Bo wyobraźcie sobie, przed samą wystawą dom znalazł sobie Atom! Czarne, niepokaźne, co tu dużo gadać, paskudztwo. Ma już ponad siedem lat, a w schronisku siedzi od pięciu. Grzeczny, wesoły, zakochany w bezogoniastych i powolutku tracący nadzieję, że wreszcie się komuś spodoba.
          


Nasi bezogoniaści robili, co mogli, żeby wreszcie ktoś go adoptował. Jak wszystkie SMS-y miał dostać wyprawkę: legowisko, obróżkę, smycz i zapas karmy, zwrot kosztów leczenia i wizyty u psiego behawiorysty. W dodatku nowy właściciel będzie go mógł na koszt schroniska zaprowadzić do salonu piękności dla psów, a od organizatorów festiwalu „Quest Europe” dostanie wejściówki na finały tej imprezy przez kilka najbliższych lat.
I co?  I nie było chętnych.
Aż wreszcie, gdy nasze psy szykowały się do wystawy, przyjechała z niedalekiej miejscowości młoda bezogoniasta. O wszystkich premiach za adoptowanie Atoma nie miała pojęcia, ale wybrała właśnie tego biedaka. Dlaczego? Nasi zaraz zadali jej to pytanie. A ona odpowiedziała, że pracuje z kalekimi bezogoniastymi, z dorosłymi i dziećmi i wie, co to samotność i odrzucenie. I wie też, że takiemu psu jak Atom należy się, choćby na stare lata, trochę ciepła i domu, by mu choć w części wynagrodzić to, przez co przeszedł w życiu.
Wyprawkę Atoma zapakowano do samochodu, on sam wskoczył na tylne siedzenie i odjechał. Szczeknął parę razy na pożegnanie. A wszystkie psy… Ech, co tu dużo szczekać.

Ale miało być o wystawie. No to odbyła się w sobotę. Nasze psiaki powsiadały do samochodów i pojechały. Sześć godzin to wszystko trwało. Na terenie wystawy nasi bezogoniaści postawili altankę, w której trzymali psie miski, wodę, żarcie, smycze i takie tam rzeczy. A psy chodziły sobie z wolontariuszami, prezentowały się i przyglądały innym psom. A tych innych było z pięćdziesiąt. I loteria fantowa na rzecz schroniska była, i pokazy agality, i ratownictwa psiego, i zabawy dla małych bezogoniastych…

           
A później zaczęły się konkursy dla psów. Musiały pokazywać różne sztuczki, ale takie raczej proste: siad, daj łapę, proś, leż…
No i wyobraźcie sobie, w tych konkursach nasza Sierra dostała dwie nagrody!
          




A Gryzak jedną!
           
No a na sam koniec okazało się, że psią miss wystawy została nasza Unia!
           

Jak po wystawie wrócili do schroniska i dowiedzieliśmy się wszystkiego, każdy gratulował laureatom (szczerze albo mniej), zwłaszcza Unii. A ona, kiedy już znalazła się we własnym kojcu, zaraz zaczęła kręcić się za ogonem, aż się jej we łbie zakręciło i padła. Zwykle robi tak, gdy się nudzi, albo kiedy jest wściekła. Ale wtedy to z radości tak.
I tak to wyglądało. Szkoda, że niewielu bezogoniasty przyszło na tę wystawę. Może sto pięćdziesiąt, może dwieście osób. Ale to pierwsza taka impreza. Na następnych frekwencja będzie pewnie większa.

            A na drugi dzień było coś, co się nazywa „Sprzątanie Ziemi”. O 11.00 mieli przyjść do schroniska wolontariusze i wszyscy chętni bezogoniaści z naszego miasta,  no i mieli zacząć sprzątać. Zastanawialiśmy się po wiatach, jak to będzie wyglądało: wezmą miotły, węże z wodą i zaczną zmiatać i szorować wszystko dookoła, jak to robią u nas w kojcach? Trochę dużo tego… Na zakończenie miało być ognisko.
No to przyszła wyznaczona pora i trzech wolontariuszy przyszło. Po pół godzinie jeszcze dwóch, potem jeden, znowu troje… I tak było do końca, ktoś przychodził, ktoś odchodził. I chyba sami tylko wolontariusze, bo innych, obcych bezogoniastych nie zauważyliśmy… A ci, co przyszli, brali tylko takie duże worki – i w las. Parę psów, które były w tym czasie na spacerze opowiadało potem, że maszerowali lasem i zbierali – tu papier, tu butelkę, tu torbę foliową…
Takie tam sprzątanie. Trochę nawet szkoda, bo jak pies spaceruje i wiatr uniesie mu sprzed nosa jakiś papier, to można za nim skoczyć – na długość smyczy, oczywiście. A butelkę plastikową można wziąć w paszczę i zgryźć, albo podrzucić i pogonić za nią… Zawsze to jakaś zabawa. A teraz co? Nazbierali tych rzeczy kilka dużych worów i potem je wywalili. Ech, tyle fajnych zabawek przepadło!